Info.

NOWA SERIA! Prolog + (I) Never Mind " 2802
(XII) Can you trust me? - 0103
(one shot) EXO - Kaisoo "shh, jestem z tobą" 0503
(XIII) Can you trust me? - 1203
NOWA SERIA! (II) Never mind - 1503
(one shot) BTS - Namjin "Nie martw się" - 1903
(one shot) BTS - Kookiemonster "Daj dziecku pojeździć" - 2603

^ jest już napisane, więc znikome szanse, że jakakolwiek data się zmieni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BTS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BTS. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2016

BTS - "Never Mind" (I)

 Kyo wita. Krótkie początki na rozruch, mam nadzieję, że się spodoba. 
____________________________________________

 
 Prolog

Siedzę w bujanym fotelu. Nie słyszę nic oprócz uderzających o szybę kropli. Deszcz pada kolejny dzień z rzędu, ale nie przeszkadza mi to. Słucham uderzeń przymykając oczy. Chcę poczuć ukojenie, jednak tak się nie dzieje. Czuję strach. Paraliżuje moje ciało. Ściska krtań odcinając dopływ powietrza. Jestem sam. Nawet nadzieja postanowiła mnie opuścić. Inni pewnie siedzą w domu mojej babci, jedząc jej szarlotkę. Ale nie ja. Ja zostałem tutaj. W miejscu gdzie siedziałem miesiąc temu.
"Yoongi"
"Tak?" Wtedy byłem tak bardzo nieświadomy. Myślałem, że babcia przyszła zawołać mnie na obiad, lub powiedzieć, że wraca za godzinę, bo idzie na zakupy. Prawda była jednak zupełnie inna.
"Twoja mama... Jest w szpitalu w Tokio. W samolocie miała atak"
Nie czuję nic. Mam wrażenie jakbym unosił się w powietrzu, lecz ręce miał przykute do podłokietników fotela. Moje nerwy nie odbierają żadnych bodźców. Czuję się jakbym był obecny tylko ciałem. Moje serce, którego w tym momencie tak bardzo nienawidzę bije mocno uderzając o moje żebra. Boje się. Boje się, że więcej Jej nie zobaczę. Boje się, że więcej nie usłyszę jej głosu. Boje się. Niestety z mojego stanu otępienia wyrywa mnie drżenie dłoni. Patrzę na nią i uśmiecham się. Moje palce są białe od ściskania mocno ołówka. Przenoszę wzrok na drugą dłoń, która dzierży kawałek pogiętej kartki. Prostuje odrętwiałe palce i słyszę jak moje kości strzelają. To jedyny dźwięk, który teraz rozbrzmiewa. Deszcz przestaje padać. Czas na powrót.
Wstaję i odkładam ołówek na biurko. Mój pokój wydaje się być taki pusty, gdy nie ma tutaj kilku rzeczy. Miejsce mojego łóżka zajmuje dywan, wiszący fotel też zniknął pozostawiając po sobie dziurę w suficie. Jedynie szafki i biurko, wraz ze stosem moich notatników zostały nieruszone. Zgarniam je do stojącej obok wejścia torby i patrzę ostatni raz na pokój. Będzie mi go brakowało. Wychodząc, wiem, że to są ostatnie chwile, w których mogę pozwolić sobie na słabość. Idąc przez pusty korytarz nie patrzę za siebie, nie potrafię patrzeć na rzeczy, których już więcej nie zobaczę. Nigdy nie będę oglądać telewizji w salonie, który mijam. Nigdy nie będę jadł śniadania w kuchni, która została za mną. Nigdy więcej nie przekroczę progu tego domu. Nie potrafię powstrzymać łez krocząc przez ogród w stronę furtki. Moje palce kurczowo zaciskają się na pasku torby. Widzę mnie i mamę siedzącą na bujanej huśtawce przy balustradzie. Wiem, że to złudne. Nadzieja znów płata mi figle. Ocieram łzy rękawem, muszę być silny. Musze być silny. Nie potrafię wbić sobie do głowy tych trzech słów. Muszę być silny. Otwieram furtkę. Muszę być silny. Patrze na dom ostatni raz. Muszę być silny. Wszystko będzie dobrze. Muszę być silny. Mimo to ocieram łzy.
Czuje dłonie oplatające moje ciało. Moje oczy są zamknięte. Staram się oddychać równo, tak, by udać, że wszystko jest dobrze. Moje przyszłe życie będzie polegać na samym udawaniu. Ciepło osoby, która mnie przytula pozwala mi się na chwilę rozluźnić. Wzdycham cicho, a ona od razu to zauważa, bo kładzie dłoń na moich włosach i delikatnie gładzi. Nie potrzebujemy słów, by się zrozumieć. Tak było za czasów piaskownicy jak i teraz. Podnoszę głowę i uśmiecham się, widząc zatroskane spojrzenie dziewczyny. Odgarniam jej włosy i zaczesuje za ucho. Chcę ją uspokoić, widzę jak się martwi. Ale ja po prostu muszę być silny i będzie wszystko dobrze. Ona tylko się uśmiecha. Zamykam oczy i chowam głowę w zagłębienie jej szyi. Po chwili czuję jak moją dłoń ujmuje inna, niezbyt duża, ale ciepła, jej skóra jest przyjemna w dotyku i wystarczy to, by wiedzieć kim jest osoba. Splatam nasze palce i mogę wyobrazić sobie ten śliczny uśmiech. To dodaje mi otuchy. Jeon Jeongguk i Kim Sohyun. Kocham ich. Naprawdę ich kocham. To moi przyjaciele, a ja nie zamieniłbym ich na nikogo innego.  Teraz właśnie dzięki nim będę silny.

Część I

Mój wzrok, już przyzwyczajony do ciemności odnajduje zarys drzwi. Jestem na korytarzu, słabe światło latarni ulicznej, która stoi przy domu wpada przez niewielkie przysłonione zasłoną okno do środka. Widzę snop bladego światła na drewnianej podłodze. Omijam go i wyciągam rękę, by złapać klamkę. Nie otwieram drzwi. Wiem, że za nimi są moi przyjaciele, wiem, że z momentem otworzenia drzwi ich wzrok spocznie na mnie. Upewniam się, że łzy przestały płynąć. Dotykam policzka dwoma palcami. Jest suchy.
Biorę wdech i naciskam klamkę. Drzwi otwierają się z cichym skrzypnięciem. Zauważam jak głowa Jungkooka przekręca się w moją stronę. Sohyun trzyma w dłoni pada, który w tym momencie jest dla niego najmniej potrzebną rzeczą. Nie mówię nic, nie patrząc na nich kieruję się w stronę łóżka. Kładę się na zimnej pościeli i oddycham. głęboko. Czuje się obco, jakbym naruszał kogoś prywatność. Chcę znów leżeć w moim łóżku, chcę być znów w Seulu. Zamykam oczy. Chcę być w Tokio, przy łóżku szpitalnym, na którym leży moja mama. Chcę być przy niej. Podkulam nogi, gdy czuję, że materac ugina się. Ktoś obejmuje mnie w pasie i przytula moje plecy. Czuje nagły spokój. Wraz z oddechem na szyi mam wrażenie, że wraca moje poprzednie życie. Wiem, że to złudne, nadzieja jeszcze we mnie kiełkuje.
- Yoongi - słyszę szept przy swoim uchu. Nie reaguje, a on to rozumie.  Odnajduje moją dłoń i powoli ją gładzi. Jego dotyk jest jak zawsze kojący.  Otwieram powoli oczy i widzę zmartwioną twarz Sohyun. Uśmiecham się do niej, chcąc by i ona się uśmiechnęła. Ale tak nie jest, przez długi czas wpatrujemy się w siebie, jakbyśmy prowadzili wewnętrzną rozmowę. Wiem, że ona jest świadoma jak bardzo pusty teraz jestem. Nie udaje mi się ukryć żadnych emocji. Do moich oczu znów napływają łzy. Tak jest od miesiąca. Czuje usta na swojej skroni, obracam się, by spojrzeć na Jeongguka. Uśmiecham się, by oboje wiedzieli, że nie jest ze mną tak źle. Uśmiecham się i błagam, by uwierzyli w to kłamstwo. Ale oni nie wierzą. Jeongguk kładzie dłoń na moich plecach i przytula do siebie. Zbiera mi się na płacz, ale tego nie robię. Nie mogę uronić chociaż jednej łzy. Chowam twarz w koszulkę chłopaka i zaciskam oczy.
Tak jest codziennie. Codziennie leżę na tym łóżku, codziennie leżę przytulony do któregoś z moich przyjaciół i staram się nie płakać. Bywają nawet dni, gdy nie mam ochoty pogrążyć się w smutku. Wtedy z nimi rozmawiam. Napawam się momentami, kiedy są przy mnie. Boje się ich stracić. Nie wiem kim bym był, gdyby tak się stało.
- Spróbuj zasnąć - znów szept, tylko tym razem należy on do dziewczyny - Miałeś ciężki dzień
Próbuje przyswoić sobie, że pokój, w którym się znajduje będzie teraz MOIM pokojem, że tu po zakończeniu wakacji będę wracał po szkole, że właśnie tutaj będzie przechodził bezsenne noce.
Zamykam oczy i opieram czoło o klatkę Kookiego.
- Zostańcie ze mną - szepcze prawie niesłyszalnie. Zaskakuje mnie mój głos, jest suchy i pozbawiony jakiejkolwiek emocji.
Nie słyszę odpowiedzi. Jedyny dźwięk to nasze oddechy i skrzypienie drzwi, zaraz potem kroki. To moja babcia, jestem tego pewien. Tylko ona nie puka wchodząc do pokoju. Rozumiem to. To jej dom, a ja jestem tutaj gościem.
Mogę poczuć jej wzrok na sobie, ale zamiast spojrzeć na nią, przylegam do ciała Jungkooka, a ten zaczyna gładzić mnie o włosach. Odbieram to jak przyjacielski gest, gest do którego przez szesnaście lat naszej przyjaźni przywyknąłem.
- Przyniosłam wam kakao - informuje nas. Słyszę stuknięcie metalowej tacki, na której stoją trzy kubki, czerwony, zielony i niebieski. Nie muszę patrzeć, by wiedzieć, że właśnie takie mają kolory. Zawsze są to właśnie te. - Słonko - jej głos jest przepełniony troską i ciepłem. Nachyla się w naszą stronę, ale ja chowam się przed jej wzrokiem. Nie chcę, by widziała mnie w takim stanie. Moja chwila słabości wróciła, nie potrafiłem być silny.
- Chcę do mamy - mówię niemal bezgłośnie zwracając na siebie uwagę. Wiem jak te słowa brzmią w ustach siedemnastolatka, ale nie obchodzi mnie to. Jestem świadomy, że w każdej chwili może być za późno. Chcę ją przytulić, porozmawiać, usłyszeć jej głos. Wiem, że teraz jest nieprzytomna, wiem, że nie dałaby rady ze mną rozmawiać, ale chcę przy niej być.
- Twoja mama... - słysząc to czuję jak szloch grzęźnie mi w gardle. Spodziewam się najgorszego. - Ona będzie tutaj z nami, wyjdzie z tego - babcia dokańcza, a ja w duchu dziękuje jej, że mówi właśnie te słowa. Mogą być kłamstwem, ale jestem wdzięczny, że nie mówi mi prawdy.
- Yoongi - tym razem głos Jungkooka dociera do mojego ucha. Jest cichy, niepewny. - Co zamierzasz teraz zrobić?
Mija dłuższa chwila, zanim zdobywam się na słowa. Mówiąc je czuję, jak cała rozpacz i smutek odchodzi i zastępuje je determinacja. Muszę być silny i taki właśnie będę. Ocieram po raz ostatni łzy, które pojawiły się znikąd i odsuwam sie od chłopaka. Biorę kilka głębszych wdechów. Nie wiem co zrobię, ale jestem pewny jednego. Zrobię to dla mojej mamy.
- Zrobię wszystko, by zdobyć pieniądze na przeszczep - mówię stanowczo tak, że zaskakuje mnie moc tych słów. Wiem, ze zrobię wszystko. Każdą możliwą rzecz, która pozwalałaby zebrać chociaż kilka won. I oni też to wiedzą. Uśmiechają się. Patrzę na nich, a na moje usta wstępuje uśmiech.






piątek, 18 grudnia 2015

BTS - Can you trust me? (XI)

*werble*
*chwila ciszy* (*świerszcze*)
 Psze państwa, pragnę uroczyście ogłosić, iż ładowarka Shin KyoRim w końcu działa! 
*chór aniołów*
Jejku, tak długo nie pisałam, że aż zaczęłam tworzyć nowe shoty/serie/shoty, które pewnie staną się seriami, na kartkach... Pewnie niedługo pojawi się post opisujący mniej więcej fabułe trzech kolejnych serii z pytaniem, które chcecie pierwsze xD (only Kyo)
Wracając. 
Ładowarka już jest, rozdział już jest, jakiś one shot też się znajdzie. Żyć nie umierać c'nie? 
Tym razem postarałam się urywać w takich momentach, byście nie stanęli pod moim domem z widłami i pochodniami czekając aż wyjdę (to sobie poczekacie) z domu ^^ 
No i oprócz dzielenia akcji, rozdział jest też dłuższy. 
Miłego czytania życzę! 
ps. Mówiłam jak kocham wasze komentarze? 
ps2. DOBILIŚMY DO 30K WYŚWIETLEŃ!
_____________________________________________________________________


Te same dłonie, które jeszcze kilka chwil temu pociągnęły młodszego w swoją stronę były wplecione w ciemne włosy maknae. A raczej jedna. Druga delikatnie muskała kark chłopaka, nie pozwalając mu się odsunąć chociażby na moment. Mocno trzymały go przy sobie mimo, że Jungkook, pod wrażeniem tego z jaką pasją Jimin całuje jego usta, nie miał zamiaru odsuwać się ani na milimetr. W jego wnętrzu gotowało się od różnych emocji. Nie by pewny czy chłopak, który właśnie nieziemskim sposobem pieści jego usta, był właściwie Jiminem. Miał wrażenie, że czuł już kiedyś ich uzależniającą miękkość i ciepło, że to o tych ustach dzisiaj myślał. Miał też nadzieję, że ruda plamka, która w rzeczywistości była włosami, nie przewidziała mu się. Że zdążył uciec od Parka i tak naprawdę to nie on teraz próbuje się, oczywiście nie mając zamiaru zostawiać między nimi chociaż milimetra przestrzeni, wycofać z głównego centrum zamieszania. Mimo to, Jungkook postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Popchnął starszego w stronę najbliższego fotela, a gdy ten opadł na miękkie oparcie, oderwał się, by zaczerpnąć powietrza. Nie otwierając oczu oparł czoło o czoło drugiego, dysząc cicho. Nim się obejrzał, jego usta zostały ponownie zaatakowane. Czuł dłonie wplecione w jego włosy, zwinne palce delikatnie pociągały za kosmyki, powodując jeszcze większą przyjemność z pocałunku Jemu, Jeon Jeonggukowi było w tym momencie bardzo przyjemnie i nie zamierzał poprzestać na wykonywanej czynności. Dudniło mu w głowie, ale nie dbał o to. Chciał się zatracić, co przychodziło mu niesłychanie szybko. Uwielbiał to robić, czuć usta starszego na swoich, muskać je i przygryzać, obserwować każdą jego reakcję. Wiedział, że na tę chwilę mogliby sobie pozwolić na wiele więcej, jednak teraz wystarczył im fotel w kącie salonu. Przecież i tak kolejnego dnia nie będzie o niczym pamiętał. I to było najgorsze. Chciał pamiętać, chciał pamiętać każdy najmniejszy szczegół. Chciał, żeby ta chwila się nie kończyła, bo wiedział, że bardzo będzie mu brakować tego uczucia. Najbardziej chciał tego, by chłopak, na którego kolanach właśnie siedział był Taehyungiem. Odsunął się po raz kolejny. W momencie, gdy otwierał oczy oślepiła go biel w jakiej się znajdował. Nagle nie było go w tłocznym salonie, gdzie nie dane było usłyszeć własnych myśli. Teraz znajdował się w pustce. Przez moment naciskała na niego ze wszystkich stron, czuł jej ciężar na ramionach. Nagle zrobiło się tak cicho, że czuł własne szybkie bicie serca, obijało się o jego żebra, jakby pilnie chciało uciec. Trwało to może jedną piątą sekundy.


Yoongi czuł jak alkohol, który wypił uderza mu do głowy. Mimo to, nie przestawał. Chciał się upić. To nie tak, że chciał o czymś zapomnieć. Wręcz przeciwnie, gdy był pijany myślał, niekoniecznie o dobrych rzeczach i logicznie, ale jednak. Lubił ten stan, wtedy miał najlepsze pomysły. Pomijając oczywiście staniu po trzech filiżankach kawy.
Siedział jak gdyby nigdy nic na kolanach Namjoona, co chwilę na niego zerkając. Chłopak był w takim samym stanie, co on. Jin, który właśnie bawił się od niechcenia dołem koszulki Yoongiego, miał opartą głowę na ramieniu najmłodszego z ich trzech. Jak na niego, tego wieczoru dość dużo wypił.
Namjoon ostentacyjnie zwilżył usta, gdy zerknąwszy na kasztanowowłosego, po raz kolejny przyłapał go na przypatrywaniu się mu. Szturchnął delikatnie łokciem najstarszego Kima, na co ten od razu podniósł głowę. Wystarczyło jedno skinięcie w stronę bawiącego się kubkiem, wypełnionym kolejnym drinkiem, Mina, by na ustach Jina zakwitł szeroki uśmiech.
- Hej, Yoongi hyung - zagadnął chłopaka Namjoon, zabierając kubek z jego dłoni. Odstawił go na niedaleko stojący stolik.
- Hm - starszy rzucił tęskne spojrzenie w stronę naczynia
- Nie jesteśmy tutaj gospodarzami - w końcu to impreza Jimina i Hoseoka - co ty na to, by zniknąć za jakiś czas w ustronne miejsce? - uniósł brew posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie. Chłopak tylko kiwnął głową. Zszedł z jego kolan i wyciągnął rękę pomagając mu wstać, w ich ślady poszedł Seokjin. Poprawił koszulkę i jak gdyby nigdy nic skierował się na piętro. Pozostała dwójka za nim. Chwilę potem znaleźli się na korytarzu. Dźwięki muzyki były tu ciche na tyle, by usłyszeć własne myśli.
- To jak chłopcy? - zapytał najstarszy z nich, otwierając drzwi do pokoju, który dzielił z Namjoonem - życzę nam dobrej zabawy - powiedziawszy to, wepchnął Yoongiego do pomieszczenia od razu kierując na łóżko. Namjoon zamknął drzwi i zapalił lampkę. Przez chwilę przyglądał się nieumiejętnej próbie rozebrania Yoongiego, przez Jina, który zdążył już wprawić młodszego w pierwszy stopień podniecenia. W końcu postanowił ruszyć na pomoc.


 Ocknął się na fotelu. Dalej czuł usta...kogoś, bo nie był do końca pewny kim była ta osoba, na swoich własnych. Jego serce dalej biło w zabójczym tempie momentami sprawiając, że ciężko było złapać mu oddech. Postanowił się uspokoić i zapomnieć o bólu głowy, nagle pojawiającym się znikąd, swoją strzałą przeszywając czaszkę chłopaka.
Jungkook wziął głęboki wdech nosem, zatrzymał powietrze w płucach na dwie sekundy i powoli wypuścił ustami. Po kilkakrotnym powtórzeniu tej czynności, poczuł, że jego serce zaczyna zwalniać, a  uderzenia stanęły się lżejsze.
Otworzył szeroko oczy, uświadomiwszy sobie co tak naprawdę się wydarzyło. Musiał znaleźć Taehyunga, musiał upewnić się, że to on. Musiał. Rozglądnął się szukając w tłumie chłopaka. W salonie nie było wiele osób. Kilka bujało się do rytmu na środku, lub w kątach pomieszczenia, większość siedziała i rozmawiała popijając różnego rodzaju alkohole. Zegar stojący na jednej z półek wskazywał godzinę drugą czterdzieści dziewięć w nocy. Jego plan wziął w łeb. Zamiast siedzieć potulnie w pokoju napawając się stanem w jaki wprowadziły go tabletki od Kyunga, siedział w salonie starając się rozróżnić poszczególne twarze ludzi. Wszystkie były mu obce. Nagle poderwał się na równe nogi, gdy w ciemności, przerzedzonej kilkoma promykami światła z wiszącej dyskotekowej kuli, mignęły mu rude włosy. Co prawda jeden z gości mógł nosić taki kolor na głowie, ale teraz Jungkook był pewny, to były włosy najmłodszego Kima. Tylko dlaczego zobaczył je w miejscu, gdzie zwykle wieszano kurtki?
Gdy zrobił pierwszy krok, krzywiąc się z powodu nowej fali bólu atakującej jego głowę, poczuł mocny uścisk na ramieniu.
- Gdzie idziesz? - Jimin odwrócił go w swoją stronę,  jednak wzrok i głowa młodszego powędrowała w poprzednią stronę wyginając przy tym ciało. Starszy złapał go za policzki i zmusił do spojrzenia na niego. Przez chwilę uważnie się mu przyglądał, a ten ostatkami sił starał się nie zarumienić. Nie, starał się nie spłonąć żywym ogniem.
- Chce do Taehyunga - powiedział cicho. Modlił się w duchu, by rudowłosy nigdzie nie wyszedł i by mógł z nim porozmawiać. Nagle zapragnął jego bliskości jeszcze bardziej niż przedtem, jeszcze bardziej niż, gdy wracał do domu, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.
- Zostań - ton głosu czarnowłosego wskazywał, że wypowiedziane słowo stało się rozkazem. Którego młodszy nie mógł spełnić.
- Nie chcę, chcę za nim iść. On wychodzi - Jungkook zacisnął pięści wyrwał się starszemu. Skierował się w stronę drzwi wyjściowych, ale kolejny uścisk, tym razem mocniejszy - na nadgarstku, uniemożliwił mu oddalenie się.
- Hyung zaraz wróci - poinformował go ostrożnie - masz zostać. Nigdzie nie pójdziesz, jasne?
- Ale ja chcę - jęknął
Jimin pokręcił głową, na co maknae spojrzał na niego błagalnie, mając nadzieję, że ten pozwoli mu wyjść.
- Nie - powtórzył stanowczo - Nigdzie nie idziesz.
- Proszę...
- Nie
- Nie jestem dzieckiem - oburzył się, krzyżując ręce na piersi.
- Siadaj
- Nie
- Jungkook - odparł groźnie, na co młodszy zacisnął usta z frustracji i wrócił na swoje miejsce wściekły na chłopaka. - Połóż się spać, młody - dodał spokojniejszym już głosem.

Kim Taehyung założył na rude włosy kaptur kurtki i potarł zmarznięte dłonie, stawiając ostrożnie kroki na oblodzonym chodniku. Z jego ust wydobywała się para.  Wiedział, że to nie był dobry pomysł, by zostawiać Jungkooka samego, zwłaszcza po tym, co Jimin chciał zrobić. Cieszył się, że to zauważył i w porę zainterweniował, bo w innym przypadku z Parka mogła zostać teraz kupka kości. Nie podarowałby mu.
Chłopak rozglądnął się. Uliczne latarnie rzucały słabą poświatę na brukowaną powierzchnię. Miał ochotę rzucić się do biegu, gdy zobaczył, że za pięć minut wybije godzina trzecia, jednak wiedział, że może się to dla niego źle skończyć. Do celu miał tylko kilka metrów, już stąd widział zarys budynku i palące się w oknach światła. Skręcił w boczną uliczkę, by odnaleźć dawno nie używany skrót.
Gdzie się kierował? Do ośrodka odwykowego, który jednocześnie był szpitalem i oddziałem psychiatrycznym w jednym. Przeszedł przez kilka zarośli i stanął pod budynkiem. Był on na tyle duży, że spokojnie można było pomieścić te trzy instytucje i zostawało nawet miejsce na palarnie, rozległy hol, recepcję i punkt pogotowia. Stanął na pierwszym schodku skrzydła, w którym znajdował się ośrodek odwykowy i spojrzał w górę. Na drugim piętrze w trzecim oknie po prawej świeciło się światło, a na parapecie siedziała postać. Podkulała kolana i patrzyła w ciemność za oknem. W pewnym momencie postać zarzuciła długie włosy na bok i uniosła rękę, a następnie pomachała. Taehyung nie miał wątpliwości, że ten gest był kierowany do niego. Doskonale wiedział do kogo należał pokój, w którego oknie dziewczyna właśnie mu machała.
Ten pokój należał do Kim Songhye.


Chciał pójść za Kimem, czuł, że teraz ich coś łączy. Coś, nie do końca wiedział co, ale jednak. Miał podejrzenie, że to "coś" mogło się wydarzyć tylko i wyłącznie w jego chorej, jak dochodził już do wniosku, świadomości. Ale to nie było ważne. Przynajmniej nie teraz, gdy chciał pójść za Taehyungiem, a ktoś, postanowił, że wskazywać palcami kto, skutecznie mu w tym przeszkodził. Teraz zespołowy 4D mógł być daleko od dormu. Jako, że poczuł się potraktowany jak dziecko, jego zachcianką, bo dzieci zwykle miały zachcianki,  było teraz przytulić się do niego, być po prostu obok.
Chłopak ściągnął za dużą bluzę, w której tonął przez większość wieczoru i skierował się na schody. Wszedł na piętro i starając się stawiać jak najostrożniej kroki, jednocześnie nie zapalając światła, próbował odnaleźć drzwi do pokoju. Słyszał stłumione głosy, ciche pojękiwania i pojedyncze słowa, przepełnione emocjami. Żałował, że nie zwrócił uwagi kogo brakuje w salonie. Mógłby zastanawiać się który z jego przyjaciół porwał na noc jedną z zaproszonych dziewczyn. Dziwił się, że jeszcze żaden z nich nie był w związku, niczego żadnemu z nich nie brakowało. Nawet niezdarność Hoseoka i humorki Yoongiego można było pokochać. Poczuł jak cały świat miga mu przed oczami, gdy w jego głowie pojawił się kilkusekundowy helikopter, a ten, nie wiedząc gdzie tak właściwie się znajduje złapał pierwszą lepszą klamkę i wszedł do ciemnego pomieszczenia. Zatrzymał się i wziął kilka głębokich wdechów. Po chwili zamrugał kilka razy, gdy jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności, a do uszu dobiegły głośne, szybkie oddechy, wiedział, że pokój, do którego wszedł nie jest na pewno jego pokojem. Czuł nieprzyjemną woń alkoholu. Głosy, które przedtem były stłumione, teraz stały się wyraźniejsze, a cienie, które rzucały na podłogę postaci znajdujące się na łóżku, upewniły go co do powodu powstania owych odgłosów.
- Hyungah~ - do jego uszu dobiegł kolejny jęk. Kolejny ruch, skrzypienie łóżka i podłogi. Jungkok wziął głęboki wdech i otworzył szeroko oczy, gdy dotarło do niego  w jakiej sytuacji właśnie się znalazł. Patrzył na poruszającego się w tempie jęków Namjoona, Jina. Ten powoli  unosił się i opadał biodra pierwszego. Widział jak dłoń lidera, porusza się przy kroczu Yoogiego, niestety doskonale wiedząc co właśnie robi. Min, który mając wplecioną dłoń w przydługie włosy Seokjina, łączył raz po raz ich usta w namiętnym pocałunku, przerywając tylko na ciche wdechy i jęki, które zaraz zostały tłumione przez najstarszego, przyciągającego go do siebie. Nim Jungkook wykonał jakikolwiek krok, lub chociażby zdążył zareagować, w pokoju zabrzmiał przeciągły jęk, a cień, który należał do Jina wygiął się w łuk. Zaraz potem sam najstarszy Kim opadł na poduszki, dysząc ciężko obok Namjoona, który zaraz został przyszpilony przez Yoongiego z powrotem do materaca. Ten jednak nie sprzeciwiał się, przyciągnął tylko starszego do siebie.
Maknae powoli wycofał się z pokoju, starając się udać, że nic nie widział. Doskonale wiedział, że nie wiadomo ile musiałby brać tabletek, pić, chodzić na terapię, nigdy nie zapomni widoku, który miał przed chwilą przed oczami.
Zamknął drzwi i przetarł twarz dłonią, modląc się w duchu, by była to kolejna zwida, spowodowana silnym działaniem leków, które ani śmiały zaprzestać wesołemu działaniu. Mimo szoku, chwilowo zajął myśli czymś innym.
Po kilku kolejnych minutach odnalazł jeden z dwóch nienaruszonych przez imprezowiczów pokoi. Pokój należał do Yoongiego i Taehyunga. Jako jedyny miał w swoich asortymencie balkon. Jeon, odrzucając na łóżko bluzę, ruszył w stronę balkonu. Niespiesznie go otworzył i wyszedł na zewnątrz. Czując rześkie powietrze nocy, uśmiechnął się. Oparł się o kamienną ścianę, a jego serce po raz kolejny mocno zabiło.
Nie wiedział ile tak siedział. Było mu niewyobrażalnie gorąco, a serce niemal wyskakiwało z piersi. Dokładnie czuł każde jego uderzenie, ale nie przejmował się tym, w pewnym momencie stwierdził, że to uczucie jest przyjemne. Czuł, że to jeszcze nie koniec wrażeń na ten dzień. Wiedział, że owe tabletki, które przyjął dopiero szykują swoje mocne uderzenie. A może mu się to zdawało? Dopiero po chwili uświadomił sobie, że jego myśli krążą wokół wydarzenia, które miało miejsce tego wieczoru. Myśląc o tym chciał znów musnął usta starszego, nie ważne który to był, czy Taehyung, czy Jimin, chciał to zrobić jeszcze raz. Wziął wdech. Nagle jego myśli powędrowały w przyszłość, tak szybko jak wystartowały tak również wróciły na swoje miejsce, a najmłodszy członek zespołu doszedł do wniosku, że z jego psychiką jest coraz gorzej. Czuł jak boli go coś, gdy nie mógł chociażby spojrzeć na rudowłosego Kima. Gdy nie mógł dotknąć jego dłoni, które ostatnimi czasy bardzo polubił, gdy nie mógł zobaczyć tego uśmiechu, który kochał... Tylko co to było? Co go bolało? Czy to "coś" właściwie istniało? Czy był to tylko wytwór jego wyobraźni? Nad jego głową krążyły znaki zapytania, nie znał odpowiedzi na żadne z powyższych pytań.
- Kiedy on wróci... - mamrotał wpatrując się w gęsią skórkę, która pojawiła się na jego rękach.  Przeniósł wzrok na palce, którymi się bawił. Przyglądając się im z nadzwyczajną ciekawością, powoli splótł ze sobą własne dłonie, uśmiechając się przy tym. - Kiedyś będzie to twoja dłoń, hyung - szepnął. Siedział tak przez dłuższą chwilę, aż do momentu, gdy na jego dłoni nie usiadł mały niebieski motylek. Dopiero wtedy zauważył, że już świta. Motyl był koloru jasnego błękitu, jego skrzydełka lśniły i mieniły się na różne odcienie niebieskiego. Był mały, delikatny, sprawiał wrażenie, że mógłby rozpaść się z powodu zwykłego dotknięcia, lub podmuchu wiatru. Zaraz obok niego pojawił się drugi. Chłopak przechylił głowę przyglądając się nowemu towarzyszowi. Drugi motyl miał kolor czerwony, niemal krwisty, a złote obwódki na jego skrzydełkach mówiły, że mógłby pochodzić z dworu królewskiego. Obydwa motyle zatrzepotały skrzydełkami i odleciały. Jungkook odprowadził je wzrokiem, a gdy spojrzał w górę zobaczył, że na ramie balkonu siedzi kilka kolejnych motyli. Każdy był innego koloru, seledyn, pomarańcz, błękit, biel. Wstał i uśmiechnął się delikatnie. Motyle zdawały się mu przyglądać.
- Wiecie gdzie jest Taehyung hyung? - spytał dziwiąc się jak bardzo smutny ton miał jego głos, gdy zadawał to pytanie. Motyle jednak nie odpowiedziały - Widziałyście go? - znów zero odzewu. Kto by się spodziewał, by motyl mówił - Chcę do hyunga... - szepnął cicho wracając na poprzednie miejsce, a motyle zniknęły.

Wrócił o świcie. W momencie, gdy przekroczył próg mieszkania, zegar stojący na jednej z półek wskazywał czwartą dziewiętnaście rano. Zamknął za sobą drzwi i ściągnął buty oraz kurtkę, którą zaraz odwiesił na wieszak. Ogarnął wzrokiem salon. Nie prezentował się najgorzej, jedynie blade światło wpadające przez odsłonięte okna nadawało pomieszczeniu klimatu grozy. Starając się nie potknąć o żadne puszki, ubrania, ani tym podobne rzeczy i nie obudzić drzemiących w najwygodniejszych miejscach na podłodze ludzi, przeszedł do schodów i wszedł na piętro. Zaraz potem skierował się w stronę pokoju Jungkooka. Musiał sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Chociaż to było tylko pretekstem. Chciał po prostu zobaczyć maknae, gdy był jeszcze bardziej bezbronny niż zwykle, gdy był spokojny niż zwykle, gdy w końcu nie musiał się niczym martwić. Spojrzeć na jego twarz, przestudiować jej każdy milimetr.
Otworzył drzwi i zaglądnął do środka. Spodziewał się zwiniętego w kłębek chłopaka opatulonego kołdrą, tworzącą wokół niego kokon. Jednak nie zobaczył oczekiwanego obrazu. Łóżko było schludnie pościelone i przykryte kocem o odcieniu granatu. Wyglądało jakby nikt od ranka poprzedniego dnia go nie ruszał. Przez chwilę ogarnęła go panika, ale postanowił sprawdzić kilka kolejnych pomieszczeń.
Wchodząc do pokoju, który dzielił z Yoongim, zmierzwił rude włosy, w których zalegało kilka śnieżynek. Pokój w którym mieszkał nie był duży. Znajdowały się tam dwa łóżka, duża szafa, którą dzielił ze starszym hyungiem, biurko, przy którym Yoongi zwykle tworzył nowe próbki ścieżek dźwiękowym na znajdującym się na nim urządzeniu. To biurko było tylko i wyłącznie własnością Mina i nikt nie mógł zbliżyć się do niego chociażby na krok. Zatrzymał się obok swojego łóżka widząc bluzę, którą ostatnio przywłaszczył sobie Jeongguk, a Taehyung udawał, że wcale tego nie zauważył. Podniósł wzrok na drzwi balkonu, za którymi zauważył ruch. Zbliżył się na kilka kroków. W postaci opierającej się o barierkę rozpoznał Jeona. Cicho otworzył drzwi i wyszedł na balkon. Jungkook, teraz już siedzący pod jedną ze ścian, miał na sobie dresy i białą koszulkę z krótkim rękawem. Drżał, nawet z daleka można było to zauważyć. Jednak młodszy nie zdawał się zauważyć Kima, nawet gdy ten kucnął obok niego i wbił w niego zmartwione spojrzenie. Coś było nie tak, wzrok Kooka, skierowany w przeciwległą ścianę był nieobecny, jakby szklane mury odcinały do od reszty świata. Jakby w tym świecie było coś lepszego, niż w prawdziwym.
- Jungkookie... co ty tutaj robisz? - spytał cicho kładąc dłoń na ramieniu chłopaka. Jungkook przeniósł zamglone spojrzenie na chłopaka.
- Mama? - uśmiechnął się delikatnie, a potem znów wbił wzrok w ścianę na przeciwko - czemu tu przyszłaś?
- Kookie, spójrz na mnie - Taehyung, jednym ruchem podniósł delikatnie podbródek chłopaka, nakazując tym samym spojrzenie na niego - Co się stało? Dlaczego tu jesteś?
- Tęsknie za nim... - szepnął
- Za kim?
- Za hyungiem... wiesz, że motylki go nie widziały? - powiedział z wyrzutem - Ja chciałem... chciałem... - zacisnął usta - Chciałem tylko za nim pójść...
- I co się stało? - brnął dalej. Coś było nie tak. Coś było bardzo nie tak.
- Jimin mi nie pozwolił - odwrócił wzrok i otarł łzę spływającą samotnie po policzku.
- I co potem? - chłopak całą silną wolą odrzucił chęć przyciągnięcia go i przytulenia. Nie potrafił patrzeć na łzy młodszego, nawet jeśli były spowodowane czymś, co nie ma sensu. Bo od kiedy motyle mogły kogoś widzieć? Chciał go objąć i uspokoić, widząc jak kolejne łzy spływają po jego policzkach. Wiedział jednak, że najważniejszym było dowiedzenie się dlaczego chłopak tak dziwnie się zachowuje.
- Potem przyszedłem tutaj... a tutaj były te motylki - uśmiechnął się blado, jednak w tym uśmiechem nie było ani grama radości - Wiem, że to przez tabletki, ale one były takie śliczne...
- Jungkookie, jakie tabletki? - spytał poważnie, mając nadzieje, że to nie ma związku ze słowami, które dzień wcześniej powiedział mu Yoongi, a tym bardziej, które powiedziała mu Songhye. Dokładnie pamiętał, jak obiecał dziewczynie, że nie będzie się wtrącał w żadne sprawy, by nie narobić większych kłopotów. Jednak to było wyjątkiem.
- Te od noony...
- Jakiej noony?
- Songhye - powiedział uśmiechając się delikatnie, po chwili jednak zmarszczył brwi - nieprawda. Te tabletki dostałem od Kyunga
Taehyung odnotował w głowie, by, gdy Jungkook już dojdzie do siebie, spytać go kim jest Kyung. O Songhye wiedział aż zbyt dużo.
- Ile ich wziąłeś?
- Jedną
- A powinieneś...?
- Chyba pół... ale po całej nic mi nigdy nie było - mruknął i oparł głowę o jego ramię, gdy ten usiadł obok niego - dlaczego o to pytasz?
- Chcę do ciebie dotrzeć, dongsaeng - powiedział patrząc na niego - martwię się o ciebie
- Nie musisz... to tylko czasem boli... - szepnął
- Co cię boli?
- Dlaczego to boli, gdy tak bardzo lubi się kogoś innego? - spytał bezbarwnym głosem. Złapał swoje dłonie i splótł palce - "Kiedyś to będziesz ty, hyung" - powiedział cicho patrząc na dłonie - kiedyś to będzie on... mamo? - zamrugał kilka razy, gdy przeniósł wzrok na Kima. W jego spojrzeniu można było wyczuć nagłą panikę. Jego oczy znów się zaszkliły
- Bardzo lubi? Masz na myśli "kocha"?
Jungkook powiedział kilka niewyraźnych słów, z których jedyne co starszy usłyszał to: "beznadziejne", "nie tak miało być", "dlaczego ją widziałem?". Opuścił dłonie, gdy Taehyung objął go i mocno przytulił do siebie, pozwalając, by łzy młodszego wsiąkały w jego koszulkę. Czuł jak jego ciałem wstrząsają kolejne dreszcze zimna i szlochu. Szybki gorący oddech palił go w szyję, jakby ból był czymś namacalnym i atakował jego skórę. Jakby cały ten "ból" był w łzach, które przesiąkały przez materiał koszulki. Położył dłoń na tyle głowy młodszego i pogładził. Mimo to, Jungkook brał co chwile głębsze wdechy starając się uspokoić.
- Cały drżysz... - powiedział po chwili ciszy przerywanej tylko szlochem młodszego - Jest już późno... Jeszcze dziś nie spałeś, jesteś śpiący?
Pytany tylko skinął głową, na co starszy pomógł mu wstać i wyprowadził z balkonu do pokoju, w którym było już niemal jasno. Podszedł z chłopakiem do łóżka i odsłonił kołdrę, ukazując puste miejsce, na które go posadził. Odgarnął włosy z czoła młodszego kucając przed nim. Przez dłuższy czas wpatrywał się tylko w niego nie wiedząc co powiedzieć. Chciał coś zrobić. Coś przez co, na tej ślicznej twarzy pojawiłby się znów uśmiech. By chłopak, który jeszcze kilka tygodni temu tryskał energią - odżył. Musiał zrobić cokolwiek. Po chwili wstał  i położył młodszego, który nie wyrażał żadnych sprzeciwów, na łóżku opatulając kołdrą, a sam usiadł przy nim. Poczekał aż Jeon uspokoi się i zamknie oczy. W momencie, gdy chciał wstać, dłoń zaciskająca się na jego nadgarstku skutecznie mu to uniemożliwiła.
- Mam się obok położyć? - spytał patrząc pytająco na maknae, na co ten ponownie skinął głową. - Dobrze, poczekaj, zaraz wrócę - powiedziawszy to wstał, zaraz gdy dłoń poluzowała na tyle uścisk, by mógł uwolnić nadgarstek i przebrał swoje niewygodne jeansy na dresy. Po kilku minutach znalazł się obok Jungkooka, który niemal w tym samym czasie wtulił się w jego tors.
- Hyung... - wyszeptał drżącym głosem po chwili
- Tak, Jeonggukie? - chłopak zerknął na młodszego kątem oka mając nadzieje, że ten nie będzie już płakał
- Ja nie chcę żeby tak było... nie chcę żeby to trwało
- Ja też nie... Obiecuje, że coś z tym zrobię - powiedział mając nadzieję, że myślą o tym samym. Jeszcze nigdy  nie widział maknae w takim stanie, a jeśli to tabletki doprowadziły do takiego zniszczenia jego aniołka musiał coś zrobić, jeszcze nie wiedział co, ale musiał. Nawet jeśli Songhye, kilka minut prędzej radziła mu nie mieszać się w sprawy z Kyungiem, kimkolwiek ten człowiek był.


Ciąg dalszy nastąpi....

piątek, 20 listopada 2015

BTS - CAN you trust me? (X)

 Kyo wita. 
Możecie mnie bić, skazywać na śmierć itp itd, aczkolwiek za tak długie czekanie na kolejną część. mam tym razem mam, może nie do szaleńczych rozmiarów, ale nieco dłuższy rozdział.
Kolejny jest już w 1/4 napisany, niestety na kartce i tak jak miałam w przypadku tej części, nie mam pojęcia, kiedy go dodam. Mam nadzieję, że będzie to w przyszłym tygodniu, ale nic nie obiecuje. 
Co do samego rozdziału, jest troszkę zamieszania, ale postarałam się, by treść była trochę bardziej zrozumiała niż filozoficzne teksty Sokratesa xD
Miłego czytania!
Ps. komentarze bardzo motywują. Im więcej tym możliwie szybciej kolejna część! 

_____________________________________________________




- Kurwa mać, co to ma być? - Namjoon spojrzał na dmuchającego różowego balonika Hoseoka, a wypuszczony przez niego rzeczony balon z ust ze świstem powędrował w górę. Zaraz, gdy spotkał się z sufitem wylądował na ramieniu Jimina, podłączającego głośniki pod wieżę stwarzając scenę z kiepskiej komedii francuskiej. Zwłaszcza, że Park zerwał się z krzykiem, przerażony nowym sąsiadem na jego ramieniu.
- Baloniki...? - chłopak uniósł brwi, a Namjoon przetarł twarz dłonią odliczając do dziesięciu w myślach, już pięć razy mówił, że kategorycznie nie będzie żadnym baloników na czas imprezy w pomieszczeniu. Tak zrobił i po raz szósty. Hoseok w odpowiedzi tylko zwiesił głowę.
- Daj mu trochę zabawy. - Yoongi podszedł do młodszego Kima od tyłu i złapał za ramiona, na co drugi momentalnie się wzdrygnął. - wystraszyłem cię?
- Trochę. - odwrócił się i stanął twarzą w twarz z kasztanowo-włosym. - Coś się stało?
- Coś się stało? - odpowiedział starszy tym samym pytaniem. - To ja powinienem spytać czy coś się stało.
- Nie rozumiem. - odparł po chwili, na co Yoongi wywrócił oczami.
- Czy ty kompletnie nic nie widzisz? Nic? Zupełnie?
- Yoongi hyung, powiedz mi o co chodzi. - powiedział spokojnie, nie rozumiejąc co ten chce mu przekazać. Min jedyne co zrobił to wziął głęboki wdech i opuścił pomieszczenie.
Stawiał kroki szybciej niż zwykle, niemal przewracając się na pokrytym śniegiem chodniku. Wiatr wiał mu w twarz nanosząc na nią maleńkie drobinki śniegu, opadające powoli z poszarzałego nieba. Słońce tylko momentami przedzierało się na chwilę, by zaraz zniknąć za kolejną warstwą ciężkich chmur. Starał się uciec jak najszybciej z terenu szkoły, potem tak szybko jak tylko pozwoliłby jego marsz, znaleźć się w pokoju. W tym momencie chciał jedynie zamknąć się w pokoju, schować pod kocem i przeczekać do wieczora, by na kilka minut pokazać jak bardzo dobrze bawi sie na imprezie i znów zatrzasnąć drzwi swojego pokoju nie pozwalając nikomu do niego wejść. Wystraszył się słów Kyunga, nie miał pojęcia co chłopak tak na prawdę od niego chce, albo raczej nie dopuszczał do siebie pewnej ewentualności, chociaż to nie one sprawiły, że chciał znaleźć się już w domu. Co to spowodowało?
Moment, kiedy przyglądając się białemu pudełeczku, które swoją drogą ściskał w kieszeni, by przez przypadek nie wypadło, przed jego oczami pojawiła się twarz Taehyunga.
To był jeden moment, ułamek sekundy, by decyzja Jungkooka o zabraniu leków została poddana analizie. Wszystko przez urywek myśli o Taehyungui o tym, jak bardzo chłopak byłby zawiedziony wiedząc jaką decyzje młodszy podejmuje.
Na samo wspomnienie jego myśli znów zaczęły krążyć wokół najmłodszego Kima, a nagłe pragnienie jego bliskości niemal przyćmiło chęć odosobnienia się. Chciał znów spojrzeć w jego oczy, w te ciemne perełki, które zwykle błyszczały radością, przyjrzeć się jego twarzy, ocenić czy jego uśmiech jest tak samo entuzjastyczny jak zwykle, chciał wiedzieć, czy jego dłonie są tak samo ciepłe i przyjemne  dotyku, jak kilka dni temu, czy jego usta smakują identycznie jak...
Zatrzymał się.
Jego tok myślenia wybrał błędną ścieżkę. Wziął kilka wdechów,  by uspokoić bijące trochę szybciej niż zazwyczaj serce i ruszył dalej.
Kim Taehyung siedział po turecku na ciemnej pościeli w swoim pokoju. Od dobrych dziesięciu minut wpatrywał sie w otwartego smsa. To dzisiaj, za kilka godzin będą mogli się zobaczyć. Nie wiedział tylko jak będzie mógł wymknąć się z organizowanej już od rana imprezy. Będzie musiał poczekać aż chłopcami zawładną procenty i pójdą spać. Miał nadzieje, że długo nie będzie musiał czekać.
Wziął oddech i zamknął oczy. Wczorajsza rozmowa z Yoongim dalej dźwięczała mu w głowie i obijała się o czaszkę. Miał wyrzuty przed samym soba, że nie dopilnował młodszego, że nie zastosował się do wskazówek, które dała mu dziewczyna. Ale co on mógł zrobić słysząc tylko "Pilnuj go, by o siebie dbał i z niczym nie przesadzał" Skąd miał wiedzieć, że chodziło o tak poważną rzecz, jaką było uzależnienie? O tym, że Jungkook miał z tym problem Yoongi powiedział przez przypadek, jeszcze zanim zasnął , po długiej chwili ciszy wymamrotał jedynie, że młodszy miał jakieś plany na dzisiaj a propo nowej dawki owych leków. Taehyung wyrywał sobie włosy z głowy głowiąc się nad tym co ten bierze, co te składniki robia z jego organizmem i z nim samym.
Zrzucając z łóżka koc, którym był opatulony, schował telefon do kieszeni i wyszedł z pokoju.
Do salonu wszedł w momencie, kiedy drzwi domu staneły otworem, a w nich pojawił się maknae.
Zaskoczony wyglądem pomieszczenia przystanął w drodze ściągania kurtki. Owe pomieszczenie, które jeszcze dzień wcześniej było salonem, stało się małą salką dyskotekową. Z pomieszczenia zniknęły telewizor i stolik, stojące zwykle na środku, meble, te, które były lżejsze zostały wyniesione, by zrobić więcej miejsca, a kanapa wraz z fotelem podsunięta pod ścianę. Z sufitu zwieszała się dyskotekowa kula laserowa, która, już włączona malowała kolorowe wzorki na ścianach i podłodze , gdzieniegdzie starły ukryte maszyny do robienia dymu. Skąd chłopcy je wzięli, Taehyung wolał nie wiedzieć. Hoseok też musiał dać za wygraną, bo w pokoju nie było śladu po chociażby najmniejszym baloniku. Po dłuższej chwili wzrok chłopaka spoczął na maknae, przypomniawszy sobie wieczorną rozmowę, pierwszym odruchem było podejście do niego i przytulenie go. Przytulenie tego drobnego ciałka, objęcie i wtulenie w siebie. Chciał powiedzieć, że wie o wszystkim, że powinien domyśleć się od początku zwłaszcza, że ONA kazała mu mieć oko na chłopaka. Mimo, że nie wiedział co  wtedy miała na myśli, powinien na niego uważać bardziej i nie trzymać go na dystans. Był zły na siebie za to.
Zrobił krok w kierunku młodszego odwieszał kurtkę na wieszak w momencie, gdy usłyszał szybkie kroki.
- Jungkookie! - Jimin szybkim krokiem wszedł do salonu i skierował sie w stronę maknae, którego objął ramieniem i odstawił jego torbę. - Jak się dziś czujesz?
Jungkook sprawiał wrażenie zaskoczonego tym, że ktokolwiek  go zauważył, skinął tylko głową.
- H-hyung, chciałbym iść do pokoju. - powiedział cichym głosem, jakby bał sie sprzeciwu. Jimin momentalnie go puścił.
- Odpocznij, dobrze? - spytał go z uśmiechem, po czym wziąwszy jego torbę ruszył na piętro, a Jungkook za nim. Taehyung przyglądał się odchodzącym chłopcom karcąc się w myślach, że nie wykorzystał okazji.


19:24
Hyung, dziwnie się dzisiaj poczułem, gdy cię zobaczyłem. Moje myśli nagle jakby się zatrzymały i zrobiło mi się tak przyjemnie, prawie tak przyjemnie, że chciałem się mimowolnie uśmiechnąć. Chciałem odwrócić wzrok, ale nie potrafiłem. Ciesze się, że tego nie widziałeś, bo mógłbym się zawstydzić. Dopiero Jimin sprowadził mnie na ziemię. Hyung, chyba wiem co moje myśli mogą oznaczać... Myślisz, ze o to właśnie chodzi mojej podświadomości? Chcę z tobą porozmawiać, znów usłyszeć twój głos. Coś jest nie tak, coś jest ze mną nie tak. Teraz już nawet myślę, że to, że mnie momentami ignorujesz i odpychasz jest dobre, że to pozwala mi za tobą zatęsknić tak naprawdę. To już chyba nie jest złe...

Jungkook westchnął i odłożył zeszyt. Tak, ten notes to był zdecydowanie jeden z jego najlepszych pomysłów. Mógł w nim zapisywać wszystkie myśli, które mógł poruszać, gdy miał czas na przyjemności. Na to jak się czuł w obecności najmłodszego Kima przychodziło zwykle przed snem. Czasem na wpół śpiąc wyobrażał sobie obejmujące go ramiona Taehyunga, oczywiście niemal od razu otrząsał się z tej myśli. 
Spojrzał na leżące obok czerwonego zeszytu pudełeczko tabletek. Była godzina około wpół do ósmej wieczorem. Było zdecydowanie zbyt wcześnie, by cokolwiek zażywać, zwłaszcza, że w dorm miał tętnić życiem jeszcze bardzo długo po północy. Znów mogłoby stać się coś, nad czym nie mógłby zapanować, a inni mogliby to zauważyć tak jak było w przypadku, gdy brał prysznic. Wrócił myślami do tego momentu. Ta wizja była piękna, nie zaprzeczał już sobie, podobało mu się to, że nie widział pod prysznicem tylko siebie. Podobało mu się, gdy czuł, choć nie powinien, dłonie Taehyunga na swojej skórze, które delikatnie i powoli błądziły po jego ciele. Nie pamiętał dokładnie tego, co stało się potem, ale moment, gdy czuł obecność innej osoby, tej osoby, pamięta doskonale, pamietęł również to rozczarowanie, gdy chłopak znikał.
Identycznie było kilka minut potem, gdy dostał ataku paniki w momencie, kiedy substancje zawarte w tabletkach przywołały kolejną zwidę. Potwór, którego Jungkook się szczerze bał zaczął przemieniać się na jego oczach w Taehyunga, który całując go, pozwolił oddalić się uczuciom przerażenia i paniki. Jungkook zamknął oczy myśląc o tym wszystkim. Po dłuszej chwili był pewny tylko jednego - jeśli każda taka sytuacja może kończyć się w taki sposób, może zażywać tabletki bez końca.
Mimo to, czuł lęk. Wiedział, że nie może ufać Kyungowi, zwłaszcza, gdy ten mówił mu takie rzeczy. Przypomniał sobie jedno zdanie, które usłyszał, gdy odchodził.
"Tym razem wrażenia będą jeszcze lepsze"
Przeszedł go dreszcz, co to miało znaczyć?
Jungkook otworzył zeszyt i dopisał kilka zdań:
"Hyung... nie wiem jak to powiedzieć, wiem, że będziesz zły, ale to nie daje mi spokoju. Chyba lubię cię bardziej niż powinienem. Chyba lubię cię tak jak Namjoon hyung lubi Jina hyunga. Przepraszam, musiałem to napisać. Obiecuję, że nigdy się nie dowiesz."
 Chłopak wzdrygnął sie słysząc dźwięk otwieranych drzwi. Szybko zamknął zeszyt pozostawiając kreskę atramentu od ostatniego słowa na pół kartki i zakrył nim leżące przed nim pudełko leków.
W pokoju pojawił się  Jimin z typowym dla niego szerokim uśmiechem i zmierzwionymi włosami.
- Jungkookie~!
- Hm? - Jungkook podniósł ma niego nieobecny wzrok. - Ach, tak, Jimin hyung...
- Idziesz na dół? Zaraz rozpoczyna się szoł!
-Tak, tylko muszę coś jeszcze zrobić - skinął głową. - Zaraz zejdę.  - powiedział starając sie brzmieć jak najbardziej przekonująco.
- Wszystko w porządku? - Jimin zamknął drzwi i usiadł na łóżku młodszego przypatrując mu się. Widząc jak ten przytakuje kontynuował. - Kookie?
- Tak?
- Bo ty... znaczy... - wziął wdech i wstał - No nie ważne, czekamy na ciebie.
Powiedziawszy to wstał i opuścił pokój. W momencie, kiedy drzwi zatrzasnęły się za chłopakiem na dłoń Jungkooka spadła pojedyncza tabletka.

Jimin zamknął drzwi do pokoju maknae z cichym westchnieniem. Dotarcie do tego chłopaka będzie cięższe niż myślał. Jednak Park Jimin nie należał do osób, które szybko się poddają i zawsze otrzymują to, czego żądają. Dzisiejsza impreza organizowana przez niego i Hoseoka była idealna okazją, by po raz kolejny to udowodnić.  Jimin nie mógł pozwolić, by relacja Taeyunga i Jungkooka poprawiła się. Mogła być z tego przy okazji całkiem niezła frajda.
Chłopak zmierzwił włosy i z lekkim uśmiechem wszedł do salonu, gdzie Hoseok wraz z Yoongim, przy którym obowiązkowo był Seokjin, rozmawiali o czymś zawzięcie.
Chłopcy, a raczej on i Hoseok dość często zastanawiali się co łączy Namjoona, Yoongiego i Jina. Widoczne było to, że nie są sobie obojętni, ale mówiąc taką rzecz, zwykle mamy na myśli dwie osoby, a w tym przypadku były trzy, co gubiło Jimina. W pewnym momencie zaczął myśleć, że coś jest między całą trójką, ale szybko wyrzucił to z proponowanych, bo gdyby tak było pewnie dawno by zauważyli.
Ruszył zamyślony w stronę kuchni w momencie, gdy niemal brutalnie wpadł na niego Taehyung.
- Zajmij się Kookim, gdy mnie dzisiaj nie będzie. - powiedział ściszonym głosem, na co Jimin posłał mu pytające spojrzenie. - Miej na niego oko.
- Ale dlaczego mam go pilnować? - spytał wyraźnie ciekawy.
- Aish, nie pytaj o nic. Po prostu to zrób.
- Ale czemu ma cię nie być? - dopytywał dalej starszy.
- Po prostu to zrób.
Powiedziawszy to, Taehyung zrobił krok w tył i odwrócił sie z zamiarem odejścia. Powstymało go usłyszane pytanie.
- Idziesz się z nią spotkać?
Najmłodszy Kim przystanął, dając jednocześnie  nieświadomą odpowiedź, ale nie zabrał głosu,  odszedł pod czujnym spojrzeniem Jimina.

(gdzieś w tym samym czasie ~ dop.Kyo)

- To nie jest dobry pomysł. - mruknął Yoongi nie odrywając wzroku od ekranu telefonu. Siedzieli w salonie, który aktualnie robił za główną atrakcję. W pomieszczeniu był niemal cały zespół nie licząc Jungkooka, który pewnie teraz leżał w swoim łóżku. Yoongi zaczynał się powaznie martwić o młodszego, zwłaszcza, że teraz wiedział co dzieje się w życiu chłopaka. Nie czuł się ani troche winny temu, że przeczytał kilka notek z zeszytu maknae, ani, że powiedział o większości Taehyungowi.
Poczuł na sobie pytające spojrzenia pozostałej trójki siedzącej wokół niego. Oderwał się od szukania piosenki, która musowo musiała się znaleźć na imprezowej playliście. Spojrzał na Hoseoka wkładającego baterie do kamery.
- Naprawdę uważacie, że nagrywanie imprezy i całego zdarzenia to dobry pomysł? - popatrzył po twarzach chłopców, którzy tylko skinęli głowami.
- Chcę widzieć tę okrutną prawdę, jak zachowuje się po alkoholu. - powiedział Namjoon, pojawiając się znikąd i kładąc rękę na oparciu fotela. Skierował swój wzrok na starszego. - Dalej jesteś zły?
- Daj mi spokój. - warknął  w odpowiedzi. - Lepiej żebyś nie wiedział. Poza tym nie każdy chce potem oglądać filmy przyrodnicze z tobą i Jinem w roli głównej. - powiedział czując narastającą wściekłość. Sam się dziwił, że kilka słów może go tak bardzo zirytować. Dopiero po chwili zrozumiał co właśnie padło z jego ust. Niemal od razu znalazł wymówkę dla słów, które powiedział. - Nie pamiętacie co odwalili ostatnio Hoseok z Jiminem?
- Słyszę swoją imię.  - poinformował Park przeskakując boczne oparcie kanapy i siadając obok Yoongiego jednocześnie zabierając telefon z jego dłoni.
- Rozmawiamy o tym, co kiedyś miało miejsce na ostatniej imprezie miedzy tobą a Hoseokiem. - powiedział Seokjin opierając się o wyciągnięte nogi Namjoona. Jimin machnął ręką. - Co chciał od ciebie Taehyung?
- To było dawno... i nie prawda. - chłopak wzruszył ramionami. - Jaki Taehyung?
- Kim. - najstarszy posłał mu zirytowane spojrzenie. -Rozmawiałeś z nim.
- On? A, nic takiego. - uśmiechnął się lekko stukając coś na ekranie komórki.
- Niestety teraz nie będziesz mógł powiedzieć "To dawno i nie prawda" - Yoongi zabrał głos. - Nasz Hoseok wraz z resztą zespołu postanowił użyć kamery.
- Nie no, nie przesadzajmy.
- Woah, jedyny normalny. - kasztanowo-włosy zabrał poprzednikowi telefon z ręki i otworzył szeroko oczy widząc otwartą notatkę, a w niej krótkie: "Chce do niej iść?". W głowie Yoongiego w tym momencie pojawiła się tylko jedna myśl: Skąd Jimin do cholery wiedział o Niej?! Niezauważalnie lekko skinął głową oddając mu telefon.
- Dobrze więc, mamy ważniejsze rzeczy do załatwienia. - Jin uniósł dłonie i spojrzał po twarzach chłopców. - Kto załatwi procenty?
- O to, niech już się ta twoja śliczna główka nie martwi. - Namjoon pogładził jego włosy z momencie pisania czegoś na telefonie. - Wszystko jest załatwione.  - powiedziawszy uniósł głowę i posłał Yoongiemu ciepły uśmiech.
Po krótkiej chwili w pokoju rozległ się dźwięk smsa.
- Co mu wynagrodzicie? - spytał Jimin podnosząc wzrok znad ekranu komórki starszego i spojrzał pytająco na Namjoona, na co właściciel telefonu szybko zabrał swoją własność z dłoni młodszego.- I dlaczego piszesz do niego smsy, skoro siedzicie w jednym pokoju?
- Jiminnie... Jak ty nic nie kumasz~ -przeciągnął Hoseok, wstając i klepnął chłopaka w tył głowy. - Nie otwiera się czyichś smsów.
Powiedziawszy to, opuścił pomieszczenie, a wraz za nim zrobił to i Yoongi.

Jungkook od kilku minut siedział w salonie ściskając w dłoni szklankę z sokiem pomarańczowym. Bynie zwracać na siebie większej uwagi i psuć humoru innym przytaknął tylko słysząc, że najmłodszy nic dzisiaj nie pije. Zresztą nie mógł. Nie chciał popijać alkoholem niedawno wziętych leków.
Obok niego siedział rozwalony Seokjin, sącząc powoli przez rurkę piwo. Jungkook przypatrywał mu się z lekkim uśmiechem. Czuł przyjemne ciepło rozchodzące się po jego ciele i przyjemne dreszcze. Było mu dziwnie lekko, a obraz delikatnie rozmazywał mu się przed oczami, ale nie zwracał uwagi na to. Miał ochotę położyć się na swojej zimnej pościeli, chłonąć jej chłód i napawać się stanem wolnym od jakichkolwiek myśli. Doskonale wiedział co wprawiło go w owy nastrój. Nie przeszkadzała mu nawet dudniąca w głośnikach w nieznanym mu bliżej języku, muzyka.
- Jesteś taki śliczny. - powiedział po chwili nie odrywając wzroku od Jina, który spojrzał na niego pytająco. - Nie dziwie się, że Yoongi hyung ma coś do ciebie.
- Jungkoookie~ czy ty dzisiaj coś piłeś?- spytał, a chłopak w odpowiedzi uniósł szklankę z sokiem i zaśmiał się głośno.
- Ale ty naprawdę jesteś śliczny. - ciągnął. - Tez chciałbym taki być, i taki spokojny... i żeby ludzie mnie lubili tak mocno jak ciebie i żebym tez miał taki szacunek jak ty otrzymujesz. - zrobił naburmuszoną minę. - i też chciałbym, żeby kochały mnie aż dwie osoby.... chociaż... chociaż nie, wystarczy mi jedna.
- O czym ty mówisz,  na litość. - jęknął starszy nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- O tobie. Yoongim hyungu i Namjoonie hyungu. - poinformował z szerokim uśmiechem, na co starszy wybuchnął śmiechem niemal nie rozlewając zawartości swojego kufla. Zanim zdążył odpowiedzieć pojawił sie przy nich Hoeok celując w chłopców obiektywem kamery.
- Uśmiech~ - zawołał szczerząc się szeroko, a najmłodszy szybko zasłonił obiektyw dłonią.
- Nie pozwalam na nagrywanie mojej osoby. - powiedział śmiejąc się.
- Jungkoookie~~ - zza pleców Hoseoka, wyskoczył Jimin i usiadł obok maknae. - Nie bądź taki, ślicznych ludzi trzeba nagrywać. - objął chłopaka ramieniem, a ten położył na nim głowę machając dłonią do kamery. Właśnie w tym momencie uświadomił sobie czemu zawdzięcza dobry humor i właśnie w tym momencie przestał czegokolwiek żałować. Ani tego, co się wydarzyło, ani tego, co się wydarzy, a wydarzy, miał takie przeczucie.
- Jungkookie~ - powtórzył chłopak. - jak się czujesz?
- Bardzo dobrze, hyung. - odpowiedział mu z uśmiechem lekko odchylając głowę, by na niego spojrzeć. - A ty?
- Ja również, ale chyba za dużo wypiłem. - w tym momencie zasłonił obiektyw kamery własną dłonią, na co operator jęknął zawiedziony starając się na nowo złapać ostrość na urządzeniu.
- Źle się czujesz? - maknae zamrugał kilka razy, na co drugi odstawił swój kufel i położył dłoń na jego policzku. - Co ty robisz? - lustrował spojrzeniem jego twarz, gdy ten z każdą sekundą był coraz bliżej. W pewnej chwili przestał myśleć i odbierać jakiekolwiek bodźce. Żył momentem. Przez moment miał wrażenie, że ktoś złapał jego dłoń i pociągnął w swoją stronę, niemal od razu łącząc ich usta, ale teraz nie miał pojęcia co było prawdą, a co fikcją.
Przed oczami jeszcze mignął mu rudy kosmyk włosów.

Ciąg Dalszy Nastąpi...


niedziela, 25 października 2015

BTS - Can You Trust Me? (IX)

"... Zapadła niemal namacalna cisza (tasakiem ją! xD)...~ czyli Niko komentuje.
Kyo wita i od razu przechodzi do sedna. 
Jesteśmy już w połowie tego fanficka, a przynajmniej na razie przewiduje, że to połowa (ten talent do robienia z one shota mody na sukces) 
 Rozdziały pojawiały się częściej, gdyby nie to, że dostęp do laptopa mam najczęściej w weekendy.
PS. Tworzą się one shoty z parringami Namjoon x Hoseok i Leo x Ravi.
Miłego czytania. 
I komentujcie, bo mi wtedy tak bardzo, bardzo miło.  (awh)
_____________________________________________________________
Yoongi zacisnął pięści patrząc wściekły na Seokjina trzymającego, jak gdyby nigdy nic, książkę w dłoni. W pokoju panowała cisza, na tyle krępująca, że Min zaczynał żałować przyjścia do często odwiedzanego pokoju i wygarnąć wszystko co leży mu na sercu. W tym momencie w jego głowie gościła myśl, po co to wszystko robił. Przegrał.
Starszy po dłuższej chwili odłożył książkę na łóżko i powolnym krokiem podszedł do brązowowłosego i spojrzał na niego uważnie.
- O co chodzi? - spytał spokojnie.
Yoongi prychnął wywracając oczami. 
- Ciągle tylko Namjoon i Namjoon, mógłbyś, kurwa, zauważyć innych wokół. - zwrócił wzrok na starszego. Nie miał zamiaru się hamować, zbyt długo patrzył i czekał na to, aż w końcu ktoś, albo Seokjin albo Namjoon, sobie o nim przypomni. - Ja też tu jestem.
- Wiem, że jesteś. - chłopak skinął głową. - Ale nie rozumiem w czym problem.
- Ty jesteś tak głupi, czy tylko udajesz?
- Jeśli mamy tak rozmawiać, lepiej żebyś wyszedł z tego pokoju. - Kim wskazał na zamknięte drzwi, na co młodszy tylko pokręcił głową.
- Jeśli mnie wykluczacie, moglibyście postąpić jak ludzie i poinformować mnie o tym. - powiedziawszy to skierował się do drzwi, by zaraz potem opuścić pokój.

Taehyung siedział wpatrzony w cienie na ścianie, jakie rzucała zwieszającą się z łóżka, tak by padało na nią światło, niebieską kołdrę.
Było długo po dwudziestej pierwszej, chłopcy, nie licząc Jungkooka, który od momentu powrotu ze szkoły nie wyszedł ani na moment z pokoju, zaraz po kolacji rozszedli się do swoich pokojów. Jimin zniknął za drzwiami razem z, na wpół śpiącym już, Hoseoku, Namjoon zabarykadował się w łazience, a Jin i Yoongi, z tego co słyszał, właśnie odbywali jedną z ich niecodziennych sprzeczek. Coraz bardziej Taehyunga zaczynała interesować relacja między tą trójką, ale postanowił się nie wtrącać, póki nie rozwiąże własnych problemów. Chłopak chciał pójść do maknae, ale dalej nie wiedział co mógłby powiedzieć. Chciał się spytać, dlaczego tak gwałtownie zareagował, gdy dowiedział się, że Yoongi jednak znalazł jego notatnik, ale nie miał pojęcia jak swoje wścibskie pytanie ubrać w słowa, które nie brzmiałyby aż tak źle.
Jego rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącego smsa, zmierzwił rude włosy i sięgnął po telefon. Odblokował go, a jedyne co zauważył, zanim usłyszał skrzypienie drzwi i w panice schował telefon pod kołdrę, to trzy wyrazy: "Jutro. 3:20AM. SH".
- Czyżbyś mnie zdradzał? - usłyszał głos Yoongiego siadającego = na pościelone łóżko, zaraz obok łóżka Taehyunga.
- Oj tam, już od razu zdradzał. - wymamrotał młodszy blokując telefon  i odkładając go na półkę. - Gdzie byłeś, hyung? - chłopak usiadł przodem do starszego wpatrując się w niego tak uważnie, jak ten w Kima.
- U Jina. - odparł suchoYoongi, niezbyt chętny do rozmowy właśnie o tym.  - Lepiej mi powiedz dlaczego to zrobiłeś i nawet nie mów, że nie wiesz o co chodzi.
- O co wam poszło? Było słychać aż tutaj. - Taehyung uniósł brew. Przeczuwał, że właśnie to Yoongi przeczytał w notatniku Jungkooka, który to nie omieszkał się zapisać tego szczegółu, jakim był ich pocałunek, a nawet dwa. - Dlaczego chcesz wiedzieć co mną kierowało, że to zrobiłem?
- Wkurzył mnie swoim zachowaniem. - wzruszył ramionami. - A chcę wiedzieć, bo nie wiem czy już ci przypieprzyć, czy jeszcze poczekać.
- Jesteś zazdrosny? - skrzyżował ręce na piersi. - Za co?
- Nie jestem zazdrosny, jasne? - chłopak podniósł głos, ale zaraz potem wziął wdech, by się uspokoić. Po czym kontynuował już normalnym tonem. - Wkurzył mnie czymś. - fuknął i skierował strumień światła ze stojącej obok lampki na Taehyunga tak, by nie umknęła mu żadna  jego reakcja. - Za co? Bo zepsułeś wasze relacje. On cierpiał, przez cały czas odsuwałeś go od siebie i to przez kogo? Przez tę dziewczynę. - tu  skierował swój wskazujący palec w stronę leżącego na stoliku telefonu z nieotwartym jeszcze smsem. Zapadła niemal namacalna cisza. Taehyung przez moment całkowicie zapomniał o jakichkolwiek słowach. Poczuł tylko nieprzyjemne ukłucie w sercu. Najważniejsza dla niego osoba cierpiała. Przez niego. Nawet nie zastanawiał się skąd Yoongi wie, z kim ten się kontaktuje. -  Kochasz go? -  spytał po długiej chwili ciszy patrząc wprost na niego.
- Hyung...
- Nie hyung. - powiedział ostro. - Zamierzasz mu w końcu powiedzieć, czy dalej masz zamiar to ukrywać?
- Nie mogę mu o niczym powiedzieć, nie teraz...
- Dlaczego? - ciemnowłosy przechylił głowę.
- Bo jest za wcześnie. Nie chcę o niej rozmawiać. - chłopak spuścił głowę, speszony przebiegiem rozmowy.
- Więc odpowiedz na pytanie. - Yoongi po raz kolejny obdarował młodszego przeszywającym spojrzeniem prze które ten, aż dostał gęsiej skórki. - Rozmawialiśmy o tym nie raz. Dużo zauważyłem po tym, jak o nim mówisz, jak na niego patrzysz, jak się zachowujesz w jego towarzystwie. Teraz już tylko chcę usłyszeć to od ciebie. Kochasz go?

Jimin siedział skulony w ciemnym korytarzu oparty o ścianę, starając się oddychać jak najciszej. Momentami wstrzymywał oddech i uspokajał zbyt głośne bicie serca, bo głosy dochodzące zza drzwi były na tyle ciche, że nawet te uderzenia potrafiły je zagłuszyć.
Jak tu trafił? Usłyszał podniesiony głos Yoongiego, właśnie wtedy zainteresowała go rozmowa odbywająca się na drzwiami, o które właśnie opierał dłoń. Był na tyle ciekawskim człowiekiem, że nie potrafił teraz po prostu odejść, wiedząc, że miał okazję dowiedzieć się czegoś bardzo ważnego.
Zesztywniał i wsłuchał sie jeszcze bardziej w szmery i ciche głosy, gdy Yoongi zadał pytanie, na które Jimin tak bardzo chciał znać odpowiedź. Cisza, która nastała przez dłuższą chwilę, stawała się coraz bardziej ciężka i nieznośna. Przystawił ucho bliżej drewnianej powierzchni nasłuchując tak, by nie umknął mu nawet szmer. Po chwili usłyszał tylko jeszcze raz  powtórzone przez Yoongiego pytanie.
- Tak... - jego uszu dobiegł cichy głos najmłodszego Kima. - Od bardzo dawna...'
Jimin wyprostował się nagle uderzając głową o kant stolika i zerwał się na nogi błagając, by żaden z chłopców, znajdujących się w środku pokoju, nic nie usłyszał. Masując obolałe miejsce szybko oddalił się do swojego pokoju, w głowie mając tylko jedną myśl.
Jungkook nie może się dowiedzieć, a Jimin dołoży wszelkich starań, by tak się stało. 

Jeon Jungkook wpatrywał sie w wirujące za oknem płatki śniegu jak oczarowany. Nie zwracał uwagi na lekcje, ani na to, co się na niej działo. Wolał wyglądać za okno i rozmyślać. Był w wyjątkowo dobrym humorze, mimo, że gdzieś w jego środku gościła mała skierka niepokoju. Nie mógł oprzeć się wyobrażeniu jak w końcu dostanie swoje upragnione opakowanie tabletek i zaszyje się gdzieś w pokoju, tak, by nikt go nie mógł znaleźć i znów będzie mógł się poczuć nienaturalnie wolny i spokojny.
Rozglądnąwszy się po klasie, by sprawdzić czy żaden z uczniów nagle nie zechciał zawrócić sobie nim głowy,wyciągnął czerwony notes i otworzył na odpowiedniej stronie, by zaraz potem  zacząć pisać.
11:30
Hyung... Nie mam pojęcia co się dzieje. Nie wiem co dzieje się ze mną, ani z moim życiem. Kyung powiedział, że się uzależniam, ale to nie prawda, mówił też, że zniżam się do jego poziomu, to kolejne kłamstwo... Prawda? Dlaczego, jeśli rzeczywiście byłyby to kłamstwa, z minuty na minutę przestaje w to wierzyć? Coraz bardziej myślę o tym, jak to będzie, gdy już otrzymam swoją dawkę. Wystraszyłem się tego, jak bardzo źle się czułem, gdy dotarło do mnie jak bardzo tego potrzebuje. Niemal tak samo źle jak wtedy, gdy zorientowałem się, że nie biorę zwykłych tabletek uspokajających. Wiedziałem, że jest w nich coś więcej.  Songhye też wiedziała. Czy to dlatego kazała mi brać mniejsze porcje? Może dlatego, że wiedziała jak może się skończyć zażywanie większej dawki. 
Wiesz co jest najgorsze, hyung? To, że to zrobiłem. Zabrałem je. Ukradłem. Stałem się najgorszym czym można się stać w wypadku siedemnastolatka. Wiem, że nie byłbyś ze mnie dumny gdybyś o tym wiedział. Przepraszam za to. Czuje się okropnie ze świadomością, że zrobiłem coś źle. 
A może wiesz...? Yoongi na pewno ci powiedział co przeczytał. A wiem, że przeczytał bardzo wiele. Musiałby nie być sobą, nie być tym naszym Yoongi-hyungiem, żeby tego nie zrobić. Wiem, że przeczytał jak bardzo tęsknię za Songhye, jak bardzo tęsknię za Tobą. Jak bardzo duże oddziaływanie  ma na mnie każdy twój, chociażby najmniejszy, gest. Jak myślisz, kiedy ci o tym powie? Wiem, że powie na pewno. Boje się. Teraz moje sekrety i myśli ujrzały światło dzienne, źle się z tym czuje.
Obiecaj mi tylko, że gdy już dowiesz się o wszystkim, nie będziesz na mnie zły i nie odtrącisz jak przedtem, dobrze, hyung?
 Chłopak, pozostawiając długą kreskę ciągnąca się przez pół kartki od znaku zapytania, zerwał się z krzesła słysząc upragniony dzwonek. Wpakował szybko książki i materiały do torby i wybiegł z klasy. Minął szafkę Kyunga, swoją i nie ubierając chociażby kurtki, wyszedł na dwór niemal od razu spotykając się z lodowatym podmuchem wiatru. Przystanął na moment. Wsadził dłonie w kieszenie nadając im odpowiedni kształt, zapiął zamek i założył na głowę szary kaptur, który opadał na jego ciemne włosy chroniąc jednocześnie przed płatkami śniegu. Bluza wisiała na nim niemal jak na wieszaku, ale nie przeszkadzało mu to, wziął powoli wdech zaciągając się znajomym zapachem i zimnym powietrzem, po czym ruszył schodami do środka placu przed szkołą, zaraz potem, upewniwszy się, że żaden z nauczycieli nie patrzy  w okno, udał się między drzewami i ogołoconymi krzakami za budynek szkoły.
Czekali na niego.  Dwaj chłopcy, najprawdopodobniej prawa i lewa ręka Kyunga, stali oparci o ścianę z założonymi rękami na piersi, tępo wpatrując się w nadchodzącego w ich stronę Jungkooka, a sam Kyung patrzył na chłopaka uśmiechając się przebiegle.
- Okazałeś się mieć dobre serduszko i okazać trochę litości młodemu?  - jeden z nastolatków klepnął Kyunga po plecach, na co ten zrobił krok do przodu.
- Chyba mnie nie znasz. - powiedział półgłosem, widząc będącego coraz bliżej Jeona, uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Ale nigdy nie robi dla kogoś czegoś, bez korzyści dla siebie.
- Cz-cześć. - Jungkook odchrząknął stając trzy kroki przed chłopakiem.
- Tak. - chłopak zaczął grzebać po kieszeniach, po chwili rozglądnął się i upewniwszy się, że nikt nie patrzy, wyciągnął z kieszeni małe białe pudełeczko, które wcisnął w dłoń Jeona. Ten nawet nie zdążył zauważyć co się dzieje, schował szybko pudełko do kieszeni, w duchu czując iskierkę podniecenia na myśl, że zaraz będzie mógł odpłynąć.
- Co za to chcesz? - spytał siląc się na opanowany ton. - Dam tyle ile będę mógł.
- Nie będziesz musiał dawać. - Kyung uśmiechnął się i przechylił lekko głowę.  - Sam sobie wezmę.


 

Ciag Dalszy Nastąpi....

wtorek, 6 października 2015

BTS - Can You Trust Me? (VIII)

 WITAJCIE!
Kyo się melduje z nowym rozdziałem i od razu mówię, że początek aka sam dialog ma taki być.  

Myślałam ostatnio nad pewnymi zmianami na blogu... Zmieniłabym szablon, ale chyba na zamiarach się skończy. 
Mniejsza o to, nie zawracam głowy, miłego czytania! 
_____________________________________________________________

- Chcę się z tobą zobaczyć. - powiedział Taehyung do komórki, ściszając głos najbardziej jak się dało. - Wiem, że teraz to nie możliwe, ale muszę.
- Nie mogę. To wbrew zasadom. - usłyszał równie cichą odpowiedź.
- Wymyśl coś, musimy porozmawiać. - chłopak oparł się o blat szafki w kuchni.
- Postaram się.
- Będę wdzięczny.
- Będziesz z nim?
- Nie mam pojęcia. To może być ciężkie. - Taehyung podrapał się po karku.
- Pozwól mi go zobaczyć. Tęsknię za nim.
- On za tobą też, ale muszę go jakoś na to przygotować
- Wiesz, że nie mamy czasu...
Chłopak westchnął.
- Wiem.

Jungkook, bawiąc się nerwowo długopisem, starał się skupić na słowach, które nauczyciel mówił niemal wprost do niego. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo starszy pan, na oko po czterdziestce, trzymając w dłoni zielony laser, którym celował w słowa, wyświetlane przez rzutnik na białej ścianie, co chwile zerkał na chłopaka zmartwionym spojrzeniem. Jungkook, gdy tylko czuł na sobie wzrok mężczyzny, od razu kiwał głową na znak, że rozumie, mimo, że nie był nawet do końca pewny, co ten powiedział. Po kilku minutach tej męczarni, przestał uważać całkowicie. Podparł głowę na dłoni i wbił wzrok w osadzający się na szybach okien, śnieg. Małe płatki wirował na pociemniałym niebie połyskując, gdy padło na nich światło z któregoś z okien.
- Jeongguk, imię! - usłyszał kilka chwil potem głośny głos nauczyciela nad swoją głową. Automatycznie podniósł wzrok na celującego w niego laserem nauczyciela, który patrzył na niego wyczekująco.
- I-imie? Jakie imię? - rozglądnął się, szukając podpowiedzi od kogokolwiek z uczniów, naturalnie nie dostał jej.
- Twoje imię.
- J-jeongguk... - chłopak zmarszczył brwi, zastanawiając się nad sensem tego dialogu.
- Poprawna odpowiedź, a teraz uważaj, bo na kolejnej lekcji zdasz mi cały temat, który przerabiamy. - nauczyciel wrócił do omawiania tematu.
Jeon westchnął i wrócił do poprzedniej pozycji, starając się słuchać przynajmniej jednym uchem i wrócił do oglądania płatków śniegu. Koniec roku zbliżał się dużymi krokami, koniec tygodnia zbliżał się dużymi krokami, koniec dnia, koniec godziny, koniec lekcji, a on dalej nie miał pomysłu jak dostać się do gabinetu pielęgniarki i zabrać potrzebne leki.  Musiał zrobić to jak najszybciej, nie wiedział, ile będzie musiał czekać, aż przekaże je Kyungowi, ale wiedział, że każda minuta bezczynności to stracona minuta. Nie był dobrym aktorem, więc odgrywanie ataku jakiejś choroby nie wchodziło w grę. Był na tyle zdesperowany, że wziął nawet pod uwagę pobicie przez Kyunga tak, żeby musiał znaleźć się w gabinecie. Jednak po dłuższym zastanowieniu doszedł do wniosku, że ten pomysł jest o wiele głupszy niż jego autor.
Jungkook sięgnął do torby, po czerwony zeszyt, który zawsze nosił przy sobie i z przerażeniem stwierdził, ze tego dnia nie było go w osobnej kieszonce, w której zawsze się znajdował. Przeszukał całą torbę i nic. Rozglądnął się po klasie, sprawdzając czy nie leży gdzieś na podłodze. Nie było go. Chłopak miał nadzieję, że jednak po prosto go zapomniał i zeszyt leży pod łóżkiem w jego pokoju. Złapał długopis i zaczął bazgrać na jednej z kartek zeszytu. W momencie, gdy kilka przecinających się kresek utworzyło coś na kształt klucza wpadł na pomysł, na który od razu się uśmiechnął.
Wiedział co mógłby zrobić. I zrobi to. Chociażby tego dnia.

Yoongi wściekły na cały świat wszedł do salonu, niemal od razu potykając się o leżący na podłodze stos książek, które Seokjin zostawił poprzedniego wieczoru. W ostatniej chwili ominął je i usiadł na kanapie, pragnąc żeby przez kolejne kilka godzin nikt nie śmiał się wchodzić mu w drogę ani pole widzenia. Zamknął mocno oczy, wplótł palce w blond włosy i wziął głęboki oddech, uspokajając się nieco.  Po kilku minutach siedzenia w bezruchu podniósł głowę, przecierając twarz dłonią.
- Zdecydowanie nienawidzę tego uczucia. - wymamrotał i sięgnął po jedną z gazet leżących na stoliku, biorąc ją do ręki strącił przypadkowo niewielki zeszyt w twardej czerwonej oprawie z wypisanymi ozdobnymi literami "jk" na okładce, który, otwierając się na jednej ze stron, wylądował na podłodze.
Chłopak popatrzył na zeszyt podejrzanie i podniósł go.

Upragniony dzwonek ogłaszający koniec lekcji rozbrzmiał niedługo po czternastej. Jungkook, niedbale wrzucając książki do torby, wstał i skierował się do wyjścia. Idąc w stronę swojej szafki po raz n-ty powtarzał sobie w myślach prosty plan, który za kilka minut miał wcielić w życie. Gdy dotarł do szafki oznakowanej swoimi inicjałami, otworzył ją, schował torbę i spojrzał w lusterko po wewnętrznej stronie.
- Cykasz się? - usłyszał za sobą niemal w tym samym momencie, widząc obok swojego odbicia twarz Kyunga, którego usta wykrzywiały się w szyderczym uśmiechu.
- Nie cykam. - odpowiedział, starając się brzmieć naturalnie.
- Nie widzę. Cały się trzęsiesz. - zaśmiał się, zakładając ręce na piersi. - chyba, że zdążyłeś się uzależnić i poczuć głód...
- Nie uzależniłem się.
- Więc czemu tak bardzo tego potrzebujesz?
- Zamknij się.
- Nie. Pamiętaj, że musisz mi jeszcze zapłacić.
Jeon odwrócił się twarzą do niego, na co ten tylko się uśmiechnął zwycięsko.
- Odbiorę sobie zapłatę, kiedy tylko będę chciał. Bądź gotowy. - przechylił głowę - Za każdym razem brałeś dawkę więcej niż powinieneś. Niedługo będą to dwie dawki, a potem cztery. Wpadłeś. Zniżyłeś się do mojego poziomu wiesz? - spytał i nie czekając na odpowiedź, oddalił się.
Młodszy odwrócił się do odbicia i znów spojrzał w nie uważnie jakby samym spojrzeniem chciał przekonać samego siebie.
- Nie robisz nic złego. - wymamrotał, patrząc uważnie w swoje odbicie. - Nawet nie zauważą, że czegoś brakuje, prawda? A teraz wdech i nie daj po sobie poznać, że robisz coś podejrzanego.
Skinął głową do swojego odbicia i zamknął szafkę. Odczekał kilka minut aż zadzwoni dzwonek ogłaszający kolejną lekcję i ponowne kilka minut, by mieć pewność, że nikt go nie zauważy. Skierowawszy się w stronę pokoju nauczycielskiego starał się zachowywać naturalnie, powiedział kilka razy "Dzień dobry" mijającym go sprzątaczkom, zatrzymał się, oglądając wystawę z pucharami, aż w końcu stanął przed drzwiami pokoju nauczycielskiego. Zapukał i czekał na odpowiedź, gdy jednak nikt mu nie odpowiadał, zamiast oddalić się, nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły bez problemowo i chłopak znalazł się w niedużym pomieszczeniu , na którego środku stał długi stół, a wokół niego czternaście krzeseł, po oby dwóch stronach pomieszczenia stały wysokie szafki, a na przeciwległej ścianie wielka tablica, na której były powywieszane różne karteczki z informacjami. Niedaleko drzwi były kolejne, białe, prowadzące do osobnej toalety dla nauczycieli. Chłopak zamknął za sobą drzwi i podbiegł do jednej z szafek, na której boku wywieszona była tablica korkowa, a na niej haczyki z podpisanymi kluczykami. Szybko odnalazł klucz do gabinetu pielęgniarki i schował do kieszeni. Niemal tak samo szybko wyszedł z pokoju jak się w nim pojawił. Drogę powrotną, sam nie wiedząc czemu, przebiegł. Wbiegł dwa piętra schodami i przeszedł do skrzydła, w którym mieścił się gabinet. Czując, jak jego serce mocno bije pod wpływem szybkiego biegu, adrenaliny i świadomości, że stoi właśnie pod nosem samego dyrektora, starał się trafić w zamek, udało się za trzecim razem. Szybko przekręcił go i wparował do środka. Uderzył go zapach środka dezynfekującego i plastrów. Zatrzymał się na środku gabinetu i rozglądnął, szukając odpowiedniej szafki, po krótkiej chwili odnalazł ją i z niemal wściekłością zauważył, że na obu skrzydłach przymocowane są zamki, które w całości trzyma kłódka. Gdzieś z korytarza dobiegły go kroki i ciche rozmowy. Czując jak jego serce przyśpiesza jeszcze bardziej i przechodzi go dreszcz strachu, rozglądnął się za miejscem, by w razie czego się ukryć, nie było żadnej dobrej kryjówki jak obok szafki. Starając się działać delikatnie i tak, by nie pozostawić śladów po swojej obecności, podszedł do niej i szarpnął kilka razy sprawdzając czy kłódka nie jest naruszona. Ku jego uciesze zamek kłódki i mechanizmu drzwi były identyczne i nie musiał szukać kolejnego klucza. Kroki stawały się coraz głośniejsze. Starając się zignorować odruch, by rzucić się w ucieczce zajrzał do szafki, w środku było kilka półek, plastry, bandaże, woda utleniona, kilka leków przeciwbólowych i tym podobne. Zgodnie ze wskazówkami Kyunga, leki, które go interesowały były na drugiej półce od dołu, nie zastanawiając się się sięgnął po całkiem dużą butelkę z ciemnego szkła bez etykiety i przyglądnął się jej w momencie, gdy rozmowy usłyszał tuż za drzwiami. W środku było może z pięćdziesiąt tabletek, jak nie więcej. Szybko schował ja do kieszeni bluzy i ustawił resztę tak, by nie było widać ubytku. Zamknąwszy szafkę podszedł powoli do drzwi i wyglądnął przez szparę między nimi, a podłogą. Na korytarzu były dwie osoby, z przerażeniem stwierdził, że jednym z nich była właśnie pielęgniarka. Przeszedł go dreszcz strachu. Dobrze wiedział, że nie powinien tu być. Nie powinien kraść klucza, a tym bardziej nieznanych mu leków. Zacisnął oczy, prostując się i starając się uspokoić oddech i bicie serca, które, miał wrażenie, że słychać było w całej szkole.
- Niech pani wejdzie, omówimy to przy kawie. - powiedział dyrektor miłym tonem. Nie usłyszał odpowiedzi, miał jednak nadzieję, że trzaśnięcie drzwiami, które usłyszał zamknęło wyjście dwóm osobom, a nie jednej. Znów spojrzał przez szparę i z uciechą zauważył, że korytarz jest całkowicie pusty.
Poprawiając buteleczkę leków w kieszeni, najciszej jak umiał wyślizgnął się z pomieszczenia i tak samo cicho zamknął drzwi, a potem przekręcił zamek. Starając się oddychać normalnie przeszedł przez korytarz i zszedł ze schodów. Spokojnie pokonał kolejne korytarze i schody i zapukawszy do pokoju pod pretekstem spytania o zastępstwo wszedł do środka. Było pusto, odwiesił kluczyk i tak samo, siląc się na spokój, opuścił pokój nauczycielski, w duchu krzycząc z radości, że nie dał się przyłapać.

Chłopcy każde wolne popołudnie spędzali tak samo. Jin zajmował swój ulubiony fotel, czytając książkę i nie zwracając zbytniej uwagi na resztę chłopców, a reszta, siedząc na kanapie lub podłodze oglądała telewizję, komentując co chwile fabułę lecącego właśnie filmu. Tak było i tym razem, jednak nie do końca tak samo. Namjoon siedział w fotelu Jina, a samego Kima nie było w pokoju, tak samo jak i Yoongiego. Jimin i Hobi opatuleni kocem leżeli niemal na Taehyungu, który słysząc trzask drzwi od razu podniósł głowę.
Chłopak wszedł do dormu, strzepując płatki śniegu z czapki, które opadły na wycieraczkę. Ściągnął buty i kurtkę i ruszył do salonu, ściskając mocno pasek torby.
- Jungkookie! - Jimin wyszczerzył się w uśmiechu, widząc maknae zdejmującego z ramienia torbę.
- Wróciłem... - odpowiedział i zmierzwił sobie włosy kilka razy, potrząsając głową.
- Nie trzęś tak, bo kiedyś ci spadnie. - Yoongi podszedł do maknae, podsuwając mu pod nos czerwony zeszyt, którego tego dnia szukał w klasie. Jungkook od razu poważniał i przeniósł niemal przerażony wzrok na starszego. - Trzymaj swoją zgubę.
- S-skąd to masz? - chłopak wyrwał mu zeszyt z ręki, wystraszony, że wszystkie jego tajemnice i problemy mogły ujrzeć światło dzienne. - Ile czytałeś?
- Leżało, zostawiłeś rano na stole. A ile czytałem... - podrapał się zakłopotany po tyle głowy - Nic takiego - wzruszył ramionami.
- Nie wolno grzebać w czyiś rzeczach. Co przeczytałeś?! Przyznaj się! - młodszy podniósł głos
- Nie otwierałem tego.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Chłopcy, odpuśćcie. - Namjoon pojawił się znikąd i złapał Yoongiego za ramiona i zaciągnął na kanapę. Jungkook, korzystając z okazji, zmył się do swojego pokoju.
- Ile przeczytałeś? - Taehyung uniósł brew, patrząc na siadającego na kolanach Namjoona, Yoongiego, na co ten tylko westchnął.
- Wieczorem porozmawiamy.

Ciąg dalszy nastąpi...

sobota, 26 września 2015

BTS - Can You Trust Me? (VII)

 KYO WRÓCIŁA OK. 
Ayo! Żyję i mam się nawet dobrze! 
Niestety ostatnio z powodu braku normalnego połączenia z netem 
 (Nie, mój telefon to nie jest normalne połączenie)  
udało mi się wstawić tylko one shot z 2Minem, na który serdecznie zapraszam! 
A wracając, nie będę zapowiadać żadnych one shotów, bo jak na razie nie mam pojęcia co i kiedy powstanie, jednak zapraszam was na tą oto, już siódmą, część serii z moim OTP.
Tak, wiele to ona nie... znaczy wręcz przeciwnie, wnosi ona wiele do fabuły. 

Mam nadzieję, że mimo mojej przerwy jacyś czytelnicy tutaj zaglądają i mogliby szczerze skomentować.
Miłego!
_____________________________________________________

Obudził się, trzymając cały świat w swoich ramionach. Dlaczego akurat spał w jego pokoju? Poprzedniego wieczoru, próbując wyciągnąć z młodszego się tak właściwie stało, dowiedział się tylko tego, że chłopak się wystraszył. Nie chcąc, żeby się niczego więcej bał Taehyung postanowił zostać z nim do momentu, aż nie uśnie. Jednak na zamiarach się skończyło, chwilę po maknae usnął też Kim. Chłopak spojrzał z delikatnym uśmiechem, na istotkę leżącą w jego objęciach. Twarz Jungkooka wydawała się być odprężona, jego usta były delikatnie rozchylone, a włosy, uroczo rozczochrane opadały na jego czoło. Taehyung westchnął.  Poprzedniego dnia zdecydowanie stracił kontrolę, ale wszystko było w dobrych zamiarach. Pocałował go. Nie miał pojęcia, czy chłopak jest na niego za to zły, ale on sam był zadowolony, zrobił coś, co od dłuższego czasu chciał zrobić. Może to nie był ich typowy pierwszy pocałunek i równie dobrze można by go usunąć z pamięci, ale na pewno nie teraz.  Przed nim stało jeszcze zadanie dowiedzenia się co się stało maknae, że tak się zachowywał, ale to zostawi na potem, teraz jedyne co chciał, to leżeć tak, aż młodszy się nie obudzi. Poprawiając lekko uścisk, ułożył się wygodnie na poduszce i zamknął oczy.

Obudziło go rażące zimowe słońce i mocny ból głowy. Otworzył leniwie oczy, i spojrzał w sufit, starając się zignorować mocne łupanie w czaszce. Na oślep odszukał telefon i uniósł dłoń tak,by znajdował sie nad jego twarzą. Z ekranu wyświetlacza  uśmiechała sie do niego godzina szesnasta kolejnego dnia. Cały dzień w szkole miał właśnie zawalony, zwykle o tej godzinie przychodził wykończony i wściekły na cały świat do dormu, a teraz dopiero witał się z owym światem, na który miał być w późniejszych godzinach wściekły. Odłożył telefon i podniósł się, lecz nie za dużo, bo coś, a ściślej kogoś ręka uniemożliwiała mu to,  przyciskając go do materaca, dopiero wtedy poczuł, że pod jego głową również jest czyjaś ręka i sunąc wzrokiem po nich wkrótce dowiedział się, że należą one do samego Kim Taehyunga.Chłopak leżał na plecach, jednak w takiej pozycji, by swobodnie obejmować młodszego i krępować jego ruchy. Jungkook przypatrzył mu się, jego rude włosy opadały na czoło w totalnym nieładzie, mimo to, jego wzrok najbardziej przykuły delikatnie rozchylone usta. Momentalnie poczuł je znów na swoich wargach niemal tak intensywnie jak poprzedniego wieczoru, a przynajmniej miał nadzieję, że poprzedniego wieczoru, a nie w jego śnie. Chciał sprawdzić czy w dalszym ciągu są takie miękkie i ciepłe, chciał je znów poczuć. Podsunął się na tyle na ile pozwalała oplatająca go w pasie ręka i nachylił się nad nim, mocno się przy tym rumieniąc. Karcił się w duchu za takie zachowanie, jednak nie mógł zakazać sobie zaspokojenia ciekawości. Przymknął oczy i delikatnie musnął jego dolną wargę, niemal natychmiast się odsuwając. Oczekiwał tego, że starszy otworzy oczy wściekły, że się go budzi i to w taki sposób. Może sobie nie życzył takiego zachowania? Jednak Taehyung tylko delikatnie uniósł kącik ust,  śpiąc dalej. Jungkook, widząc to, jak gdyby nigdy nic, starając się pozbyć rumieńców, ułożył się z powrotem na jego ręce, zamykając oczy. Niecałe dwie minuty potem poczuł ruch u swojego boku, zacisnął oczy udając, że śpi. Nie był gotowy na jakąkolwiek rozmowę, ta z poprzedniego wieczoru, gdzie praktycznie nic nie mówił, zupełnie mu jak na ten moment, wystarczyła. Ręka delikatnie wysunęła się spod jego głowy i oparła na materacu obok jego głowy. Czuł na policzku ciepły oddech, chłopak musiał przyglądać się mu z dość bliskiej odległości. Jungkook czuł jak jego serce przyspiesza i robi mu się nieznośnie gorąco. Błaganie w duchu, by jego policzki nie pokrył żaden rumieniec, było zaraz obok myśli: "Nie mrugaj, nie mrugaj"starał się oddychać cicho i miarowo, jednak gdy poczuł, że chłopak się do niego przybliża, z trudem mu się to udawało. W momencie, gdy poczuł jego usta na swoich, wstrzymał oddech, napawając się tym ułamkiem sekundy. Chciał jakoś zareagować, ale nie zdążył nic zrobić, bo w kolejnej sekundzie Taehyung odsunął się i wstał, po czym po cichu, uśmiechając się do siebie, opuścił pokój, zostawiając maknae w stanie lekkiego szoku, z bijącym mocno sercem i dość zauważalnym rumieńcem na policzkach.

- Gdzie byłeś w nocy? - Yoongi uniósł brew, widząc wchodzącego do kuchni Taehunga. Miał on na sobie koszulkę z poprzedniego dnia i szare dresy. Starał się powstrzymać uśmiech, jednak było to niewykonalne, zwłaszcza, że w dalszym ciągu czuł usta Jungkooka na swoich. Tak na prawdę nie miał pojęcia jak chłopak zareaguje na jego ruch zeszłego wieczoru. Nie chciał, by myślał, że wykorzystał sytuację. Jednak to, co zrobił Jeon kilka minut wcześniej powodowało gęsią skórkę na ciele najmłodszego Kima. Słodkie usta maknae dotykały przez chwile jego ust z własnej, nieprzymuszonej woli. Nawet to, że trwało to ułamek sekundy go cieszyło. Chciał to zrobić jeszcze raz, jeszcze raz go pocałować i jeszcze raz poczuć to uczucie, które nie pozwalało o sobie zapomnieć. - Czemu się tak szczerzysz, gdzie byłeś? - Yoongi oparł się bokiem o szafkę i założył ręce na piersi, obdarzając Kima przyszywającym spojrzeniem, jakby chciał wyłapać choć najmniejszy szczegół, który zdradziłby odpowiedź.
Taehyung potrząsnął głową zaskoczony, że nie jest sam w pomieszczeniu.
- C-co?
- Gdzie byłeś? Nie było cię w nocy w pokoju. - chłopak przybrał ton zniecierpliwionego ojca. - Masz zakaz wychodzenia z dormu w nocy po ostatniej twojej akcji.
Młodszy wydał z siebie przeciągły, sfrustrowany  jęk odchylając głowę do tyłu i wziął głęboki wdech.
- To było w Japonii, tak? Nigdy nie miałem dobrej orientacji w terenie. - zaczął się usprawiedliwiać, ale zanim zdążył wymyślić  kolejną wymówkę, do kuchni wszedł Jin i uwieszony na nim Namjoon.
- Jak się spało? - spytał lider, opierając podbródek na ramieniu Seokjina i zerkając to na Yoongiego, to na Taehyunga.
- Gdyby nie pewne osoby, spałoby się o wiele lepiej. - odpowiedział Yoongi, uśmiechając się przesadnie i opuścił pomieszczenie.
- Chcecie herbaty? - Jin wyplątał się z objęć młodszego i podszedł do szafek.
Gdy chłopcy zgodnie pokiwali głowami, ten zaczął wyjmować kubki z szafek i stawiać je na blacie, by zaraz potem wrzucić do nich po jednej torebce malinowej herbaty.
- Co mu się stało? - młodszy Kim wskazał kciukiem w stronę, w którą oddalił się Yoongi i usiadł na jednym z białych krzeseł.
- Długa historia, ale chyba się zdenerwował. - Namjoon wyciągnął z lodówki potrzebne rzeczy i zaczął robić kanapki.
- Nie zwracaj uwagi, przejdzie mu - wymamrotał najstarszy, zalewając herbatę wrzątkiem. - Ostatnio często się denerwuje.



7:30
Hyung...  Ugh... Hyung... Dlaczego wyszedłeś? Czy między nami jest już dobrze? Czy teraz będzie jak kiedyś? Myślę, że nie. Nawet "kiedyś" nie robiliśmy takich rzeczy, co chyba było błędem. To bardzo przyjemne czuć, jak kogoś usta dotykają twoich. A twoje dotknęły moich aż dwa razy! Dlaczego wyszedłeś? Czy będziemy rozmawiać ze sobą normalnie? Potraktujemy to jakby się nie wydarzyło, czy wręcz przeciwnie?
Nie chce teraz o tym myśleć. Przyjemne tematy powinienem odłożyć na później. Teraz muszę tylko wymyślić skąd wziąć tabletki. Poczułem dzisiaj, że muszę je wziąć. Tak, jakby ktoś ze środka mi rozkazywał.Te pół opakowania, które miałem poszło zbyt szybko, a ja chce poczuć jeszcze raz stan, w którym się znajduję, gdy zaczynają działać. Nie lubię tylko niektórych rzeczy, które widzę. Wczoraj widziałem ciebie... Dotykałeś mnie... Nie tak zwyczajnie... Polubiłem to. Nie chciałem żebyś odchodził, ale ty zniknąłeś.
Może znów udałoby mi się "porozmawiać" z Songhye. Tak bardzo bym chciał ją znów zobaczyć... Tak bardzo za nią tęsknię. Teraz już nawet mi się nie śni. Boje się, że w końcu o niej zapomnę. Nie chce tego. 
Jak myślisz hyung, czy wszystko będzie dobrze?

Przekroczył próg szkolnych drzwi, ściskając zmarzniętą dłoń na pasku torby. Czuł jak jego dłonie drżą, ale drżały nie tylko pod wpływem niskiej temperatury, która panowała na zewnątrz, ale też z powodu braku pewnej substancji. Mijała kolejna godzina, a on nie miał pojęcia jak zdobyć kolejną dawkę leków. Zwykła Valeriana nie mogła pomóc. Nie dawała takiego samego efektu. Ona po prostu uspokajała i usypiała, a on chciał poczuć to przyjemne, gdy się do niego przyzwyczaić, uderzenie gorąca, szum w głowie i brak poczucia czasu. Powolne wyłączanie się myśli i stan półsnu też mu się podobał. Teraz, gdy dotarło do niego jak bardzo brakuje mu tego, jeszcze bardziej zapragnął to poczuć. Jungkook już dawno zorientował się, że w owych tabletkach, które on zażywał nie znajdowały się tylko i wyłącznie środku uspokajające, w ich składzie musiało być jeszcze coś, co powodowało dziwne zwidy i odpowiadało za te mniej przyjemne skutki jak ból głowy, trudności z oddychaniem lub spanie przez wiele godzin. Dlatego też miał świadomość, że w zwykłej aptece identycznego leku nie znajdzie, a co za tym idzie musiał poszukać u źródła. Odkąd Songhye zniknęła, z podobnym problemem mógł się zwrócić tylko do jednej osoby, która, mimo ich wzajemnych relacji, może go zrozumie i mu pomoże. Jungkook doskonale wiedział, że pcha się w paszcze lwa, jednak nie miał innego wyjścia, niż zniżyć się do najniższego poziomu i prosić o pomoc właśnie tą osobę.
Jongkyung stał oparty o jedną z metalowych,pomarańczowych szafek i bawił się, jak to miał w zwyczaju, jednym ze swoich tuneli w uchu. Miał na sobie skórzaną kamizelkę, a czarne, podarte jeansy wisiały na nim jak na szkielecie. Był otoczony swoja grupką i dyskutowali o czymś zawzięcie. Jeon, z miną jak na ścięcie, uprzednio odkładając kurtkę do swojej szafki niemal na przeciwko niego, podszedł do chłopaka i ignorując szydercze uśmieszki na ustach plastikowych, otynkowanych laleczek, które właśnie próbowały poderwać przystojniejszego kolegę Kyunga, stanął przed nim, czując nagły przypływ odwagi.
- Czego leszczu? - spytał, patrząc na niego niechętnie.
- Możemy porozmawiać? - chłopak starał się, by jego głos brzmiał pewnie.
- Jak bardzo ważna jest ta sprawa, żebym tracił na ciebie mój cenny czas? - Jongkyung nachylił się w jego stronę, na co ten zrobił niepewny krok w tył.
- Ch-che cię o coś prosić.
Chłopak uniósł brwi nagle zaciekawiony i kiwnął na towarzyszących mu ludzi, który niemal natychmiast zostawili go sam na sam z próbującym ukryć drżące dłonie, Jungkookiem.
- Ciesz się, że mam dobry humor. Więc o co chodzi? - niedbale oparł nogę o szafkę i założył ręce na piersi, wpatrując się pytająco w wyciągającego z torby niewielkie plastikowe pudełeczko Jeona, gdy tylko zobaczył czym jest owe pudełko, od razu złapał go za nadgarstek i wciągnął do pobliskiego kantorku.
- Co ty wyprawiasz? - syknął, popychając go na półki zawalone rolkami papieru toaletowego tak mocno, że chłopak jęknął, gdy jedna z półek uderzyła go w jeszcze nie do końca zagojone żebra, a kilka rolek z najwyższej półki spadło pod ich nogi. - Chcesz żeby ktoś zauważył?
Jungkook pokręcił szybko głową i schował pudełko do kieszeni bluzy.
- Teraz to wyciągaj, tu nikt nas nie zobaczy. - chłopak wywrócił oczami i wyrwał mu z dłoni buteleczkę. - Skąd to masz? - spytał, mrużąc oczy, widząc, widocznie dobrze mu znane opakowanie.
- Dostałem.
- Od...?
- Od... - zająkał się, przypominając sobie, że nikt tak naprawdę nie wiedział, że Songhye zabrała leki Kyungowi. - Od Songhye noony. - przyznał w końcu.
- Mogłem się domyśleć. Tylko tyle mi chciałeś powiedzieć, czy chcesz ryzykować wkurwieniem mnie, ośmielając jeszcze mieć coś do mnie?
- Potrzebuje tego - powiedział niemal błagalnym głosem po czym odchrząknął. - Chciałem się dowiedzieć, czy masz tego więcej i czy nie sprzedałbyś mi.
- Sprzedał? Ja? - chłopak uniósł brew.
- Tak. Wiem, że tego nie dostanę nigdzie indziej niż u ciebie. A ja... ja tego potrzebuje naprawdę.
Jongkyung założył ręce na piersi i oparł się plecami o drzwi, przypatrując się z ciekawością młodszemu.
- Jak bardzo tego potrzebujesz?
Jeon wyciągnął drżące dłonie przed siebie w odległości około dwudziestu centymetrów i powoli zacisnął w pięści, patrząc na nie.
- Bardzo... - wyszeptał.
Kyung potarł ręce i uśmiechając się odepchnął się od drzwi.
- Cena będzie wysoka. - powiedział powoli.
- Zapłacę ile trzeba będzie. Zrobię wszystko.
- Interesuje mnie druga opcja - chłopak potarł w zamyśleniu brodę. - Ukradniesz mocniejsze leki od pielęgniarki, trzyma je w drugiej półce od dołu, a co do zapłaty... - spojrzał na niego nieodgadnionym wzrokiem, tak, że Jungkook cofnął się zatrzymując się na półkach. - Myślę, że się dogadamy, jeśli naprawdę zrobisz wszystko.
- I co potem?
- Przekażesz je mi. Ja już wiem, co mam z tym zrobić. - powiedział ostro, podwijając rękawy bluzki i poprawiając kamizelkę. - A teraz jeśli już powiedziałeś co miałeś powiedzieć, pozwól, że stąd wyjdę, by nie musieć patrzyć na te twoją przesłodzoną mordkę. - mówiąc to, otworzył drzwi i wyszedł z kantorka, pozostawiając Jungkooka samego ze swoimi myślami.





Ciąg dalszy nastąpi...

piątek, 28 sierpnia 2015

BTS - Can you trust me? (VI)

Kyo wita ponownie.
Na sam początek zdarzyła mi się mała wpadka. (Która nawet dostała komentarz. )
Przypadkowo udostępnioną treść, ci, którzy ją widzieli, są proszeni o potraktowanie jako spoiler.
Nie wiem jakim cudem tak szybo powstała kolejna część, (wcale połowy nie pisał na matmie poprzedniego roku szkolnego)ale chyba powinnam się cieszyć. 
Bardzo mnie cieszy, że tak komentujecie, oby tak dalej.
Mam nadzieję, że to co będzie dziać się w tym rozdziale spodoba wam się równie mocno jak mi.
I przyznacie, że nic nie zepsułam (Na co po cichu licze, bo starania były)
Rozdział jest chyba najdłuższym, jaki do tej pory powstał, ale spokojnie, nie mam zamiaru robić z niczego Mody Na Sukces, choć treść na to wskazuje, to tylko pozory.
Do rzeczy, miłego czytania. 
_____________________________________________________
przypomnienie:
- Chłopcy! Bangtan proszeni na salę - gdzieś rozległ się wysoki głos asystentki fotografa.
Jedyne, co powstrzymało Jeongguka przed otworzeniem oczu, to kciuk starszego, który w tym samym momencie sunął po jego dolnej wardze.

~
Jungkook złapał go za nadgarstek i otworzył oczy, by ujrzeć speszonego chłopaka. Miał spuszczoną głowę tak, że jego rude kosmyki opadały na twarz. Wydawał się być bardzo zawstydzony, bo jego policzki zdobił delikatny rumieniec, a dłonie lekko drżały. Przez moment Jeon nie wiedział, co powiedzieć, siedział jak wryty, nie rozumiejąc, skąd w jego głowie wzięła się myśl, by nie przestawał.
- Hyung... - szepnął, w dalszym ciągu trzymając jego rękę i lustrując go spojrzeniem.
- Przepraszam - chłopak wyrwał rękę z jego uścisku i pospiesznym krokiem wyszedł z pomieszczenia.

08:30
Siedzę w kącie sali i patrzę na ciebie, gdy fotograf robi kolejne zdjęcia. Nie mogę od ciebie oderwać wzroku. Winą tego jest to, że przez cały czas czuję twój dotyk i to jest... Nie wiem jak to nazwać. Chciałem żebyś robił to dalej, a nie powinienem. 
8:45
Czuję na sobie twój wzrok. Nie chcę. To mnie peszy. Chcę wiedzieć, co ty myślisz, ale wiem, że cię o to nie spytam. Zbyt się boje, w sumie sam nie wiem czego, ale się boję. 
Odebrali mi dzisiaj twoją bluzę. Czuje się nieswojo, gdy jej nie mam. Chyba już ci jej nie oddam. Zbyt bardzo ją lubię.

Przygryzł wargę na wspomnienie zdarzenia sprzed chwili. Nie chciał wychodzić, chciał z nim tam zostać, niezależnie od tego, co by się wydarzyło. Powoli nie rozumiał już sam siebie, starał się przywrócić miedzy nim a Jungkookiem relację taką, jak była kiedyś, ale powoli wymykało mu się to spod kontroli. Tak jak na przykład to, co stało się kilka minut temu. Robiło mu się gorąco, przypominając sobie jego skórę pod opuszkiem kciuka. "Niezależnie od tego, co by się wydarzyło" co takiego miałoby się wydarzyć? Byli w garderobie, ktoś mógł ich widzieć. Nawet ta sytuacja była dość dziwna.
Taehyung siedział pod ścianą, zerkając na piszącego coś w zeszycie Jungkooka, który zajmował miejsce w kącie sali. Chciał do niego podejść, ale na zamiarach się skończyło, nie miał pojęcia, co potem by zrobił, nie wiedziałby co powiedzieć.
- Co jest młody? - Yoongi z dłońmi w marynarce, którą nosił na potrzeby sesji, ukucnął obok rudowłosego, opierając się plecami o ścianę. 
- Co ma być? - chłopak spojrzał na starszego, starając się brzmieć obojętnie, co niezbyt dobrze mu wychodziło.
- Nie wiem, jakiś zamyślony jesteś. Chcesz pogadać?
Taehyung wzruszył ramionami. Nie chciał o niczym rozmawiać, nawet z Yoongim.
- Nie, dziękuję - odpowiedział miłym tonem, starając się powstrzymać powiedzenie mu o wszystkim szybciej niż ten potrafił rapować.
- Jungkook - Suga spojrzał na siedzącego w kącie chłopaka, a potem na Taehyunga.
- Co "Jungkook"?
- Przestań - chłopak pokręcił głową i wyciągnął ręce z kieszeni, siadając obok. - Widziałem, co się stało. To nie wyglądało zwyczajnie.
- Nie musisz mnie uświadamiać - prychnął, wywracając oczami, w duchu błagając, żeby starszy w końcu dał mu spokój.
- Ale jestem wredny i to zrobię. A jako, że martwię się o naszego maknae, spytam: co to miało być?
- Malowałem mu kreski - odparł obojętnie, po raz kolejny patrząc w stronę najmłodszego, który ani na chwilę nie podnosił wzroku sponad swojego zeszytu. - Tyle.
- A to zaraz potem?
- A to... - Taehyung speszony podrapał się po karku, zatrzymując tam dłoń. - Poniosło mnie.
Yoongi posłał wymowne spojrzenie młodszemu, na co ten westchnął.
- Staram się przywrócić między nami utraconą relację, ale... - zacisnął oczy - Nie panuje nad tym. Nigdy nie miałem tak cholernej ochoty kogoś pocałować. - powiedział cicho zanim zdążył się powstrzymać, jednak tak, by nikt, oprócz niego i Sugi nie usłyszał.
- Czyżby cię trafiło? - Yoongi położył dłoń na jego ramieniu, patrząc na niego z zaciekawieniem, ale i rozbawieniem.
- Trafiło mnie już dawno. Tylko teraz tracę kontrolę.


Jungkook lubił stan, w którym się znajdował, gdy zażywał większą ilość tabletek nasennych. Momentami zastanawiało go, dlaczego one tak działają. Zastanawiał się nad tym, czemu, gdy weźmie większą dawkę, nie usypia od razu, tylko ma różnego rodzaju zwidy. Zrozumiał też, że większości rzeczy, które robi, gdy jest pod ich wpływem, po prostu nie pamięta, albo ma wrażenie, że mu się śniły. Tak jak było w przypadku Songhye, kiedy do niego przyszła. Tego jak znalazł się na moście i jak z niego wrócił nie pamiętał zupełnie.
Było niedługo po dziewiętnastej, chłopak wsunął do ust tym razem dwie tabletki i popił. Był ciekawy do jakiej ich ilości może się posunąć. Założył kaptur, wypranej i suchej już, szarej bluzy Tehyunga i opadł na łóżko, rozkładając ręce i zamykając oczy. Przez długi moment napawał się ciszą, czekając na znajome już uderzenie gorąca, które nie chciało nastąpić. Z westchnieniem wstał i wyciągnął z torby czerwony notes. Przeczytał kilka razy ostatni wpis i zamknął go z trzaskiem, po czym schował pod łóżko i sięgnął po czystą koszulkę i dresy. Wymknął się z pokoju, po cichu zamykając za sobą drzwi i zszedł na parter. Salon i kuchnia świeciły pustkami, chłopcy pewnie siedzieli w swoich pokojach  jak to w każdy wieczór, zajmując się swoimi sprawami. Jungkook z jednej strony cieszył się, że miał pokój sam, w końcu to większa prywatność, ale z drugiej chciał mieć jakiegoś współlokatora. Chciał wiedzieć jak to jest rozmawiać z drugą osobą do późna na mało ważne tematy tylko po to by po prostu rozmawiać. W poprzednim dormie, mieli do dyspozycji tylko jeden pokój, więc rozmowy też nie wchodziły w grę, bo każdy je słyszał i przeszkadzały.
Wszedł do łazienki i zapalił światło. Ściągnął bluzę, którą zaraz potem położył na pralce i oparł się dłońmi o umywalkę, patrząc w lustro. Miał rozwalone włosy i podkrążone oczy, wydawał się sobie trochę chudszy niż, gdy ostatni raz patrzył na siebie. Westchnął i zdjął koszulkę, zaraz potem spodnie i bokserki i wszedł pod prysznic.
Gorące krople wody rozluźniały jego mięśnie. W kabinie, jak i całej łazience, unosiły się kłęby pary. Gorąco jakie odczuwał było nie do zniesienia, tabletki w końcu zaczynały działać. Nalał na dłoń jeden z żeli postawionych na półce, zamknął oczy i zaczął wodzić nim po swoim ciele. Jego skóra niemal parzyła, a serce mało nie wyskakiwało z piersi, ale nie zwracał na to uwagi. Powoli zaczynał się do tego przyzwyczajać, a nawet to lubić. Sunął dłonią po swojej szyi,  po ramionach, zaraz potem dłonie zjechały na brzuch i biodra i znów wróciły do szyi. Otworzył oczy, gdy zorientował się, że to nie jego dłonie suną po jego skórze. Jego ręce wisiały bezwładnie wzdłuż ciała, a na ramionach ktoś właśnie długimi, zwinnymi palcami kreślił ścieżki i delikatnie je muskał. Czuł jak zjeżdżają w dół jego pleców i oplatają go w pasie. Ktoś oparł głowę na jego ramieniu, muskając włosami jego ucho.Przeszła go jeszcze większa fala gorąca.
- Jungkook-ah... - cichy szept dotarł do jego uszu. Czy uderzające o podest krople wody nie powinny go zagłuszyć? Ręce maknae sięgnęły do oplatających go dłoni. Czuł, przylegające do całej jego powierzchni pleców, ciało. Czuł oddech na skórze. Nie powinien go czuć. Nie powinien tego widzieć. Był tego świadomy, jednak nie chciał, by jego wizja się kończyła. Poczuł jak ciężar znika z jednego jego ramienia i pojawia się na drugim, włosy drugiego znów muskały jego ucho, skutecznie go rozpraszając.
- Czego pragniesz? - głęboki głos Taehyunga przyprawił go o nagły zawrót głowy. Jungkook podparł się ścianki, by zachować równowagę.
- Ciebie... - jego usta same ułożyły się w wypowiedziane słowo, a ciało cofnęło się jednocześnie wtulając się w to wyimaginowane, czując, że uścisk staje się lżejszy. Nie chciał, by jego wymyślony hyung znikał. Łaknął jego dotyku, miał wrażenie, że nie czując go, nie może oddychać. W końcu został sam. Gorąca woda dalej spływała po jego ciele, parząc skórę. Ręce dalej trzymał w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu były splecione dłonie przyjaciela. Ale ich już nie było, jego dłonie, jego głos, on, opuścili go, zostawiając po sobie burzę myśli i tornado pytań. Westchnął cicho, zamykając oczy. Chyba właśnie coś do niego dotarło. Coś z czym jego życie będzie jeszcze bardziej zawiłe.
Wciąż słyszał jego głos pytający czego pragnie, i swój własny odpowiadający, że jego.
Zmierzwił włosy w momencie, gdy zauważył czerwoną plamkę na szybie, po chwili kolejną. Podniósł głowę, a na jego policzku wylądowała brunatna kropla, zaraz potem kolejna na ręce. Chwilę potem krople znalazły się na jego ramionach, i włosach, stróżka czerwonej wody spływała leniwie po jego piersi i brzuchu. Z chwili na chwile konsystencja zagadkowej ciszy zmieniała się, zgęstniała i stała się mniejsza. Jungkook poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła, gdy chcąc zakręcić wodę, ona nie przestawała lecieć. Nagły atak paniki wstrząsnął jego ciałem, gdy drzwi, które zwykle łatwo się otwierały, teraz było ciężko przesunąć choć na milimetr. Wręcz lodowata krew zalewała prawie całą jego skórę, a on nie potrafił tego zatrzymać, ani uciec. Z jego ust wyrwał się krzyk, złapał uchwyty drzwi kabiny i wkładając w to całą swoja siłę, otworzył je i wypadł ze środka. Takie rzeczy działy się tylko w filmach! Nie w prawdziwym życiu! W filmach! Złapał pierwszy lepszy ręcznik i zaczął wycierać z siebie ową krew. Odetchnął z ulgą, gdy nagle wszystko stanęło w miejscu. Plamy, na kabinie prysznicowej, która wyglądała jakby w środku zmiksowano człowieka, jak i z jego ciała i ręcznika poznikały. Ubrał dresy i usiadł na podłogę chowając głowę w dłonie. Miał wrażenia jakby urwał się z jakiegoś filmu. Wziął głęboki oddech, by się w jakiś sposób uspokoić. Wzdrygnął się, gdy usłyszał pukanie.
- Kookie, wszystko w porządku? - stłumiony głos Taehyunga dobiegł do jego uszu. - Krzyczałeś.
- Co? Nie... Znaczy tak! - zacisnął oczy, czując jak jego serce w dalszym ciągu bije  jak po maratonie. I to nie tylko z powodu strachu. Wstał i otworzył drzwi. - Jestem cały, wszystko w porządku. - uśmiechnął się speszony, orientując się, że nie ma na sobie koszulki. Szybko po nią sięgnął.
- Masz tu coś - chłopak wyciągnął w stronę młodszego rękę, by zetrzeć niespłukaną pianę z okolic jego ucha, ale ten, czując jak rumieniec wstępuje na jego policzki, a gorąco, na wspomnienie jego wizji sprzed chwili, zalewa jego ciało, cofnął się, złapał szarą bluzę i ominął Kima, uciekając do pokoju. W końcu w ucieczkach jest dobry. Opadł na łóżko, rozkładając ręce i zamknął oczy. Wciągnął głęboko powietrze nosem i wypuścił powoli ustami, nakazując tym samym wolniejsze tempo swojemu sercu. Zapach bluzy dalej przypominał o prawowitym właścicielu, co wcale nie pomagało Jeonowi. Mimo to zaciągnął się tym zapachem. Gdy stwierdził, że pierwszy szok, po ostatnich przeżyciach minął i jest szansa na przebywanie z Taehyungiem w jednym pokoju, bez posiadania czerwonej twarzy i braku tlenu w płucach, zapadł w trans między snem a rzeczywistością, oddając się całkowicie podwójnej dawce leków.


- Jeon Jeongguk - Taehyung otworzył bez pukania białe drzwi prowadzące do pokoju maknae.  Była godzina dwudziesta pierwsza, w pokoju panował mrok, jedynie uliczne latarnie rzucały snopy światła, wpadające przez nie za duże okna, na panele. Rudowłosy, nie słysząc odzewu, zapalił stojącą na biurku przy drzwiach, lampkę i wszedł do środka. Omiótł pomieszczenie wzrokiem, szukając właściciela, który nie robiąc sobie nic z jego obecności wpatrywał się w sufit. - Oddawaj bluzę, póki jestem miły. - powiedział głośniej, tak by chłopak zwrócił uwagę na gościa w swoim pokoju. - Nie przeszkadza mi to, że czasem ją nosisz, ale mógłbyś mi ją czasem oddać... Chociaż... - podrapał się po karku. Tak naprawdę lubił widzieć maknae noszącego jego własność, sam praktycznie nie wiedział, czy bluza nie była tylko powodem, by wejść do jego pokoju i zacząć z nim rozmowę. W końcu jego spojrzenie padło na leżącą na posłanym łóżku małą postać, wpatrywała się w sufit i zupełnie nic nie robiła sobie z obecności starszego. - Jungkook, do cholery, mówię do ciebie.
W tym momencie ciemnowłosy podniósł głowę, a jeszcze działające tabletki przedstawiły mu postać Taehyunga jako wymyślną kreaturę. Miała ze dwa metry wzrostu, dużą paszczę z jeszcze większymi błyszczącymi kłami, które ociekały śliną, czerwone oczy, które błyszczały wściekłością. Jego skóra była jakby poszatkowana, miejscami sączyła się krew. Paznokcie miał długie, szpiczaste, jakby gnijące. Jungkook, gdy tylko owy potwór zrobił krok w jego stronę, w nagłej panice podniósł się do siadu i cofnął najdalej jak mógł.
- Kookie, co się dzieje? - Taehyung zdezorientowany jego zachowaniem podszedł do łóżka, a Jeon widząc to przyległ plecami do ściany, kuląc się.
- Odejdź! - krzyknął niemal błagalnym tonem, czując gulę w gardle, która pozbawiała go możliwości normalnego oddechu. Podciągnął kolana pod brodę i cofnął się jeszcze dalej, chcąc zlać się ze ścianą. W duchu prosił, żeby kreatura opuściła jego pokój. Gdy jednak ta zamiast tego, usiadła na brzegu łóżka, chłopak zalał się łzami strachu. - Zostaw mnie w spokoju - powtarzał łamiącym się głosem. Kim, słysząc to, nachylił się do niego i zaczął głaskać jego policzek, mając nadzieje jakoś go uspokoić. Jednak Jungkook, czując na policzku szpon intruza, wydał z siebie niemy krzyk. W momencie, kiedy jego nadgarstki zostały unieruchomione w delikatnym, jak na taką kreaturę, uścisku poczuł, że niewidzialne sznury zaciskają się wokół jego szyi odcinając dopływ tlenu. Łapał łapczywie powietrze przerażonymi oczyma, obserwując jak kreatura na jego oczach zmienia się w coś mniej groźnego. Na jego głowie zaczęły rosnąć rude kosmyki, postura zmalała, wściekłe oczy zmieniły się w te bardziej zmartwione, a groźne kły zmieniły się w niegroźne kiełki. Cała twarz stała się bardziej przyjazna i znajoma, przez łzy rozpoznał, że na miejscu, gdzie wcześniej znajdował się potwór, był teraz jego przyjaciel szepczący do niego uspokajające słowa, których Jeongguk nie potrafił usłyszeć, ani zrozumieć. Czuł piekący ból w klatce piersiowej, a niepowstrzymany płacz uniemożliwiał mu zaczerpnięcie kolejnych haustów powietrza.
- Kookie, oddychaj głęboko - mówił lekko spanikowany, widząc jak młodszy zaczyna się dusić. Ścisnął lekko jego nadgarstki i usiadł w wygodnej pozycji, przez cały czas powtarzając, by chłopak brał głębokie wdechy. Nie miał pojęcia, co się robi w takich sytuacjach, ale miał nadzieje, że to pomoże. Jednak nie pomagało, Jeon stawał się coraz bledszy, a łzy z jego oczu nie przestawały płynąć, patrzył na starszego niemal błagalnie.
- Nie potrafię - wydyszał.
Kim spojrzał w jego oczy, gdy nagła myśl pojawiła się w jego umyśle. To była scena z filmu, gdzie jedna z postaci też miała atak paniki, jak w tym przypadku maknae. - Wstrzymaj oddech. - polecił, jednak, gdy Jungkook po raz kolejny nie potrafił wziąć wdechu, a co dopiero go zatrzymać, przybliżył się do niego i trzymając jego nadgarstki, delikatnie lecz pewnie wpił się w jego usta. Młodszy był tak zaskoczony, że zapomniał o płaczu, zacisnął oczy czując jak panika, małymi krokami ustępuje. Po chwili jedyne co czuł, to usta Taehyunga na swoich własnych, ich ciepło i miękkość pozwoliły na moment zapomnieć o obcym intruzie, który przed chwilą był jeszcze Kimem i całą sytuacją. W momencie, kiedy chciał odpowiedzieć, starszy powoli odsunął się od niego i zwilżył koniuszkiem języka dolną wargę, patrząc na chłopaka niepewnie. Jungkook wziął głęboki wdech, ciesząc się w duchu z możliwości normalnego oddychania i speszony tym, co się przed chwilą stało oblał się rumieńcem.
- Co... Co to... - wydukał.
- Miałeś atak paniki - odpowiedział cicho, nie spuszczając z niego wzroku.
- Dziękuje... - szepnął, spuszczając głowę. W dalszym ciągu czuł jego usta na swoich, teraz cała sytuacja sprzed kilku minut była nieważna, właśnie ktoś po raz pierwszy go pocałował i tym kimś był właśnie Kim Taehyung.


Ciąg Dalszy Nastąpi...