Info.

NOWA SERIA! Prolog + (I) Never Mind " 2802
(XII) Can you trust me? - 0103
(one shot) EXO - Kaisoo "shh, jestem z tobą" 0503
(XIII) Can you trust me? - 1203
NOWA SERIA! (II) Never mind - 1503
(one shot) BTS - Namjin "Nie martw się" - 1903
(one shot) BTS - Kookiemonster "Daj dziecku pojeździć" - 2603

^ jest już napisane, więc znikome szanse, że jakakolwiek data się zmieni.

sobota, 20 czerwca 2015

BTS - Can you trust me? (II)

 Kyo melduje się z nowym rozdziałem!
*zasłania się rękami* nie bij, nie bij, a ja będziesz tłumaczyć i tak nie trafi! Wiem, jestem złym człowiekiem w ogóle....
Mam wrażenie, że akcja dzieje sie zbyt szybko... ale z drugiej strony myślę też, że jakbym miała rozdrabniać wszystko na części pierwsze to ta seria byłaby trzy razy dłuższa. 
Tak, "zrobiłam" plan wydarzeń, 
ta seria będzie długa, nawet bardzo długa *muzyczka z Mody Na Sukces*

Koniec szkoły coraz bliżej (chwalmy niebiosa)
więc rozdziały jak i one shoty (a trochę ich się nazbierało) będą się pojawiać częściej, a rozdziały będą dłuższe! 

Wracając do mojego monologu, 
pod ostatnią częścią pisałam, że stuknęło nam ponad 7k wyświetleń... teraz mamy prawie 8k 
cieszę się bardzo, że coraz więcej osób tu zagląda :)
A teraz zapraszam do czytania~!
Jeśli Ci się podoba daj znak! Lub poleć innym! 

Miłego czytania :)
edit: jak ja wielbię wasze rozkminy w komentarzach co do treści  >>>>>>>
 ________________________________________________________


16:15
Wczoraj był dzień,  w którym sprzeciwiłem się SongHye. Ale myślę, że ona wiedziała, że kiedyś to zrobię.  Wziąłem całą tabletkę. To podwójna dawka.  Nic mi się nie działo, oprócz tego, że znalazłem się na moście...
Nie wiem dlaczego ale nie pamiętam co tam robiłem,  nie pamiętam też jak tam trafiłem i jak wróciłem. Wiem, że potem długo spałem, tak długo, że nie poszedłem do szkoły.  Hyung,  kiedy się obudziłem zobaczyłem esemesa.  Wiesz od kogo był?
Był od Ciebie. Napisałeś żebym wracał do domu, jeśli życie mi jeszcze miłe.  Czy to znaczy, że jeszcze się o mnie martwisz?
Wiesz, że uśmiechnąłem się czytając tę wiadomość?
Teraz tak myślę...  musiałeś słyszeć jak wychodzę...  albo widzieć.
Dzisiaj myślałem dużo o naszej nocnej, prawie jak za dawnych czasów, rozmowie...  Tak bardzo nie mogę zrozumieć , że wiesz kto to SongHye...  Mówiłem Ci może o niej? Nie pamiętam,  ale bardzo mnie to zastanawia.
Powiesz mi, z kim rozmawiałeś?
Powiesz mi skąd w ogóle to pytanie?
Odezwij się do mnie...
Proszę 


- JESZCZE RAZ!  - głos lidera odbił się echem od ścian sali treningowej.  Mocno podenerwowany chłopak podszedł do głośników i przewinął piosenkę do początku.
Był późny wieczór, w sali zaopatrzonej w wielkie lustra panowała inna niż zazwyczaj atmosfera,  chłopcy byli już porządnie zmęczeni a  powtarzanie po raz n-ty tego samego układu nie polepszał sprawy.
- Bokiem i już wychodzi ta piosenka - westchnął Hoseok odkręcając butelkę z wodą
- Będziemy ją męczyć póki pewne osoby -  tu Namjoon posłał wymowne spojrzenie trzy  czwaretej linii wokalnej - nie nauczą się porządnie tego układu. Pewien osobnik tutaj tez sprawia wrażenie jakby nie wiedział o co chodzi.  Nie po to trenujemy żeby dawać klapę.  Powinniśmy pracować jeszcze ciężej.
Taehyung i Jin spojrzeli po sobie a Jungkook wbił wzrok w parkiet świadomy,  że tym osobnikiem jest właśnie on. 
Suga podszedł do zaaferowanego Namjoona i poklepał go po ramieniu
- Niektórzy uczą się wolniej -  powiedział spokojnie ściągając czapkę z brązowych włosów -  mamy jeszcze czas.  Nadrobią.  A teraz odpuść bo wrzaskami nic nie zdziałasz,  a tylko pogorszysz sprawę. Nie rób afery z niczego hm?
- Wszyscy są wkurzeni i zmęczeni, dajmy sobie dzisiaj spokój - wtrącił  Jimin popierając się na kolanach - wyśpimy się i jutro przećwiczymy jeszcze dokładniej układ tyle razy, ile trzeba będzie.
Lider popatrzył po twarzach zebranych,  wszystkim prawie na stojąco zamykały się oczy, każdy był wyczerpany.  Podszedł do kontaktu i wyciągnął wtyczki kabli głośników.
- Macie racje...  -  odrzekł i spojrzał na zegarek w telefonie -  spotykamy się jutro, a właściwie dzisiaj,  o siedemnastej. J-Hope,  Jimin możecie jeszcze tylko potwierdzić, że mam rację co do tych trzech?
Jimin zakłopotany spojrzał na Hoseoka,  którego twarz nie wyrażała więcej niż "co mam teraz powiedzieć?"
- Noo...  tak - wydukał młodszy -  znaczy Tae nie ma takich problemów,  Jin hyung musi popracować a Kookie...
Urwał co miało znaczyć najprawdopodobniej to,  że nie potrafi skomentować tego co najmłodszy wyczyniał
- Ej no,  bez przesady -  oburzony Taehyung stanął w obronie młodszego -  Nie jest tak tragicznie. Nie pląta się nam pod nogami!
- Ale kilka razy wpadł na jednego i drugiego - odfuknął Hoseok
- Mówisz jakby tobie się żadne wpadki nie zdarzały...!  -  chłopak założył ręce na piersi a w jego na pozór miłym tonie można było usłyszeć nutę złości.
Zanim raper zdążył odpowiedzieć między nich wtrącił się Jin
- Tae -  spojrzał na chłopaka -  zluzuj. A ty -  tu jego spojrzenie powędrowało na drugiego - nie odpowiadaj.  Teraz wszyscy,  póki nie ma ofiar w ludności,  robią rząd i wynoszą się stąd prosto do zaparkowanego pod budynkiem bordowego auta.  Jasne? 


- Wy Idźcie,  ja go obudzę -  wyszeptał rudowłosy do stojących koło bordowego auta Seokjina i Namjoona,  młodsi zdążyli już pobiec do dormu i schować się przed mrozem panującym na zewnątrz -  chciałbym jeszcze z nim porozmawiać sam na sam...
Najstarszy kiwnął głową pobierając zmarznięte dłonie o siebie.
- Tylko nie siedźcie za długo tutaj - powiedział zarzucając rękę na ramię lidera - zimno jest,  żebyście się nie przeziębili
- Tak jest mamo - Taehyung przewrócił oczami
- Nie będę wam gotować rosołku jak będziecie leżeć z grypą -  powiedział oburzony,  po czym spojrzał na Namjoona - idziemy?
Chłopak kiwnął tylko głową po chwili już szli w stronę dormu, zostawiając za sobą ciemność, przez którą przedzierał się blask ulicznych latarni i  Taehyunga sam na sam ze śpiącym na jego ramieniu maknae.
Chłopak zamknął drzwi i zsunął delikatnie głowę młodszego ze swojego ramienia po czym sięgnął do wiszącej obok lusterka lampki samochodowej i pstryknął włącznik pozwalając, by blade światło rozbłysło we wnętrzu.
Ściągnął czapkę z głowy i spojrzał na pogrążonego we śnie chłopaka. Z wytworni do domu było niecałe dziesięć minut,  Jungkook musiał być porządnie padnięty skoro odleciał w drugiej minucie. Jego ręka kurczowo trzymała brzeg granatowej kurtki, unoszącej się pod wpływem miarowego oddechu,  jego bordowe włosy były lekko zmierzwione za to twarz odprężona.  Lekko otwarte usta układały się w delikatny uśmiech.
Dlaczego patrząc na niego,  Kim miał wrażenie, że patrzy na anioła?
Westchnął cicho.
Tae...  ponosi cie...
Z tą myślą przyszły kolejne wraz z okropnym uczuciem odrazy do samego siebie.  Dlaczego? Czuł żal do siebie za to,  że w niektórych momentach traktował go ostrzej niż na to zasłużył.
Nie mógł zrozumieć dlaczego inaczej nie potrafił. Wiedział jaki był. Chciał dla Jungkooka jak najlepiej, ale jednocześnie nie mógł sobie pozwolić na bliższe relacje.  Kim był osobą, która najpierw robi potem myśli, a na jakikolwiek błąd nie mógł sobie pozwolić. 
Nie chciał mówić mu czegokolwiek,  było za wcześnie,  nie miał wystarczającej pewności. Chłopak tylko by się zawiódł.
Póki co,  Taehyung ma czas nad myśleniem nad całą tą sprawą jak i nad sobą, i zdecydowaniem co dalej. Te dwie różne drogi połączyły się w jedna,  bardzo krętą. 
Nie miał pojęcia ile czasu wpatruje się w przyjaciela, jednak po chwili ocknął się z zamyślenia,  odnalazł zatrzask i z cichym kliknięciem odpiął pas. 
- Kookie - szepnął przyjeżdżając dwoma palcami po linii jego szczęki po czym delikatnie szturchając go w policzek  - obudź się, już jesteśmy.
Odpowiedzą było ciche mruknięcie i niezdarna próba podrapania policzka.
Tae uśmiechnął się.
- Musimy wysiadać -  powiedział już nieco głośniej
- Gdzie? -  młodszy potarł oczy pięściami, wyglądając przy tym całkiem jak małe dziecko
- Do domu. Jesteśmy w samochodzie
- Gdzie reszta? - spytał rozmasowując kark
- Poszli już, my też powinniśmy.
Jungkook spojrzał na starszego.
- Dziękuję - odparł po chwili
- Nie chciałem, żebyś znów latał w nocy po Seulu - mówiąc to machął ręką, młodszy uśmiechnął się.
- Stanąłeś dzisiaj po mojej stronie...
- Aa, to - pokiwał głową - Namjoon czasami się zbyt denerwuje.
Przez chwilę trwali w milczeniu, ani jeden ani drugi nie miał zamiaru wysiąść.
- Mogę o coś spytać? - młodszy po chwili zabrał głos
- Pytaj.
- Nie bądź zły, ale bardzo jestem ciekawy - zaczął - powiedz mi z kim wczoraj rozmawiałeś?
Chłopak westchnął, a jego głos przybrał zfrustrowany ton.
- Wysiadaj. -odparł twardo otwierając drzwi
Znów to samo, było tak dobrze, a musiał to zepsuć jednym pytaniem. Karcił się w duchu za swoją głupotę. Bez zastanowienia otworzył drzwi i opuścił auto. Jego policzki owiał mroźny wiatr, a na głowę spadło kilka płatków śniegu. Znów zaczynało sypać. Nie czekając na Taehyunga zaczął iść po skrzypiącym pod stopami śniegiem w stronę dormu.
I tak by mu nie powiedział.
- Kookie, czekaj! - jego uszu dobiegł głos starszego, który pociągnął go w tym samym momencie za ramię i odwrócił do siebie - Mój brat... mój brat jest policjantem - chłopak przygryzł wargę i spojrzał w dół -  on chciał ze mną porozmawiać na temat pewnej sprawy,  którą prowadzi.
- Rozmawiałeś z bratem?  Nie z dziewczyną?
- Skąd to przypuszczenie? - podniósł głowę
- Nieważne...  masz się z nim spotkać,  to poważne?
Taehyung pokiwał głową.
Dlaczego mu nie uwierzył? 

 2:45
To bardzo dziwne.  Gdy się obudziłem zobaczyłem Ciebie. Ucieszyłem się, nie wiem dokładnie czy dlatego, że mnie obudziłeś i nie skazałeś na noc w aucie, czy to, że jednak pomyślałeś o mnie i zostałeś. Pomyślałem, że powinien spytać o poprzednią noc. Powiedziałeś, że chodzi o Twojego brata. Kłamałeś,  ale to nic.  Widocznie to tak ważne, że nie mogę wiedzieć.  Powinienem dać z tym spokój.  To twoja sprawa, a ja nie powinienem się wtrącać. Obiecuj mi tylko, że nie wpakujesz się w żadne, kłopoty, dobrze?
Mój dzień dzisiaj był wyjątkowo spokojny,  może dlatego,  że usunąłem. Spokojny oprócz tego, że Namjoon hyung dał mi dobitnie do zrozumienia, że jestem beznadziejny. Miał rację,  nie idzie mi ten układ. Ale to zadrobię, będę lepszy, będę ciężko pracował i będę lepszy. 
 Może jutro uda mi się z Tobą porozmawiać,  tak o niczym.  
Chciałbym żeby stare czasy wróciły...
Hyung, czy Ty też? 


Kookie zerwał się do pionu jednocześnie uderzając kolanem w o lekko wystający blat biurka. Rozejrzał się po pokoju, słońce wpadało zza odsłoniętych zasłon prosto na przeciwległą ścianę oświetlając chłopaka i kilka półek powieszonych ponad biurkiem. Pamiętał, że ostatnie co widział, to podręcznik do najgorszego przedmiotu, jaki mógł istnieć, biologii, siedział nad nim do wpół do trzeciej w nocy, a przynajmniej o tej godzinie ostatni raz patrzył na zegarek.
- Kiedy ja usnąłem? - spytał sam siebie pocierając obolałe kolano, sięgnął po telefon leżący między porozwalanymi zeszytami, książkami i przyborami do pisania i sprawdził godzinę, po czym zerwał się z miejsca ponownie uderzając kolanem, tym razem o wystającą szafkę stojącą koło biurka. Zaklął pod nosem. Był zmęczony, oprócz kilku minut snu w aucie, spał około trzech godzin.
- Jungkookie! - drzwi jego pokoju otworzyły się niespodziewanie ukazując stojącego w samych, szarych, dla ścisłości, dresach, Kim Namjoona. Jego ciemne włosy układały się w totalny chaos. Przejechał ręką po zaspanej twarzy próbując się rozbudzić - Co ty się tak tłuczesz? Jest szósta rano...Niektórzy chcą spać.
- Mógłbyś pukać zanim wejdziesz do mojego pokoju? - spytał młodszy pakując potrzebne książki do torby po czym podszedł do szafki, wyciągnął pierwszą lepszą bluzę i założył na siebie. - Gdzie mój telefon?! - spojrzał pytająco na chłopaka, który patrząc na niego jak na debila wskazał na jego rękę, Jeon podążył za jego wzrokiem - No tak...
Wrzucił telefon do kieszeni spodni i złapał torbę z książkami, sprawdzając czy ma wszystkie potrzebne rzeczy ominął chłopaka i ruszył do kuchni.
- Hyung.... - zaczął gdy chłopak pojawił się tuż za nim - O której mamy tą próbę?
- Siedemnasta, wyrobisz się? - spytał penetrując wnętrze lodówki w poszukiwaniu szczęścia tj. jakiejś chemii, którą ktoś nazwał "mrożoną herbatą"
- Postaram! - krzyknął z przedpokoju ubierając trapery, założył kurtkę, czapkę i wyszedł rzucając krótkie "Pa hyung!"
Starał się nie zwracać uwagi na to, że gdzieś w oddali ktoś krzyczy. To zdarzało się bardzo często w pobliżu szkoły, ale nigdy nie na samym terenie. Zbyt surowa była kara za złamanie regulaminu, wzmianka o bójkach też się w nim pojawiła. A bójki i różnego rodzaju tortury fizyczne, jak i psychiczne, były ulubionym zajęciem paczki Kyunga. Ten chłopak był jednym z najniebezpieczniejszych osób w szkole, często wszczynał bójki, albo łapał jakiegoś młodziaka i wyciągał od niego kasę. Kyung odstraszał samym wyglądem; miał szerokie tunele w uszach, jego twarz jak i całe ciało było wychudzone, ubrania zwykle na nim wisiały a w połączeniu z długimi włosami zaczesanymi do tyłu dawało dość odrzucający zestaw. Jungkook nie miał pojęcia co SongHye w nim widziała. Dziewczyna była jego zupełnym przeciwieństwem, była ładna, często się uśmiechała i lubiła Jeona. Chyba jako nieliczna go akceptowała, niedługo po tym jak zaczęli się do siebie zbliżać, musiała opuścić szkołę. Zaraz potem zaczęło się to...
Wsłuchiwał się w świst wiatru i starał skupić na zimnych płatkach śniegu, padających na jego twarz i drażniących jego skórę, gdy usłyszał płacz. Rozejrzał się, całkiem niedaleko niego, z boku szkoły, obok nagich drzew, stała grupka uczniów. Kilka dziewczyn pokazywało palcami na, trzymającego za kołnierz koszulki i przyciskającego do ściany jakiegoś niewinnego ucznia, Lee JongKyunga, który jakby nie zwracał uwagi na swoich przyjaciół, sprzedał kolejne uderzenie w twarz trzymanego chłopca. Jungkook zatrzymał się gdy usłyszał kolejny krzyk.
Przez chwilę się wahał, ale po chwili już biegł w jego stronę. Złapał w mocnym, jak na niego, uścisku wycelowaną dłoń starszego, jednocześnie zwracając na siebie całą uwagę wszystkich zebranych. Usłyszał jak przez mały tłum roznoszą się ciche szepty. Czuł jak mocno ze strachu bije mu serce, ale nie mógł zostawić tak kolejnej ofiary na pastwę losu. Zbyt dobrze wiedział jak ten chłopak się teraz czuje. W porywie wściekłości pchnął Kyunga na ścianę i jednym, niezbyt celnym, aczkolwiek skutecznym, ciosem pozbawił go na kilka sekund orientacji. Mając do dyspozycji urywek czasu złapał pobitego chłopaka i pociągnął do biegu.
Po chwili biegu wpadli do korytarza oddychając ciężko, szybki bieg na zimnym powietrzu nie pozwalał zbyt dobrze oddychać.  Dopiero teraz doszło do niego co zrobił, popatrzył na, lekko krwawiącego z rozwalonej wargi, chłopaka.
- On cię zabije - wydyszał zanim Jungkook zdążył coś powiedzieć
- Wiem...dolałem oliwy do ognia - przerwał by wziąć głębszy oddech - zgłoś to nauczycielom, ja nie chcę się w to pakować. Mnie tu nie było - westchnął ponownie - sam uciekłeś.
Chłopak pokiwał głową
- Dziękuję! - krzyknął odchodząc
Siedział na lekcji koreańskiego, zwykle zajmował jedną z pierwszych ławek, teraz jednak zajął jedną z tylnych, przy oknie, by móc się bezpodstawnie wpatrywać w niebo. Lubił niebo, lubił śnieg i lubił deszcz. Gdy był mały, zawsze z tatą lepili bałwany i organizowali kulig, a w wakacje, gdy padał deszcz biegał po łące ciesząc się z każdej kropelki wody, która kapnęła na jego skórę. Potem, siedząc w ogrodowej altance i opatulony w koc i zajadając się ciastkami obserwował tęcze, która wstąpiła na niebo. Lubił to robić, zwłaszcza w wakacje, kiedy nie martwił się tym, że pójdzie za późno spać, czy tym, że nie zdąży pożegnać się z mamą zanim ta wyjedzie do pracy.
Wspominając tak swoje dzieciństwo, z zamyślenia wyrwały go wibracje telefonu. Wyjął go dyskretnie z kieszeni, tak by nauczycielka nie widziała. Odblokował go i kliknął w ikonkę nowej wiadomości.
OD: Namjoon -> Kiedy kończysz? 
Przez chwilę się zastanawiał, czy czasem nie mówił mu rano tego?
OD: Jungkook -> O 15. Mówiłem Ci. Coś się stało?
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
OD: Namjoon  -> Nie. Zaraz po szkole przyjdź do sali, my wychodzimy prędzej.
- Jeon Jeongguk - słyszał swoje imię nad sobą, podniósł głowę czekając na najgorsze. Starsza kobieta stała nad nim ze skrzyżowanymi rękami na piersi i wpatrywała się w niego ze złością. - Nie słyszysz jak do ciebie mówię?
- P-przepraszam... - wyjąkał spuszczając głowę słyszał śmiech uczniów i mógł sobie wyobrazić jak pokazują na niego palcami.
- Nie przepraszaj, tylko uważaj na lekcji. Dyrektor prosi cię do gabinetu. - poinformowała go i wróciła do swojego biurka - Teraz.
Chłopak wstał nerwowo przygryzając wargę i pokiwał głową po czym opuścił pomieszczenie.
No to teraz jesteś trupem Kookie.
Przeszedł przez długi korytarz i zapukał w odpowiednie drzwi. Chwilę później stał już przed obliczem dyrektora i jego syna.
No pięknie.
 - Słyszałem, że byłeś świadkiem pobicia ucznia przez mojego syna.. - zaczął
Kurwa...!
A niech tylko spotkam tego chłopaka...
- On mnie pobił! Nie ja kogoś, on mnie! - Kyung poderwał się na nogi wskazując go palcem, jednak zaraz po chwili został uciszony jednym gestem ręki rodziciela.
- Więc jak było? - spytał patrząc prosto na skulonego Jungkooka
- No... - zaciął się widząc świdrujące go spojrzenie starszego chłopaka. Próbował skupić się na swoich palcach, którymi nerwowo się bawił, czuł jak zasycha mu w gardle, a głos grzęźnie gdzieś w krtani, nie mógł znaleźć odpowiednich słów. Wiedział, że cokolwiek by nie powiedział, Kyung i tak go dorwie gdzieś w przerwie między lekcjami. A potem będzie tylko ból.
- Widzę, że nie chcesz powiedzieć, czyli jednak jest coś na rzeczy - stwierdził dyrektor siadając za biurkiem i klikając w klawiaturę - Niestety JongKyung, jestem zmuszony wpisać ci do akt naganę.
Czasami zdarzały się takie dni, kiedy jego grafik był w miarę luźny i pozwalał na szybkie chodzenie, a nie bieganie z miejsca do miejsca.  Tak było tego dnia. Jako, że zima była w pełni sił, sypało śniegiem jakby nigdy już miał nie spaść, a mroźny wiatr wiał pod takim kątem, że Jungkook,  mimo szalika który zasłaniał jego nos i usta,  nie miał czym oddychać.   Co jakiś czas odwracał się by zaczerpnąć choć trochę powietrza i znów wracał do marszu pod wiatr. Musiał przejść trzy niedługie ulice,  które  normalnie przebiegał w niecałe dziesięć minut,  teraz jednak myślał że nawet pół godziny mu nie starczy,  a był dopiero na końcu pierwszej ulicy. Co chwilę jego myśli zaprzątało dzisiejsze wydarzenie. Był pod wrażeniem, tego jak sam się zachował, nigdy by nie powiedział, że kiedykolwiek tak podpadnie Kyungowi. A tym bardziej, że kogoś uratuje. Był z siebie dumny, bardzo dumny.
Nagle usłyszał, że ktoś woła jego imię. Odwrócił się, ale nikogo nie zauważył. Nie zdziwił się tym za bardzo, bo śnieg sypał tak gęsto,  że ledwo było widać drogę dwa metry przed nim.
Znów wołanie. Odwrócił się ponownie i tym razem zauważył wysokiego chłopaka z kapturem na głowie. Nie wiedział dokładnie kto to, mógł jedynie zgadywać,  że to jeden z uczniów jego szkoły.
Chłopak szybko pokonał dzielące ich metry i pociągnął Jungkooka za szalik zawinięty wokół szyi.
- Ty jesteś Jeon Jeongguk?  -  zadał raczej retoryczne pytanie, a chłopak zamiast odpowiedzieć, odepchnął napastnika o bliżej nieokreślonym imieniu i zaczął biec oblodzonym chodnikiem.
Jednak był zbyt wolny, bo chwilę później poczuł szarpnięcie i wylądował na lodzie. Miał wrażenie,  że przez kość jego prawej ręki,  na którą upadł,  przepycha się szeroki gwóźdź rozbrajając ją od środka. Do oczu napłynęły łzy bólu,  ale nie miał czasu pozwolić sobie na słabości, bo poczuł,  że ktoś go podnosi za kurtkę do góry nakazując stanie na nogach.
- Tylko robisz mi dodatkową robotę, bądź grzecznym chłopakiem i...  -  zaczął tamten, ale resztę zdania porwał ciężki podmuch wiatru nanosząc na twarz chłopaka płatki śniegu, które szczypały go w skórę.
Teraz miało być tylko gorzej. Prześladowca mimo oporu,  z których nic sobie nie robił, i prób wyrwania się Jungkooka zaciągnął go w boczną aleję, gdzie śnieg padał trochę lżej, a budynki chroniły przed wiatrem. Chłopak wylądował na kolanach na zimnej ziemi pokrytej puchem. 
- No no!  -  usłyszał gdzieś z góry -  Łatwo dałeś się złapać -  stwierdził znajomy głos, a jego właściciel kucnął koło Jungkooka -  my nie dalibyśmy się złapać.... ale niestety ktoś nas podkablował
- Nic nie powiedziałem!
- Ale też nie zaprzeczyłeś....  prawda?
Kyung pchnął go mocno na ziemie i wstał.
- Chłopcy -  zwrócił się do swoich trzech towarzyszy -  tylko nie po tej ślicznej buźce, dobrze? - przejechał wskazującym palcem po linii szczęki młodszego.
Tamci tylko się zaśmiali, a Jungkook poczuł mocny cios w lewe żebra,  prawdopodobnie zadany przez czyjś glan, który spowodował, że brakło mu powietrza. Próbował się podnieść, ale kolejny cios powalił go na kolana. Ręka bolała go niemiłosiernie, jak i każde miejsce, w które padło uderzenie. Próbował się zamachnąć na kogoś, podeprzeć się, żeby móc lepiej się obronić, jednak każda próba kończyła się fiaskiem. Raz tylko trafił w nogę oprawcy, ale ten zaraz oddał mu kilka razy mocniej. W końcu zasłonił twarz rękoma i skulił się powtarzając w myślach:
Zostawcie mnie...
zostawcie mnie...
zostawcie mnie...
Czuł jak łzy zamarzają mu na policzkach. Nie miał pojęcia ile czasu leżał w śniegu wiedział tylko, że jego żądanie zostało spełnione.

Leżał sam, w ciemnym zaułku, nie czując żadnej części ciała i nie mając pojęcia, czy będzie w stanie dojść do domu. Mimo to cieszył się, że w końcu został sam.

Ciąg dalszy nastąpi...

poniedziałek, 8 czerwca 2015

BTS - Can you trust me? (I)


 Kyo powróciła! 
późno bo późno, ale to wina bloggera, w momencie, kiedy miałam tylko poprawić błędy ten cholernik wszystko mi skasował i musiałam pisać wszystko od nowa;__;
Co do rozdziału, na telefonie wydawał mi się dłuższy i ciekawszy... jednak wprowadza dużo do fabuły więc chyba może być ^^

Patrzę na bloga i wow! Stuknęło nam ponad 7k wyświetleń!
Naszym celem jest, by jeszcze przed siódemką była jedynka *o*
Zapraszam do czytania i dzielenia się wrażeniami w komentarzu! 

ps. SongHye - dziewczyna z prologu. Wiem, że można szybko załapać ale wolę napisać
ps.2pozdrawiam z szafy chowając się przed bratem :}
_______________________________________________________________




12:45 
Czasami, kiedy tak sobie nocami leżę i myślę, dochodzę do wniosku, że nie jest ze mną aż tak źle... przecież w końcu jeszcze się uśmiecham... Zwykle, kiedy Ciebie widzę uśmiechniętego... ale lepsze to, niż gdybym chodził smutny. Nie rozumiem dlaczego traktujesz minie tak jak traktujesz, dlaczego jestem dla Ciebie obojętny? Coś bardzo ważnego się między nami popsuło. Czuję, że Cię tracę, tracę swojego przyjaciela i nie wiem jak go przy sobie zatrzymać...znasz to uczucie? 
Jest straszne. 
Czujesz jakby coś, co trzymasz w  mocnym uścisku, uciekało Ci między palcami. Nie wiem czy zauważasz, ale z dnia na dzień jesteśmy coraz dalej. Boję się, że niedługo znajdziesz sobie innego przyjaciela i mnie zastąpisz... Nie zniósł bym tego.
Myślenie o tym wszystkim sprawia, że nocami nie potrafię spać. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przespałem normalnie całą noc... 
Zwykle wtedy biorę te tabletki, które dała mi SongHye... czasami... czasami widzę po nich dziwne rzeczy. Zwykle we śnie... ale przynajmniej śpię. 
Wiesz hyung,  wtedy też czuję coraz większą tęsknotę za nią... jeśli śpię, ona często mi się śni. Nie wiem nawet gdzie jest i co się z nią dzieje. Brakuje mi jej... tak bardzo mi jej brakuje... Czasami mam momenty, że wierzę, że pójdę następnego dnia do szkoły i znów ją spotkam.. uśmiechniętą, jak zawsze, że znów porozmawiamy, znów usłyszę jej głos, śmiech, że znów zobaczę jak poprawia swoje włosy... Ale potem przypominam sobie, że to tylko nadzieja a, gdy przyjdę do szkoły spotkam znów tylko Kyunga... On mnie nienawidzi... nawet nie wiem dlaczego. Nic mu nie zrobiłem a zawsze, gdy mnie widzi musi coś powiedzieć, zwrócić mi uwagę. Może jest zły za to, że spędzałem czas z SongHye.. w końcu to jego dziewczyna... 
Ale z kim innym miałem się przyjaźnić? 
Oprócz Ciebie miałem tylko ją. Wiem, że mogę na chłopcach zawsze polegać, ale tylko z Tobą i z nią czułem TĄ więź... tą która pozwalała mi się zachowywać tak, jak chcę i mówić to co chcę...
Ale Ona zniknęła... w momencie, kiedy zaczęliśmy się do siebie zbliżać, zniknęła....bez słowa, bez pożegnania...
Nie chcę żebyś Ty też tak odszedł..
Hyung, nie zostawiaj mnie...

Podparł się na łokciach i spojrzał na niedomknięte drzwi, przez chwilę wpatrywał się w rzucany na nie snop światła z ulicznych latarni,o po czym z powrotem opadł na łóżko. Kolejna noc, która skończy się tym, że uśnie o trzeciej nad ranem jak nie dalej. 
Westchnął.
W jego głowie kłębiło się tysiące myśli. Wszystkie dotyczyły jego snu z poprzedniej nocy. 
Jeśli jakimś cudem uśnie śnią mu się dwie osoby. Zwykle po prostu są. Nic nie robią, tylko są. Nie miał pojęcia dlaczego lubił przywoływać ten obrazek, gdy oboje siedzą na kamiennej ławce i coś przeglądają w telefonie. Oboje są uśmiechnięci. Dwie najważniejsze osoby w jego życiu. SongHye i Taehyung. 
Jego usta  wyrzuciły z siebie jakieś niezrozumiałe słowo.
- Nie usnę~! No nie usnę! - uderzył pięściami o materac - Mam dość... 
W jego głowie pojawiła się nagle myśl
Dawno ich nie brałem...
Niewielka, biała plastikowa buteleczka z zawartością, na której myśl, uśmiech wstępował na usta chłopaka, stała niedaleko niego w szafce na drugiej półce zaraz za pudełkiem z prezentami od fanów.
Wziął kilka wdechów uspokajając się nieco. Od kilku dni był bardzo rozdrażniony, denerwowało go niemalże wszystko, a całej frustracji dawał upust w sali tanecznej. O ile tam się go nie czepiali. Lubił tam przychodzić, gdy nikogo już nie było, włączał wtedy boczne kinkiety i w półmroku tańczył zapominając na kilka minut o reszcie świata.
Wstał i zapalił lampkę stojącą na stoliku obok łóżka. Złota poświata pokryła sufit i ściany pokoju. Rozejrzał się.
Był zmęczony i zły, a do tego męczyło go uczucie senności.
 Podszedł do szafki i otworzył lekko skrzypiące drzwiczki ukazując trzy półki zawalone przeróżnymi rupieciami, od jego starych rysunków po kredki do oczu. Tylko druga półka była w miarę uporządkowana, tam trzymał  ważniejsze rzeczy: paszport, portfel, zdjęcie z mamą, słuchawki, prezenty, które fanki mu podarowały, tabletki od SongHye i zdjęcie przedstawiające Jungkooka, Jimina i Taehyunga jeszcze, kiedy mieszkali w starym dormie. Taehyung go obejmował, a Jimin siedział z głową opartą o ramię najmłodszego. 
Pamiętał nawet, kto robił im zdjęcie i gdzie się wtedy szykowali. Mieli iść po raz pierwszy na fanmeting, a Hoseok postanowił zabawić się w paparazzi, mówiąc, że powinni się już do tego powoli przyzwyczajać. 
Uśmiechnął się na samo wspomnienie tego wydarzenia.
Przesunął przyduże pudło by odsłonić mały pojemniczek. Chwycił go i potrząsnął, lubił dźwięk jaki wydawała zawartość, gdy obijała się o plastikowe ścianki. Jego usta wykrzywiły się w delikatnym zwycięskim 
uśmiechu. 
Pamiętał, kiedy SongHye przyszła do szkoły z tym pudełeczkiem i po lekcjach, gdy wracali do domu, dała mu je z ostrzeżeniem, by uważał z ilością.
- Czemu? - zaciekawił się chłopak obracając owe plastikowe pudełko w dłoni - Skąd je masz?
- Zabrałam je Kyungowi. - powiedziała - Mogą stać się przykre rzeczy, gdy będziesz brał je za często lub w zbyt dużych ilościach.
- Czyli co się stanie? 
Dziewczyna westchnęła i nerwowo poprawiła uporczywy kosmyk włosów, który nie chciał tkwić za jej uchem. 
- To są tabletki nasenne... Niby niegroźne, ale gdy przeholujesz... Posłuchaj - popatrzyła na niego swoimi ciemnymi oczami - Kyung kiedyś wziął o kilka za dużo... miał halucynacje i różne zwidy. Raz wydawało mu się, że potrafi latać innym razem myślał, że ktoś próbuje go zabić...potem spał kilkanaście godzin. Chodzi mi o to, że w małych ilościach jest to niegroźne więc proszę cię, bierz tylko połówkę i tylko, gdy na prawdę nie będziesz mógł spać jasne?
- Tak noona - przytaknął
a opakowanie trafiło do kieszeni bluzy. Teraz stoi w szafce i czeka aż właściciel będzie mógł je zażyć, gdy będzie miał kolejną bezsenną noc. 
Wysypał kilka na rękę i przyjrzał się im niemal z czułością z jaką matki patrzą na swoje pociechy.
A może, gdybym wziął dwie myślenie wyłączyłoby mi się na chwilę? Może poczuł bym się lepiej...?
Zastanowił się chwilę nad ewentualną podwójną dawką.
 A potem obudziłbym się trzy metry pod ziemią w pięknej dębowej trumience ze złotym krzyżykiem na wieku, jako pożywienie dla tamtejszych robaków 
Potrząsnął głową jakby chciał wyrzucić z niej niepotrzebną wizje i wziął do ręki połówkę, która została z poprzedniego razu po czym, wychodząc do kuchni, zarzucił na ramiona czarną bluzę.

Na dolnym piętrze, ku jego zdziwieniu paliły się prawie wszystkie światła. Nie spodziewał się tutaj nikogo, a przynajmniej nie o trzeciej w nocy. O tej godzinie każdy, nie licząc Jugkooka, tulił 
swoją podusie we własnym łóżku ani myśląc opuszczać ciepłą kwaterę. W tym dormie było o tyle lepiej, że pokoje dzieliły tylko dwie osoby, a nie cały zespół jak w poprzednim mieszkaniu. Przeprowadzili się jakieś pół roku temu. Z małego mieszkanka zostali przeniesieni do niewielkiego domu niedaleko centrum Seulu. Dom miał jedno piętro i nieużywaną rupieciarnie zwaną inaczej "strychem". Na parterze mieścił się salon oddzielony kratką od kuchni i łazienka, na piętrze była druga łazienka i cztery pokoje. 
Dlaczego cztery?
Jungkook, odkąd przeniósł się do nowej
szkoły, zażądał własnego pokoju. To nie tak, że nie chciał dzielić pomieszczenia z Taehyungiem i Sugą, jak było zaplanowane, po prostu poziom nauki w nowej szkole nie pozwalał na wczesne romanse z kołdrą i
poduszką. Jeon potrafił spędzać z nosem w podręcznikach całe noce. 
Jego pokój został przerobiony z niewielkiego schowka, który nikomu do szczęścia nie był potrzebny. Zaraz ścianę obok pokój dzielił Taehyung z Sugą. Na przeciwko pokój mieli lider i visual, a zaraz obok nich Jimin i Hoseok.
Mimo, że dom nie był duży, rozmieszczenie mebli i dobrane kolory sprawiały, że pomieszczenia były bardzo przestronne. 
Ruszył w stronę kuchni, by nalać sobie szklankę wody, gdy zauważył zakapturzoną postać opierającą się o blat stołu. 
- Rozumiem... - jego uszu dobiegł znajomy głos najmłodszego Kima - Kiedy możemy się zobaczyć? 
Z kim on rozmawia o trzeciej w nocy?
Może z dziewczyną?
Chce się spotkać... to na pewno jego dziewczyna...
Chwila... hyung ma kogoś i mi nie powiedział?!
Poczuł lekkie uczucie zazdrości i zawodu. Myślał, że gdy Tae sobie kogoś znajdzie, to właśnie Jungkook będzie pierwszym, który się o tym dowie.
Zrobił kilka kroków wkraczając w okręg światła, który rzucała zawieszona pod sufitem lampa.
Taehyung spojrzał na niego zaskoczony.
- Wiesz... muszę kończyć - powiedział do telefonu odwracając wzrok od młodszego - Jutro się odezwę. 
Jeon jak gdyby nigdy nic podszedł do zlewu, wyciągnął z jednej z wiszących szafek szklankę i odkręcił kran. Patrzył jak szklanka powoli napełnia się bezbarwnym płynem, celowo unikając wzroku Taehyunga. W innych okolicznościach i innym czasie, w takiej sytuacji po prostu rzuciłby się na niego w przyjacielskim uścisku, teraz jednak nie chciał myśleć o tym, co go przed tym czynem powstrzymywało.
- Co to jest? - głos starszego sprawił, że Jungkook , mimo, że wiedział, że nie jest w pomieszczeniu sam, drgnął lekko wystraszony. Dopiero po chwili zorientował się, że przyjaciel pokazuje na, położoną na blacie, połówkę tabletki.
- Witaminy - odrzekł sucho Kookie nie patrząc na niego, po chwili zajął miejsce przy stole - Co tu robisz?
- Mógłbym spytać cię o to samo. - chłopak usiadł na przeciwno niego- Jest po trzeciej nad ranem. Powinieneś spać. Jutro musisz iść do szkoły. 
- Wiem - Jeon położył pół tabletki na języku i popił pozwalając zawartości trafić do żołądka i go w końcu uspać. - Z tego co wiem, jutro masz jakiś ważny telefon... 
- Nie... to nic ważnego. 
Młodszy nie odpowiedział. Nie wiedział co. Patrzył na Kima poprawiającego kaptur szarej bluzy zsuwający się z jego rudych włosów i błagał w myślach, by na jego, w tym momencie śmiertelnie poważnej twarzy, zagościł choć cień uśmiechu. Starszy, jakby czytał mu w myślach, uniósł delikatnie kąciki ust. 
- Jungkookie... - zaczął, a wspomniany posłał mu pytające spojrzenie - czy... czy gdybyś mógł cofnąć czas i dajmy na to porozmawiać z kimś z kim kontakt się urwał, popsuł... czy coś takiego, skorzystałbyś z tej okazji?
Czyżby zauważył jak daleko się od siebie odsunęliśmy?
Chłopak przez chwilę zastanawiał się nad 
znaczeniem pytania, szukał jakiejś tajnej wiadomości, którą Kim chciał mu przekazać innymi słowami. Niestety po kilku próbach rozszyfrowania tego, poddał się. 
- Tak.. myślę, że tak - odparł po dłuższej chwili 
- Kto by to był? - spytał niemal od razu. Starał się nie patrzyć na młodszego, by nie wywrzeć na nim odpowiedzi, która by go satysfakcjonowała. Chciał poznać prawdę. 
Za to Kookie toczył wewnętrzną walkę ze samym sobą. Jego odpowiedź mogłaby brzmieć "SongHye" jednak wtedy starszy mógłby zadawać jeszcze więcej pytań, a na nie Jungkook nie miał ochoty odpowiadać. Mógł też powiedzieć "Ty" ale wtedy musiałby się tłumaczyć dlaczego. Musiałby wtedy powiedzieć, że tęskni za nim jako przyjacielem, że brakuje mu momentów, kiedy mogli po prostu ze sobą porozmawiać i się pośmiać z byle czego, jak za dawnych czasów. Przede wszystkim musiałby powiedzieć, że boli go zachowanie starszego względem jego, gdy traktuje go jak powietrze. Jeon nie potrafił rozmawiać o uczuciach, gdy już schodził na ten temat musiało być bardzo źle.
- SongHye... - odpowiedział niepewnie podnosząc wzrok na Kima.
Spodziewał się teraz kolejnego pytania: "Dlaczego?" a zaraz po nim: "Co byś jej powiedział?", jednak w planach starszego nie gościło ani jedno ani drugie pytanie.
- Kiedy zniknęła? - założył ręce na piersi patrząc wyczekująco na młodszego.
- To.. to by był już drugi miesiąc... 
Chłopak pokiwał głową po czym, z cichym westchnieniem, wstał.
- Idę pierwszy. - powiedział ściągając bluzę - Ty też już lepiej idź, jeśli nie chcesz się spóźnić do szkoły. Dobranoc. - odłożył bluzę na oparcie krzesła i ruszył w stronę drzwi
- Hyung! - Jungkook poderwał się na nogi odsuwając krzesło. Kim zatrzymał się i spojrzał na niego wyczekująco
- Kto to był? - spytał czując jak coś w jego środku zalewa go gorącą falą wściekłości na samego siebie. Mógł udać, że nic nie słyszał albo, że nic go to nie obchodzi, jednak ciekawość wzięła górę - Z kim rozmawiałeś?
Taehyung patrzył chwilę na niego po czym odwróciwszy się rzucił oschle:
- Nie twoja sprawa.


Dopiero po chwili zrozumiał, co mu nie grało. Nigdy nie wspominał Taehyungowi o SongHye, więc dlaczego chłopak nie spytał, kto to jest tylko był ciekawy, kiedy zniknęła? Skąd on wiedział, że ta dziewczyna zniknęła? Czyżby Jungkook jednak coś o niej mówił, tylko tego nie pamiętał?
Milion myśli buzowało w umyśle chłopaka, który powinien już dawno spać. 
Dlaczego nagle Tae stał się taki oschły dla niego? Przecież Jeon chciał tylko wiedzieć kto to był. Czy ta domniemana dziewczyna Kima była taką tajemnicą, że nawet Kookie nie mógł o niej wiedzieć?
Widocznie tak...
Odwrócił się plecami do ściany. Na dworze, mimo wczesnej porannej godziny było ciemno a gęsty śnieg oblepiał zewnętrzną stronę szyby. Wzrok Jungkooka powędrował na szafkę stojącą na przeciwko łóżka. W środku były leki. 
- Może SongHye tylko mnie straszyła? Może podwójna dawka zwiększyłaby działanie? Kookie, dlaczego mówisz sam do siebie?
Wygrzebał się spod kołdry i podreptał po zimnych panelach do mebla.
- Ona mnie straszyła prawda? - otworzył skrzypiące drzwiczki i ponownie wysypał na rękę kilka białych kapsułek - Przecież... to tylko zwiększy działanie tak? - wybrał całą tabletkę i sięgnął po nożyczki leżące na biurku. Używając ich jak noża, przystawił na wgłębienie i nacisnął pozwalając, by z całości powstały dwie połówki. - Poza tym, to tylko na spróbowanie. - przystawiając dłoń, na której leżała połówka, czuł jak galopuje mu serce. W głębi bał się skutków, przed którymi ostrzegała go SongHye, jednak mimo to, chciał spróbować. Chciał przez jakiś czas przestać myśleć. Po prostu się wyłączyć. Wsunął lek na język i popił resztkami wody, która przyniósł z kuchni.
- Ona mnie tylko straszyła. 
Usiadł na łóżku, by tępo wpatrywać się w przeciwległą ścianę. Jego serce dalej biło z zawrotna szybkością. Zegarek w telefonie informował go o godzinie czwartej piętnaście.
Jutro w szkole będę wręcz tryskał energią...
Runał na chłodną pościel, czując jak kontrastuje ona, z nagle gorącą skórą chłopaka. To by było na tyle ze zmian, jakie zaszły w jego organizmie w ciągu ostatnich kilku minut. Przez kolejne kilkanaście zastanawiał się, czy ciemność, która go otoczyła, nie jest zbyt gęsta i szukając potwierdzeń czy to co go otacza to sen, czy nie. Stojąc przed bramami do krainy Morfeusza zorientował się, że nie znajduje się w swoim łóżku, a tym bardziej przy bramie do upragnionego świata, a na znajomym moście. Zapachy które czuł i rzeczy, które widział a przede wszystkim zimno, które szczypało skórę jego policzków utwierdzały go w tym, że to nie jest sen. Jeon Jungkook stał na jednym z Seulskich mostów ze słuchawkami w uszach i przydużą szarą bluzą Taehyunga na ramionach. Musiał złapać ją wychodząc z domu.  Nie było mu zimno, nie miał pojęcia, kiedy i jak dostał się w to miejsce. Nie obchodziło go to. Szedł powolnym krokiem z rękami w kieszeniach wsłuchując się w tekst znanej mu piosenki*.
- Kolejna osoba, która myśli że jest znawcą bólu - westchnął wpatrując się w trzeszczący pod stopami śnieg.
~ Powiedz mi, możesz mówić cokolwiek, no na co czekasz?
Jungkook zanucił kilka wersów 
~ Pozwól mi usłyszeć wszystkie krzyki.
~ Będę walczył swoim sposobem - uśmiechnął się na dźwięk słów padających z jego ust - Nigdy nie będę w twojej maskaradzie - spojrzał w niebo - Nigdy się nie złamię, nigdy się nie złamię..! 
Chłopak rozłożył ręce jak do lotu i okręcił się kilka razy
- Słyszysz Kyung?! - krzyknął zatrzymując się przy barierkach lekko wychylając się ponad nimi - Nigdy mnie nie złamiesz! 
Zaśmiał się patrząc w dół i szukając w przepaści swojego odbicia w wodzie, gdy nic nie znalazł ponownie podniósł głowę ku niebu, by zobaczyć ciemne niebo spowite grubymi śnieżnymi chmurami. 
Gdyby się tak wznieść....
Rozłożył ręce czując zimny wiatr targający bluzą.
Byłoby cudownie....
Zaśmiał się ponownie, nie obchodziło go jak tu trafił ani jak wróci do domu. Obchodził go teraz tylko skrawek nieba, na który spoglądał.
- Wolny... - wyszeptał - Byłbym  w końcu wolny... 




Ciąg dalszy nastąpi...





wtorek, 26 maja 2015

BTS - Can you trust me? (prolog)

KYO POWRACA!
Coś się ostatnio rozszalałam jeśli chodzi o dodawanie rozdziałów/części itp 
Myślę, że nie macie mi za złe tego... 
Tak czy tak, kolejna część będzie dopiero za kilka dni a na razie wstawiam coś na kształt prologu, taki wstęp..
Od razu zaznaczam, że ta oto seria będzie podchodzić w pewnym momentach pod jakiegoś rodzaju angst, będą też występować (nie żebym coś obiecała) używki i różnego rodzaju okaleczenia, znajdzie się też kilka przekleństw, ale to jak zwykle.
Tak sobie trochę do was pomonoluguje (jest taki słowo? Kij z tym, już jest!) 
mam nadzieję, że cieszycie się na tę serie (napisaną pod kołdrą w czasie choroby, przez jedną scenke, która i tak miała byc w "One Shot") tak samo jak ja! ^^
O! Musiałam to napisać, bo nie wierze, że z jednego praktycznie zdania zrobiłam tak długą serie...
Życzę miłego czytania! Komentujcie, jeśli warte to polecajcie innym! 

______________________________________________________________

 


Jungkook szedł posępnie, omijając z dala wszystkich innych uczniów,  tego dnia jego grafik pozwalał na leniwe włóczenie się po szkolnych korytarzach.  Miał na to aż pół godziny. To nie był dobry dzień,  nie zaliczył prezentacji, na którą zarwał noc,  JongKyung znów się do niego czepił. Jeon wolał z nim nie zadzierać,  ten chłopak był synem dyrektora,  lubili go wszyscy - to była zupełna przeciwność Kookiego.  Jego nawet nauczyciele nie darzyli sympatią,  mówili, że chodzi do szkoły tylko, by się pochwalić że jest tym sławnym i twierdzili,  że jeśli jest w zespole,  to ma lekkie życie, a szkoła i tak go pewnie nie obchodzi.  Obchodziła i to bardzo. Wiedział,  że lepiej mieć jakąś przyszłość, gdyby zespół nie wypalił,  poza tym zawarł umowę z rodzicami - może mieszkać w dormie,  jeśli będzie żył tak jak dotychczas,  chodził do szkoły i nie zwracał na siebie uwagi. A JongKyung... z nim miał problem. Chłopak doczepił się go z wymyślonego powodu. Dziewczyna! O co innego mogło pójść? Gdy Jeon doszedł do szkoły, pierwsze dni spędził sam. Nie wiedział, gdzie co jest i nie miał pojęcia co zrobić ze sobą na przerwach. Przyglądał się posępnie z daleka, jak grupki przyjaciół siedzą na schodach przed szkołą, śmieją się z żartów, grają po lekcjach na gitarach i słuchają razem muzyki. Był dzień, że kolejny raz usiadł za filarem i założył słuchawki,  puszczając swoją ulubioną piosenkę, znów się przyglądał. Lubił obserwować otoczenie, patrzeć jak chmury płyną po niebieskim niebie, jak słońce rzuca promieniami na zielone liście pobliskich drzew, jak samochody jeżdżą i ludzie idą chodnikiem za bramą szkoły. Siedział wtedy i przyglądał się kilku chłopakom chodzącym po wysokim murku połączonym z dużą, metalową bramą, gdy poczuł szturchnięcie. Wystraszył się wtedy, nie był wtedy już taki nowy, był uczniem tej szkoły już dobre dwa miesiące, nikomu nie zawadzał i się nie wychylał, więc nie wiedział, kto i co od niego chce, ale gdy odwrócił głowę, zobaczył z pewnością jedną z piękniejszych dziewczyn, jakie spotkał w życiu. Miała jasne karmelowe włosy i czekoladowe, radośnie błyszczące oczy otocznie wachlarzem ciemnych rzęs, uśmiechała się promiennie.
 Spytała wtedy, czemu siedzi tak sam, powiedziała, że widziała Jungkooka jak dołączył do ich klasy. Wtedy stwierdził, że jego obserwacje są beznadziejne. W końcu nie zauważył, że chodzi do klasy razem z taką piękną dziewczyną.
Poszli razem w stronę domu, cały czas rozmawiając. Jungkook zwykle nie czuł się zbyt dobrze w obecności dziewczyny, a zwłaszcza, gdy był z nią sam na sam, jednak z tą dziewczyną łączyło go "coś", sam nie wiedział co. Czuł, że w jej obecności mógł zachować się jak prawdziwy Jeon Jeongguk, nie ten ze sceny, ten, którego znają tylko przyjaciele i rodzina. Polubił ją, ich przyjaźń zaczęła się właśnie tego dnia.
Wtedy nie wiedział, że ta dziewczyna będzie przyczyną jego męk w dalszych latach szkolnych. Myślał, że w końcu znalazł kogoś, kto nadaje na tych samych falach, kogoś z kim w końcu mógłby porozmawiać na przerwach i po szkole,  idąc do domu. Jak bardzo się mylił... Gdyby mógł cofnąć czas i odejść od dziewczyny swojego największego wroga, na pewno by wykorzystał tę szansę.
Mógłby wtedy skasować swoje blizny,odstawić niepotrzebne przedmioty i nie podejmować pochopnych działań.
Chłopak zamyślony wyszedł na zewnątrz,  nie ustał minuty, a jego czapka i kurtka stały się białe. Tego dnia nie było zimno, słońce nieśmiało wyglądało zza chmur jakby bało się, że jest nieproszone. Jego promienie jednak nie były na tyle silne, by roztopić padający śnieg. Zaczął iść w stronę bramy, gdy zauważył znajomą postać w czarnej kurtce i rudymi włosami wyróżniającymi się na tle śniegu. To nie był dobry pomysł, by tu przychodził, ludzie znów będą rozsiewać plotki. Znów będą mówić. Mówić o nim...
Chłopak odwrócił się i gdy zauważył młodszego, wbił ręce w kieszenie kurtki, skulił ramiona i zaczął iść w jego stronę. Jungkook pobiegł do niego.
- Hyung! Gdzie twoja czapka? -  spytał na powitanie. Rozczochrał chłopakowi włosy, by uwolnić je z płatków śniegu i ściągnął swoją czapkę, która zaraz znalazła się na głowie Taehyunga. -  Jak długo tu jesteś?
- Około pół godziny - odpowiedział,  szczękając zębami i założył Jungkookowi kaptur jego kurtki na głowę. -  Dziękuję za czapkę, uszy mi odpadają. Miałem trochę czasu i stwierdziłem, że pójdę po ciebie w celu porwania cię na próbę.
- Nie jestem już dzieckiem, wiesz?- spytał naburmuszony, jednak wewnętrznie zrobiło mu się cieplej, że chłopak pomyślał o nim i poczekał na niego.
- Powiedział chłopak mający czapkę z pingwinem....- Taehyung popatrzył na niego, przekręcając głowę.
- No... dobra, czasem mi się zdarza - odparł i złapał trzęsącą się z zimna rękę starszego i wsadził do swojej dużej kieszeni kurtki, próbując ukryć drżenie rąk. - Powinieneś ciepłej się ubierać.
- Myślałem, że będę krócej czekać. Idziemy?
Chłopak tylko przytaknął i udali się w drogę do wytwórni kilka ulic dalej. Walcząc z zaspami, mroźnym wiatrem i śniegiem dotarli w piętnaście minut.

Ciąg dalszy nastąpi...

poniedziałek, 25 maja 2015

B.A.P - One Shot (XII) + epilog

OMO NIE WIERZE NO NIE WIERZE....
Nie wierze, że udało mi się to skończyć i nie rozwalić ani jednej rzeczy pod wpływem wściekłości, gdy któraś scena mi się nie udawała... Wow, to dla mnie bardzo duże osiicie z Gukiem
Chwała wam za to! 
BangLo foreva!
Oto przed wami najdłuższa część tej serii (Bo aż 2617 słów)
 P.S - Epilog został specjalnie napisany tak, żeby nie było wiadomo o kogo chodzi. Macie się domyśleć, ewentualnie sobie kogoś tam postawić. 
A, no i oczywiście jak mogłam to pominąć... muszę wam wszystkim podziękować za komentarze i trwanie przy mnie, najbardziej Rufusowi, który mi tu feelsował, Anem, która mi szczerze mówiła co zrypałam i drugiej autorce bloga, która w sumie dała mi pomysł na tworzenie tego.. czegoś,  i ogólnie reszcie w tym całym tworzeniu, bardzo wam współczuje, że musieliście przebrnąć przez pierwsze rozdziały.. aczkolwiek co was nie zabije to was wzmocni! Tak więc hakuna matata i na przód!  Widzimy się przy następnej serii! (Prawda...?)

//Niekryty Krytyk voice// OOOGŁOSZENIA PARAFIAAAALNE:
Jak widzicie po prawej (dla niewtajemniczonych to po tej o ---->)(Tak chodzi o mnie) pojawił sie licznik do prologu nowej serii. Jako, że Kyo to kobieta (nie ważne, że mówią na nią "Andrzej") a kobieta zmienną jest postanowiłam już przy ostatnim gwizdku całkowicie zmienić narracje więc, nie bójta się, prolog pojawi się jutro ale w późniejszych godzinach.
 MIŁEGO CZYTANIA!
___________________________________________________________________


Był koniec dnia, zachodzące słońce wpadało przez otworzone do połowy drzwi garażu idealnie oświetlając pół ściany popryskanych kolorowym sprejem. Obrazy na ścianie zostały stworzone jeszcze gdy hala należała do ojca Yongguka. Spotykali się wtedy w gronie paczki i gdy rodziciela nie było działali i tworzyli arcydzieła. Przetrwało to do dziś, czasami też malują, jednak już nie w gronie starej paczki. Tamta się rozsypała, teraz pozostali tylko trzej z nich. A reszta? Reszta, gdy zaczęło się rozbić niebezpiecznie uciekła. Odgrodziła się od nich.
To było zaraz po wypadku,  gdy ich grupa przechodziła...  to co przechodziła.  Wtedy nie było"ich",  wtedy nie było grupy,  była paczka przyjaciół.
Ciekawe czy Bang pamięta wypadek...
Pamiętam to jakby było wczoraj...
Czerwona maska samochodu tuż przed twarzą,  uderzenie a potem przerażający ból który przeszywał umysł i ciało na wszystkie możliwe sposoby.
Nie miało go tam być
A jednak byłem.....
 Daehyun leżał na kanapie ze starej wychodzonej skóry i zamyślony wpatrywał się w sufit, zupełnie nieświadomy, że ktoś go obserwuje. Że patrzy na potargane włosy, których każdy kosmyk uroczo odstawał w inną stronę. Nie miał pojęcia, że pewna osoba wpatruje się z ukosa w jego ciemne oczy, wodzi wzrokiem po linii jego nosa i szczęki, zatrzymuje się na przygryzanych nerwowo kształtnych ustach tym samym mimowolnie przygryzając swoje i zastanawiając się ile jeszcze wytrzyma myśląc o chłopaku w sposób w jaki o nim myślał. Kiedy sam się wyda? To tylko kwestia czasu.
Podszedł do kanapy i kucnął. Z bliska wyglądał jeszcze lepiej, przystojniej, dojrzalej. Jego przymknięte oczy dalej z zaciekawieniem oglądały sufit.
Mógł na niego patrzeć godzinami.
- Nie śpij bo cię okradną - powiedział a Daehyun zerwał się z miejsca przerażony. Gdy jednak zobaczył kto tak brutalnie i bezwstydnie przerwał jego rozmyślania wrócił do poprzedniej pozycji i położył głowę na bocznym oparciu.
- Himchan... czy ty chcesz żebym na zawał zszedł? - spytał przenosząc wzrok na uśmiechniętego chłopaka który przecząco pokręcił głową
- Skądże! Chciałem tylko zobaczyć twoją reakcję!
- I co, zadowolony? - spytał a starszy poprawił mu kilka kosmyków włosów.
- Bardzo. Gdzie podział się Yongguk? Albo reszta? Sam tu siedzisz?
- Siedzą w warsztacie za ścianą - wyciągnął w górę rękę i kciukiem wskazał w bliżej nieokreślone miejsce - poza tym nie byłbym sam bo ty tu jesteś.
- Czemu do nich nie pójdziesz?
- Nie mam humoru na zabawy ani nic podobnego
- Coś się stało? - spytał ostrożnie Kim
Daehyun przeniósł wzrok na starszego
- Wybaczyłbyś? Gdyby na miejscu Youngjae była osoba, którą kochasz wybaczyłbyś jej? - chłopak dźwignął się i podparł na łokciach.
Blisko,  zbyt blisko
Gdy tylko odwrócił głowę a jego wzrok napotkał spojrzenie Himchana odskoczył i podniósł się do pozycji siedzącej. Himchan od razu znalazł się obok niego.
- Zależy kto to by był...
- Osoba, którą kochasz - pospiesznie powtórzył - znaczy...  osoba,  która dla ciebie dużo znaczy - poprawił się
Starszy przez chwilę siedział w zamyśleniu wpatrując się w podłogę, sprawiał wrażenie jakby na prawdę toczył wewnętrzną walkę o ostateczny werdykt. Po kilku chwilach jednak zabrał głos:
- Myślę, że jeśli to były pierwszy raz gdy ta osoba mnie zawiodła to dałbym jej drugą szansę -  odparł
- A za drugim razem? - dopytywał młodszy
- Za drugim nie, wtedy wiedziałbym, że jeśli zwiodła mnie dwa razy to i kilka następnych przyjdzie z łatwością. Dlaczego o to pytasz?
- Tak po prostu myślę, chciałem cię spytać o opinie... - zamilkł na chwilę - chodzi o Yongguka hyunga. Znam go długo... Kilka razy poważnie się zawiódł na kilku osobach... On nie ufa wielu
- Wiem, że znasz go dłużej. Nasza znajomość nawet nie jest porównywalna z tym jaki czas wy się znacie ale zdążyłem to zauważyć,  wiesz,  przynajmniej my go nie zawiedziemy
- O YoungJae też tak myślał...
- YoungJae to już przeszłość,  zrobił co zrobił...
- Myślisz że da mu szansę? -  przerwał mu wpół słowa
- Nie. Zbyt bardzo się na nim zawiódł - odpowiedział uważnie przyglądając się chłopakowi a ten tylko pokiwał głową.
- Chodź, porywam cię - Himchan pociągnął młodszego za rękę nakazując mu wstanie.
- Gdzie?
- Zobaczysz - mrugnął do niego z uśmiechem i poprowadził do wyjścia.
Był ciepły letni wieczór, słońce chowało się już za chmurami a na niebie dało się zauważyć ostatnie pasma promieni o różnego rodzaju odcieniach pomarańczu i żółci. Wiał lekki wiaterek, ale w powietrzu można było poczuć zapach nadchodzącej burzy. Można było rzec, że o tej porze miasto budziło się do życia, dzieci wybiegały z bloków i mieszkań by pobawić się w piaskownicy na pobliskim placu zabaw albo pojeździć na rowerkach po ścieżkach parku
- Gdzie ty mnie ciągniesz? - spytał Jung ze śmiechem, patrząc na cieszącego się Himchana. Tak bardzo lubił ten uśmiech. Mógłby patrzeć na niego godzinami a i tak by mu się nie znudził.
- Chcę ci pokazać pewne miejsce, gdzie będziemy mogli w spokoju porozmawiać.
- Porozmawiać w spokoju?
- Chciałbym cię o coś spytać...
Zeszli z głównej ulicy na brukowaną ścieżkę prowadzącą do parku. Przeszli wzdłuż ogrodzenia, między choinkami i różnego rodzaju krzakami i drzewami aż dotarli do ściany pożółkłych liści
- Pamiętasz jak przez pierwszy tydzień, gdy wszyliśmy z aresztu, znikałem na trochę? - spytał starszy a Daehyun pokiwał głową
- Myślałem, że jesteś na mnie zły... - zaczął
- Dlaczego miałbym być na ciebie zły?
- No... - młodszy spuścił głowę speszony tym, co przed chwilą padło z jego ust - Myślałem, że po tym jak się wtedy przyznałem...
Himchan zaśmiał się
- O to chodzi? - spytał - Nie mam pojęcia dlaczego to miało by być powodem, żebym był na ciebie zły czy obrażony. A teraz chciałbym ci pokazać gdzie tak znikałem.- złapał go za nadgarstek i pociągnął prosto na ścianę liści. Przedostali się na drugą stronę.
Daehyun wpatrywał się w niemym zachwycie w otoczeniu. Tutaj, po tej stronie, słońce padało na liście drzew tak, że chłopak miał wrażenie jakby były ze złota, a te tworzyły jakby dach nad chłopcami, i tylko trochę nieba prześwitywało między gałęziami. Powietrze też było inne, świeże. A piętrzące się na trawie liście dodawały uroku tej scenerii. Czuł się jakby byli gdzieś bardzo daleko od cywilizacji, tylko on i Himchan.
Tylko ja i Himchan....
Sami...
Kolejny raz poczuł jakby stado motyli wzbijało się do lotu w jego żołądku a przyjemny dreszcz przeszedł przez jego całe ciało powodując powstanie gęsiej skórki. 
- Nikomu jeszcze nie pokazywałem tego miejsca - powiedział Himchan  chowając ręce w kieszeń i przyglądając się niebu. Po chwili jednak przeniósł wzrok na młodszego - Jesteś pierwszą osobą - zaśmiał się a Daehyun tylko przytaknął uśmiechając się do siebie. Himchan pokazał coś tylko jemu, cieszył się, że ma ze starszym taką relację.
- Mogę cię teraz o coś spytać?
- Już spytałeś - zauważył Dae podchodząc do niego, obaj udali się na pobliską ławkę
- No tak... To chciałbym zapytać o coś jeszcze raz - poprawił się gdy młodszy zajął miejsce obok niego - Powiesz mi jak to było z tym wypadkiem? Pogubiłem się trochę. Dlaczego wszystko było takie poważne?
Daehyun westchnął, kolejny raz odganiając obrazki wspomnień z głowy. Nie chciał do tego wracać.
- Chodzi o to, że przez ten napad na komisariat uciekło w międzyczasie wielu przestępców... - odpowiedział wbijając wzrok w ziemię - a wypadek...Yongguk hyung niesłusznie stracił tatę... oni chcieli po prostu mieć normalną rodzinę wiesz? - popatrzył na chłopaka, który przygryzając wargę, kiwał głową na znak tego, że rozumie.
Dlaczego on musi tak cholernie seksownie maltretować swoje malinowe, bardzo pociągające usta...?
- Jacyś bandyci porwali jego brata i mamę - kontynuował odwracając wzrok
- Bang ma brata? - przerwał mu zdziwiony Himchan
- Tak.. bliźniaka. - młodszy pokiwał głową i wrócił do opowiadania - ... jego tato chciał ich odzyskać.. i pewnie by im się udało, gdyby nie to, że wybiegłem na tą ulicę, a potem...
Zamilkł kolejny raz przywołując czerwoną maskę i huk towarzyszący uderzeniu człowieka w samochód a potem obraz rozstrzelanego najstarszego Banga
- Potem...?
- Widziałem jak strzelają do niego... rozstrzelali go na moich oczach. Zanim karetka przyjechała po mnie. Widziałem wszystko... - z każdym jego słowem głos stawał się coraz cichszy aż w końcu przeszedł do szeptu
- Yongguk wiedział, że to ty wtedy wybiegłeś na tę ulicę?
Daehyun pokręcił głową
- Nie. Wie, że miałem wypadek ale nie wie jaki i dlaczego. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
- Rozumiem...
- Musimy o tym rozmawiać?
- Nie..nie! Nie musimy - szturchnął go w ramię, widząc, że chłopak posmutniał - przepraszam nie powinienem pytać...
- Nie lubię do tego wracać, tak jakoś...
- Wiem, mówiłeś podobne rzeczy w szpitalu...- na chwile się zamyślił - Pamiętasz jak się poznaliśmy? - spytał po chwili
Tym razem młodszy pokiwał głową i, utkwiwszy spojrzenie w swoich palcach, zaczął się nerwowo nimi bawić.
- W szpitalu - odpowiedział przypominając sobie owe zdarzenie gdy pierwszy raz spotkał Himchana. Było to zaraz po jego wypadku, kiedy przechodził traumę, on, nie pytając o wiele pomógł mu otrząsnąć się do końca z szoku. Daehyun był mu za to bardzo wdzięczny.
Spojrzał na starszego wpatrującego się gdzieś w niebo.
Co teraz? Co teraz? Co teraz?
Jest tak blisko...
Czy mogę mu to wyznać?
Czy to nie będzie niewłaściwe?
- Hyung... - zaczął
- Tak? - chłopak popatrzył na niego swoimi sarnimi oczami
- Bo ja... ja się zakochałem - palnął oblewając się rumieńcem - Tylko nie wiem jak na to mój przyjaciel zareaguje...
- Z-zakochałeś się? - spytał nagle poważnie Himchan a jego mina nieco zrzedła
- W-wiesz... nie. Nie było tematu - urwał wstając. Czuł jak serce mu mocno bije, nagle zrobiło mu się niewyobrażalnie gorąco. Musiał wziąć kilka wdechów i uspokoić myśli, zrobił kilka kroków zanim poczuł na ramionach czyjeś dłonie i napierający na niego ciężar.
- O jakiego przyjaciela chodzi? - spytał, śmiejąc się, starszy. Daehyun uśmiechnął się ale nic nie odpowiedział, usiłował iść dalej nie zważając na opierającego się na nim, całym swoim ciężarem,  chłopaka - No powiesz mi, czy nie? - nalegał - Co to za przyjaciel? Hm?
Daehyun odwrócił się by spojrzeć na chłopaka jednak wykonując tę czynność, Himchan stracił równowagę i runął razem z młodszym na ziemie wprost w jedną z kupek spiętrzonych liści. Leżał idealnie pod nim a łokcie oprate po obu stronach młodszego  unosiły ciało Kima ponad nim  Panika ogarnęła Daehyuna, jego hyung był tak blisko, że mógł zobaczyć z osobna każdą z jego ciemnych rzęs.
 - Powiesz mi? - nalegał nie zmieniając swojej pozycji. Jung przerażonym wzrokiem wodził do od jego oczu to do ust.
Za blisko, za blisko, za blisko!
Jego ręce powędrowały do karku chłopaka i lekko go przyciągały.
Co ja robię?!
Nie panuję już nad swoimi ruchami! 
Jego usta...są tak blisko! 
Zbyt blisko! 
Zbyt blisko by je po prostu zignorować!
- O-o ciebie chodzi... - wyszeptał niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Chciał odepchnąć starszego i uciec. Czuł rumieniec zalewający jego policzki i ciepły oddech na swoich ustach powodujący gęsia skórkę i delikatny dreszcz. wyszeptał niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Chciał odepchnąć starszego i uciec. Próbował odwrócić  wzrok, ale jedyne co mógł to wpatrywać się w czekoladowe oczy. Czuł dudniące w klatce serce a oddech jakby przyśpieszył. Jego wzrok powędrował na lekko rozchylone usta Himchana, które tylko prosiły by ich dotknąć i posmakować, zatopić się w nich, poczuć na swoich.
Ręce położone na karku Kima ponownie bliżej go przyciągnęły zmniejszając odległość między nimi do trzech centymetrów. Chciał coś powiedzieć, wyszeptać, coś co rozerwałoby na strzępy i zniszczyło atmosferę między nimi ale nie potrafił, teraz myślał tylko o jednym.
Chcę.
Nie widząc ani cienia dezaprobaty a tym bardziej jakiejkolwiek innej reakcji na twarzy Kima, przymykając oczy, lekko musnął jego usta. Gdy tylko udało mu się je dotknąć, zapragnął więcej, nie tracąc czasu wpił się w nie mocniej jeszcze bliżej przyciągając chłopaka do siebie. Przez jego ciało przeszedł kolejny dreszcz gdy poczuł, że Himchan odwzajemnia pocałunek, delikatnie muska jego usta. Daehyun biernie delektował się pieszczotami, każde otarcie ich warg było nowym powodem by ponownie ich dotknąć. To był prawdziwy pocałunek a każdy dotyk był na to dowodem. Odrętwiał na chwilę gdy poczuł język  starszego lekko przesuwający się po jego dolnej wardze.
Nigdy tego nie robiłem...
Co jeśli zrobię coś źle?
Milion myśli przepłynęło przez umysł Daehyuna oprzytomniając go nieco, jednak w ostatecznej decyzji rozchylił lekko usta a ich języki się złączyły. Jeśli przedtem było mu gorąco - teraz płoną żywym ogniem. Pocałunki Himchana były lekko zachłanne ale i każdy  miał coś w sobie, że młodszy wiedział, że zapamięta je na długo. Wplótł dłonie w przydługie ciemne włosy chłopaka i zaczął wodzić językiem po jego podniebieniu czując jak coś w środku niego trzęsie się ze szczęścia, a jeszcze inne coś w postaci miłości i nadziei zakorzenia się na długo w jego sercu.
Oderwał się od niego dopiero, gdy jego płuca krzyczały głośno o nową porcje tlenu.
 Jestem w parku
Właśnie pocałowałem chłopaka...leżąc pod nim,.. ale to pomińmy
Właśnie pocałowałem chłopaka...
Właśnie pocałowałem chłopaka, w którym jestem szaleńczo zakochany
A on najprawdopodobniej kocha mnie...

- O ciebie chodzi - powtórzył próbując unormować oddech i uspokoić, bijące jak oszalałe, serce. Widział ponad sobą szeroki  uśmiech chłopaka a iskierki w jego oczach błyszczały wesoło. Oparł się na jednym łokciu a wolną ręką pogładził policzek młodszego
- Jestem przyjacielem i obiektem westchnień w jednym? - spytał uśmiechając się zadziornie - To śmieszne, bo ty akurat moim też.
Zamrugał kilka razy a ich usta po raz kolejny złączyły się w delikatnym pocałunku.


Uciekali do hali przeskakując kałuże deszczu. Burza zdążyła się ugościć na Seulskim niebie i teraz rozszarpywała je na strzępy. Ciężkie krople spadające na nich moczyły im ubrania i włosy.
- Jesteś cały mokry! - Himchan wskazał  palcem na ubranie Daehyuna wykręcającego koszulkę, gdy stanęli pod wiatą przed halą.
- Tak samo jak ty! - młodszy szturchnął go łokciem w momencie, gdy na niebie pojawiła się kolejna błyskawica.
Otworzyli drzwi hali i weszli do środka, im oczom ukazali się Zelo i Yongguk. Siedzieli na kanapie i rozmawiali o czymś. Yongguk wydawał się zbyt ożywiony. Albo udawał, że wszystko jest w porządku albo tak było na prawdę.
Czyżby Himchan się mylił...?
- Gdzie byliście?  spytał najmłodszy widząc nowo przybyłych, Daehyun spojrzał pytająco na Himchana
- W parku - odparł tamten z uśmiechem
- Co was wszystkich dzisiaj tak ciągnie do tego parku? - Zelo założył ręce na piersi i z naburmuszoną miną zajął swoje miejsce
- To co, młody, idziemy do parku? - spytał, pojawiając się znikąd, JongUp
- Teraz? - Zelo spojrzał za okno atakowane zaciekle kroplami deszczu, a Moon, śmiejąc się, rozczochrał jego włosy
-  Po burzy! Nie będę narażał twojego afro na oklapnięcie!
Najmłodszy popatrzył na niego groźnie.
- Zazdrościsz mi włosów, czy jak?
- Zelo spokojnie - odparł Yongguk, pierwszy raz, od pojawienia się chłopców, zabierając głos. Po chwili zaklaskał w dłonie - Chyba czas żebym się ocknął i na powrót nadrobił to, co mnie ominęło  powiedział patrząc po twarzach każdego z chłopców - Jaka jest sytuacja grupy?
Na te słowa Daehyun i Himchan unieśli splecione dłonie, powodując tym samym, prawdziwy, szczery, nie wymuszony, tak dawno nie widziany uśmiech Yongguka.




EPILOG

 Patrzę na zachodzące słońce, z dachu budynku, i przypominam sobie wyrazy twarzy moich przyjaciół ich uśmiechy, gesty, przypominam sobie wyraz twarzy osoby, którą kocham. Nieoczekiwanie uśmiech, który zawsze widziałem, przemienia się w grymas bólu a śmiech, którego tak uwielbiałem słuchać, w pełen goryczy płacz. Jednak zaraz po nim następuję kolejny uśmiech i kolejny słodki dźwięk śmiechu. W każdym momencie każdego ludzkiego życia kryje się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość od nas tylko zależy, jak wykorzystamy ten czas i ile błędów popełnimy, zanim nauczymy się poprawnie żyć.
Teraz chyba może się wszystko dobrze skończy...
Teraz powinno się wszystko dobrze skończyć...
Każdy z nas tak wiele wycierpiał...
Każdy na swój sposób...
Jednak każdy z nas się teraz uśmiecha...
Zadziwiające, prawda? 





THE END
 

piątek, 22 maja 2015

B.A.P - One Shot (XI)

 Powracam z kolejną częścią!
I ze szlabanem od rodzicielki na pisanie.
Madre stwierdziła, że nie może wytrzymać, mojego katowania ją efektami dźwiękowymi Q10 i tego, że ciągle ją pytam jak jakieś słowo zastąpić, zamienić, lub daje jej różne wersje do wyboru.
Mama, ja Cię bardzo sarang ale sora, nie powstrzymasz mnie.
Co do historii naszych gangsta króliczków:
Po długim zastanawianiu się i dyskusjami z JołjołKuję Cię a propo końcówki i tego czy zrobiłam z Banga ofiarę losu, wreszcie udało mi się uzyskać w miarę fajny efekt i aż mi się coś robi, gdy czytam to, co tutaj natworzyłam. 
Przynajmniej w tym rozdziale. 
Starałam się jak najlepiej opisać i ująć wszystko, co miałam do przekazania, jak mi się udało?
Oceńcie wy!

_______________________________________________________________________


- YoungJae? - spytał słysząc znajomy głos po drugiej stronie.
- Ee.. cześć - odpowiedział, a Yongguk poczuł wewnętrzny ścisk - Chciałbym z tobą porozmawiać...
- Po-Porozmawiać!? - wydusił z siebie nie wierząc w to, co słyszy. Niewidzialna ręka zacisnęła się jeszcze mocniej na jego płucach, odcinając dopływ powietrza. Miał wrażenie, że jest w jakimś transie, z którego ciężko mu się będzie wybudzić.
To była pierwsza ich normalna rozmowa od czasu "porwania". Jednak mimo to, że wiedział z kim rozmawiał, dźwięk jego głosu brzmiał tak naturalnie i znajomo, że Yongguk miał wrażenie, że to wszystko co się do tej pory wydarzyło; porwanie YoungJae, napad na ciężarówkę, wymiana, na której Yoo pokazał swoją prawdziwą twarz, pobyt w areszcie, to wszystko wydawało się tylko bardzo realnym snem. Snem, z którego nareszcie się wybudził. Prawda była zupełnie inna, dalej trwał w owym śnie i już nie miał szans by się z niego ocknąć.
- No... tak - odparł - Chciałbym kilka rzeczy z tobą wyjaśnić.
- Wyjaśniliśmy sobie wszystko.
- Nie, nie wszystko - YoungJae westchnął - chciałbym z tobą porozmawiać twarzą w twarz.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - powiedział twardo, jego głos był inny niż dotychczas, drżał i skrywał się w nim cień pewnej emocji.  Z trudem powstrzymywał swoje myśli, by nie znalazły z niego ucieczki w postaci słów. Sprzeczne emocje targały nim na wszystkie strony siejąc wewnętrzne spustoszenie.
- Proszę... -  jego głos przybrał nieco błagalny ton
- Prosisz?! - prychnął - Prosisz?!
- Yongguk...
- Nie! - usiadł na kanapie próbując uspokoić oddech i uporządkować myśli. Dłonie nadal mu drżały a gdzieś w głowie zrodził się nowy płomyk nadziei. Płomyk nadzieji, który powinien zgasnąć i nigdy się nie napalić. 
Nie powinieneś dzwonić!
Nie teraz...
Wpatrywał się przed siebie walcząc z tym, by się nie rozłączyć i zapomnieć o wydarzeniu sprzed chwili.
- Kilka minut. Tylko kilka minut... W parku? Koło stawu za pół godziny?
Słysząc to, Yongguk westchnął i nacisnął czerwoną słuchawkę.
Złapał brązową, skórzaną kurtkę i założył na ramiona. Komórkę wcisnął w kieszeń spodni i, czując się jakby był nieproszonym gościem na jakimś wydarzeniu, opuścił niepewnie halę.
Park...
Kilka minut...
Myślisz, że kilka minut mi wystarczy?
Myślisz, że w kilka minut w końcu dowiem się czy cię nienawidzę czy po prostu siebie okłamuję? 
Jesteś taki naiwny...
Przeszedł przez bramkę i ruszył ścieżką w stronę stawu, mijając po drodze matki z dziećmi jeżdżących na rowerkach, widział  starszych ludzi idących pod rękę, młode pary spoglądające na siebie z miłością. Mijał ich wszystkich czując, że sam stoi w miejscu, jakby nic do tej pory, ze swoim życiem nie zrobił.
Będę tego żałował....
Był koniec dnia, zachodzące słońce padało na, żółknące już, liście porwane z drzew lekkim podmuchem wiatru, a te leniwie opadały na ziemię przykrywając szary chodnik i wysuszoną, zmęczoną latem, trawę. Powietrze było wilgotne, można było wyczuć nadchodzącą burzę, która miała zawitać nocą do Seulu i rozerwać chmurna na strzępy, z których kawałki miały znaleźć się na ziemi w postaci ulewnego deszczu. Stanął właśnie nad brzegiem niewielkiego stawu, gdy w powietrzu rozniósł się cichy, prawie niesłyszalny grzmot. Pomruk burzy, jakby przedsmak tego co miało się wydarzyć za kilka godzin. Jeszcze raz omiótł wzrokiem okolicę czując, że zaczyna się denerwować, jego ręce zaczęły znów drżeć a serce po raz kolejny tego dnia biło dwa razy mocniej i głośniej. Głos zawiązał mu się w gardle na gruby supeł, dusząc go tym samym, gdy zobaczył znajomą sylwetkę siedzącą  na pobliskiej ławce. Chłopak siedział oparty tyłem do stawu i patrzył przed siebie jakby po drugiej stronie długiej promenady miał znaleźć odpowiedź na wszystkie zadane dotychczas pytania.
Nie odpowiedziałem mu czy przyjdę.... a jednak on przyszedł....
Nie był pewny co do tego spotkania. W hali było mu obojętne czy się zobaczą czy nie, potem, gdy dostał telefon, zaczął się zastanawiać a teraz z chęcią by uciekł. Po raz kolejny czuł w sobie sprzeczne uczucia walczące o dominacje. Był ciekawy co takiego YoungJae chce mu powiedzieć ale też bał się, że jego samego poniosą emocje i  powie coś nie tak, chciał go zobaczyć, ale jednocześnie wiedział, że gdy go zobaczy coś,gdzieś w okolicach serca, zacznie znów go kłuć. Przez chwilę toczył ze sobą wewnętrzną walkę by jednak zrobić kolejny krok. Mógł nie iść, miał wybór, nie dał jasnej odpowiedzi, po prostu się rozłączył. Jednak coś mu kazało udać się nad staw, a mianowicie jego złość i ciekawość. Istniała duża szansa, że wreszcie mu wszystko wygarnie.
Będę tego żałował...
W momencie gdy chciał się cofnąć YoungJae odnalazł go wzrokiem i wstał. Jakaś wewnętrzna blokada zacisnęła na Bangu swoje szpony i z każdym krokiem chłopaka wzmacniała uścisk.
- Cześć - zaczął niepewnie nowo przybyły ostrożnie patrząc na starszego. Sprawiał jeszcze bardziej speszonego od Yongguka
"Już się nie zobaczymy..."
A jednak go widział. Stał przed nim w całej okazałości cały, zdrowy, tylko kilka ranek zostawiło po sobie delikatne, ledwie zauważalne blizny. Miał na sobie ciemnozieloną kurtkę a na jego głowie rozwalone włosy układały się w istny chaos. Typowy zestaw dla Yoo YoungJae.
- Mieliśmy się już nie widzieć... - zauważył
- Tak, wiem - przyznał młodszy pocierając ręką kark - Usiądziemy?
Yongguk pokręcił głową w geście odmowy
- Jak grupa?
- Nie udawaj, że cię to interesuje. Co chciałeś ode mnie?
Chłopak spuścił wzrok
- Przepraszam. Wiem, że to moja praca i  w ogóle, ale jakoś dziwnie się czuję z tym, że byłem u was tyle a skończyliśmy... tak..- wykonał nieokreślony gest ręką - Zwłaszcza, że wiedziałem, że pomyliliśmy grupy...
Starszy wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami, nie mając pojęcia, czy to, co powiedział chłopak było prawdą, czy jego wymysłem.
 - Straciłeś pół roku, jak nie więcej, życia. Jak się z tym czujesz?
- Wiem, że mogłem im powiedzieć, ale wtedy musiałbym odejść - spuścił głowę - nie chciałem tego...
- Nie chciałeś odejść? Mam w to uwierzyć?
- Chciałbym zacząć od początku - powiedział podnosząc wzrok i patrząc prosto w oczy chłopaka, coś w nich widział, ale co? Sam miał wrażenie, że jest rozrywany na kawałki, jego umysł podsyłał mu wszystkie możliwe czarne scenariusze i myśli, jednak serce jakby odetchnęło.
- Od początku...? - spytał już całkiem spokojnie
- Nie chce was stracić... nie chcę stracić ciebie...
- Mnie? - prychnął - Bardzo zabawne. Jeśli tyle mi chciałeś powiedzieć, to pozwól, że już pójdę - powiedział i odwrócił się z zamiarem oddalenia jak najszybciej i jak najdalej. Czując, że zaraz może się przełamać i wypowiedzieć, pod wpływem emocji kilka niepotrzebnych słów, a te rosły w nim grożąc wybuchem w najmniej oczekiwanym momencie.
Takich rzeczy się nie mówi!
Nie w takiej sytuacji!
Nie kiedy jedna osoba uświadamia sobie, że w dalszym ciągu i mimo wszystko kocha drugą!

Jednak zanim oddalił się na tyle, by chaos w jego myślach zdążył się uspokoić a serce unormować, poczuł dotyk. YoungJae delikatnie złapał go za nadgarstek zatrzymując go tym samym.
- Daj mi szansę... - zaczął ale Bang się nie odwrócił, rozważał możliwość wyrwania ręki i odejścia, ale przyjemne ciepło na to mu nie pozwalało, a wewnętrzna złość jeszcze bardziej nakręcała
 - Tak nie wolno! Tak się nie robi! - odwrócił się wyrywając rękę z uścisku młodszego - Nie wkracza się w czyjeś życie a potem tak zwyczajnie rezygnuje!
- Każdy człowiek popełnia błędy - powiedział cicho - nawet ci najgorsi otrzymują druga szansę...
- Drugą szansę?
Dlaczego jego ciemne oczy muszą tak hipnotyzować?
Dlaczego jego wyraz twarzy sprawia, że chcę zapomnieć o przeszłości?
Dlaczego jednak jednak umysł dalej zaciska na nim swoją blokadę?
 - Czy wypalona zapałka zapali się po raz kolejny? - spytał po chwili -  Moje zaufanie do ciebie jest teraz właśnie wypaloną zapałką.
- Musiałem to zrobić...
- Nie obchodzi mnie co musiałeś, a co nie. Wchodząc do naszej grupy i wydając nas tylko mi pomogłeś, ale boli mnie zupełnie co innego.
- Co?
Dlaczego, gdy jego usta układają się w wypowiedziane słowo, mim ochotę ich dotknąć? Poczuć?
Dlaczego tak po prostu nie potrafię odpalić zapałki po raz kolejny?
- Najbardziej mnie boli to, że mnie zostawiłeś! - odpowiedział mimo własnej woli -  To, że dobrze wiedząc po co tu jesteś i co robisz, pozwoliłeś mi się do siebie tak zbliżyć, żebym sobie w końcu uświadomił, że cię kocham! 
Nie powiedziałem tego prawda? 
Niech niebiosa sprawią, że to jednak nie padło z moich ust.
Nie powiedziałem tego.
Kurwa... powiedziałem to....
Szlag! 
Przez chwil wpatrywał się w niego, nie mając pojęcia jak wybrnąć z owej sytuacji, po chwili jednak cichym głosem powiedział:
 - Chyba najlepiej będzie jak sobie już pójdę.
  Odwrócił się i poszedł kilka kroków zanim, po raz kolejny,  poczuł dłoń na swoim nadgarstku.
Przez moment chciał wyrwać rękę i odejść, nie patrząc na to co ma się stać, uciec gdzieś daleko.
- Nie odchodź - ścisnął jego nadgarstek mocniej i obrócił go do siebie. - Spójrz na mnie, proszę...- szepnął.
Yongguk zebrał w sobie całą odwagę, która uciekła od niego w momencie wypowiedzenia kilku słów sprzed kilku chwil, i spojrzał na YoungJae, prosto w jego ciemne oczy, nie mając pojęcia co powiedzieć ani co zrobić. Dlaczego czuł taką blokadę? Mimo, że był niebezpiecznie blisko niego, czuł  jakby powietrze między nimi było naelektryzowane. 
- Gdybym cię tylko lubił prosiłbym cię o szansę i zaczęcie od nowa? - spytał - Olał bym was. Teraz nie mam pojęcia jak ja bez ciebie obok mógłbym funkcjonować. Dlaczego tu przyszedłem? Muszę cię widzieć, wiedzieć, że jesteś...bardzo mi na tym zależy. Zależy mi na tobie. Proszę... zacznijmy od nowa, nie patrząc na to co było. 
Jego wzrok patrzył to w oczy to na usta młodszego, nie mogąc skupić się na niczym. Miał wrażenie jakby jakieś niewidzialne liny ograniczały jego ruchy pozwalając nacieszyć tylko oczy. Kolejna fala bezsilności zalała go niczym wzburzone morze podczas sztormu uderzające o skały. Chciał tyle powiedzieć, tyle zrobić a jedyne co mógł to powiedzenie kilku słów. 
Chcę tego
Bardzo chcę...
Jak niczego innego
- Ja.. ja nie potrafię. Chciałbym ci znów zaufać, ale nie wiem jak to zrobić... Przepraszam. Chyba będzie najlepiej jak już pójdę
Od wrócił się i zanim młodszy mógł jakkolwiek zareagować oddalił się na bezpieczną odległość.
Kurwa!
Co ja robię?!

Obejrzał się  za siebie, YoungJae stał  bez ruchu wpatrując się w odchodzącego Yongguka, nie widział wyrazu jego twarzy, widział tylko jak zrezygnowany mierzwi sobie włosy.
Yongguk jesteś kretynem.
Kretynem.
Kretynem
KRETYNEM.
Odszedł.


Drogi do hali nie pamiętał, był zbyt zajęty besztaniem siebie za popełnienie największego błędu w swoim życiu. Przez ten cas zaczął już padać ulewny deszcz, a gdzieniegdzie było widać pioruny przecinające niebo.  Większość ludzi pouciekała już do domu, chowając z dworu i z balkonów cenniejsze rzeczy. Wchodząc do hali, pierwsze co ujrzał to mała postać siedzącą skuloną na kanapie. Jego kręcone włosy wystawały spod, założonego na głowę, czarnego kaptura. Gdy tylko zobaczył starszego od razu znalazł się przy nim.
- Gdzie byłeś? - zaczął ostrożnie widząc minę hyunga 
- W parku... - chłopak zdobył się na wymuszony uśmiech i objął młodszego ramieniem 
- Wiesz ile tu na ciebie czekam?! 
- Przepraszam młody, miałem do załatwienia pewną rzecz - mówiąc to popchnął go lekko w stronę zajętej wcześniej przez Zelo kanapy, usiedli koło siebie.
- Rozmawiałeś z YongJae hyungiem, prawda? - spytał Zelo przenosząc spojrzenie, z pomazanej sprejem ściany, na Banga, który po chwili przytaknął i spuścił wzrok.
- Nie przejmuj się nim... Pamiętaj, że masz zawsze mnie! - uśmiechnął się do niego szeroko a starszy rozczochrał jego jasne włosy.
- Zobaczymy, kiedy znajdziesz sobie dziewczynę - uśmiechnął się delikatnie do niego
- Już niedługo, ale i tak to ty zawsze będziesz moim hyungiem - odparł - Masz o tym nie zapominać! - stuknął kilka razu palcem w miejsce nadruku na koszulce - Zrozumiano?
- Przyjąłem - odpowiedział Bang a Zelo się roześmiał.
Ten dzieciak potrafi cieszyć się ze wszystkiego...
Gdybym ja tak potrafił...

A za dzień - już się nie spotkamy
A za miesiąc - już się zapomnimy
A za rok - już się nie poznamy

Ja za dzień - będę cię potrzebował 
Za miesiąc - będę z tobą tęsknił
A za rok - będę dalej cię kochał


THE END wątku Bangjae



One Shot - ciąg dalszy nastąpi.....

niedziela, 17 maja 2015

B.A.P - One shot (X)

 KyoRim wita!!
Na początku chcę bardzo podziękować pewnej osóbce, która mi poprawiła tą część, przynajmniej jest bez błędów :D
 Co do treści, chciałam zobrazować sytuacje jaka panowała w życiu Yongguka.. zrobiłam z niego taką kalekę że... no, lepiej powstrzymam się od komentarza...
Ale wy nie musicie! Piszcie co tylko chcecie! 
Vkooka przekładamy! Po raz kolejny! Z premierą prologu zalegam już ponad miesiąc, ale nie wstawię póki nie skończę tej serii.
Miłego czytania! 
ps. Kyo zaczyna karierę jako pisarka one shotów , proszę o wyrozumiałość :D
_______________________________________________________________


Wspomnienia, które wracały za każdym razem, gdy patrzył na zawieszkę swojego łańcuszka, wdzierały się do jego głowy jak nieproszeni goście, powodując mocny ścisk gdzieś w okolicy serca. Mały krzyżyk ze srebra, mający jedno z ramion ułamane wydawał się tanią podróbką kupioną na bazarze, ale to było jedyne, oprócz hali, co Yonggukowi pozostało po rodzinie. Jego ojciec był jednym z założycieli gangu, jedną z najważniejszych i najbardziej cenionych osób w przestępczym świecie. Zawsze na te bardziej niebezpieczne akcje zakładał go, by jakimś cudem uchronił go od złego losu i pecha,  tak było i tego dnia. Tego dnia, kiedy zaprowadził go do domu Junhong i zostawił na całą noc by odbić brata i żonę z rąk bandytów, też miał na sobie ten krzyżyk. I tylko ten krzyżyk przekazano mu, gdy akcja się zakończyła. Starszy Bang miał wypadek. Kiedy uciekał jakieś dziecko wbiegło na ulicę. Wymijając je, wpadł prosto w pułapkę zastawioną przez policję, jednocześnie oddając się w ich ręce. Yongguk nie miał pojęcia co tam się dokładnie stało, jednak mógł sobie wyobrazić, jak strzelają do niego z zimną krwią, nie dając czasu na wyjaśnienia. Ostatni raz widział go, gdy wyglądał przez okno w pokoju Zelo i patrzył jak odchodzi.
Miał być dzielny. Miał się trzymać.
Jednak wtedy, zaraz po jego odejściu, poczuł łzy w oczach. Patrzył w swoje odbicie w szybie, nie wiedząc co zrobić. Zelo czekając, aż jeszcze jeden z ich przyjaciół do nich dołączy, co chwilę próbował go jakoś zagadać, jednak nic z jego prób nie wyszło. Chłopak nic nie wiedział o tym, że tato jego najlepszego przyjaciela jest członkiem gangu i że tej nocy właśnie jego przyjaciel został na resztę życia skazany na siebie. Następnego dnia rano Yongguk siedział na materacu, który zajmował w nocy i patrzył przed siebie. Zawołała go babcia Zelo, była bledsza niż zwykle i trzęsły się jej ręce, a głos miała drżący. Chłopak pełen złych przeczuć, nie zwrócił uwagi na to, że Daehyun do nich nie dołączył i zszedł na parter. Widział zasłaniającą usta babcię Junghona i jednego ze znajomych jego ojca siedzących na kanapie. Nie musiał nic mówić, taty z nim nie było. Chłopak poczuł łzy cisnące się do oczu, gdy zacisnął dłoń na zawieszce łańcuszka, który przekazał mu mężczyzna. Wtedy poczuł, że Zelo, mimo tego,  że miał dziewięć lat, kładzie ręce na jego ramionach i obraca do siebie, ściskając mocno. Młodszy płakał razem z nim, przez długi czas.
Yongguk poczuł wściekłość rosnącą w jego piersi, grożąc wybuchem.
Każdy przechodził kiedyś własny koniec świata
Dla mnie świat skończył się dwa razy
Wtedy i teraz
Zacisnął ręce w pięści, gdy w jego głowie znów pokazał się obrazek YoungJae
Nie ufaj nikomu
Nie okazuj uczuć
Ojciec miał racje. Zawsze miał racje. Ile by dał by znów go spotkać i przyznać mu ją.. Ile by dał by powiedzieć mu, że kontynuował działalność gangu by w dalszym ciągu szukać brata i matki... Może jego rodzina gdzieś jeszcze była...
Pozwolił, by kilka wspomnień znów wdarło się do jego głowy. Znów zobaczył jego brata, mamę, ojca, znów widział YoungJae, Daehyuna, którego odwiedzali razem z Zelo, gdy ten miał jakiś wypadek.  A potem przyszła szarość, całonocne wpatrywanie się w sufit lub okno, rozmyślanie. Dziesięcioletnie dziecko problemy odbiera zupełnie inaczej niż dorosły. 
Teraz przynajmniej wiem o jaki wypadek chodziło...
Westchnął i zmierzwił włosy. Przypomniał sobie wzrok chłopaków, gdy siedział zamknięty w celi. Czy było im go żal? Z pewnością. Był liderem, dowódcą, który miał za zadanie prowadzić swoją grupę coraz dalej, nie pozwalając sobie na żadne kłopoty. Wyszło jednak inaczej. Został zdradzony. Zaufał komuś, kto okazał się zdrajcą. To był cios, który spowodował otwarcie się kłódki na skrzyni ze wspomnieniami, o których chciał zapomnieć.
Jak ja mogłem tego wszystkiego nie widzieć?!
"Byłeś taki ślepy..."
Był pewien moment, który pamiętał. Jednego dnia, kiedy razem z chłopakami spotkali się w hali zobaczył, że jeden z nich znika w korytarzu prowadzącym do sypialni Yongguka. Nie mając pojęcia dlaczego, poszedł za nim. Wszedł do pomieszczenia w momencie, kiedy chłopak zamykał torbę leżącą na łóżku
- YoungJae, co ty tu robisz? - spytał, a chłopak odwrócił się wystraszony.
- H-hyung - zakłopotany przejechał ręką po karku i spuścił wzrok. - Myślałem, że zostawiłem tutaj telefon..
Jak ja mogłem mu uwierzyć?
JAK?!
Tego dnia torba trafiła w ciemny kąt pokoju i leżała tam zapomniana do dnia w którym wyszli z aresztu. Bang, przypomniawszy sobie o tym zdarzeniu, przeszukał wszystkie kieszenie, aż w końcu znalazł małe, białe urządzenie podobne do słuchawki, które podłącza się do telefonu. Co wtedy poczuł?
Świadomość, która w niego uderzyła pozbawiła go tchu niczym przypierająca do ściany kula ,czuł żal w każdej komórce jego ciała. Złość wyrywała się z piersi, prosząc o wypuszczenie. Jedna myśl ciągle dźwięczała w jego głowie, krzyczała krzykiem katowanego męczennika, nie dając o sobie zapomnieć. Jedno słowo powtarzane w kółko, aż do znudzenia nie dawało mu spokoju. Pytanie, na które nie miał nigdy znaleźć odpowiedzi, błądziło w jego myślach korytarzami umysłu, szukając wyjaśnienia. Czuł kolejny raz, że oddala się od rzeczywistości zimnymi łapami ciemności zaciągany w nicość.
Dlaczego?
Pytanie znów pojawiło się w jego głowie.
Dlaczego tak się stało?
Dlaczego pozwoliłem by tak się stało...?
Z rozmyślań wyrwał go głośny dzwonek komórki leżącej obok niego na kanapie. Widząc przychodzące połączenie, zesztywniał. Wpatrywał się nie dowierzającym i zaskoczonym wzrokiem w ekran komórki, kilka razy czytając imię osoby, która do niego dzwoniła, by mieć pewność, że przez tok jego myśli, nic mu się nie przewidziało. Po chwili zapanowała cisza, a na przyciemnionym ekranie pojawiła ikona powiadamiająca o nieodebranym połączeniu. Wziął komórkę do ręki i odblokował w momencie, kiedy dzwonek kolejny raz przerwał ciszę. Kolejne przychodzące połączenie od tej samej osoby. Czuł, jak nagle jego ręce zaczęły drżeć, a głos jakby uwiązł mu w gardle, po chwili wahania kliknął zieloną słuchawkę.
- YoungJae...? - spytał, słysząc znajomy głos.