Info.

NOWA SERIA! Prolog + (I) Never Mind " 2802
(XII) Can you trust me? - 0103
(one shot) EXO - Kaisoo "shh, jestem z tobą" 0503
(XIII) Can you trust me? - 1203
NOWA SERIA! (II) Never mind - 1503
(one shot) BTS - Namjin "Nie martw się" - 1903
(one shot) BTS - Kookiemonster "Daj dziecku pojeździć" - 2603

^ jest już napisane, więc znikome szanse, że jakakolwiek data się zmieni.

niedziela, 23 sierpnia 2015

BTS "Czego się bałeś?" - Jungkook X Rap Monster

Kyo wita. Z opóźnieniem, ale ważne, że w ogóle.
Przybywam z obiecanym KookieMonsterem.
One shot został napisany w samochodzie Niko, gdy ta olała Kyo i poleciała do koników. Nie żebym miała za złe. 
Również obiecany Yoonmin jak i V część " Can You Trust Me?" są w trakcie pisania i pojawią się w niedalekiej przyszłości.

Miłego czytania.
___________________________



Pocałuj mnie.
- Że co, proszę?! - Jimin stał w stanie szoku wpatrując się w maknae, którego policzki z każdą sekundą przybierały coraz mocniejszy odcień różu.
Było kilka minut po dwudziestej pierwszej, parę chwil przedtem skończyła się ich próba, chłopcy zdążyli się już porozchodzić po wytwórni, tylko Jimin został w sali tanecznej, by schować głośniki,w momencie, gdy zamykał szafki za jego plecami pojawił się Jungkook z jego dziwnym poleceniem.
Chłopak speszony spuścił głowę, nagle bardziej zainteresowany swoimi białymi tenisówkami, i zaczął nerwowo gnieść brzeg swojej czarnej koszulki z nadrukiem jakiejś kapeli.
- No… nie chcesz? - spytał cicho nie podnosząc głowy.
- Ale… ale co to za pytanie?!
Kookie zawsze był najlepszym przyjacielem Jimina, ale nigdy ich relacje nie przeszły na takie tory, by zdobywać się na tego rodzaju czułości. Poza tym Park doskonale wiedział, że kto inny podoba się jego przyjacielowi.
Jeon westchnął.
- Nie ważne… - odparł odwracając się z zamiarem odejścia. Czuł jak cała jego odwaga i chęci opuszczają. Właśnie skompromitował się i spalił  ze wstydu na oczach własnego przyjaciela i cudem powstrzymywał się od rzucenia się do ucieczki. Miał już odejść, gdy poczuł szarpniecie nadgarstka, a Jimin obrócił go do siebie. Położył młodszemu ręce na ramionach i czekał, aż ten podniesie wzrok. Gdy już to uczynił posłał mu lekki uśmiech.
- Kookie, co się dzieje? - spytał z wyraźną troską, widząc minę młodszego.
- Ja… ja… - zaciął się i znów zaczął szarpać brzeg bluzki.
- Chodź, siadaj - Jimin złapał go za ramię i poprowadził do podestu, na którym wcześniej stały głośniki. Usiedli, a Jungkook od razu podkulił nogi i podciągnął kolana do klatki obejmując je rękami.
- Więc? - zaczął Jimin chcąc wydobyć z młodszego powód jego złego humoru i śmiałej propozycji.
- No bo ja… ja jeszcze nigdy… - podniósł wzrok na starszego - a on…
- Rozumiem… - chłopak objął go ramieniem. Tak na prawdę nic nie rozumiał, ale mógł się domyśleć. Mimo wesołego usposobienia teraz był poważny. - Chcesz mu powiedzieć, tak?
Jungkook na te słowa pokiwał głową.
- Boje się…

- Musisz się przełamać, poza ty ty się wszystkiego boisz…
Młodszy spojrzał na niego morderczym spojrzeniem.
- Nie prawda -  szturchnął Parka łokciem, z lekkim uśmiechem, na co ten westchnął i spojrzał w sufit.
- Prawda, prawda - uśmiechnął się kiwając głową, a widząc oburzenie w oczach drugiego zaczął wyliczać na palcach. - Boisz się ciemności, pająków, klaunów, węży, Yoongiego i Namjoona. Słyszałem jak kilka razy mówiłeś przez sen jego imię… eej! - popatrzył na niego jakby właśnie go oświeciło. - Chyba, ze to były TE sny… - poruszył brwiami.
- No coś ty! - chłopak odsunął się od niego na kilka centymetrów.
- Spoko. -  machnął ręką lekceważąco. - Ja o wszystkim wiem, w końcu dziele z tobą pokój. No i nie dlatego… Moje biedne uszy słyszą czasem więcej niż powinny. - pokiwał głową.- Ja się jeszcze dziwie jak Namjoon wytrzymuje w jednym pokoju z Yoongim i Jinem…
- Co?!
- Nic, nic. - przyłożył palec do ust, a drugą ręką przyjaźnie objął chłopaka. - Mów w czym tkwi problem. Boisz się, reakcji Namjoona? Może myślisz, że jakimś cudem dojdzie do zbliżenia, a ty nie będziesz wiedział jak się zachować? Po pierwsze upewnij mnie, że miałem być po prostu tym pierwszym pocałunkiem. Wujek Jimin słucha.
- Tak. - chłopak pokiwał głową ponownie bawiąc się materiałem koszulki.
- Ale co “tak”? Zadałem ci trzy pytania.
- Tak, boje się reakcji Namjoona, tak, nie mam pojęcia jak w razie czego się zachować DLATEGO chciałem, żebyś mnie pocałował.
Jimin westchnął z uśmiechem.
- Czyli jednak… - pokręcił głową czując pewnego rodzaju speszenie. Skoro już jest wszystko jasne, to teraz tylko wykonać zadanie…Od czego są hyungowie… ta...
- Więc… - Jungkook spuścił głowę obracając się przodem do niego.
- Wiesz, że pierwszy pocałunek pamięta się do końca życia?
Jeon kiwnął głową bawiąc się palcami, jego policzki znów zdobiły delikatne rumieńce.
- I, że powinien on należeć do osoby, którą na prawdę się kocha…? - kontynuował, a maknae ponownie kiwnął głową tym razem ją unosząc. W jego oczach kryła się nuta strachu pomieszana z czymś nieodgadnionym.
- I będzie to dość dla mnie trudne? - dokończył.            
- Powiedz po prostu, że nie. - wstał i odwrócił się do wyjścia - dzięki, hyung.
W momencie, kiedy miał zrobić pierwszy krok poczuł szarpnięcie, a w kolejnej sekundzie stał już przyparty do tafli lustra. Zdezorientowany wpatrywał się w twarz Jimina , którą zdobił szeroki, przebiegły uśmiech. Przeszedł go lekki dreszcz, a resztka odwagi go opuściła. Starszy wpatrywał się chwilę w odbicie ponad ramieniem Jungkooka, po czym zbliżył usta do jego ucha.
- A teraz mnie odepchnij - szepnął, a jego oddech owiał skórę maknae. - ja sobie pójdę i nie musisz mi dziękować. - jego dłoń zawędrowała na brzeg jego koszulki i lekko szarpnęła. - no pchaj - syknął.
Jeon zrobił tak jak Jimin mu kazał, odepchnął go na kilka centymetrów w momencie, kiedy do sali wszedł wściekły lider.
- Pojebało cię? - spytało odciągając Parka jeszcze dalej od jego potencjalnej “ofiary”. - Najpierw mu mówisz “nie” a potem… Chory jesteś?
- Namjoon… ty jesteś tak ślepy, że szkoda słów - prychnął i niedbale wskazał na Jungkooka przypatrującego się w stanie szoku w scenę rozgrywającą się przed nim. - idź do dzieciaka, bo jeszcze ci się popłacze.                         
Spojrzał ostatni raz na Jeona, po czym wyszedł zostawiając go sam na sam z raperem. Młodszy zsunął się po tafli lustra i schował głowę w dłoniach. W co on go wpakował?
- Nic ci nie zrobił? - Namjoon pojawił się nagle przy nim. Lustrował go spojrzeniem z wyraźną troską , a ten w odpowiedzi tylko westchnął.
- Nie daruje draniowi. - chłopak zacisnął dłonie w pięści, po chwili wstał i pomógł zrobić to samo Jungkookowi.
- Ale...
- Nawet go nie broń. - syknął.
- Hyung, ale to nie tak!
- W takim razie jak? - starszy oparł się jedną ręką o lustro obok głowy chłopaka.- O co tutaj chodzi?
- No bo ja.. znaczy… znaczy ja chciałem, bo... ale on nie chciał i… - jąkał rozproszony bliskością chłopaka. Stał przed nim może dziesięć centymetrów, widział dokładnie każdą jego rzęsę, co nie bardzo mu pomagało w odnalezieniu odpowiednich słów.
Chłopak westchnął.
- No, dalej, wyduś to z siebie. - podniósł wzrok z jego ust na oczy.
- To nie stój tak blisko! - krzyknął i przygryzł wargę speszony, nie powinien krzyczeć.  Chciał tylko, żeby się odsunął, w innym wypadku mogło się to skończyć gorzej. Mimo jego prośby, Namjoon jak na komendę przysunął się bliżej.
- No słucham, o co chodzi? - wziął kilka wdechów przenosząc wzrok gdzieś ponad jego ramię, gdy znów powrócił do jego twarzy, ciemne, szeroko otwarte oczy Jungkooka wpatrywały się w niego niemal ze strachem.
- Kookie?
- Ja... ja sam tego chciałem.
- Jak to “sam”?! - starszy otworzył szeroko oczy nic nie rozumiejąc.
Jeon zamknął oczy i wziął wdech, wcale mu się nie podobał przebieg tej sytuacji, od słowa do słowa w końcu przedzie do tego, dlaczego chciał, żeby Jimin  go pocałował.  - Tak. Ja sam do niego przyszedłem z WŁASNEJ woli, JA chciałem, żeby mnie pocałował, bo, znów JA, kolejny raz się bałem.
- Czego się bałeś? - chłopak zmarszczył brwi.
- Bałem się twojej reakcji. - mruknął. 
- Reakcji na co?
- Nie  ważne. - chciał się` odsunąć i odejść, ale starszy mu na to nie pozwolił, złapał go za ramię i, w dalszym ciągu opierając się o lustro, przycisnął go do tafli.
- Chcę wiedzieć. - powiedział stanowczo.
- Ale ja nie chcę powiedzieć.
- Kookie...
- Kocham cię, tak? Jestem w tobie na maska zakochany odkąd tylko pamiętam ,świruje jak jesteś blisko, więc się odsuń.  - powiedział niemal płaczliwym głosem, zanim zdążył się powstrzymać. Teraz tylko czekać na wybuch śmiechu i powolną śmierć ze wstydu.
- Jungkookie...
 - Nie! Zapomnij! Nie powiedziałem tego! - zasłonił sobie usta obiema dłońmi.
- Powiedziałeś - chłopak uśmiechnął się uroczo zakładając ręce na piersi. Jungkook, czując na sobie spojrzenie Namjoona, odsłonił usta i spuścił głowę oblewając się rumieńcem. Nie tak chciał mu to powiedzieć
- Czego tak właściwie się bałeś? - przekrzywił głowę nie przestając się uśmiechać. Chłopak spojrzał na niego lekko zdezorientowany. Spodziewał się raczej wybuchu śmiechu i tym podobnych a tu nic.
- Twojej reakcji… - wymamrotał bawiąc się palcami, na co ten ponownie oparł rękę o lustro, na wysokości jego głowy, wpatrując się w niego. Drugą dłoń położył na jego policzku, przez co przez ciało Jeona przeszedł lekki dreszcz. Jego lekko wystraszony wzrok błądził od oczu Namjoona do jego ust. Tego momentu się bał. Nie chciał nic zepsuć. Zamknął oczy dopiero, gdy chłopak zaczął się do niego przybliżać, a myśleć przestał, gdy poczuł jego usta na swoich. Delikatnie oddał pocałunek, nie wiedząc praktycznie co robi, ale teraz to trochę straciło  na znaczeniu. Ich usta delikatnie się o siebie ocierały powodując motylki i delikatne dreszcze u młodszego. W pewnym momencie poczuł jak dłoń znika z jego policzka i splata palce z jego własną dłonią, a sam Namjoon odsuwa się o niego i opiera swoje czoło o jego.
- Czy odpowiednio zareagowałem? - wyszeptał i wziął głębszy wdech, a chłopak lekko pokiwał głową, na co drugi uśmiechnął się. - Będziesz teraz mój?   
Jungkook zamrugał kilka razy na początku nie rozumiejąc, dopiero po chwili, gdy załapał co lider miał na myśli, otworzył szeroko oczy. Namjoon zaśmiał się widząc jego reakcję, a młodszy w odpowiedzi przyciągnął go do siebie, i tym razem to on  musnął jego wargi. Dlaczego się bał? Przecież to nie było takie straszne.


Ani jeden ani drugi nie mieli pojęcia, że gdzieś na korytarzu, kilka metrów od nich, Jimin wykonuje pradawny indiański taniec wychwalając swoje umiejętności aktorskie.  

sobota, 8 sierpnia 2015

BTS - Can you trust me? (IV)

 Po długiej przerwie Kyo pojawia się z przeprosinami.
Ten rozdział miał wyglądać zupełnie inaczej i miałam z nim pewne problemy, stąd tak długo powstawał. Postaram się nadrobić stracony czas. 

Czytając dzisiaj komentarze pod ostatnim one shotem, nie miałam nawet takich myśli, by komuś się tak ta seria spodobała, ciesze się bardzo z tego powodu *o*
 Jako, że nie było mnie dość długo, mam kilka informacji. (OGŁOSZENIA PARAFIALNE!)
Ostatni shot z parringiem RapMonster X Jin polecam czytać na komputerze, nie znam się tak bardzo na blogerze, żeby ogarnąć jak zrobić, by na komórkach pojawiały się kolorowe czcionki.
Co do reszty: niedługo (tym razem na prawde w przeciągu kolejnego tygodnia) pojawią się one shoty z parringami: KookieMonster i YoonMin. 
Stuknęło nam 13k wyświetleń. (To je pienkne)
Nie spodziewałam się, że tak szybko mogło to nastać. Cieszę się bardzo.

 MIŁEGO CZYTANIA!
_____________________________________________________________________


13:21
Zaczyna mnie lekko przerażać działanie tych tabletek... Wiesz co się wczoraj stało? Wieczorem, gdy się położyłem przyszła do mnie Songhye. Nawet się nie bałem, byłem ucieszony, że ją widzę. Znów zobaczyłem, jak się uśmiecha i poprawia swoje włosy... Mówiła, że nie będzie do mnie przychodzić i że nie może mi powiedzieć, dlaczego zniknęła. Chyba jeszcze o czymś rozmawialiśmy, ale nie pamiętam. Co do tabletek...
Nie mam pojęcia, dlaczego je znów wziąłem... Chyba dlatego, że znów poczułem się niepotrzebny. Znaczy.. to nie tak, że nie otrzebny… to raczej uczucie zrezygnowania i bezradności , chcę żebyście wszyscy byli ze mnie dumni, ale niestety… Jedynie tylko ty mnie zauważyłeś i chyba tylko ty normalnie się teraz wobec mnie zachowujesz... Chyba jednak się cieszę. Już sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Raz jesteś wobec mnie jak obca osoba, a raz zachowujesz się jak kiedyś. Zastanawiam się czy jesteś zły przez ~





- Mogę wejść?
Chłopak podniósł wzrok sponad czerwonego zeszytu, słysząc znajomy głos. Zza uchylonych drzwi wyglądała na niego ruda czupryna Taehyunga, szczerzącego się lwim uśmiechem.
- Wchodź - mruknął Jungkook, zamykając zeszyt na niedokończonej notatce i chowając pod łóżko. Kim wyciągnął zza pleców paczkę herbatników i wszedł do pokoju, dokładnie zamykając za sobą drzwi.
- Coś chciałeś? - Zaskoczyła go jego własna obojętność, nie chciał myśleć zbyt pozytywnie, nie dopuszczał do siebie wizji normalnej rozmowy z chłopakiem. To by było zbyt piękne. Ciekawiło go tylko po co do niego przyszedł.
- Porozmawiać, i znalazłem to, to, to - odparł, rozpakowując ciastka. - Ciasteczko? - podsunął mu je pod nos, a chłopak wziął jedno.
- O czym chciałeś porozmawiać? - spytał, poprawiając się na miejscu. Rudowłosy wzruszył ramionami.
- Ogólnie. Mam wrażenie, że jesteś na mnie zły o coś… - przekrzywił głowę, przyglądając się Jeonowi.
- Nie mam za co… - uśmiechnął się blado i wziął kolejne ciastko. Był na niego zły, ale to oczywiste, że mu tego nie powie. Nie miał w sobie tyle odwagi, by mu to powiedzieć. Poza tym, nie chciał zepsuć jeszcze bardziej ich relacji.
- Myślę, że jest trochę inaczej, ale jak uważasz - spuścił głowę. - Jak się czujesz?
- Jak myślisz? Mam wybitą rękę i zapalenie płuc, sam nie wiem czy skoczyć z mostu, czy rzucić się pod samochód - jęknął, zaczynając gryźć ciastko, na co ten zmierzwił jego włosy.
- Myślisz, że bym ci pozwolił? - spytał uśmiechając się, jednak jego ton był poważny.
- Nie wiem - Jungkook wzruszył ramionami.
- Na pewno nie patrzyłbym na to obojętnie, pewnie pobiegłbym za tobą i próbował powstrzymać… Albo zrobiłbym to samo - powiedział, po czym zesztywniał i zabrał dłoń z jego włosów, odwrócił głowę i westchnął cicho. - Jest aż tak źle?
Chłopak przez dłuższą milczał, zastanawiając się nad jego ostatnimi słowami. Zrobiłby to samo? Przecież on żartował, nie zabiłby się. Nie rozumiał już nic. Zupełnie nic, w głowie miał pustkę.
- Jak to zrobiłbyś to samo? - spytał, patrząc na niego. - Tylko dlatego, że ja…? - uciął na co ten pokręcił głową.
- Nie zrozumiesz Kookie… - westchnął i zaczął bawić się palcami. - Wiesz… chyba powinienem już pójść - podniósł się z łóżka i ruszył w stronę drzwi w momencie, kiedy młodszy poderwał się na nogi i mocno go objął w pasie, przytulając się do jego pleców. Zdecydowanie tego mu brakowało.
Taehyung stał jak wryty, dopiero przyswoił, co maknae zrobił.
- Jungkookie… - szepnął, gładząc jego dłoń oplatającą go w pasie.
- Masz tak nie mówić. Masz przestać - wyszeptał w nagłej panice, jeszcze mocniej go obejmując.
- Ale Kookie, co tobie? - spytał lekko zdezorientowany.
- Po prostu masz tak nie mówić, jasne? - zacisnął mocno oczy i wziął głęboki oddech. - A teraz pozwól mi tak chwilę postać, bo się stęskniłem.
- Stęskniłeś? - chłopak odwrócił głowę, by móc spojrzeć na młodszego kiwającego lekko głową.
- Brakuje mi ciebie, wiesz? Bardzo brakuje…
Taehyung już miał coś powiedzieć, gdy Jungkook poczuł mocne szarpanie, a czyjś wysoki głos przywrócił go do świadomości.
- Wstawaj, Jungkookie - Jimin zerwał z niego koc, odsłaniając jego ciało, które momentalnie ogarnęło zimno.
- Jak ty wszystko potrafisz zepsuć - wybełkotał, przewracając się na drugi bok. - Odejdź…
- Nie odejdę, Jin kazał mi cię obudzić, za piętnaście minut macie być na zdjęciu szyny - chłopak wyciągnął młodszemu spod głowy poduszkę i zrzucił na podłogę
Maknae zerwał się do pionu, zapominając na chwile o swoim śnie. Rozglądnął się po pokoju, w którym panował półmrok i spojrzał na godzinę.
- Cholera… - mruknął i opadł na łóżko, rozkładając ręce.
- Wstawaj młody, bo zaraz dołączysz do poduszki i koca - Jimin wskazał na podłogę, a Jungkook westchnął i opuścił nogi na panele. Przetarł oczy zaciśniętą piąstką i wyciągnął zeszyt spod łóżka, otworzył na ostatniej notatce i spojrzał na ostatnie zdanie.
Raz jesteś wobec mnie jak obca osoba, a raz zachowujesz się jak kiedyś.
Dzisiejsza notatka była, zajmowała niewiele ponad pół strony. Musiał usnąć pisząc, a zeszyt spadł. Przeczytał jeszcze kilka razy, napisane przez siebie, słowa. Jego sen był piękny, nie wiedział dlaczego, ale w środku czuł jakieś ciepło na wspomnienie momentu, kiedy się wtulał w Taehyunga. Chciał to poczuć jeszcze raz. Musiał sprawić, żeby ich relacje były znów takie same jak kiedyś, chciał go przytulać codziennie, chciał się z nim śmiać, rozmawiać, a nie myśleć nad każdym słowem i każdym gestem, gdy był w pobliżu.
- Co tam masz? - Jimin zaglądnął chłopakowi przez ramię, a ten szybko zamknął notes.
- Nic takiego - z powrotem wrzucił go pod łóżko i wstał.



Namjoon zaklaskał w dłonie, zwracając na siebie uwagę czwórki chłopców siedzących w salonie. Taehyung i Suga rozłożyli się na kanapie, a Jin siedział na fotelu z nogami na bocznym oparciu, czytając jakąś książkę kryminalną. Reszta,  razem z siedzącym na podłodze Hoseokiem, oglądała jakąś dramę lecącą właśnie w telewizji.
Chłopcy spojrzeli na stojącego w łuku kuchni lidera, a Taehyung zmniejszył głośność.
- To jest aż tak ważne, że muszę przyciszać telewizor? - chłopak spojrzał niechętnie na starszego Kima.
- Hobi, czy ty płaczesz? - Yoongi, nie robiąc sobie nic z zamieszania, nachylił się nad Jungiem, marszcząc brwi, a ten otarł oczy.
- Ja? Nie. Co ty, Yoongi - zaczął się nerwowo śmiać. - Coś mi po prostu wpadło do oka.
- Tak - odezwał się obojętnym głosem Jin, nie odrywając wzroku od książki. - Łzy…
Namjoon parsknął śmiechem, a Taehyung załamany zakrył dłonią oczy. Hoseok poderwał się na nogi, patrząc morderczym wzrokiem po twarzach przyjaciół.
- Jesteście bez serca - powiedział, zaciskając dłonie, po czym wskazał palcem na ekran telewizora. - To. To było smutne. A wy… - westchnął i usiadł wiedząc, że tym ludziom nie przegada.
- Już, spokojnie - Taehyung zaczął klepać go po ramieniu, cudem powstrzymując się przed śmiechem. - Rozumiemy cię.
- Jeśli już wszyscy się wypłakali, wyklepali i pojawili... - rozglądnął się po pokoju i spuścił ramiona. - Gdzie Jeon i Park?
- Park - Jin spojrzał na Namjoona, niezbyt chętnie odrywając się od książki. - Na moje polecenie poszedł obudzić Kookiego - pokiwał głową. - Chyba mu nie idzie.
- Właśnie… co z Kookiem? - Taehyung z zamyśleniem popatrzył po twarzach chłopców, na końcu jego spojrzenie powędrowało na lidera.
- Wydaje mi się, że jest teraz trochę podłamany…- Namjoon założył ręce na piersi. Każdy przez ostatni tydzień zdążył zauważyć niepasujące do Kookiego dziwne zachowanie.
- Może mu w szkole nie idzie? - Hoseok wstał i usiadł zaraz koło opierającego brodę o oparcie kanapy, Taehyunga. - Ostatnio chodzi jakiś przybity…
- Dobrze by było, gdyby zrobił sobie przerwę.
- Przejdzie mu - Yoongi machnął ręką. - Nikt nie może mieć ciągle dobrego humoru.
- A co jeśli nie? - najmłodszy Kim spojrzał na przedmówcę. - Myślę, że lepiej by było, gdyby dał sobie spokój z zespołem.
W pokoju, nie wiadomo kiedy, pojawili się Jimin i Jungkook, pierwszy z szerokim uśmiechem na twarzy, ubrany prawdopodobnie w koszulkę Hoseoka, a drugi w rozwalonych włosach, na pół śpiąco zabrał pierwszą lepszą rzecz z obrotowego krzesła i założył, chroniąc się przed zimnem. Miał na sobie szarą bluzę Taehyunga z podwiniętym jednym rękawem.
- Meldujemy się - mruknął maknae, opierając się o futrynę drzwi i przejeżdżając ręką po twarzy, by się rozbudzić. Próbował nie dać po sobie poznać, że przed chwilą usłyszał od swojego, miał nadzieję, dalej najlepszego przyjaciela, że najlepiej by było, gdyby odszedł.
- Gotowy? - Jin wstał z fotela, odłożył książkę na bezpieczne miejsce, by nikt nie znalazł i nie zechciał pomóc w rozszyfrowaniu zagadki, na której polegała cała fabuła i nie napisał na pierwszej stronie, kto jest mordercą. Poprawił koszulkę i sięgnął po kluczyki leżące na półce obok telewizora. Kookie pokiwał głową ucieszony, że w końcu pozbędzie się uciążliwych bandaży.
- Wygodna? - Taehyung spojrzał na Jungkooka, unosząc brew. Chłopak widząc jego spojrzenie, spuścił głowę, unikając kontaktu wzrokowego i zaczął rozpinać bluzę.
- Zostaw - rudowłosy uśmiechnął się do niego. - Oddasz mi potem.
Namjoon ponownie zaklaskał w dłonie, tym razem zwracając na siebie wzrok całej szóstki. Jungkook, który w międzyczasie znalazł się na oparciu fotela w kącie pokoju, bawił się nerwowo podwiniętym rękawem bluzy.
- Krótko i zwięźle. Ten o tutaj - wskazał na Jimina. - I ten o - tu jego palec powędrował w stronę Hoseoka, w kolejną sobotę planują imprezę. Macie się nastawiać na to, że będziecie potrzebni i nic nie planować. Jasne? Ciesze się - powiedziawszy to, zaklaskał w dłonie i opuścił salon.



- Taehyung…? - chłopak powoli otworzył drzwi pokoju, wpuszczając do niego nieco światła.
Było kilka minut po dwudziestej pierwszej, Jin wraz z Jungkookiem niedawno wrócili, pierwszy podenerwowany dużą kolejką u lekarza, a drugi wyczerpany czekaniem. Ale w końcu nastał upragniony moment, w końcu pozbył się opatrunku i mógł normalnie działać w zespole. Kolejne dni dla niego miały wyglądać tak samo: próby taneczne i wokalne oraz zarwane noce, jego zdrowie polepszyło się na tyle, że mógł spokojnie iść do szkoły, by nadrobić zaległości. Jednak teraz o tym nie myślał, chciał zrobić jedną rzecz. Wykorzystać zebraną przez cały dzień odwagę i wprowadzić sen w życie.
- Coś się stało? - cichy głos dobiegł jego uszu, gdy zamykał za sobą drzwi.
- Śpisz hyung? - chłopak podszedł do łóżka i usiadł na brzegu, a rudowłosy podniósł się do siadu.
- Nie, coś się stało? - powtórzył, wyłapując w mroku twarz młodszego, po nieudanej próbie zapalił światło, ukazując zmęczone oblicze Jeona. Miał podkrążone oczy i przymknięte powieki, jakby cudem utrzymywał się świadomości, jakby za chwilę miał usnąć na siedząco.
Młodszy pokiwał przecząco głową. - Więc dlaczego przyszedłeś?
- Chciałem… - zaciął się.
- Porozmawiać? - podsunął mu brakujące słowa, lekko machając ręką. Chłopak szybko potwierdził skinieniem głowy. - O czym?
- Tak… - zaczął, ale po chwili przerwał szukając słów, chciał z nim porozmawiać, ale nie wiedział jak się do tego zabrać, chciał zapytać o tyle rzeczy, ale każda wydawała się nieodpowiednia, nie potrafił złożyć zdania. - Chcę, żeby było tak jak kiedyś - mruknął cicho.
- Jak to ‘Jak kiedyś’, co masz na myśli?
Chłopak westchnął, spuszczając głowę. Nie powie mu przecież, że się za nim stęsknił. Nie było odpowiednich słów opisujących to, jak się teraz czuł. Nie był dobry w takiego typu rozmowach.
- Możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie? - głos Taehyunga sprawił, że Kookie od razu podniósł głowę i spojrzał na niego pytająco. - Opowiesz mi, co u ciebie? - usiadł naprzeciwko niego po turecku z rękami opartymi na kolanach i przypatrywał się mu z delikatnym uśmiechem, ale i zaciekawieniem.
- Co u mnie…
- Tak, chcę wiedzieć, jak się czujesz, co u ciebie w szkole, nad czym tak ostatnio rozmyślasz, że chodzisz taki smutny...
Czyżby Taehyung go obserwował? I to na tyle, by zauważyć wszystkie zmiany w jego zachowaniu? Wyjawienie mu tajemnicy tabletek, jak to przed sobą nazywał, odpadało. Byłby zaskoczony i mógłby pomyśleć, że chłopak spada na takie dno, że tylko środki odurzające mu pomagają, a tego nie chciał. Nie powie mu też o Kyungu, bo pomyśli, że jest totalną fajtłapą, skoro nie potrafi mu się postawić.
- Słuchaj Kookie, widzę, że coś się dzieje, chcę wiedzieć, co takiego.
- Jest dobrze hyung… Po prostu ostatnio zawaliłem kilka rzeczy, to przez to - mruknął, bawiąc się palcami, miał nadzieje, że to zadowoli chłopaka. Jednak ten dalej drążył temat.
- Jakich rzeczy?
- Przez moją rękę nie wzięliśmy udziału w bitwie, a nagrywanie MV musiało stanąć w miejscu - odpowiedział z ociąganiem. - W szkole też jakby szczęścia nie… - urwał, słysząc jak bardzo się zapędził. Ponownie spuścił głowę.
- Nie obwiniaj się za to, to był wypadek - chłopak przekrzywił głowę, wpatrując się w niego z zaciekawieniem. - Powiedz mi o szkole.
- No bo… to nie był wypadek - Jungkook skulił się ze wstydu, przez cały czas bawiąc się palcami. - Nie podpasowałem takiemu chłopakowi…
- Czekaj! - chłopak podniósł się na kolana, patrząc na niego z szokiem. - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że cię nękają w szkole…
Z ust Jeona wyrwał się nerwowy śmiech. On i ten jego nie wyparzony język. Mógł nie zaczynać tematu.
- Nie hyung, to nic takiego, po prostu… widzi jaki jestem naprawdę i to wykorzystuje - wzruszył ramionami, jakby na prawdę chciał przekonać Taehyunga, ze to nic takiego.
- A jaki jesteś naprawdę? - chłopak założył ręce na piersi, próbując inną taktyką wyciągnąć z niego jak najwięcej. Jungkook był typem osoby, do której tak naprawdę nie łatwo było dotrzeć.
- Beznadziejny. Totalnie beznadziejny - westchnął zrezygnowany. - Słaby… i ciągle pakuje się w kłopoty. Mam wrażenie, że wszyscy mają mnie dość… Nawet ty. Dziwie się, dlaczego jeszcze nie nie wywaliłeś mnie z pokoju.
- Dlaczego miałbym cię wywalać? Przecież cię lubię, bardzo… Jak miałbym mieć ciebie dość? - chłopak wydawał się być naprawdę zszokowany właśnie usłyszanymi słowami.
- Chcesz, żebym odszedł z zespołu - przygryzł wargę, przypominając sobie jego słowa, które usłyszał w salonie. Przez kolejne pół dnia myślał nad sensem tych słów. Miał nadzieję, że mu się przesłyszało, ale Kim głośno i wyraźnie powiedział, że powinien dać sobie spokój z zespołem.
Taehyung aż otworzył usta ze zdziwienia.
- Kookie! Co jest? Jak? Skąd ty to wziąłeś?
- A nie powiedziałeś tak? Że dobrze by było, gdybym dał sobie spokój z zespołem? - spytał, czując nagły przypływ złości. Wstał i schował twarz w dłonie. Czuł łzy pod powiekami, nie wyobrażał sobie życia bez zespołu, nie wyobrażał sobie życia bez tej szóstki chłopców, którzy są dla niego jak bracia. Ale może jednak to dobry pomysł. Mógłby skupić się na szkole, a zespół nie miałby żadnych opóźnień przez niego. - Wiem, że byłoby o wiele lepiej…
- Czasem brak jednego przecinka potrafi zmienić sens całego zdania - powiedział Taehyung, wstając, po chwili dodał - nie miałem na myśli tego, że bez ciebie byłoby lepiej.
Chłopak wbił w niego wzrok, czując, że zaraz wybuchnie.
- Wszyscy wszystkiego ode mnie oczekują, chcą żebym wszystko robił perfekcyjnie. Tymczasem ja zawalam wszystko! Wszystko - Jungkook z każdym słowem miał coraz bardziej drżący głos, a łzy coraz mocniej napierały na jego powieki. - Szkoła, próby, koncerty, występy, wywiady… gdziekolwiek. Wszystko idzie źle, gdy tylko ja się pojawiam.
Taehyung, widząc reakcje chłopaka, podszedł do niego, w celu uspokojenia go, ale został odepchnięty, niezbyt celowo, ale jednak. Nikt nie miał prawa wiedzieć, że takie zachowanie to skutek uboczny branych przed snem leków.
- Chcę spełnić wasze oczekiwania, ale zawsze, nieważne jak bardzo bym się starał, kończy się to totalną klapą. Ja już nie mam siły.. Po prostu nie mam siły…
Kim po raz kolejny podszedł do młodszego i, tym razem złapał go za oby dwa nadgarstki, uważnie mu się przyglądając. Chłopak miał zaciśnięte usta, szkliste zaczerwienione oczy, z których zdążyło ulecieć kilka łez. Taehyung puścił jedną jego rękę i naciągnął na swoją dłoń rękaw, by zetrzeć jego łzy z policzków.
- Rozumiem Cię… - szepnął. - Wiem, że jest ci trudno, każdy ma w życiu taki okres, kiedy myśli, że spada na dno. Niektórzy myślą nawet o najgorszym… Mogę się założyć, że i ty na pewno też myślałeś - zaciął się na chwilę, biorąc wdech. - Nie jesteś taki zły, jak ci się wydaje… jesteś aniołem, tylko niektóre anioły tak bardzo zatracają się w tym, by wrócić do nieba, że nie zauważają ludzi, którzy ich otaczają - uśmiechnął się lekko, chcąc tym uspokoić młodszego. - Masz mnie, pamiętasz? Nie wiem, co przez ten czas się między nami stało, co się zepsuło, ale pamiętaj, że zawsze masz mnie. Nie możesz myśleć, tak jak myślisz… - zamilkł na chwilę, by otrzeć ponowne łzy sunące po policzku Jeona. - Nie lubię gdy płaczesz… A ostatnio robisz to zbyt często, wszystko słyszę... Mam wtedy ochotę podejść i cie przytulić, ale nie wiem, czy to zachowanie jest odpowiednie… - złapał go mocniej za rękę, wyprowadzając go z pokoju. - Chodź. Chcę cię o coś spytać.



Ciąg dalszy nastąpi...

sobota, 18 lipca 2015

EXO - "Takich dni się nie zapomina." Xiumin X Luhan

 Kyo wita!
Rozdział pojawi się w przeciągu trzech następnych dni. (Me serce krwawi </3)
Tymczasem mam dla was one shota, mam nadzieję, że się spodoba.
Do rzeczy. Miłego czytania ^^ 

____________________________________________________
Idę wściekły bokiem ulicy próbując przypomnieć sobie drogę do domu. Mijają mnie przechodnie, samochody jadące ulicą wjeżdżają w kałuże ochlapując mnie tym samym, ale ja się tym nie przejmuje, nie przejmuje się zimnem, nie obchodzą mnie krzyki i nawoływania, które rozbrzmiewają, gdy przypadkowo kogoś potrącę czy szturchnę. Nie słyszę ich, bo w moich uszach ciągle rozbrzmiewają twoje słowa, krzyczą, rozrywają bębenki. "Nikt nie był dla mnie ważniejszy, niż Sehun" kolejny raz twój głos zagłusza otoczenie, sprawia, że muszę zasłonić uszy, by się opanować. Byłeś wściekły. Tylko dlatego, że nie chciałem, by dzisiejszy wieczór ON spędził razem z nami. Tyle razy powtarzałeś, że to ja jestem najważniejszy. Tyle razy powtarzałeś, że on jest nikim w porównaniu do mnie. A teraz?
Teraz błąkam się po ulicach Seulu świadomy, że jesteś z NIM.
Że wolałeś JEGO niż mnie.
Łzy, które napływają do moich oczu sprawiają, że nic nie widzę, próbuje je zetrzeć, ale one nie dają za wygraną i pojawiają się znowu.
Słyszę dzwonek telefonu, wiem, że to ty, ale nie chcę odbierać. Boje się, że wybuchnę, że wygarnę ci wszystko. Pewnie nie wiesz, ale dzisiaj mija rok odkąd się poznaliśmy. Rok. To jest ten dzień, w którym, kilka miesięcy temu narodziła się przyjaźń i dzisiaj skończyła miłość pozostawiając po sobie ciemną pustkę.
Targam swoje kasztanowe włosy i wydaje z siebie krzyk. Mam wrażenie jakby moje serce zostało rozerwane na kawałki, rozerwane twoimi dłońmi.
Niebo zaczyna płakać zsyłając na ziemie swoje łzy, które mieszają się z moimi własnymi.
Wściekłość i złość zastępuje rozpacz.
Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w odległej części Seulu. Z daleka słyszę silniki samochodów. Dociera do mnie że poznaje to miejsce, jestem na prowizorycznym torze wyścigowym. Rozglądam się na boki w momencie gdy głośny klakson rozdziera moje uszy a jasne światło, które pojawiło się znikąd, oślepia moje oczy. W następnej sekundzie otacza mnie już cisza. Rozglądam się i widzę krople deszczu które wiszą nad ziemią czekając aż grawitacja pozwoli im rozbryzgać się o ciemny beton. Wiatr przestaje wiać i nagle wokół robi się cieplej, tak, że przez zmianę temperatury na moich rękach pojawia się gęsia skórka. Tylko moje łzy niepowstrzymanie lecą zamazując rzeczywistość. Mija chwila zanim zauważam postać, od której emanuje, już delikatny blask. To mężczyzna. Jego czarne włosy są potargane, a ciemna koszula opina ramiona i klatkę piersiową, z niedowierzaniem zauważam dwa czarne, rozłożyste skrzydła u jego ramion i zaczynam rozumieć. Stoję przed obliczem anioła. Stoję przed osobą, która odeszła ze świata ponad dwa lata temu, osobą, która była dla mnie oparciem w trudnych chwilach zanim pojawiłeś się ty.
- T-tao? - udaje mi się wydusić imię chłopaka, Na chwilę jakby zapominam o tobie i Sehunie.
Chłopak uśmiecha się do mnie, miło znów widzieć jego uśmiech. Robi krok w moją stronę ale nic nie mówi. - Przecież...
Podaje mi dłoń i mocno ściska.
- Jestem tu - zabiera głos a mi zasycha w gardle. Właśnie słyszę głos, którego miałem już nigdy nie usłyszeć. - muszę wykonać zadanie, oto dlaczego jestem.
Patrzę na niego nie rozumiejąc za wiele.
- Muszę przeprowadzić cię przez wspomnienia. - w dalszym ciągu się uśmiecha. Wygląda na szczęśliwego. - Gotowy?
Kiwam niepewnie głową, ale ściskam mocniej jego rękę, a ten otacza nas skrzydłami zamykając w ciemności. Gdy ponownie pozwala mi spojrzeć na świat nie jestem już w obcej części Seulu. Znajduje się w parku niedaleko mojego domu. Jest jesień, słońce świeci na złote liście spadające z drzew i piętrzące się na trawnikach. Słyszę śmiech dzieci i widzę spacerujących ludzi, ale oni nie zdają się widzieć mnie. Nie patrzą w moją stronę i muszę uskakiwać im z drogi, jednak Tao stoi niewzruszony, patrzy w kierunku pobliskiej ścieżki rowerowej. Podążam za nim wzrokiem.
Kasztanowo włosy chłopiec pochyla się nad drobnym blondynem siedzącym na ziemi. Nieopodal leży rower. Kolano blondyna krwawi a ramie jest obdarte.
Dopiero po chwili orientuje się, że patrzę na nas.
- Wtedy go poznałem... - szepnąłem podchodząc bliżej . Widzę swój zakłopotany wyraz twarzy i ciebie próbującego się podnieść, pomogłem ci wtedy.
- Pamiętasz gdzie potem poszliście? - pyta Zitao patrząc na mnie.
- Do mojego domu - odpowiadam od razu - nie chciałem by przeciążał nogi, a mój dom jest nieopodal.
- Kiedy to było?
Przez chwilę milczę. Doskonale wiem, kiedy to było.
- Rok temu - patrze na Minseoka i Luhana z przeszłości. Nie byliśmy wtedy świadomi, co się wydarzy i jak bardzo zmieni się nasze życie w przeciągu tego roku. Mam ochotę podbiec do nas i powiedzieć wszystko, ale się powstrzymuję, i tak te osoby by mnie nie usłyszały.
- Nie płaczesz już? - Tao ponownie łapie mnie za rękę, a ja kręcę przecząco głową, nawet nie zauważyłem kiedy moje łzy przestały lecieć.
Skrzydła chłopaka po raz kolejny nas otaczają, a gdy odsłaniają świat, zauważam, że jestem w domu, z którego przed chwilą wybiegłem. Stoję w twoim domu. Patrzę na twój salon i widzę nas.  Oglądamy razem jakiś film siedząc na jasnej kanapie, na stole stoi miseczka z popcornem, a my wpatrzeni w telewizor co chwilę na siebie zerkamy i komentujemy fabułę.
- Pamiętasz ten dzień? - Tao patrzy na chłopców siedzących na kanapie.
- Tak.. - zaczynam, widząc jak wstajesz kanapy odsuwam się w stronę czarnowłosego by nie zagradzać ci drogi. - Doskonale pamiętam...
- Takich dni się nie zapomina - wzdycha a ja wracam do obserwowania wspomnienia. Pamiętam jak bardzo się tego dnia denerwowałem, wtedy uświadomiłem sobie, że byłem od dawna w tobie zakochany.
Wiem co się zaraz wydarzy.
Przez chwilę na mnie patrzyłeś po czym z powrotem usiadłeś obok. Przez chwilę milczałeś bawiąc się nerwowo palcami i zerkając na mnie zapatrzanego w ekran telewizora.
- Mogę coś zrobić? - spytałeś patrząc na mnie ostrożnie.  Spojrzałem na ciebie lekko zmieszany.
- Co takiego...?
Nie odpowiedziałeś,  patrzyłeś tylko na mnie.  Pamiętam twój wzrok,  byłeś trochę przestraszony,  zniecierpliwiony.  Przyciągnąłeś mnie lekko do siebie, by połączyć nasze usta w niezdarnym pocałunku. Teraz widzę jak łaknąłem twoich ust,  jak przyciągałem cię do siebie, a ty wplotłeś ręce w moje włosy. Przypominam sobie twój dotyk,  niezbyt nachalny,  ale jednocześnie nieznający sprzeciwu. Przypominam sobie jak bardzo moje serce biło ze strachu i szczęścia. W końcu całowałem ciebie,  a ty mnie.  Widzę jak odsuwamy się od siebie,  patrzymy w swoje oczy a ty szepczesz dwa słowa,  przez które drętwieje na całym ciele.  Teraz też czuje jak delikatny dreszcz przechodzi po mnie na dźwięk tych słów.
- Kocham cię...
Moje oczy się rozszerzyły i po chwili już cię przytulałem, wtulałem głowę w twoja szyję i złączyłem nasze ręce.
- Ja ciebie też kocham...  - szepnąłem,  jednak te słowa zalewają się z tymi,  które wypowiadam teraz.  Wyznaje ci miłość jeszcze raz,  ale nie słyszysz tego. Nie możesz tego słyszeć. Tu jesteśmy tylko ja i Tao. Słyszę twój delikatny śmiech,  gdy gładzisz moje włosy.  W dalszym ciągu lubię ten dźwięk.
Mój wzrok trafia na stojącego niedaleko Zitao,  który przygląda się tej scenie z ręką na piersi.
- Pierwszy pocałunek - mówi  i jego i twój. - przerywa. - Minseok,  czy chcesz przejść dalej? Mamy mało czasu,  a chcę pokazać ci jeszcze kilka zdarzeń. 
Kiwam głową nie bardzo rozumiejąc co jeszcze chce mi pokazać.  Znów ściskam jego dłoń,  a on ponownie otacza nas ciemnymi skrzydłami.
Nowe miejsce jest mi nieznane,  jakiś domek po środku lasu z oświetlonym gankiem. Niezbyt pamiętam to miejsce.  Widzę ciebie obejmującego mnie ramieniem.  Staliśmy w progu owego domku machając odjeżdżającemu czerwonemu jeepowi, w którym znajdował się Chanyeol i Baekhyun. Nagle przypominam sobie ten dzień.  Zostaliśmy sami z Jongdae i Yixingiem w domku letniskowym należącym do rodziców Chana.  Sam Chanyeol razem że swoim chłopakiem pojechał po Jongina i Kyungsoo. Mieli dołączyć do nas rano. 
Widzę jak zatrzaskujemy wejściowe drzwi, a na zewnątrz gaśnie światło. Chcę tam wejść,  ale jednocześnie si waham.
- Xiumin...? - Tao zwraca uwagę na swoją osobę machając otwartą dłonią przed moimi,  zapatrzanymi w drewniane drzwi,  oczami. Wzdrygam się, a moje spojrzenie pada na czarnowłosego anioła - Chcesz tam iść?
Podaje mi dłoń, a ja kiwając głową ją ściskam. Idziemy w stronę drzwi,  by po zetknięciu z nimi przenikać je i znaleźć się w urządzonym wnętrzu.  W kominku pali się ogień, a nad nim wisi poroże jelenia. Chen z Yixingiem właśnie znikali w korytarzu, gdy ty, pamiętam, już po raz kolejny raz wpiłeś się w moje usta. Słyszę swój własny jęk gdy przyszpiliłeś  mnie do ściany.
- Ten dzień też pamiętam...  - szepczę podchodząc bliżej nas. Chyba już się przyzwyczaiłem, że nikt mnie nie widzi. - Nie chce tego widzieć. - mówię w momencie, gdy pchnąłeś mnie w stronę drzwi,  za którymi skrywa się nasza sypialnia.
- To twój pierwszy raz -  Zitao wydaje się nie przejmować moimi protestami.
Zniknęliśmy za drzwiami, a Tao ponownie je przenika ciągnąć mnie za sobą. Pchnąłeś mnie na łóżko. Byłeś zaborczy ale i delikatny, podobało mi się to. Czuje jak na moje policzki wstępuje rumieniec, zaczynam się zastanawiać,  czy wtedy też stała koło nas moja, w tym przypadku, przyszła wersja żałując wszystkiego,  co się tego wieczoru wydarzyło.  Tego wieczoru,  kiedy wybuchła ta kłótnia,  kiedy w naszym progu po raz kolejny stanął Sehun.  Dzisiejszego wieczoru. Chcę wrócić do rzeczywistości.  Chce cię przeprosić,  przytulić,  sprawić,  by wszystko było znów tak, jak powinno. Zamiast tego stoję nieruchomo obserwując jak rozpinałeś kolejne guziki mojej koszuli,  jak wodziłeś dłońmi po całym moim ciele,  jak szeptałeś znów i znów moje imię do mojego ucha,  jak uśmiechałem się do ciebie i całowałem twoje usta. Nie mogę na to patrzeć.
- Hyung....  - zaczynam szarpać chłopaka za rękę - Zabierz mnie stąd...
- Dlaczego? - jego oczy wyrażają ciekawość, ale i zrozumienie. Jakby wiedział, że nie chce patrzeć na to, jak pieczętujemy coś, co kilka minut temu stwierdziłem, że zniknęło. 
- Nie chce na to patrzeć...  -  odwracam wzrok i spuszczam głowę.
- Rozumiem. - kiwa głową i ponownie otacza nas skrzydłami.
- Gdzie jesteśmy?  - pytam widząc nowe otoczenie. Znajduje się w pokoju,  panuje tu półmrok, dopiero, gdy moje oczy przyzwyczajają się do ciemności poznaje pomieszczenie. - Dlaczego zabrałeś mnie do mojego domu?
Anioł nie odpowiada, wskazuje tylko ręką na stojące nieopodal łóżko z którego dochodzi stłumiony szloch.
- Myślał, że cię tu znajdzie...  -  Tao ostrożnie patrzy w moją stronę.  -  Ale ciebie nie było.
- Zawsze...  czy on zawsze płacze,  kiedy się pokłócimy? - pytam. Słysząc twój szloch chcę sprawić, by na twojej twarzy znów zagościł uśmiech. Podchodzę do ciebie i kucam zaraz obok. Widzę twoje łzy,  przecierasz oczy. Ten widok sprawia,  że moje serce pęka,  pęka na kilkanaście drobnych kawałków,  bo wiem,  że płaczesz przeze mnie. To ja jestem tym złym.
- Tylko wtedy, gdy wie,  że cie zranił. - słyszę szept Tao i czuje jego dłoń na moim ramieniu. Muszę uskoczyć przed twoją ręką,  gdy sięgnąłeś po leżący na podłodze telefon.  Widzę wyskakujące cyfry,  wybrałeś mój numer.  Widzę jak przyłożyłeś komórkę do ucha i odczekałeś kilka sygnałów, by zaraz potem,  gdy usłyszałeś urwane połączenie,  rzucić nią o podłogę i złapać się za włosy.
- Luhan...  -  szepczę w nadziei, że jednak mnie usłyszysz, ale ty, nie mając pojęcia o mojej obecności, powiedziałeś drżącym głosem:
- Jestem kretynem - uderzyłeś pięściami o materac łóżka.
- Nie jesteś. - również szepczę czując jak łzy napierają na moje powieki. Nie mogę patrzeć jak płaczesz. Wyciągam rękę,  by zetrzeć twoje łzy,  ale moja dłoń nie dotyka twojej skóry. Jakby ją przenika. To jest straszne,  nie chce byś płakał, chce żebyś na mnie spojrzał i się uśmiechnął.
- Kocham tylko Minseoka...  Tylko! - krzyknąłeś a mnie ściska w sercu.  Zaczynam jeszcze bardziej żałować, że wybiegłem, żałuje, że cię tam zostawiłem. Chcę cię pogładzić po ramieniu ale moja ręka ponownie przenika twoje ciało. Przechodzi mnie dreszcz. Chcę wrócić, chce cię zobaczyć. Nie jestem już zły,  nie jestem też w stanie być obok. Mimo, że jestem, że patrzę na ciebie, że słyszę twój głos,  nie mogę znieść tego, że nie możesz mnie zobaczyć.
- Luhan...  -  szepczę ponownie.
Nie wiem co powiedzieć. Jestem w stanie wmówić tylko twoje imię.
Jednak ty zabrałeś moją bluzę i szybko wybiegłeś z mieszkania. Przez kilka chwil patrzę na drzwi,  które się za tobą zatrzasnęły.
Dłoń Zitao zaciska się na moim ramieniu.
- Wracajmy - mówi.
Wstaje i jedyne czego teraz pragnę to znaleźć się w twoich ramionach.
Przysięgam, o nic więcej się nie pokłócimy, nigdy więcej nie doprowadzę cię do płaczu. Przestanę być zazdrosny.  Zawsze razem, dobrze? Zawsze.
Gdy anioł ponownie okrywa nas swoimi skrzydłami przenosi nas z powrotem na ulicę Seulu, skąd mnie zabrał,  jednak czas dalej stoi w miejscu. Wpatruje się w nagle posmutniałego Tao. Próbuję zrozumieć co się przed chwilą właściwie stało.
- Tao... - zaczynam ale on mi przerywa.
- Zastanawiasz się dlaczego tu jestem, dlaczego zabrałem cię w tę podróż? Dlaczego pokazałem ci to wszystko? -  dokańcza,  jakby czytał mi w myślach.
- Tak i...
- Dlaczego moje skrzydła są czarne?  Dlaczego jestem czarnym aniołem? - ponownie mi przerywa, po czym spuszcza głowę,  a mnie przechodzi dreszcz strachu. - Jestem aniołem śmierci.
- Śmierci?! - czuję jak moje serce przyspiesza z szoku. o
- Tak. - kiwa głową i wskazuje gdzieś ponad moje ramię - Zobacz.
Odwracam się, a kilka metrów przede mną znajduje się maska czerwonego sportowego auta ze spanikowanym  kierowcą w środku. Wygląda jakby był zbyt rozpędzony,  by zahamować i doskonale wie,  co się za chwilę stanie.  Zaczynam rozumieć.
- Czy ja...  - zaczynam, ale boję się dokończyć. Przełykam głośno ślinę. Chcę cię zobaczyć,  dotknąć,  przytulić. Nie chce umierać!
- Dlatego tu jestem - wzdycha
- By mnie zabrać? - pytam drżącym głosem.  Czuje jak moje ręce drżą ze strachu. To uczucie jest straszne,  wiem że za kilka chwil odejdę i nie mogę nic zrobić,  by stało się inaczej.
Tao zaprzecza ruchem głowy.
- Przyszedłem,  by pokazać ci najlepsze momenty w życiu.
- A-ale Luhan...  to nie było moje wspomnienie.
- Nie zrozumiesz. Zobacz - ponownie wskazuje palcem, tym razem gdzieś w bok. Gdy patrzę w tamtą stronę dostrzegam ciebie. Już mnie zauważyłeś, patrzysz na mnie przerażony. Też już wiesz co się za chwilę wydarzy.
- Każdy ma swój los zapisany od urodzenia. - anioł przenosi na mnie wzrok i przypatruje się uważnie. - Odkąd umarłem, wiedziałem, że właśnie tego dnia, w taki sposób do mnie dołączysz.
Moje ciało opanowuje panika,  uświadamiam sobie jak bardzo jestem bezsilny wobec świata.
- On też. Luhan też niedługo do nas dołączy. - mówi, a ja czuję jak krew odpływa mi z twarzy - nie będzie mógł sobie poradzić ze stratą ciebie.
Nie potrafiłem wydusić słowa. Uwiązł mi gdzieś w połowie drogi.
- On… on  nie może… - udaje mi się wydukać
- Za równo dwa tygodnie -  informuje mnie  - zabierze Baekhyunowi tabletki nasenne.  Zrobi to tak, by nikt nie zauważył. - mówi powoli, a do moich oczu napływają łzy, po chwili wylewają się niewidzialną stróżką spod powiek.
- Uratuj go! - krzyczę błagalnie. Musi być jakiś sposób, Tao go może uratować, wierzę, że może to zrobić. - Nie możesz pozwolić, by umarł…  - próbuję otrzeć łzy.
- Takie jest przeznaczenie, Minseok… - mówi smutny.  Zawód anioła śmierci musi być bardzo przygnębiający.  – Nie mogę nic z tym zrobić, ja tylko wypełniam swoje zadanie…  - podnosi wzrok na mnie - Przepraszam…
Anioł unosi ręce, a jego ogromne skrzydła ukazują się w całości, lekko połyskują, wyglądają jakby były ze skóry, ciężkie, ale jednocześnie sprawiają wrażenie niezniszczalnych.
- Za kilka chwil się znów zobaczymy. - udaje mi się usłyszeć zanim blask oślepia moje oczy, a huk atakuje  uszy.
Nagle wszystko jak się zaczęło, tak się skończyło. Nagle, bez ostrzeżenia. Zauważam tylko Tao opuszczającego ręce, a mnie opanowuje przeszywający ból.  Samochód uderza w  moje ciało z całej siły i popycha do przodu, w każdej kości czuję moc uderzenia, a moje bębenki zostają niemal rozerwane przez ogłuszający dźwięk hamulców i pisku opon. Dopiero po kilku metrach i sekundach, które trwają całą wieczność , samochód zatrzymuje się, a ja upadam uderzając rękami o beton. Słyszałem łamiące się w środku mnie kości. Ból przeszywa moją czaszkę, która w pewnym momencie uderzyła o podłoże. Wokół mnie unosi się zapach spalin i dym z opon. Próbuję oddychać, ale to nie możliwe, każda kolejna próba zaczerpnięcia tchu sprawia mi niewyobrażalny ból. Jestem poobijany, zapewne mam też pękniętą czaszkę i kilka żeber. Moje włosy plami krew sącząca się gdzieś z głębokiej rany, którą ktoś próbuje zatamować. Otwieram oczy, a zbyt jasne światło sprawia że mój mózg przecinają sztylety. Próbuję nie płakać, ale nie mogę powstrzymać łez wiedząc o zamiarach naszego losu. Przez łzy widzę ciebie. Wyciągam drżącą rękę w twoją stronę i ściskam twoją dłoń tak mocno na ile pozwala mi mój stan. Nie mogę odejść! Nie możesz odejść!
- Lu... - próbuję wymówić twoje imię, ale nie potrafię ułożyć ust w głoski. Czuję jak stróżka krwi sączy się z kącika moich ust.
- Zaraz przyjedzie karetka - gładzisz moje włosy próbując tym samym mnie uspokoić, ale ja nie pozwalam. Nie chcę ci mówić, że odejdę, że to moje ostatnie chwile, że zegar mojego życia właśnie się zatrzymuje odliczając ostatnie sekundy. Próbuję ułożyć w głowie zdanie, ale jedyne co potrafię to szeptanie twojego imienia. Ocierasz swoje oczy. Znów płaczesz, znów przeze mnie. Chcę cię chwycić w ramiona, mówić, że będziemy już szczęśliwi.
- Nie rób tego... - szepczę widząc mroczki przed oczami. To straszne, nie mogę nic z tym zrobić. Mogę tylko liczyć kolejne, coraz wolniejsze, uderzenia serca. - Musisz żyć... - urywam, by wziąć płytki oddech. Całe moje ciało po raz kolejny przeszywa fala bólu. Czuję jak mój uścisk słabnie, próbuję go wzmocnić ponownie łapiąc twoją dłoń. Nie chcę tak kończyć. Chcę ci wszystko powiedzieć. Muszę zmuszać mój organizm do kolejnego wdechu. 
- Kocham cię... - zaciskam oczy słysząc twój szloch. Moja ręka opada, a ja nie mam siły jej podnieść. To już koniec. Czuję to. Moje serce przestaje bić, nie potrafię zaczerpnąć kolejnego tchu.
- Proszę, jeszcze kilka chwil - mówisz płaczliwym głosem gładząc mnie mocno po policzku. - Nie zostawiaj mnie... Proszę... Minseok, błagam - łapiesz moją dłoń i ściskasz ją mocno. - Kocham cię, nie odchodź... 
Ale twoje słowa nie pomagają, nie potrafię już logicznie myśleć.
Odchodzę.
Odchodzę bezgłośnie wymawiając twoje imię.
Nie powinieneś rezygnować z życia, powinieneś je sobie ułożyć z kimś innym, bym mógł się tobą opiekować stamtąd, z nieba. 
Kiedyś się spotkamy, wtedy w końcu na spokojnie porozmawiamy, a ja do tego czasu będę twoim Aniołem Stróżem. Obiecuje.


END

sobota, 4 lipca 2015

BTS - Can you trust me? (III)

Kyo przybywa!
Jakimś cudem napisałam tą część.Coś mi nie pasuje, ale jeszcze nie mam pojęcia co...
Mam nadzieje jednak, że spodoba wam się treść. (o ile da się ją zrozumieć w miarę logicznie)
Warto też zwrócić uwagę na szczegóły bo... jakby to ująć, każdy z nas ma jakieś ciągi do czegoś, nie?
(szara bluza Tae!*o*)
i także nasi bohaterowie będą mieli (szara bluza Tae! *o*)
mniejsza...
Co do reszty... 
Wakacje pełną parą! (na szczęście bo wykitować idzie w tej szkole ;_;)
Mam nadzieję, że nikt nie będzie sie kisił w domu tak jak ja (bo lubię i mogę) i wakacje miło wam miną :)
Stuknęło nam ponad 9k wyświetleń! To jest piękne!
Mam nadzieję że będzie tego jeszcze więcej :)

Czytałam komentarze pod ostatnią częścią i muszę powiedzieć, uwielbiam was!
Zmiany: pewnie zauważyliście nową playlistę, która lubi grać na nerwach czytelnikom i sama się odtwarza... no i nowa ankieta (bo stara się zepsuła ;_; ), w której proszę głosować, chcę zobaczyć ile osób tutaj jest :)
Życzę miłego czytania!
___________________________________________________ 



Chłopak popatrzył na maknae ze zdziwieniem. Co robił o tak późnej porze na dworze?  Skąd wracał?  Przecież to dziecko powinno być już dawno w łóżku! Przez chwilę przyglądał się jak młodszy próbuje nalać sobie do szklanki soku, uprzednio nawet nie ściągając zaśnieżonej kurtki, jakby miał zamiar ponownie wyjść. Usłyszał pociąganie nosem, a gdy chłopak zahaczył prawą ręką o blat jęknął i złapał za nią. Jin wyszedł z ukrycia.
- Gdzie byłeś? - spytał, zakładając ręce na piersi.
  Chłopak odwrócił się wystraszony, ale gdy zobaczył, że to tylko Seokjin uspokoił się nieco. Miał czerwony nos i fioletowe usta.  Na dworze musiał być bez czapki, bo na końcach włosów wisiały pozlepiane płatki śniegu.
- J-ja?
- A widzisz kogoś innego? Nie było Cię na próbie.  Dobrze wiesz, że ćwiczymy układ do nowego traileru, który niezbyt ci idzie....
- N-nadrobię to - odpowiedział, jeśli próbował ukryć ból to wychodziło mu to beznadziejnie
- Co z twoja ręką? - spytał starszy, pochodząc do niego.
- Aaa to...  nic,  uderzyłem się - odparł chłopak i uśmiechnął się, by uwiarygodnić wypowiedź
- Ściągnij kurtkę i pokaż - polecił Jin, ruszył do niego i pomógł ściągnąć okrycie, robił to powoli, by nie urazić jego nadgarstka, a mimo to młodszemu kilka razy wymsknął się jęk bólu. Gdy stał tak przed Jinem w samym swetrze i mokrych jeansach, dopiero wtedy zobaczył jak chłopak bardzo drży.
- Siadaj - rozkazał, wskazując na krzesło przy stole, a sam odwrócił się, by nastawić wodę na herbatę. - Co się stało?  Gdzie byłeś?
Przez długą chwilę Jeongguk milczał.
- Nie ważne.. - odparł.
- Ważne -  Jin delikatnie podwinął rękaw chłopaka, pod którym ukazała się lekko opuchnięta ręka. - możliwe, że jest złamana. Trzeba z tym jechać do lekarza - podniósł wzrok na niego.
 Chłopak wyrwał rękę z uścisku starszego, co tylko pogorszyło sprawę.
- Nie.  Nie chcę - wstał i ruszył w stronę drzwi.
- Przecież to może być poważne. Gdzie się tak załatwiłeś?
- Ja?  W...  pobiłem się. Ale to nie ważne - powiedział, co było połową prawdy. -  Poza tym jest noc.
- Czasami zachowujesz się jak uparte dziecko. Poczekaj chwilę.
Chłopak pobiegł cicho na piętro, tak, by nie pobudzić innych.  Chwilę potem wrócił z suchymi spodniami dla Jungkooka i kluczykami.
- Wstawaj, jedziemy - polecił, zakładając kurtkę
- A herbata? 

O drugiej czterdzieści pięć weszli na korytarz pogotowia.  Jin miał rację, z ręką było coraz gorzej, a poza tym bolały go żebra, i miał problemy z oddychaniem. Podejrzewał też, że ma gorączkę.
Pielęgniarka zaprowadziła ich na poczekalnię i kazała czekać na ich kolej.
- O co poszło? - spytał pół głosem Seokjin, patrząc na młodszego.
- Po co ty mnie tu przywiozłeś?  Powinienem się teraz uczyć. Jutro mam..aaah - chłopak nagle poczuł, jakby ktoś z całej siły wyginał rękę. Zacisnął oczy i spuścił głowę, by nie okazać starszemu bólu. -  test... - dokończył na wydechu.
Chłopak westchnął.
- O co poszło? Mam porozmawiać z nauczycielami?
- To nic poważnego - odparł, czując jak każdy najmniejszy dźwięk odbija mu się echem w głowie. -  Na szczęście ucierpiał tylko nadgarstek.
- Jeon Jeongguk - pielęgniarka wyszła na korytarz i zaprowadziła chłopców do gabinetu lekarskiego, stamtąd niemal natychmiast został skierowany na rentgen. Po wykonanym badania znalazł się znów w gabinecie.  
- Ręka nie wygląda zbyt dobrze. -  stwierdził lekarz, gdy skończył oglądać opuchniętą dłoń, nadgarstek i zdjęcie rentgenowskie. - Jest wybita.  Założę ci szynę, a potem zbadam.
- Nie! - chłopak zerwał się z krzesła.
Wzrok wszystkich zwrócił się na Jungkooka. Na całym ciele na pewno miał wiele siniaków, nie chciał, by ktokolwiek je oglądał. Wyszło by na jaw, że nie tylko staw ma urażony, zaczęłyby się pytania: kto?  dlaczego? 
A tego chciał uniknąć.
- Nic mi nie jest - dodał po chwili, gdy pielęgniarka podała lekarzowi szynę i bandaż.
- Zobaczymy - powiedział, poprawiając okulary. - Spróbuj ją wyprostować.
Chłopak ruszył lekko palcem i poczuł jakby kość pękała po całej długości.
- Hyung! - wyjęczał przez łzy, próbując poruszyć całą ręką. Jin od razu znalazł się przy nim, a ten złapał zdrową kończyną jego ramię i ścisnął błagając, by przynajmniej w małym stopniu pomogło.
- Teraz powinna mniej boleć - starszy pan zaczął zakładać szynę i bandaż. - Dobrze, że przyjechaliście teraz, a nie rano. Przez noc nadgarstek mógłby zostać poważniej urażony bez odpowiedniego usztywnienia.
Rzeczywiście, ból był mniejszy, teraz był pulsujący, a momentami ustawał.
- A teraz podwiń koszulkę -  polecił lekarz, odwracając się do niego.
Chłopak w panice pokręcił głową i spojrzał na Jina.
- Pan może wyjść, kolega chyba się przy panu krępuje - powiedziała pielęgniarka, łapiąc Jina za ramiona. Ten posłusznie wyszedł z młoda panią, zostawiając Jungkooka i lekarza samych.
- Podwiń koszulkę - powtórzył lekarz, a chłopak z ociąganiem spełnił jego polecenie. Mężczyzna zaczął badać jego płuca
- Ilu ich było? - spytał rzeczowo starszy pan, podwijając rękawy, sięgnął po elektroniczny termometr i przystawił do czoła chłopaka. Jungkook spojrzał na niego wielkimi oczami. - Nie patrz tak, od razu widać, że zostałeś pobity, sam sobie tych siniaków nie zrobiłeś.
- Czterech - odpowiedział z niechęcią. - Niech pan nie wspomina o tym przy hyungu... Nie chcę go martwić.
- Spokojnie. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska. Ale pobicie powinniście zgłosić. -  sprawdził wyświetlacz termometru. -  Trzydzieści osiem i dziewięć. Tak jak przypuszczałem - pokiwał głową.

- Mówiłem ci! - Jin otworzył drzwi pasażera - Ty się zawsze musisz w coś wpakować...
- Przepraszam... - chłopak spuścił głowę
- Nie "przepraszam" tylko wsiadaj i uważaj na siebie - Kim był wyraźnie zezłoszczony. Obszedł samochód i zajął miejsce kierowcy. - Pogadam z Namjoonem, może jednak będziesz żył - odparł, zatrzaskując za sobą drzwi.
Jungkook pokiwał głową. No tak, zawsze się w coś pakował. Zawsze z nim był kłopot, to już rutyna. Jakiś problem? Jungkook!
- Jak się dostałeś do domu? - spytał Jin, włączając ogrzewanie.
- Doczołgałem się jakoś... to nie było daleko.
- Kretyn. Mogło ci się jeszcze coś stać.
- Coś gorszego niż to? - chłopak podniósł rękę i syknął z bólu.
- Mógł cię ktoś napaść - jego dłonie zacisnęły się na kierownicy.
Chłopak nie chcąc się kłócić, tylko pokiwał głową.
Gdybyś tylko wiedział...


- Jungkook? - Taehyung otworzył drzwi pokoju najmłodszego w nadziei, że tu go znajdzie, jednak po Jeonie ani śladu. - Gdzie ten chłopak? 
Zamknął drzwi. Zwykle rano go nie było, bo chodził do szkoły, ale nie miał pojęcia co chłopak mógłby robić w niej o dziewiątej rano w sobotni poranek. Zszedł do kuchni i dostał odpowiedz jak na tacy. Maknae leżał pod kocem na kanapie w salonie.
Podszedł do niego. Chłopak miał zamknięte oczy i usta lekko otwarte. Jednak pewna rzecz się nie zgadzała. Mianowicie to, że miał obandażowaną rękę.
Powinienem się złościć, że Jungkook znów się w coś wpakował, ale widok jego śpiącego zbyt bardzo mu się podobał, by robić teraz wrzawę. Chłopak będzie się tłumaczył liderowi.
- Co tam knujesz? - spytał Yoongi schodząc do salonu. Miał na sobie dresy i jakiś podkoszulek, który ewidentnie nie należał do niego. 
- Na kogo szafę tym razem zrobiłeś nalot? - spytał Tae pół głosem, by nie obudzić młodszego. Yoongi wzruszył ramionami. 
- Leżała to ubrałem.
- Wiesz, że Namjoon cie zajebie? - rudowłosy spojrzał na niego wymownie.
- Czemu? - chłopak zmarszczył brwi.
- Bo to koszulka Jina  - parsknął śmiechem.
- Mniejsza. Zadziałam na niego swym urokiem i mi wybaczy. Wyręczamy dzisiaj Jina i robimy śniadanie? Z tego co wiem,to trochę sobie poczekamy zanim wstanie.
- Czemu? - spytał Taehyung, siadając przy stole w kuchni. 
- Tłukł się gdzieś w nocy i wrócił nad ranem... 
- A ty to wiesz ponieważ...? 
- Kookie kilka razy coś głośniej wyjęczał. Dobrze wiesz, że nie mam spokojnego snu. 
Jednak zanim zdążył odpowiedzieć, do ich uszu dobiegły dźwięki kaszlu z salonu i przeciągłego jęku. Taehyung od razu się tam znalazł. 
- Kookie żyjesz? - spytał ze zmartwiona miną, kucając koło kanapy. 
- Umieram... - odpowiedział zmienionym głosem i szczelniej przykrył się kocem, zakrywając szynę.
- RapMon ci nie daruje, lepiej wymyśl dobrą wymówkę, czemu Cię wczoraj nie było i gdzie się tak załatwiłeś - Yoongi oparł się na oparciu.
- Zdaję sobie sprawę, że i tak dzisiaj umrę, jak nie z powodu bólu, to z ręki hyunga.
Taehyung przystawił dłoń do czoła młodszego.
- Masz gorączkę - stwierdził po kilku sekundach. - Jesteś cały rozpalony.
- N-nie... to tylko lekkie przeziębienie - chłopak zaszczękał zębami.
- Już widzę jak lekkie - przedrzeźniał go rudowłosy. - Yoongi, rzuć mi koc z fotela - zwrócił się do starszego, a ten posłusznie wypełnił polecenie. Taehyung ściągnął cienki koc i zaczął go okrywać większym. 
- Dziękuję hyung - powiedział i zakaszlał.
Kim pokręcił głową.
- Ktoś się musi tobą zająć - odparł, siadając na brzegu kanapy i przykrył jego obolałą rękę. Na te słowa Jeonowi aż cieplej zrobiło się na sercu. Jego hyung, jego hyung znów się nim przejmował. Znów się o niego martwił. - To będzie musiała być bardzo dobra wymówka...
- Młody jak się czuje? - Jin wszedł do salonu i nie patrząc na nikogo podszedł do kanapy.
- Umręęę... - wyjęczał Kookie, przykrywając się jeszcze szczelniej kocem.
- Nie umrzesz, ból niedługo przejdzie.
- Namjoon mnie zabije - spojrzał na niego, a ten, kręcąc głową, przeniósł wzrok na wchodzącego właśnie do salonu lidera.
- Kogo zabiję i za co? - spytał, rozglądając się po salonie. Jin od razu się poderwał i stanął przed nim
- Spokojnie, nie zabijesz prawda? Wytłumaczymy wszystko i... - zaczął, ale widząc jego wzrok zrezygnował z tej strategi, złapał go za ramiona. - Wiem, że wgłębi jesteś cierpliwym człowiekiem. Komu kanapkę? - popatrzył po twarzach zebranych, puścił chłopaka i zniknął w kuchni, by uniknąć uczestnictwa w wymianie zdań.
- Jinnie? - Namjoon popatrzył za nim.
- Nie pytaj, pewnie się nie wyspał - Yoongi wzruszył ramionami. - A tak po naszemu: Kookie ma zepsutą rękę
- Jak to zepsutą?! - chłopak wytrzeszczył oczy.
- Suga! Chcesz herbaty? - krzyknął zza kratek.
- Dwie łyżeczki! - odkrzyknął i zniknął za drzwiami łazienki.
- A ty Potworku?
Namjoon spojrzał w stronę kuchni, jakby nie do końca wiedział czy to do niego, czy tego obok.
- Liderze, do cholery, pytam o coś! - powiedział podenerwowany. - Bo sam sobie będziesz robić.
- Zrób... Tej kalece i rudemu też - Namjoon zajął miejsce obok Kooka.
- Mów za siebie, ja nie chcę - Taehyung wstał. - Idę budzić Hoseoka i Jimina - chwilę potem już go nie było.
 Namjoon zignorował słowa Tae i zwrócił się do Kooka.
- Tłumacz się.

 21:54
 Nie mam pojęcia jak to wszystko się stało. Wszystko wydarzyło się tak nagle... W jednej minucie wracałem ze szkoły. a w drugiej już leżałem poobijany w tym zaułku... Powiedz mi, hyung, dlaczego on to zrobił? Dlaczego nienawidzi mnie za coś. co dawno się już skończyło? 
Myślę, że to o to chodzi. Chodzi o Songhye, jest zazdrosny i zły o to, że zakumplowała się z takim totalnym zerem jak ja.
W sumie... też bym był na jego miejscu zły, w końcu przebywała więcej ze mną niż z nim, a to przecież on był jej chłopakiem. Byłbym zły. gdybym nie wiedział, co on jej robił. 
Smutne jest to wszystko. Wiesz co hyung, martwię się... martwię się o to, że nigdy się już z nią nie zobaczę, że nigdy jej nie usłyszę... i jeszcze Ty... martwię się, że już nigdy nie będę mógł cię przytulić, porozmawiać, pośmiać z czegokolwiek... Boję się, że gdy jednak to się stanie, nie będę już potrafił się uśmiechać...
Tęsknię za Tobą...
Tęsknię za wami...
Tylko czy wy tęsknicie za mną?

W dalszym ciągu źle się czuł. Mijały dni, a jego zdrowie ani trochę się nie polepszyło. Jedynie ból ręki zmalał. Za całą sytuację dostał nie tyle od Namjoona, co od menedżera. Stwierdził, że jest niezdarą, że myśli tyko o sobie, nie liczy się z powagą sytuacji, jest nieodpowiedzialny i musi wszystko nadrobić.
Czego innego się spodziewał? Miał wolne na kilka dni, do szkoły też nie chodził, dostał na nią szlaban od Yoongiego, ten stwierdził, żeby ją rzucić na jakiś czas, ale do tego chłopak nie dał się przekonać, więc jedynie zostało uziemienie na tydzień, co w przypadku zapalenia płuc było wskazane. 
Przynajmniej odpoczął trochę psychicznie. Musiał przyznać, że JongKyung dopiął swego. Gdyby go nie zaatakowali, nie leżałby tyle półprzytomny na śniegu.
Był piątek wieczorem. Dokładnie tydzień po feralnym ataku.
Chłopak zszedł na parter, gdzie chłopcy oglądali jakiś film, jedynie Yoongi siedział z zeszytem w ręce. tworząc pewnie jakąś piosenkę.
On prawie zawsze pracuje, a to ja narzekam...
Chłopak rozglądnął się po pokoju. 
- Kookie! - krzyknął Taehyung z uśmiechem. a reszta tylko popatrzyła, nic nie odpowiedzieli. Jungkook się im nie dziwił, przez niego trzeba było przełożyć nagrywanie mv, a o udziale w bitwie tanecznej mogli pomarzyć. 
Ta bitwa miała być jednym z kluczowych momentów w ich karierze, osiągnięciem, którego nie zdobyli przez chorobę i wybitą rękę Jungkooka. Był sam na siebie z tego powodu zły. - Dołączysz do nas? 
Jeon popatrzył po twarzach chłopaków. 
- Ee... chyba.. ja chyba pójdę na górę - wskazał kciukiem za siebie i zabierając kilka pudełeczek leków i szklankę wody, zniknął na schodach.

Taehyung odprowadził go wzrokiem, a gdy przez następne pół godziny nie mógł się skupić na filmie poszedł do pokoju. Nie rozumiał chłopaków, przecież to nie wina maknae, że miał mały wypadek, ani to, że zachorował. Coraz ciężej było mu o nim myśleć bez odruchu by go znaleźć i gdzieś się z nim zaszyć. Tak po prostu, żeby był obok niego.
Wstał i ruszył do drzwi. Maknae jest tuż za ścianą, to tylko kilka kroków. Wejdzie tam i... no właśnie. I co dalej? Co mu powie? Nie może odpowiedzieć na żadne z jego pytań.
Zatrzymał rękę kilka centymetrów nad klamką, po czym cofnął się.
Z głębokim westchnieniem opadł na łóżko.


Minęło kilka minut zanim zdecydował się otworzyć białe, plastikowe pudełeczko i wysypać kolejną, tym razem całą, tabletkę na swoją dłoń.
Patrzył na nią chwilę ciekawy, co tym razem może widzieć lub gdzie się znaleźć. Ostatnim razem poszedł, nie miał pojęcia jak, bo samego wyjścia i powrotu nie pamiętał, na most. Pamiętał tylko tyle, że słuchał piosenki i miał na sobie szarą bluzę Taehyunga.
Położył niewielką tabletkę na język i popił. Chwilę potem czuł jak jego skóra zaczyna być nieznośnie gorąca. Opadł na kołdrę ponownie, próbując się ochłodzić. Długo wpatrywał się w sufit, będąc w stanie półsnu. I trwałby tak zapewne długo, gdyby nie to, że usłyszał kroki.
Podniósł się natychmiast i zaczął wytężać wzrok, by ujrzeć kontur postaci stojącej w kącie pokoju.
- Chcesz bym podeszła bliżej? - usłyszał koło ucha. Jego reakcja była natychmiastowa, zerwał się z łóżka i zaczął rozglądać po pokoju, czuł jak jego serce mocno bije ze strachu. Zaschło mu w gardle i zapomniał, jak się oddycha. Szukał wzrokiem źródła głosu.
- Tu jestem - dziewczęcy głos dobiegł go gdzieś zza niego. Odwrócił się natychmiast i zapalił lampkę. Jego oczom ukazała się dziewczyna, na oko w jego wieku, miała długie brązowe włosy, czekoladowe oczy i ciemne rzęsy. Siedziała na krześle obrotowym z nogą na nodze i uśmiechała się do chłopaka.
Wytrzeszczył oczy, a serce jeszcze szybciej mu zabiło.
- S-songhye? - wydukał, podchodząc bliżej. Dziewczyna pokiwała głową.
- We własnej osobie - uśmiechnęła się szerzej i wstała.
- A-ale... jak ty tu...? - patrzył to na drzwi, to na krzesło, to na nią pytającym wzrokiem.
- Jungkookie - złapała go za ramiona. - Co on ci zrobił? - spojrzała zmartwiona na jego zabandażowany nadgarstek.
- A.. to... Nic takiego, noona - spojrzał w ziemię, po chwili jednak ponownie podniósł wzrok. - Dlaczego zniknęłaś? Bardzo za tobą tęskniłem.
Nie odpowiedziała tylko zwiesiła głowę i przeczesała palcami włosy.
- Nie wiem... nie potrafię ci powiedzieć - przyznała.
- Będziesz do mnie przychodzić? - spytał z nadzieją w głosie. Pokręciła głową.
- Nie... - szepnęła.
- Dlaczego? - jego oczy się zaszkliły. Potrzebował jej, potrzebował przyjaciela, jakim była ona. Ale Songhye tylko zaprzeczyła ruchem głowy, jej postać zaczęła się rozmywać, stawała się bledsza. - Noona - szepnął przestraszony. - Jesteś duchem?
Dziewczyna zaśmiała się cicho.
- Nie jestem duchem... - spojrzała na niego. - Jestem twoim wyobrażeniem... - zdążyła szepnąć, zanim całkowicie się rozpłynęła.

Ciąg dalszy nastąpi....