Info.

NOWA SERIA! Prolog + (I) Never Mind " 2802
(XII) Can you trust me? - 0103
(one shot) EXO - Kaisoo "shh, jestem z tobą" 0503
(XIII) Can you trust me? - 1203
NOWA SERIA! (II) Never mind - 1503
(one shot) BTS - Namjin "Nie martw się" - 1903
(one shot) BTS - Kookiemonster "Daj dziecku pojeździć" - 2603

^ jest już napisane, więc znikome szanse, że jakakolwiek data się zmieni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BangJae. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BangJae. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 października 2015

B.A.P - "Zobaczymy się jeszcze kiedyś?" Youngjae x Yongguk

Kyo powraca!
 To wcale nieprawda, że jest 2:03 a ja piszę sobie "kontynuację" "One Shot" wcaaale. ~ Kyo ostatniej nocy.
No oki, jednak prawda, ale to jest shot. Patrząc na to, jak pokrzywdziłam tę serię, postanowiłam pomyśleć nad dodatkowym zakończeniem. 
Tak oto powstało "TOTOTO"
I drugą nieprawdą jest też, że pomysł, by takie "Tototo" napisać pojawił się już w lutym....
I wcale nie dlatego napisałam taki, a nie inny prolog.
Mniejsza o większość.
Nowa część serii pojawi się w przyszłą sobotę/ niedzielę.
Miłego czytania.
 
________________________________________


Patrzę na zachodzące słońce, z dachu budynku, i przypominam sobie wyrazy twarzy moich przyjaciół ich uśmiechy, gesty, przypominam sobie wyraz twarzy osoby, którą kocham. Nieoczekiwanie uśmiech, który zawsze widziałem, przemienia się w grymas bólu a śmiech, którego tak uwielbiałem słuchać, w pełen goryczy płacz. Jednak zaraz po nim następuję kolejny uśmiech i kolejny słodki dźwięk śmiechu. W każdym momencie każdego ludzkiego życia kryje się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość od nas tylko zależy, jak wykorzystamy ten czas i ile błędów popełnimy, zanim nauczymy się poprawnie żyć.
Teraz chyba może się wszystko dobrze skończy...
Teraz powinno się wszystko dobrze skończyć...
Każdy z nas tak wiele wycierpiał...
Każdy na swój sposób...
Jednak każdy z nas się teraz uśmiecha...
Zadziwiające, prawda?

Bang Yongguk stał oparty o niewysoki murek na skraju dachu i obserwował przejeżdżające pod nim samochody. Nie miał pojęcia ile już czekał na czerwonego jeepa, który miał zaparkować pod owym budynkiem, na którego dachu właśnie się znajdował. Chłopak wziął głęboki wdech i zamknął oczy.
Minął prawie rok od feralnego zdarzenia, od pomyłki tak bardzo dokładnych organów ścigania, przez którą wydała się rzecz, która już na zawsze zniszczyła serce Yongguka. Minął też rok odkąd zastanawiał się jak bardzo można tęsknić za osobą, która przez całe swoje istnienie w kogoś życiu kłamała i oszukiwała.
Yoo Younjae. Półtora roku temu dołączył do grupy Banga, by przez kolejne pół roku zdobywać ich zaufanie i w końcu wydać ich policji. Jednak nie to najbardziej bolało Yongguka. Najbardziej bolało go to, co stało się kilka dni po tym, jak wyszli z aresztu. Ten dzień, w którym spotkał się z Youngjae miał zostać w jego pamięci już do końca życia. Rozmyślał nad sensem zdań, które wtedy usłyszał.
"Wiem, że mogłem im powiedzieć, ale wtedy musiałbym odejść. Nie chciałem tego"
Prychnął i pokręcił głową zaciskając mocno oczy. Tak bardzo wtedy chciał, by te słowa były prawdą. 
" Nie chce was stracić... nie chcę stracić ciebie..."
"Daj mi szansę..."
"Dlaczego tak po prostu nie potrafię odpalić zapałki po raz kolejny?"
Ta myśl pojawiła się w jego umyśle po raz kolejny. Czy wypalona zapałka, która była zaufaniem do młodszego zapali się po raz drugi? Nie miał pojęcia, wiedział jednak, że jeśli tylko miał okazję, odpaliłby ją, nawet jeśli miałby zrobić to własnoręcznie parząc się przy tym.
Już nie jeden raz uświadamiał sobie, że w pewnych momentach chce go po prostu zobaczyć, już nie jeden raz, karcił się i wściekał na siebie za takie myślenie.
- Daj już spokój. - powiedział do siebie mając nadzieję, że to jakoś pomoże. Jednak nie pomagało.
Z zamyślenia wyrwał go szum krótkofalówki.
- Hyung, mają nas. - odezwał się głos najmłodszego.
- Jak to mają?! - chłopak otworzył szeroko oczy nie wierząc w to, co słyszy. To zdanie podziałało na niego jak wiadro zimnej wody.
- Mieli dodatkowy patrol. Nie daliśmy rady, próbujemy ich zgubić. - odpowiedział stłumionym głosem Zelo. - Słyszałem jak kazali sprawdzić dachy. Nie jestem pewny ale chy...
- Yongguk. - chłopak odwrócił się słysząc niski, znajomy głos za plecami. Osoba, którą zobaczył nie wprawiła go w osłupienie czy zaskoczenie, Yongguk, widząc stojącego przed nim z bronią wycelowaną prosto w jego pierś Youngjae, był po prostu w szoku. Cofnął się o krok natrafaiając na murek stojący za nim. Opuścił dłoń z krótkofalówką, z której dochodziły niewyraźne słowa najmłodszego.
"Już się nie zobaczymy"
 Jednak teraz stał z nim twarzą w twarz.
- Y-Youngjae... - powiedział cicho, jednak na tyle głośno, by ten mógł usłyszeć. Kącik ust chłopaka drgnął delikatnie.
- We własnej osobie. - odpowiedział podchodząc powoli bliżej. Wolną dłonią odgarnął włosy z czoła i przekrzywił lekko głowę przypatrując się starszemu. - Dawno się nie widzieliśmy, prawda?
Yongguk, starając się nie zwracać uwagi na wycelowaną w niego lufę pistoletu, skinął głową.
- Miło cię znów widzieć, Youngjae. - odpowiedział.
- Mi ciebie też. - uśmiechnął się lekko i podszedł kilka kroków bliżej, tak, że kiedy by nacisnął spust, siła wystrzały mogłaby przeciąć całe ciało Yongguka. - Nawet bardzo.
Starszy cofnął się jeszcze opierając ręce o chropowatą powierzchnię kamiennego murku.
- Nie uciekaj mi.
- Zamierzasz we mnie strzelić? Chcesz mnie aresztować? - wyciągnął ręce przed siebie - miejmy to już za sobą.
- Nie zamierzam nic z tobą robić. - zakomunikował uśmiechając się nieznacznie. - Próbuje zyskać na czasie.
Yongguk starał się powstrzymać chęć podejścia do niego i przytulenia go, zabrania go z pedantycznego środowiska ludzi mających obsesję na punkcie prawa. Po dłuższej chwili ciszy Youngjae opuścił broń i stanął kilka kroków przed nim.
- Spokojnie, poszli już sobie. - chłopak wskazał na dach wyższego z budynków, stojących niedaleko tego, na którym znajdowali się oni. - Tęskniłem za tobą.
Starszy, słysząc to, mimowolnie się uśmiechnął.
- Ja za tobą też. - przyznał.
- Nie odzywałeś się. Martwiłem się, że siedzicie już za kratami. - pokiwał głową siadając na ziemi zaraz obok nóg Yongguka, na co ten, od razu zajął miejsce obok niego.
- My? Nie bawimy się w więzienia. Sam o tym wiesz. - powiedział mimowolnie się uśmiechając.
- Raz było blisko.
- Było, ale jednak nam się udało wyjść z tego cało.
- Przepraszam za tamtą akcję. Za to, że ci nic nie powiedziałem. - spuścił głowę i przeczesał palcami włosy - Naprawdę czuje się z tym głupio.
- Nie przepraszaj już. Minęło sporo czasu, to już przeszłość.
- Jednak dalej mnie to męczy.
- Myślałem nad wszystkim. - przyznał w końcu Yongguk czując niesamowitą ulgę, że rozmawiają tak jak kiedyś, bez żadnych wyrzutów, bez złości. Chłopak spojrzał na niego z nadzieją w oczach. - Pamiętasz naszą rozmowę w parku?
Youngjae pokiwał głową, a drugi wziął głęboki wdech.
- Powiedziałeś... powiedziałeś, że zależy ci...
- Zależy mi na waszej grupie i... i zależy mi na tobie. - dokończył za niego młodszy. - Od tamtej pory nic się nie zmieniło. Wszystko co wtedy powiedziałem. Wszystko jest aktualne. Rozmawialiśmy wtedy w złości...
- Youngjae. - przerwał mu obracając głowę w jego stronę. - Potraktujmy to wydarzenie jakby nic się nie stało. Jakby nigdy nie miało miejsca. Nie chce z tobą tracić kontaktu, ani na tak długo, ani na "zawsze", byś potem na dachu jakiegoś budynku celował do mnie z pistoletu.
- Przepraszam. Obserwowano nas, nie miałem innego wyjścia. - wzruszył ramionami , ale zaraz potem spoważniał. - Czyli jesteśmy znajomymi, tak?
- Tak.
Youngjae uśmiechnął się i podparł dłonie na murku, by móc wstać, ale Yongguk nie pozwolił mu na to. Pociągnął go z powrotem w swoją stronę i zatrzymał kilka centymetrów przed swoją twarzą.
- Wiesz co, chyba zbyt długo na ciebie czekałem, by dać ci teraz tak po prostu odejść. - powiedział cicho uśmiechając się delikatnie, a gdy ten odpowiedział skinieniem głowy, przymknął oczy i musnął jego usta, by po chwili móc całkowicie ich posmakować. Jego pocałunek został niemal natychmiast oddany przez chłopaka, sprawiając, że po raz pierwszy w głowie Yongguka, nie było myśli "Co by było gdyby...?" Oddawali się przez niedługi czas przyjemności wzajemnie pieszcząc swoje usta i nie powalając, by drugi odsunął się na dłużej niż trwa zaczerpnięcie oddechu. Youngjae złapał dłoń starszego i lekko ścisnął przypominając mu o istniejącym wokół nich świecie. Chłopak niechętnie odsunął się od młodszego, składając jeszcze jeden, delikatny pocałunek na jego ustach i spojrzał na niego.
- Powinienem już iść... - wyszeptał Youngjae nie mając zamiaru zabierać dłoni z policzka Yongguka.
- Zobaczymy się jeszcze kiedyś?
Chłopak uśmiechnął się lekko i po raz ostatni tego dnia musnął krótko jego usta.
- Zobaczymy. - przytaknął z delikatnym, typowym dla niego, uśmiechem - Pewnego dnia, na dachu budynku, gdy kolejna wasza akcja zostanie zdemaskowana...
Puścił mu oczko i chwilę potem już go nie było.

 "Już się nie zobaczymy"
Obaj byli tego pewni jak niczego innego, a jednak los, na przekór ich słowom, dalej krzyżował ich drogi.


THE END.


piątek, 22 maja 2015

B.A.P - One Shot (XI)

 Powracam z kolejną częścią!
I ze szlabanem od rodzicielki na pisanie.
Madre stwierdziła, że nie może wytrzymać, mojego katowania ją efektami dźwiękowymi Q10 i tego, że ciągle ją pytam jak jakieś słowo zastąpić, zamienić, lub daje jej różne wersje do wyboru.
Mama, ja Cię bardzo sarang ale sora, nie powstrzymasz mnie.
Co do historii naszych gangsta króliczków:
Po długim zastanawianiu się i dyskusjami z JołjołKuję Cię a propo końcówki i tego czy zrobiłam z Banga ofiarę losu, wreszcie udało mi się uzyskać w miarę fajny efekt i aż mi się coś robi, gdy czytam to, co tutaj natworzyłam. 
Przynajmniej w tym rozdziale. 
Starałam się jak najlepiej opisać i ująć wszystko, co miałam do przekazania, jak mi się udało?
Oceńcie wy!

_______________________________________________________________________


- YoungJae? - spytał słysząc znajomy głos po drugiej stronie.
- Ee.. cześć - odpowiedział, a Yongguk poczuł wewnętrzny ścisk - Chciałbym z tobą porozmawiać...
- Po-Porozmawiać!? - wydusił z siebie nie wierząc w to, co słyszy. Niewidzialna ręka zacisnęła się jeszcze mocniej na jego płucach, odcinając dopływ powietrza. Miał wrażenie, że jest w jakimś transie, z którego ciężko mu się będzie wybudzić.
To była pierwsza ich normalna rozmowa od czasu "porwania". Jednak mimo to, że wiedział z kim rozmawiał, dźwięk jego głosu brzmiał tak naturalnie i znajomo, że Yongguk miał wrażenie, że to wszystko co się do tej pory wydarzyło; porwanie YoungJae, napad na ciężarówkę, wymiana, na której Yoo pokazał swoją prawdziwą twarz, pobyt w areszcie, to wszystko wydawało się tylko bardzo realnym snem. Snem, z którego nareszcie się wybudził. Prawda była zupełnie inna, dalej trwał w owym śnie i już nie miał szans by się z niego ocknąć.
- No... tak - odparł - Chciałbym kilka rzeczy z tobą wyjaśnić.
- Wyjaśniliśmy sobie wszystko.
- Nie, nie wszystko - YoungJae westchnął - chciałbym z tobą porozmawiać twarzą w twarz.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - powiedział twardo, jego głos był inny niż dotychczas, drżał i skrywał się w nim cień pewnej emocji.  Z trudem powstrzymywał swoje myśli, by nie znalazły z niego ucieczki w postaci słów. Sprzeczne emocje targały nim na wszystkie strony siejąc wewnętrzne spustoszenie.
- Proszę... -  jego głos przybrał nieco błagalny ton
- Prosisz?! - prychnął - Prosisz?!
- Yongguk...
- Nie! - usiadł na kanapie próbując uspokoić oddech i uporządkować myśli. Dłonie nadal mu drżały a gdzieś w głowie zrodził się nowy płomyk nadziei. Płomyk nadzieji, który powinien zgasnąć i nigdy się nie napalić. 
Nie powinieneś dzwonić!
Nie teraz...
Wpatrywał się przed siebie walcząc z tym, by się nie rozłączyć i zapomnieć o wydarzeniu sprzed chwili.
- Kilka minut. Tylko kilka minut... W parku? Koło stawu za pół godziny?
Słysząc to, Yongguk westchnął i nacisnął czerwoną słuchawkę.
Złapał brązową, skórzaną kurtkę i założył na ramiona. Komórkę wcisnął w kieszeń spodni i, czując się jakby był nieproszonym gościem na jakimś wydarzeniu, opuścił niepewnie halę.
Park...
Kilka minut...
Myślisz, że kilka minut mi wystarczy?
Myślisz, że w kilka minut w końcu dowiem się czy cię nienawidzę czy po prostu siebie okłamuję? 
Jesteś taki naiwny...
Przeszedł przez bramkę i ruszył ścieżką w stronę stawu, mijając po drodze matki z dziećmi jeżdżących na rowerkach, widział  starszych ludzi idących pod rękę, młode pary spoglądające na siebie z miłością. Mijał ich wszystkich czując, że sam stoi w miejscu, jakby nic do tej pory, ze swoim życiem nie zrobił.
Będę tego żałował....
Był koniec dnia, zachodzące słońce padało na, żółknące już, liście porwane z drzew lekkim podmuchem wiatru, a te leniwie opadały na ziemię przykrywając szary chodnik i wysuszoną, zmęczoną latem, trawę. Powietrze było wilgotne, można było wyczuć nadchodzącą burzę, która miała zawitać nocą do Seulu i rozerwać chmurna na strzępy, z których kawałki miały znaleźć się na ziemi w postaci ulewnego deszczu. Stanął właśnie nad brzegiem niewielkiego stawu, gdy w powietrzu rozniósł się cichy, prawie niesłyszalny grzmot. Pomruk burzy, jakby przedsmak tego co miało się wydarzyć za kilka godzin. Jeszcze raz omiótł wzrokiem okolicę czując, że zaczyna się denerwować, jego ręce zaczęły znów drżeć a serce po raz kolejny tego dnia biło dwa razy mocniej i głośniej. Głos zawiązał mu się w gardle na gruby supeł, dusząc go tym samym, gdy zobaczył znajomą sylwetkę siedzącą  na pobliskiej ławce. Chłopak siedział oparty tyłem do stawu i patrzył przed siebie jakby po drugiej stronie długiej promenady miał znaleźć odpowiedź na wszystkie zadane dotychczas pytania.
Nie odpowiedziałem mu czy przyjdę.... a jednak on przyszedł....
Nie był pewny co do tego spotkania. W hali było mu obojętne czy się zobaczą czy nie, potem, gdy dostał telefon, zaczął się zastanawiać a teraz z chęcią by uciekł. Po raz kolejny czuł w sobie sprzeczne uczucia walczące o dominacje. Był ciekawy co takiego YoungJae chce mu powiedzieć ale też bał się, że jego samego poniosą emocje i  powie coś nie tak, chciał go zobaczyć, ale jednocześnie wiedział, że gdy go zobaczy coś,gdzieś w okolicach serca, zacznie znów go kłuć. Przez chwilę toczył ze sobą wewnętrzną walkę by jednak zrobić kolejny krok. Mógł nie iść, miał wybór, nie dał jasnej odpowiedzi, po prostu się rozłączył. Jednak coś mu kazało udać się nad staw, a mianowicie jego złość i ciekawość. Istniała duża szansa, że wreszcie mu wszystko wygarnie.
Będę tego żałował...
W momencie gdy chciał się cofnąć YoungJae odnalazł go wzrokiem i wstał. Jakaś wewnętrzna blokada zacisnęła na Bangu swoje szpony i z każdym krokiem chłopaka wzmacniała uścisk.
- Cześć - zaczął niepewnie nowo przybyły ostrożnie patrząc na starszego. Sprawiał jeszcze bardziej speszonego od Yongguka
"Już się nie zobaczymy..."
A jednak go widział. Stał przed nim w całej okazałości cały, zdrowy, tylko kilka ranek zostawiło po sobie delikatne, ledwie zauważalne blizny. Miał na sobie ciemnozieloną kurtkę a na jego głowie rozwalone włosy układały się w istny chaos. Typowy zestaw dla Yoo YoungJae.
- Mieliśmy się już nie widzieć... - zauważył
- Tak, wiem - przyznał młodszy pocierając ręką kark - Usiądziemy?
Yongguk pokręcił głową w geście odmowy
- Jak grupa?
- Nie udawaj, że cię to interesuje. Co chciałeś ode mnie?
Chłopak spuścił wzrok
- Przepraszam. Wiem, że to moja praca i  w ogóle, ale jakoś dziwnie się czuję z tym, że byłem u was tyle a skończyliśmy... tak..- wykonał nieokreślony gest ręką - Zwłaszcza, że wiedziałem, że pomyliliśmy grupy...
Starszy wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami, nie mając pojęcia, czy to, co powiedział chłopak było prawdą, czy jego wymysłem.
 - Straciłeś pół roku, jak nie więcej, życia. Jak się z tym czujesz?
- Wiem, że mogłem im powiedzieć, ale wtedy musiałbym odejść - spuścił głowę - nie chciałem tego...
- Nie chciałeś odejść? Mam w to uwierzyć?
- Chciałbym zacząć od początku - powiedział podnosząc wzrok i patrząc prosto w oczy chłopaka, coś w nich widział, ale co? Sam miał wrażenie, że jest rozrywany na kawałki, jego umysł podsyłał mu wszystkie możliwe czarne scenariusze i myśli, jednak serce jakby odetchnęło.
- Od początku...? - spytał już całkiem spokojnie
- Nie chce was stracić... nie chcę stracić ciebie...
- Mnie? - prychnął - Bardzo zabawne. Jeśli tyle mi chciałeś powiedzieć, to pozwól, że już pójdę - powiedział i odwrócił się z zamiarem oddalenia jak najszybciej i jak najdalej. Czując, że zaraz może się przełamać i wypowiedzieć, pod wpływem emocji kilka niepotrzebnych słów, a te rosły w nim grożąc wybuchem w najmniej oczekiwanym momencie.
Takich rzeczy się nie mówi!
Nie w takiej sytuacji!
Nie kiedy jedna osoba uświadamia sobie, że w dalszym ciągu i mimo wszystko kocha drugą!

Jednak zanim oddalił się na tyle, by chaos w jego myślach zdążył się uspokoić a serce unormować, poczuł dotyk. YoungJae delikatnie złapał go za nadgarstek zatrzymując go tym samym.
- Daj mi szansę... - zaczął ale Bang się nie odwrócił, rozważał możliwość wyrwania ręki i odejścia, ale przyjemne ciepło na to mu nie pozwalało, a wewnętrzna złość jeszcze bardziej nakręcała
 - Tak nie wolno! Tak się nie robi! - odwrócił się wyrywając rękę z uścisku młodszego - Nie wkracza się w czyjeś życie a potem tak zwyczajnie rezygnuje!
- Każdy człowiek popełnia błędy - powiedział cicho - nawet ci najgorsi otrzymują druga szansę...
- Drugą szansę?
Dlaczego jego ciemne oczy muszą tak hipnotyzować?
Dlaczego jego wyraz twarzy sprawia, że chcę zapomnieć o przeszłości?
Dlaczego jednak jednak umysł dalej zaciska na nim swoją blokadę?
 - Czy wypalona zapałka zapali się po raz kolejny? - spytał po chwili -  Moje zaufanie do ciebie jest teraz właśnie wypaloną zapałką.
- Musiałem to zrobić...
- Nie obchodzi mnie co musiałeś, a co nie. Wchodząc do naszej grupy i wydając nas tylko mi pomogłeś, ale boli mnie zupełnie co innego.
- Co?
Dlaczego, gdy jego usta układają się w wypowiedziane słowo, mim ochotę ich dotknąć? Poczuć?
Dlaczego tak po prostu nie potrafię odpalić zapałki po raz kolejny?
- Najbardziej mnie boli to, że mnie zostawiłeś! - odpowiedział mimo własnej woli -  To, że dobrze wiedząc po co tu jesteś i co robisz, pozwoliłeś mi się do siebie tak zbliżyć, żebym sobie w końcu uświadomił, że cię kocham! 
Nie powiedziałem tego prawda? 
Niech niebiosa sprawią, że to jednak nie padło z moich ust.
Nie powiedziałem tego.
Kurwa... powiedziałem to....
Szlag! 
Przez chwil wpatrywał się w niego, nie mając pojęcia jak wybrnąć z owej sytuacji, po chwili jednak cichym głosem powiedział:
 - Chyba najlepiej będzie jak sobie już pójdę.
  Odwrócił się i poszedł kilka kroków zanim, po raz kolejny,  poczuł dłoń na swoim nadgarstku.
Przez moment chciał wyrwać rękę i odejść, nie patrząc na to co ma się stać, uciec gdzieś daleko.
- Nie odchodź - ścisnął jego nadgarstek mocniej i obrócił go do siebie. - Spójrz na mnie, proszę...- szepnął.
Yongguk zebrał w sobie całą odwagę, która uciekła od niego w momencie wypowiedzenia kilku słów sprzed kilku chwil, i spojrzał na YoungJae, prosto w jego ciemne oczy, nie mając pojęcia co powiedzieć ani co zrobić. Dlaczego czuł taką blokadę? Mimo, że był niebezpiecznie blisko niego, czuł  jakby powietrze między nimi było naelektryzowane. 
- Gdybym cię tylko lubił prosiłbym cię o szansę i zaczęcie od nowa? - spytał - Olał bym was. Teraz nie mam pojęcia jak ja bez ciebie obok mógłbym funkcjonować. Dlaczego tu przyszedłem? Muszę cię widzieć, wiedzieć, że jesteś...bardzo mi na tym zależy. Zależy mi na tobie. Proszę... zacznijmy od nowa, nie patrząc na to co było. 
Jego wzrok patrzył to w oczy to na usta młodszego, nie mogąc skupić się na niczym. Miał wrażenie jakby jakieś niewidzialne liny ograniczały jego ruchy pozwalając nacieszyć tylko oczy. Kolejna fala bezsilności zalała go niczym wzburzone morze podczas sztormu uderzające o skały. Chciał tyle powiedzieć, tyle zrobić a jedyne co mógł to powiedzenie kilku słów. 
Chcę tego
Bardzo chcę...
Jak niczego innego
- Ja.. ja nie potrafię. Chciałbym ci znów zaufać, ale nie wiem jak to zrobić... Przepraszam. Chyba będzie najlepiej jak już pójdę
Od wrócił się i zanim młodszy mógł jakkolwiek zareagować oddalił się na bezpieczną odległość.
Kurwa!
Co ja robię?!

Obejrzał się  za siebie, YoungJae stał  bez ruchu wpatrując się w odchodzącego Yongguka, nie widział wyrazu jego twarzy, widział tylko jak zrezygnowany mierzwi sobie włosy.
Yongguk jesteś kretynem.
Kretynem.
Kretynem
KRETYNEM.
Odszedł.


Drogi do hali nie pamiętał, był zbyt zajęty besztaniem siebie za popełnienie największego błędu w swoim życiu. Przez ten cas zaczął już padać ulewny deszcz, a gdzieniegdzie było widać pioruny przecinające niebo.  Większość ludzi pouciekała już do domu, chowając z dworu i z balkonów cenniejsze rzeczy. Wchodząc do hali, pierwsze co ujrzał to mała postać siedzącą skuloną na kanapie. Jego kręcone włosy wystawały spod, założonego na głowę, czarnego kaptura. Gdy tylko zobaczył starszego od razu znalazł się przy nim.
- Gdzie byłeś? - zaczął ostrożnie widząc minę hyunga 
- W parku... - chłopak zdobył się na wymuszony uśmiech i objął młodszego ramieniem 
- Wiesz ile tu na ciebie czekam?! 
- Przepraszam młody, miałem do załatwienia pewną rzecz - mówiąc to popchnął go lekko w stronę zajętej wcześniej przez Zelo kanapy, usiedli koło siebie.
- Rozmawiałeś z YongJae hyungiem, prawda? - spytał Zelo przenosząc spojrzenie, z pomazanej sprejem ściany, na Banga, który po chwili przytaknął i spuścił wzrok.
- Nie przejmuj się nim... Pamiętaj, że masz zawsze mnie! - uśmiechnął się do niego szeroko a starszy rozczochrał jego jasne włosy.
- Zobaczymy, kiedy znajdziesz sobie dziewczynę - uśmiechnął się delikatnie do niego
- Już niedługo, ale i tak to ty zawsze będziesz moim hyungiem - odparł - Masz o tym nie zapominać! - stuknął kilka razu palcem w miejsce nadruku na koszulce - Zrozumiano?
- Przyjąłem - odpowiedział Bang a Zelo się roześmiał.
Ten dzieciak potrafi cieszyć się ze wszystkiego...
Gdybym ja tak potrafił...

A za dzień - już się nie spotkamy
A za miesiąc - już się zapomnimy
A za rok - już się nie poznamy

Ja za dzień - będę cię potrzebował 
Za miesiąc - będę z tobą tęsknił
A za rok - będę dalej cię kochał


THE END wątku Bangjae



One Shot - ciąg dalszy nastąpi.....

niedziela, 17 maja 2015

B.A.P - One shot (X)

 KyoRim wita!!
Na początku chcę bardzo podziękować pewnej osóbce, która mi poprawiła tą część, przynajmniej jest bez błędów :D
 Co do treści, chciałam zobrazować sytuacje jaka panowała w życiu Yongguka.. zrobiłam z niego taką kalekę że... no, lepiej powstrzymam się od komentarza...
Ale wy nie musicie! Piszcie co tylko chcecie! 
Vkooka przekładamy! Po raz kolejny! Z premierą prologu zalegam już ponad miesiąc, ale nie wstawię póki nie skończę tej serii.
Miłego czytania! 
ps. Kyo zaczyna karierę jako pisarka one shotów , proszę o wyrozumiałość :D
_______________________________________________________________


Wspomnienia, które wracały za każdym razem, gdy patrzył na zawieszkę swojego łańcuszka, wdzierały się do jego głowy jak nieproszeni goście, powodując mocny ścisk gdzieś w okolicy serca. Mały krzyżyk ze srebra, mający jedno z ramion ułamane wydawał się tanią podróbką kupioną na bazarze, ale to było jedyne, oprócz hali, co Yonggukowi pozostało po rodzinie. Jego ojciec był jednym z założycieli gangu, jedną z najważniejszych i najbardziej cenionych osób w przestępczym świecie. Zawsze na te bardziej niebezpieczne akcje zakładał go, by jakimś cudem uchronił go od złego losu i pecha,  tak było i tego dnia. Tego dnia, kiedy zaprowadził go do domu Junhong i zostawił na całą noc by odbić brata i żonę z rąk bandytów, też miał na sobie ten krzyżyk. I tylko ten krzyżyk przekazano mu, gdy akcja się zakończyła. Starszy Bang miał wypadek. Kiedy uciekał jakieś dziecko wbiegło na ulicę. Wymijając je, wpadł prosto w pułapkę zastawioną przez policję, jednocześnie oddając się w ich ręce. Yongguk nie miał pojęcia co tam się dokładnie stało, jednak mógł sobie wyobrazić, jak strzelają do niego z zimną krwią, nie dając czasu na wyjaśnienia. Ostatni raz widział go, gdy wyglądał przez okno w pokoju Zelo i patrzył jak odchodzi.
Miał być dzielny. Miał się trzymać.
Jednak wtedy, zaraz po jego odejściu, poczuł łzy w oczach. Patrzył w swoje odbicie w szybie, nie wiedząc co zrobić. Zelo czekając, aż jeszcze jeden z ich przyjaciół do nich dołączy, co chwilę próbował go jakoś zagadać, jednak nic z jego prób nie wyszło. Chłopak nic nie wiedział o tym, że tato jego najlepszego przyjaciela jest członkiem gangu i że tej nocy właśnie jego przyjaciel został na resztę życia skazany na siebie. Następnego dnia rano Yongguk siedział na materacu, który zajmował w nocy i patrzył przed siebie. Zawołała go babcia Zelo, była bledsza niż zwykle i trzęsły się jej ręce, a głos miała drżący. Chłopak pełen złych przeczuć, nie zwrócił uwagi na to, że Daehyun do nich nie dołączył i zszedł na parter. Widział zasłaniającą usta babcię Junghona i jednego ze znajomych jego ojca siedzących na kanapie. Nie musiał nic mówić, taty z nim nie było. Chłopak poczuł łzy cisnące się do oczu, gdy zacisnął dłoń na zawieszce łańcuszka, który przekazał mu mężczyzna. Wtedy poczuł, że Zelo, mimo tego,  że miał dziewięć lat, kładzie ręce na jego ramionach i obraca do siebie, ściskając mocno. Młodszy płakał razem z nim, przez długi czas.
Yongguk poczuł wściekłość rosnącą w jego piersi, grożąc wybuchem.
Każdy przechodził kiedyś własny koniec świata
Dla mnie świat skończył się dwa razy
Wtedy i teraz
Zacisnął ręce w pięści, gdy w jego głowie znów pokazał się obrazek YoungJae
Nie ufaj nikomu
Nie okazuj uczuć
Ojciec miał racje. Zawsze miał racje. Ile by dał by znów go spotkać i przyznać mu ją.. Ile by dał by powiedzieć mu, że kontynuował działalność gangu by w dalszym ciągu szukać brata i matki... Może jego rodzina gdzieś jeszcze była...
Pozwolił, by kilka wspomnień znów wdarło się do jego głowy. Znów zobaczył jego brata, mamę, ojca, znów widział YoungJae, Daehyuna, którego odwiedzali razem z Zelo, gdy ten miał jakiś wypadek.  A potem przyszła szarość, całonocne wpatrywanie się w sufit lub okno, rozmyślanie. Dziesięcioletnie dziecko problemy odbiera zupełnie inaczej niż dorosły. 
Teraz przynajmniej wiem o jaki wypadek chodziło...
Westchnął i zmierzwił włosy. Przypomniał sobie wzrok chłopaków, gdy siedział zamknięty w celi. Czy było im go żal? Z pewnością. Był liderem, dowódcą, który miał za zadanie prowadzić swoją grupę coraz dalej, nie pozwalając sobie na żadne kłopoty. Wyszło jednak inaczej. Został zdradzony. Zaufał komuś, kto okazał się zdrajcą. To był cios, który spowodował otwarcie się kłódki na skrzyni ze wspomnieniami, o których chciał zapomnieć.
Jak ja mogłem tego wszystkiego nie widzieć?!
"Byłeś taki ślepy..."
Był pewien moment, który pamiętał. Jednego dnia, kiedy razem z chłopakami spotkali się w hali zobaczył, że jeden z nich znika w korytarzu prowadzącym do sypialni Yongguka. Nie mając pojęcia dlaczego, poszedł za nim. Wszedł do pomieszczenia w momencie, kiedy chłopak zamykał torbę leżącą na łóżku
- YoungJae, co ty tu robisz? - spytał, a chłopak odwrócił się wystraszony.
- H-hyung - zakłopotany przejechał ręką po karku i spuścił wzrok. - Myślałem, że zostawiłem tutaj telefon..
Jak ja mogłem mu uwierzyć?
JAK?!
Tego dnia torba trafiła w ciemny kąt pokoju i leżała tam zapomniana do dnia w którym wyszli z aresztu. Bang, przypomniawszy sobie o tym zdarzeniu, przeszukał wszystkie kieszenie, aż w końcu znalazł małe, białe urządzenie podobne do słuchawki, które podłącza się do telefonu. Co wtedy poczuł?
Świadomość, która w niego uderzyła pozbawiła go tchu niczym przypierająca do ściany kula ,czuł żal w każdej komórce jego ciała. Złość wyrywała się z piersi, prosząc o wypuszczenie. Jedna myśl ciągle dźwięczała w jego głowie, krzyczała krzykiem katowanego męczennika, nie dając o sobie zapomnieć. Jedno słowo powtarzane w kółko, aż do znudzenia nie dawało mu spokoju. Pytanie, na które nie miał nigdy znaleźć odpowiedzi, błądziło w jego myślach korytarzami umysłu, szukając wyjaśnienia. Czuł kolejny raz, że oddala się od rzeczywistości zimnymi łapami ciemności zaciągany w nicość.
Dlaczego?
Pytanie znów pojawiło się w jego głowie.
Dlaczego tak się stało?
Dlaczego pozwoliłem by tak się stało...?
Z rozmyślań wyrwał go głośny dzwonek komórki leżącej obok niego na kanapie. Widząc przychodzące połączenie, zesztywniał. Wpatrywał się nie dowierzającym i zaskoczonym wzrokiem w ekran komórki, kilka razy czytając imię osoby, która do niego dzwoniła, by mieć pewność, że przez tok jego myśli, nic mu się nie przewidziało. Po chwili zapanowała cisza, a na przyciemnionym ekranie pojawiła ikona powiadamiająca o nieodebranym połączeniu. Wziął komórkę do ręki i odblokował w momencie, kiedy dzwonek kolejny raz przerwał ciszę. Kolejne przychodzące połączenie od tej samej osoby. Czuł, jak nagle jego ręce zaczęły drżeć, a głos jakby uwiązł mu w gardle, po chwili wahania kliknął zieloną słuchawkę.
- YoungJae...? - spytał, słysząc znajomy głos.

czwartek, 7 maja 2015

B.A.P - One Shot (IX)

KyoRim powraca z nową częścią tej historii!
 Po wejściu do domu ujrzałam, że brakuje mi bardzo ważnej rzeczy a mianowicie modemu do internetu! Ale mówię do siebie "To, że mama chciała Ci zrobić na złość to nic, dasz rade bez internetu, w końcu napiszesz nową część"
I tak o to wyjaśniłam dlaczego nowa część pojawiła się po 4 dniach a nie miesiącu....
Porywające czyż nie?

Ostrzegam za bardzo się wczułam i niektóre porównania są dość dziwne więc miejcie to na uwadze hm?
Co do następnej sprawy, ogólnie chcę wyjaśnić wątek z wypadkiem i wgl z tą "linią" dodatkową, że tak nazwę, żeby się wyjaśniło dlaczego YoungJae siedział w ich grupie :)
Tak, wiem, ja potrafię zawsze znaleźć jakiś pretekst żeby zrobić z ff modę na sukces
Ale ja wiem, że to lubicie i ja też was też bardzo sarang <3 
Więc, życzę wam miłego czytania mojej wydzierganej w bólu, spowodowanym brakiem  internetu, części!

Zostaw po sobie komentarz!
_____________________________________________________________


Miał zamknięte oczy, jego serce biło szybciej niż zwykle, jakby znów błagało rytmicznymi uderzeniami o wypuszczenie.  Cieszył się, że jest już w rzeczywistym świecie i nic co czuje i widzi nie jest wymyślone przez jego wyobraźnię. Myślał, że etap traumy, przywoływania co noc tych samych obrazków, kurczowe zaciskanie pięści na kołdrze i budzenie się z krzykiem już minął. Jednak się mylił, jego niewiedza i naiwność znów z niego zakpiły. Znów śniło mu się to wydarzenie. Widział wszystko jakby to było poprzedniego dnia. Każda sekunda, każdy ruch, każdy spowolniony ruch... 
 Zero ucieczki. Zero reakcji.
Sumienie nie daje ci spokoju prawda?
Może już czas wyciągnąć ze skrzyni stare pamiątki?
Może w końcu poczujesz się normalnie?
Może jednak mnie nie znienawidzą.....
Tyle lat minęło...
Wsłuchiwał się w ciszę zmąconą tylko kilkoma oddechami, tak pięknie brzmiała. Nie słyszał już obijającego się po jego czaszce, i przeszywającego jego umysł we wszystkie możliwe strony, szczęku metalu i krzyków. Wiedział gdzie jest i co się stało, jednak, mimo tych wydarzeń poprzedzających ten dzień czuł się bezpiecznie. Czuł też przyjemne ciepło rozchodzące się po jego ciele. Otworzył oczy i omiótł spojrzeniem celę. W pomieszczeniu o szarych, smutnych ścianach, mających za zadanie jeszcze bardziej przygnębia więźniów było jaśniej niż w momencie, kiedy do niej trafił, przez lufcik pod sufitem wpadało blade światło oświetlając kontury rzeczy i tworząc wymyślne cienie więźniów zajmujących przeciwną ścianę. Przesłuchanie ich musiało nie pójść po myśli policjantów, bo w ciągu, kiedy on spał przeszli do ich celi Yongguk i siedzący obok niego Zelo.
- Daehyun...? - usłyszał z ponad swojej głowy głos Himchana. Dopiero wtedy zorientował się dlaczego jest mu tak ciepło. Przylegał do chłopaka jedną trzecią swojego ciała i opierał głowę na jego ramieniu. Jego ręka także mocno ściskała przedramię starszego jakby kurczowo próbował się trzymać rzeczywistość - To trochę boli....
Daehyun z przerażeniem odskoczył z jego objęcia na pewną odległość.  Jego wzrok przebiegał między sarnimi oczami starszego a jego zaczerwienionym, przez uścisk Daehyuna, ramieniem.
- Nie chciałem cię obudzić - powiedział Himchan przepraszającym tonem obdarzając go jednym z jego uspakajających spojrzeń.
- Przepraszam - odpowiedź, która padła z jego ust sama go zaskoczyła. Widocznie jego podświadomość bardziej wiedziała w jakie wyrazy miały ułożyć się jego usta
- Za co mnie przepraszasz? - chłopak się uśmiechnął a Daehyun miał wrażenie że stado motyli właśnie wszczęło panikę w jego żołądku latając we wszystkie strony powodując wewnętrzny dreszcz i zdobiąc jego jasną skórę gęsią skórką.
- Miałem sobie pójść - spuścił głowę nakazując sobie więcej nie patrzeć na ten uśmiech. Odsunął się jeszcze kilka centymetrów, tak, że koc który ich okrywał osunął się z niego. Momentalnie zrobiło mu się zimno.
- Nie przepraszaj... Po prostu tak jakby nie czułem ręki - powiedział masując sobie przedramie, po chwili złapał róg koca, który był po stronie Daehyuna i zaciągnął go na jego kolana. Znów na niego spojrzał. Znów się uśmiechał. Znów jednym z tych uśmiechów, na które się patrzy i nie chce się przestać.
 - Ile my tu już siedzimy? - Zelo podkulił kolana i szczelniej owinął się kocem.
- Kilka dni.. może tydzień - odpowiedział mu starszy Kim bawiąc się swoimi palcami.
- A on dalej... - spojrzenie najmłodszego powędrowało na Banga siedzącego w kącie pomieszczenia. Patrzył przed siebie gdzieś w przestrzeń jakby nie słyszał, albo nie chciał słyszeć, że o nim mowa. Miał zaciśnięte pięści a mimika jego twarzy wcale się  nie zmieniała. Jakby był obrazkiem. Jakby ktoś namalował go w pewnej sekundzie jak tak sztyletował wzrokiem ścianę przed sobą i tak zostawił.
Przeżywa...
Tak bardzo to wszystko przeżywa...
A co jeśli stanie się to co WTEDY ?

Nie mógł do tego dopuścić. Nie mógł znów stracić przyjaciela, tak jak wtedy, na kilka miesięcy.  Teraz może byli zamknięci ale byli wszyscy razem. A wtedy? Wtedy Yongguk  był zamknięty w czterech ścianach swojego świata i ani myślał je opuszczać.  Daehyun dobrze znał to uczucie. Przecież to przez niego wtedy wszystko się wydarzyło. Przez niego teraz wszyscy tutaj są.
Himchan pokiwał głową, ale jego odpowiedź uprzedził trzask wydobywający się zza zamkniętych na kilka zamków drzwi. Spojrzenia całej trójki powędrowały na metalowe pancerne drzwi z których zamków dobiegały skrzypnięcia i dźwięk mechanizmu. Trzymali ich w takim zamknięciu jakby przyjamniej zabili papieża. Tylko Yongguk dalej wpatrywał się w przeciwną ścianę. Dalej idąc tunelem w stronę swojego świata, dalej coraz bardziej odpychając się od rzeczywistości porzucał swoich przyjaciół zamykając wrota przez które można było do niego dotrzeć
Mam szansę...
mogę z nimi porozmawiać

Drzwi otworzyły się a ich oczom ukazał się JongUp którego prowadzili dwaj policjanci. Chłopak miał na rękach kajdanki, które przy każdym ruchu wydawały dziwny dźwięk, jego ubranie było brudne a włosy rozczochrane, mimo to uśmiechał się delikatnie.
Teraz mam szansę...
Daehyun podniósł się z ziemi i zrobił kilka kroków w stronę nowych gości w ich celi pragnąc jak najszybciej wydostać się z czterech, szarych ścian, które z każdą minutą były coraz bliżej niego śmiejąc się z jego strachu i wytykając go palcami.
- J-ja chciałbym porozmawiać ... - zaczął ale jeden z mundurowych mu przerwał:
- Masz tu całą gromadkę, rozmawiaj z nimi
- ... z policjantem prowadzącym naszą sprawę. - dokończył czując przypływ odwagi. Nie chciał dać się tak szybko spławić. Od tego zależało, czy będą siedzieć kolejny tydzień albo i więcej w szarym pokoiku
- Nie ma go teraz - policjant niedbale machną ręką w jego stronę
- Wiem, że jest - odpowiedział natychmiast
- Nawet jakby - facet pchnął Moona wgłąb celi, spiął z powrotem kajdanki i schował klucz do kieszeni - i tak was nie wypuści dzieci - ostatnie słowo zaakcentował jakby dla podkreślenia, że to oni tu rządzą a piątka chłopców siedząca na betonowych podłogach jest niczym w porównaniu z nimi.
- Chcę porozmawiać o wypadku z dwa tysiące trzeciego 
Na wspomnienie wypadku Bang podniósł głowę nagle bardziej zainteresowany trwającą właśnie rozmową. Kątem oka zobaczył jak JongUp kiwa przecząco głową, jakby dawał mu ostrzeżenie. Ale nic nie zrobił. W głębi duszy chciał żeby wszystko się wydało, Daehyun to wiedział.
- Chłopcze... - tym razem odezwał się drugi policjant, znacznie wyższy i młodszy od swojego towarzysza - mamy ważniejsze sprawy niż pogaduszki z nastolatkiem o wypadku sprzed kilkunastu lat. Poza tym co ty możesz mieć do powiedzenia?
- Poważnego wypadku - poprawił go jego kolega - Akcja była tak rozpracowana, że nie ma żadnych świadków
- A tylko z takimi szef chciałby rozmawiać.
- Więc nie zawracaj nam głowy.
- Zaprowadźcie mnie do niego - polecił Daehyun patrząc groźnie na dwóch ubranych na niebiesko podstarzałych mężczyzn - Zaprowadźcie mnie albo sam tam pójdę...
Gdy zobaczył cwaniackie uśmieszki na ich ustach, natarł prosto na nich mając nadzieje wydostania się z celi i odnalezienia biura. Odwaga przerodziła się w wściekłość, który był z każdą sekundą był coraz bardziej podsycany strachem.
Jung Daehyun, jesteś idiotą
Poczuł mocny uścisk gdzieś w okolicach łokcia i szarpnięcie tak silne, że zabrakło mu tchu.
- Chcę się z nim widzieć! - wykrzyczał  próbując wyrwać z stalowego uchwytu swoje ręce, jednak dalej próbował przedostać się między dwoma policjantami na korytarz. Miał łzy w oczach.
Chcę stąd wyjść!
Duszę się!

Poczuł jak ktoś go łapie delikatnie za ramiona i odciąga. Jednocześnie jego ręce doznały błogiego uczucia możliwości ruszania palcami.
- Dae... daj spokój i tak cię nie wypuszczą - usłyszał cichy szept koło ucha. W jego wnętrzu właśnie coś się przewracało i paliło w każdy centymetr skazując na bolesne błaganie o litość. Chwilowe westchnienie paliło go w szyję.
Nie wytrzymam....
- Muszę stąd wyjść - powiedział siląc się na spokój. Odwrócił się do Himchana strącając jego ręce ze swoich ramion. Chłopak wpatrywał się w niego współczującym wzrokiem. - Muszę. Rozumiesz? Muszę.
Czuł jak łzy coraz bardziej napierają, jakby pragnęły spłynąć po policzkach coraz niżej i niżej aż w końcu spaść, gdzie czeka ich śmierć, której nawet nie były świadome.
Tylko ja mogę powiedzieć jak było...
- Jedyne co musisz teraz to siedzieć spokojnie do waszego kolejnego przesłuchania - zza jego pleców rzucił jeden z policjantów. - a nie pierdolić o wypadku.
- To ja jestem tym świadkiem! - krzyknął odwracając się i patrząc nienawistnym spojrzeniem prosto w oczy jednego z jego , już teraz, wrogów. Czuł spojrzenia sześciu par oczu na sobie, każde było jak dodatkowy kilogram noszony na zmęczonych ramionach, czuł jak się kurczy pod naporem tych kilogramów  - Ja jestem tym świadkiem...  - dodał ciszej wracając do poprzedniej pozycji  czując, że przegrał walkę ze łzami. Kilka kropel leniwie pomknęło po jego policzku  po czym spadły i roztrzaskały się o beton. - Ja, ja jestem...
Zamknął oczy gdy Himchan z powrotem go do siebie przyciągnął, pozwalając ukryć zawstydzoną twarz w jego ramieniu. Dusił się. Miał wrażenie jak czarne pokiereszowane dłonie, nazywane też jego własnym poczuciem winy, zaciskają się na jego gardle odcinając dopływ powietrza.
- Przepraszam - powiedział do niego zduszonym głosem nie mając pojęcia czy chłopak cokolwiek usłyszał. Jedyne o czym teraz myślał, to to, że pierwszy raz od kilkunastu lat wrócił do tego zdarzenia. Czuł się jakby ktoś właśnie odkrył jego największą tajemnicę, sekret i rozpowiedział światu. Wypadek nie był sekretem, Daehyun nie chciał wracać do tego dnia, dlatego nigdy nie wspominał o tym. A teraz? Teraz wszyscy wiedzą, że to przez niego przesiedzieli tydzień w areszcie i prowizorycznym więzieniu bo byli tymi "najniebezpieczniejszymi". Wszystko przez niego. Wszystko.
Gdybym tylko wtedy się nie ukrywał...
Gdybym nie przeszedł tego załamania...
Nie poznałbym go....prawda?

- Dae, nie płacz okej? - wyszeptał do jego ucha, jego głos drżał, jakby z trudem wymawiał słowa. Młodszy miał wrażenie, że usłyszał nutę zawodu i rozczarowania w tonie jego głosu, to jeszcze bardziej przyćmiło jego jasne myślenie i spiętrzyło poczucie winy - Nie możesz płakać jasne?
Pokiwał głową. Jego ciepło, jego oddech. Dlaczego nie mógł zostać już tak na zawsze? Czując go obok? Napawając się jego ciepłem, oglądać jego uśmiech i słuchać uzależniającego głosu? Potrzebował tego. Potrzebował tak bardzo jak zapałka płomienia,  księżyc gwiazd jak kwiat wody. Miał wrażenie, że bez tego umrze. Pogrzebie się w ciemnościach nie mając nawet nadziei na chociażby małe światełko.
Himchan...
On mnie nie znienawidzi prawda?
- C-co teraz będzie? - spytał Daehyun wracając do rzeczywistości, która jak gruby, mokry płaszcz opadła na jego ramiona przygniatając go tym samym. Poczuł jak jedna z kajdanek zaciska się na jego nadgarstku. Wpadł w panikę. Cała odwaga go opuściła machając na pożegnanie białą chustką i uśmiechając się przebiegle. Co jeśli go zamkną? Tylko dlatego, że widział całe zamieszanie, cały przebieg akcji?
- Teraz pójdziesz i opowiesz wszystko co wiesz, tak? - powiedział łagodnie chłopak za którego dałby się pokroić.
Boje się...
A co jeśli oni coś znaleźli?
Coś co nie będzie się zgadzało z moimi zeznaniami?
Boje się...

- Tak.. - wyszeptał kiwając głową - Tak, tak, tak...
- Młody, za mną, i bez żadnych numerów - ktoś pociągnął go zwiększając odległość między nim a Himchanem.  Zaglądał przez ramię na chłopaka stojącego po środku celi z opuszczonymi rękami, póki stalowe drzwi nie zatrzasnęły się pozostawiając go samego sobie.
Teraz będzie dobrze.
Teraz na pewno będzie dobrze.
Kiedyś musiało do tego dojść.
Teraz trauma wróci...
Teraz znów zaczną się sny...
Okłamałem ich... Skrywałem tajemnicę...
Tak długo...
Przyznałem się...
Yongguk, jak on na to zareagował?
Czy on to pamięta?
Jak na to zareaguje?
Przecież właśnie idę wydać jego własnego ojca...
 
ciąg dalszy nastąpi...

poniedziałek, 4 maja 2015

B.A.P - ONE SHOT (VIII)

 Witam zacnych czytelników!
Wiem, że tego w mv nie było ale jak już można zauważyć scenki z mv się skończyły i dopisuje własne zakończenie, żeby nie było nie? :D 
Ostrzegam, że rozdział/część (niepotrzebne skreślić) w przeciwności od poprzedniego jest dłuższy 
Ale myślę, że wam się spodoba ^^
Zostaw po sobie komentarz!
Większość części powstała przez pewnego Rufusa
 Jakby co to Bang jest tam gdzie Himchan.
Szybko przechodzimy do treści :

________________________________________________



- Imię i nazwisko - rzucił podstarzały siwiejący policjant patrząc groźnie na siedzącego przed nim chłopaka -  Od kiedy jesteś w gangu?
- Będziesz grzecznie odpowiadał na pytania to będziemy mieli szybko wszystko z głowy -  powiedział -  a jak nie będziesz i tak wyciągniemy z ciebie prawdę.
Ciemnowłosy popatrzył po twarzach mężczyzn i zaczął bawić się spoconymi palcami.  Oblizał usta i kilka razy o przełknął ślinę zanim przypomniał sobie prawidłową odpowiedź na pytanie
- J-Jung Daehyun -  powiedział wpatrując się w blat stołu nad którym wisiała lampa.
- Głośniej!
- Jung Daehyun! -  krzyknął nie odbywając wzroku od blatu stołu. W pomieszczeniu panował straszny zaduch jakby nikt nigdy go nie wietrzył,  nie było tu nawet czym wietrzyć, brakowało chociażby małego lufcika jedyne co znajdowało się w ciemnym pokoju to duże weneckie lustro na pół ściany zza którego mógłby obserwować go każdy,  szafka z dokumentami i różnymi dziwnymi przyrządami których celu użycia nie chciał znać.  Dwa krzesła,  ustawione po dwóch stronach stołu nad którym wisiała jasno świecąca lampa.  Oświetlała tylko stół,  jedynie cienie były rzucane na podłogę.
- Ile jesteś w gangu? -  powtórzył pytanie z naciskiem starszy policjant
- Kilka lat...
- Co wiesz o zamieszkach w osiemdziesiątym siódmym na ulicach Seulu?
- Nie wiem. Nie wiem nic.
- KŁAMIESZ! - krzyknął drugi uderzając pięścią w stół.  Chłopak poczuł krople potu spływające po karku
- N-naprawdę. Mnie nawet wtedy na świecie nie było!
Młodszy policjant westchnął.
- Wypadek w dwa tysiące trzecim? Rozstrzelani trzej policjanci napad na główny komisariat policji, strzelanina w której ucierpiało siedemdziesiąt osób i zabranie zarekwirowanych broni i potrącenie grupy dzieci?  Coś ci to mówi? 
Daehyun wyprostował się nagle.
Ten wypadek....  
- Zginęło ponad sto osób.
- Mamy świadka.  Niestety nie możemy go namierzyć. -  powiedział niższy bardziej do starszego niż do przesłuchiwanego
- Kogo?  -  spytał przestraszonym głosem,  nagle przybyło mu odwagi. Obaj zwrócili
wzrok na siedzącego na przeciwko nich dziewiętnastoletniego chłopaka.
- Został potrącony.  -  odezwał się jeden - Słuch po nim zaginął. Nie mamy pojęcia gdzie jest i czy żyje,  wiec mógłbyś odpowiadać na nasze pytania jeśli łaska.
Chłopak spuścił głowę.
- Nic nie wiem o tym wypadku.  Nie było mnie wtedy w kraju -  skłamał
 
Upadł zaraz przy wejściu. Cios był tak mocny że miał wrażenie ze przez następne dwa tygodnie będzie czuł odcisk buta na plecach.
Drzwi się zatrzasnęły a chłopak poniósł głowę,  cela była ciemna,  nie było żadnego źródła światła oprócz małego okienka pod sufitem.  Ktoś siedział pod ścianą. Chłopak podniósł się na rękach i podciągnął do pozycji siedzącej. Przetarł oczy.
- Wszystko w porządku? - usłyszał głos z głębi celi
Himchan?
 Poczuł jak na sercu robi mu sie cieplej a cały strach odpływa. Poszedł czworakach w stronę źródła głosu, po chwili natknął się na przeszkodę, która okazała się być chłopakiem, który w tym samym momencie złapał go za brzeg koszulki i pociągnięciem nakazał zajęcie miejsca obok niego. Przez chwilę panowała cisza, po czym poczuł ruch. Himchan dotknął jego dłoni.
- Bardzo boli? - spytał delikatnie ją unosząc - mocno uderzyłeś...
- Tylko tak się wydaje. Nic mi nie jest. - odpowiedział a cisza jak nieproszony gość wstąpiła między nich przerywana tylko odgłosem stukania kropel wody o lufcik w ścianie.
Dotknął mojej dłoni... znowu 
Trybiki w jego głowie zaczęły pracować.
Co to ma znaczyć?
- Odizolowali nas bo już zostaliśmy przesłuchani tak? - spytał Himchan przerywając ciszę a Daehyun mimo ciemności przytaknął na to
- Pytali.... - zaczął analizując w głowie cały przebieg przesłuchania na wspomnienie pytania o wypadek nagle jakby odechciało mu się rozmowy.
- Pytali o rzeczy o których nie miałem pojęcia... - wyszeptał - Ale to musi być coś poważnego, że tak nas traktują. Inni więźniowie mają trochę lżej
- Skąd wiesz?
- Bo nie słyszę krzyków bólu. Jesteśmy w celi w części dla najbardziej niebezpiecznych - odpowiedział - I prawdopodobnie tu zostaniemy.
- Prawdopodobnie?
- Chyba, że najdzie się ten zagoniony świadek - Daehyun mógł sobie wyobrazić jak chłopak mierzwi sobie włosy - a to mało realne zwłaszcza, że nie jest widome czy żyje.
Moje serce...
Młodszy zacisnął pięść na swojej klatce piersiowej czując, mocne uderzenia. Odsunął się od Himchana na kilka centymetrów.
Zbyt blisko,
zbyt blisko...
Jego dłoń wyswobodziła się z uścisku chłopaka i zajęła miejsce na zimnej podłodze.
- Dlaczego tu tak zimno? - spytał po raz pierwszy uświadamiając sobie, że jego skórę pokrywa gęsia skórka
- Awaria prądu, ani światła ani ogrzewania.... zimno ci?
- N-nie... - odwrócił głowę w stronę wejścia i przesunął się jeszcze kawałek. - Jest tu coś oprócz ścian?
- Tylko koce. Od wczoraj tu siedzę. Od wczoraj nie ma prądu, powiedzieli, że może to być dłuższa awaria a rano będą próbować coś naprawić, nawet w dzień ledwo co tu widać...
- Rozmawiałeś z nimi?
- Oni powiedzieli. Chyba tylko tak dla wiadomości - odpowiedział - Daehyun?
- Tak?
Starszy nie odpowiedział, po omacku natrafił na ramię chłopaka, lekko go złapał i pociągnął do siebie
- Hyung, co ty robisz? - spytał prostując się zaskoczony zwrotem przebiegu wydarzeń.
- N-nic... dlaczego się odsunąłeś?  - jego głos był zmieszany, a ręka puściła ramię
Chłopak westchnął
- Wiem jakie relacje nas łączą w normalnym życiu, ale teraz jesteśmy zamknięci.... a tobie jest zimno... - próbował wytłumaczyć swoje zachowanie a młodszy pragnął tylko poczuć jego ciepło.
Co to ma znaczyć?
Himchan zachowywał się przyjacielsko wobec wszystkich z ich grupy. Coś złego się działo? Himchan! Ktoś miał kłopot? Himchan!
Jednak nie na wszystkich jego gesty dobrze działały. Jung Daehyun zawsze musiał się oszukiwać że dotknięcie, nawet przypadkowe nie wzbudza w nim żadnych emocji. Kiedyś, dawno temu postanowił, że przeczeka zauroczenie i wszystko będzie w porządku. To było zaraz po jego załamaniu.
Zaraz po TYM.
Ale czas się dłużył, a i żadne uczucie nie chciało go opuścić.
Relacje, które nas łączą w normalnym życiu...
Po pierwsze żaden z chłopców nie miał normalnego życia. Każdy przeszedł to, co przeszedł i na swój sposób przeżywa.
Co mnie z tobą łączy...?
Oblizał usta i zmierzwił włosy
Przecież....
Usłyszał chrząknięcie
- Przepraszam, zapędziłem się... wykorzystuje sytuację, żeby być z kimś blisko... - powiedział szeptem źle rozumiejąc reakcję chłopaka - Nie chciałem, przepraszam... Po prostu czasami mi tego brakuje
- Nie przepraszaj - przerwał mu doskonale znając jego sytuacje, chłopak odkąd pamięta był sam, w przeciwieństwie od innych on nie wychował się w normalnej rodzinie
- Dae, wiem, że źle zrobiłem
- Nie. - powiedział stanowczo przysuwając się do niego - Zimno mi...
Dlaczego przy tobie jestem taki nieśmiały? 
Dlaczego coś mnie blokuje?
Himcham słysząc to, lekko ujął jego dłonie i poprowadził po swoim ramieniu i torsie*
- Połóż się, jest późno - polecił a młodszy posłusznie wykonał jego polecenie
Nie ważne co nas łączy w "normalnym życiu"...
 Położył głowę na jego ramieniu i przysunął się jeszcze bliżej a ten wziął leżący niedaleko nich koc i okrył ich.
Teraz jesteśmy tu i nic nie jest normalne.
Chłopak słyszał bicie serca, ale nie miał pojęcia czy to jego czy chłopaka obok
Mógłbym tak zawsze...
Jego ręka próbowała, z marnym skutkiem znaleźć dłoń Himchana. Chciał go dotknąć, karcił się w myślach za to zachowanie, ale chciał sprawdzić jeszcze raz jaka jest w dotyku jego dłoń.
- Co ty robisz? - spytał starszy łapiąc go za nadgarstek
Jesteśmy zamknięci...
Co ja wyrabiam?! 
- Posiedźmy tak przez jeszcze chwilę, a potem wezmę jeden koc i pójdę gdzieś dalej - zabrał rękę i zamknął oczy
- Dlaczego dalej?
- Nie mogę, nie potrafię - wyjąkał
- Czego nie możesz?
Być tak blisko!
Nie wiem co się dzieje, dziwnie się czuję, gdy jestem tak blisko ciebie... 
Chcę się odsunąć ale też chcę trwać w twoich ramionach już zawsze  rozumiesz mnie? 
- Nie ważne... Po prostu zaraz odejdę dobrze? - odpowiedział
Ja sam siebie nie rozumiem...

Trzymali go za ręce wykręcone za plecami uściskiem który mógłby zgnieść skałę. Mimo to wyrywał się we wszystkie możliwe strony. Nienawidził być skrępowany w żaden możliwy sposób a już na pewno nie taki. Chciał wyswobodzić ręce, jednak każda próba kończyła się jeszcze mocniejszym objęciem. Wszędzie panowała ciemność jedynie rozpraszana przez latarki. Krzyczał. Głośno. Krzyczał żeby go zostawili. Najlepiej w spokoju. Na przesłuchaniu nie powiedział nic. Siedział i patrzył wprost przed siebie ignorując wszystko dookoła.  Był pewny, że ktoś bardzo przebiegle wrobił jego grupę. A przynajmniej tak mówił. Nikt nie musiał znać prawdy.
Gdyby poznali...
Usłyszał szczęk zamka i skrzypienie otwieranych drzwi. Yongguk rzucił się do przodu, jednak zaraz został zablokowany mocnym chwytem jednego z policjantów, drugi z nich złapał go za szyję podduszając go tym samym i skierował ostry snop światła latarki prosto na jego oczy
Poczuł się jak wtedy, kilka dni temu w metrze gdy YoungJae pokazał swoją prawdziwą twarz.
Nienawidzę go.
Próbował wziąć głębszy oddech
Brakuje mi go...
Ale go nienawidzę. 
- Będziesz się zachowywał? - syknął
Nie wytrzymał
- Jak mam się zachowywać?! - wystękał patrząc nienawistnie w miejsce gdzie miała być twarz policjanta - JAK MAM.... SIĘ ....ZACHO....WYWAĆ? -powtórzył z trudem łapiąc powietrze
Niech mnie zabiją.
-Podziękować wam za rozstrzelanie mi ojca? - spytał i wziął urwany wdech
Poczuł jak uścisk staje się lżejszy, po chwili mógł już nawet poczuć dłonie i poruszać palcami. Także powietrze szybciej docierało do jego płuc a palce z jego szyi zostały zabrane.
- Tak? Dziękuję wam bardzo a teraz możecie się ode mnie odpierdolić. - zacisnął dłonie w pięści
- Uważaj na słowa. - ostrzegł groźnie facet który trzymał jego ręce
- Jak to "rozstrzelać ojca"? - spytał drugi
- Nie twoja sprawa, psie - wycedził przez zaciśnięte zęby i na oślep odepchnął go od siebie
Znów usłyszał skrzypienie drzwi, tym razem już bliżej niż przedtem
- Albo się będziesz zachowywał jak dorosły facet albo będę strzelał. - zagroził jeden a w mroku dało się zobaczyć błysk broni. Bang korzystając z okazji złapał lufę pistoletu i przystawił do swojej skroni.
- Strzelaj. - powiedział
Przynajmniej mi ulżysz.
- NO STRZELAJ! - krzyknął a dźwięk jego rozedrganego głosu odbił się echem po betonowych ścianach korytarza
Nie będę musiał myśleć.
Ani o YoungJae...
Ani o swoim zjebanym życiu
ani o tym, że wpędziłem moich przyjaciół do więzienia.
- Strzel... - wyszeptał niemal błagalnie
Ani o YoungJae....
Ale policjant jedyne co zrobił to mocnym ruchem odciągnął  pistolet od jego głowy, wepchnął go do zimnego pomieszczenia i zatrzasnął drzwi.
Chłopak oparł się o ścianę i osunął się po zimnej powierzchni do samej podłogi, równie zimnej jak ściany, podkurczył kolana i schował głowę w ręce.
Usłyszał jakiś ruch wgłębi celi i spokojny oddech przerywający ciszę.
To nie tak miało być....
Nie tak miało się skończyć...













Ciąg dalszy nastąpi.....

***
*nie wiem czy udało mi sie to dobrze zobrazować, chciał mu pokazać gdzie ma się położyć...

wtorek, 28 kwietnia 2015

B.A.P - One Shot (VII)

Witam z powrotem! 
wiem, że łatwo jest się domyśleć co się działo w poprzedniej części jednak ostatnio przepisując resztę historii zwróciłam uwagę, że troche dużo się dzieje a ja piszę momenty które odnoszą się do urywków chwil, szczegółów.
Tak więc, próbowałam jakoś naprowadzić was na to, że Yongguk sobie przypomina wcześniejszy sen, pamiętacie scenkę kiedy Himchan do niego przyszedł w nocy, nie? Tak żeby nie było, wiem, że zrypałam ale teraz wyjaśniam :) 
Wracając, jako że zgubiłam kartkę z rozdziałem w szkole musiałam o 3:37 wziąć się za pisanie od nowa.
Btw. wowowowo kończymy na tej części mv! Jak się z tym czujecie? Ale spokojnie to, że to koniec mv nie znaczy, że koniec historii^^
Część niestety krótka ale za to, kolejna część pojawi się szybciej niż ta :)
No i pojawiła nam się okładka tego, tak wiem, szybko nie?
Okładkę można zobaczyć w Spisie Treści
Zapraszam do czytania! 
Zostaw coś po sobie!

__________________________________________________________________

Sen...
To tylko sen....
Bardzo realistyczny ale jednak sen...
Wpatrywał się w YoungJae niedowierzającym wzrokiem czując ulgę, że całe wydarzenie miało miejsce tylko w jego głowie. Jego wyobraźnia była czasami... dość zaskakująca. Mimo wszystko czuł jak mocno serce bije mu ze strachu w obawie, że w pewnym momencie usłyszy świst kuli.
Zrobił kilka kroków w stronę idącego do niego chłopaka a gdy był już wystarczająco blisko złapał go lekko za nadgarstek i przytulił jego obolałe ciało. Usłyszał urwane jęknięcie w momencie gdy ręce młodszego go objęły.
Wreszcie go zobaczył. Pierwszy raz od momentu kiedy oglądał film. Minęły prawie dwa dni, zdawałoby się, że minęła wieczność i jeszcze trochę.
Jak może komuś brakować tak bardzo drugiego człowieka?
Himchan miał racje. Podświadomie nawet sam przed sobą się przyznawał, nigdy jednak nie wyciągnął tematu YoungJae na ten pierwszy plan. Zawsze powtarzał sobie "Nie myśl." Mógł pomyśleć, może by się uświadomił w tym co do niego czuje o wiele prędzej.
Może.
...Wtedy uświadamiasz sobie, że tą pustką jest jakaś osoba. A ty plujesz sobie w brodę przez resztę życia, że nie wykorzystałeś szansy kiedy ją miałeś... 
Wtedy nie spał. Słyszał wszystko. Tylko leżał na ramieniu Kima udając sen. Po prostu nie chciał mówić. Chciał milczeć przez resztę życia. Dlaczego ten chłopak musiał się wszystkiego domyślać?

...Za każdym razem, gdy o nim pomyślisz na twojej twarzy pojawia się uśmiech...
Nawet teraz kąciki jego ust były lekko uniesione. Dlaczego on zawsze musiał mieć racje? 
W końcu jest w jego ramionach.
W końcu jest bezpieczny.
 - Hyung... - wyszeptał chłopak a Yongguk poczuł jak pięści zaciskają się na materiale jego kurtki. - Ja.. ja na prawdę... to wszystko...- wyrzucał z siebie niewyraźne słowa - Przepra...
Reszta słowa została zagłuszona. Czas jakby się zatrzymał. Usłyszał głośne kroki i słowa wykrzykiwane w różnych językach, do jego uszu dobiegł też szczęk metalu i przerażone szepty. Podniósł głowę sponad ramienia YoungJae i omiótł spojrzeniem otoczenie. Wrogi gang rzucił się do biegu, jednak po chwili wszyscy zostali otoczeni przez grupę SWAT jak głosił napis na ich mundurach. Mieli w rękach duże ciężkie pistolety wymierzone prosto w Yongguka i inne osoby. Jakoś nic sobie z tego nie robił. Poczuł jak młodszy odsuwa się od niego, z przerażeniem zobaczył cwaniacki uśmiech na ustach chłopaka.
Nie wierzę...
Wpatrywał się w niego zupełnie ignorując otaczających go i jego grupę agentów i wymierzone w icho lufy broni.
Do YoungJae podszedł jeden z policjantów i salutując wręczył mu odznakę, którą zaraz po chwili Bang miał szansę się przyjrzeć bliżej gdy chłopak podniósł ją na wysokość wpatrujących sie w niego oczu Yongguka.
Policjant?
Kurwa.
Czuł wewnątrz jakiś niewyobrażalny uścisk. Jakby jakaś niewidzialna ręka dusiła jego ciało odcinając dopływ powietrza i świadomego myślenia. Czuł łzy w oczach.
Nie reagował na żadne szturchnięcia. Nie miał pojęcia co zrobić. Stał sparaliżowany i patrzył.
Nie...
YoungJae przeniósł wzrok na niego i popatrzył prosto w jego oczy.
Boli... bardzo
Tak cholernie boli
Zacisnął usta i pokręcił głową. Jego dłonie były zaciśnięte w pięści.
To nie miało się tak skończyć
Usłyszał swoje imię jak przez gruby materiał. Ocknął się. Z ust młodszego zniknął zwycięski uśmiech a zastąpił go wyraz współczucia.
- Wszystko było zaplanowane - stwierdził nie wierząc, że potrafi zdobyć się na jakiekolwiek słowa.
 Zanim chłopak odpowiedział podszedł do niego jeden z członków drugiego gangu. Facet w okularach. Uścisnęli sobie ręce. Yongguk przypatrywał się tej czynności jakby pierwszy raz widział, że ktoś podaje drugiej osobie dłoń.
A więc to tak...
Chłopak kiwnął głową i odwrócił się do starszego
- Nie wierze, że to zrobiłeś
- Uwierz. - odpowiedział mu z westchnieniem a na jego twarzy znów zagościł uśmiech. Chyba dobrze się bawił obserwując zdezorientowanych chłopców rozglądających się po swoich twarzach. - Nie miałem pojęcia, że tak łatwo uda mi się wbić do waszego gangu, myślałem, że miną miesiące, lata a tu....
Uśmiechnął się szerzej ale po chwili wykrzywił w grymasie bólu  mimo to kontynuował
- Byłeś ślepy. Tyle rzeczy mogłeś zauważyć - prychnął i pokręcił głową z dezaprobatą
- Jak mogłeś?
Z trudem powstrzymywał się przed okazaniem jakichkolwiek emocji. Nie mógł pokazać nic. Nie teraz. Nie przy wszystkich. Oczy piekły, serce domagało się wypuszczenia a mózg szukał logicznego wyjaśnienia.
- Już się nie zobaczymy prawda? - przez jego twarz przebiegł cień jakiejś, bliżej Yonggukowi nie rozpoznawalnej emocji - Chyba czas się pożegnać. Bardzo miło mi się z wami współpracowało
Pomachał teatralnie ręką w jego stronę i zanim odwrócił się, zasalutował po czym odszedł szybkim krokiem przepychając się przez tłum.
To kłamstwo.
Yongguk przejechał ręką po karku.
To MUSI być kłamstwo.
To kolejny koszmar. Zaraz się obudzę i dostanę kazanie od Himchana.
Zaśmiał się w duchu z własnej naiwności.
- Pozwolisz mu tak odejść?! - Himchan pchnął go nakazując zrobić krok - Pozwolisz?!
...Już się nie zobaczymy prawda?...
Spojrzał na oddalającego od tłumu YoungJae. Jak mógł się tak wygłupić? Jak?
Jeszcze z tobą nie skończyłem...
Zanim ktokolwiek się obejrzał rzucił się w stronę zostawiającego ich chłopaka.
To nie może się tak skończyć! 
Nie może!
Jak mogłeś to zrobić?Jak mogłeś NAM to zrobić? MI?
Poczuł szarpnięcie i mocne ściśnięcie prawego ramienia. Upadł na kolana, jednak mimo przyciskającego go do ziemi policjanta próbował wstać.
Kocham cię zdrajco. Kocham, tak trudno pojąć?!
A teraz ty odchodzisz! Tak po prostu!
Wiesz jak to boli? Wiesz?! 
- Uspokój się to może będziemy łagodniejsi - usłyszał niski głos należący do około czterdziestolatka który  krępował jego ruchy. W oddali słyszał krzyk Zelo i wołającego imię Himchana Daehyuna.
- Zostaw mnie! - krzyknął wyrywając się w uścisku - daj mi wstać! Odpierdol się i daj mi wstać...!
 To nie może się tak skończyć.
Co ty sobie wyobrażasz?!
 Kilka razy próbował się wyrwać jednak siła policjanta była powalająca.
YoungJae! 
Ostatkami sił próbował się podnieść
Błagam cię...
Po raz wtóry opadł na kolana, jego wyciągnięta ręka była skierowana w stronę chłopaka jakby miał nadzieję, że jest jeszcze szansa by go zatrzymać.
Nie odchodź...
 

Ciąg dalszy nastąpi


niedziela, 12 kwietnia 2015

B.A.P-One Shot (VI)

Witajcie!
Nie wierzę, że przez niecałe 3 tygodnie nabiło nam ponad tysiąc wejść! Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu ^^ 
Jak widzicie też, jest nowy piękny szablon!
Oraz pojawiła się również zapowiedź kolejnej serii, jak się podoba?
Kyo oglądnęła po raz 2941428 to mv i doznała odkrycia, olśnienia co do treści.
 Na szczęście wszystko jest pod kontrolą :)
Tak, jeśli chodzi o zrozumienie tego mv do końca i dokładnie,  trzeba oglądać dużo razy żeby zobaczyć wszystko. Serio, myślisz, że rozumiesz już całą akcje a tu nagle się pojawia szczegół, który zmienia sens wszystkiego xD
Tak czy tak, zapraszam do czytania ^^
ps. idk co jest ale miałam mega stracha przed napisaniem tego... o.O
Przypominam też że nie wszystko co tutaj opisuje jest odzwierciedleniem tego co znajdziecie na mv, więc kilka rzeczy, praktycznie mało istotnych będzie zmienione.
Przepraszam z góry za błędy i powtórzenia bo na pewno się pojawiły a ich po prostu nie wyłapałam.

Zostaw po sobie komentarz, jeśli już przeczytasz! :)
zapowiada się długi rozdział, tylko ostrzegam.
 --------------------------------------------------------------------------------------
W ciszy rozbrzmiewał tylko odgłos kroków niesionych echem po betonowych ścianach. Nikt się nie odzywał, nikt nie wiedział co powiedzieć. Każdy zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, każdy wiedział jakie może nieść ze sobą ryzyko takie zebranie.  Coś mogło pójść nie tak. Zawsze istniała szansa, że już nigdy nie wrócą z tego spotkania.
Wszyscy inni mogli myśleć, że jako gang, grupa mają już wszystko zaplanowane i wykonują wszystkie niebezpieczne zadanie jak codzienne czynności, rzeczywistość była zupełnie inna.
Strach - jedyne co czuli gdy robili "skok", "napad" czy cokolwiek innego które wiązało się z ich życiem, wolnością i bezpieczeństwem.
Wdychali zatęchłe powietrze opuszczonych podziemi szukając wzrokiem światła i czujnie wysłuchując każdego najmniejszego dźwięku. Zwykły głośniejszy krok brzmiał podejrzanie, zwłaszcza gdy odbijał się od ścian tunelu metra.
- Chłopcy... - zaczął Yongguk idący na samym przodzie, lekko odchylił głowę by było go wyraźniej słychać, nie mówił głośno w obawie, że ktoś nieproszony może czaić się za rogiem. Przeczucie, które go ogarniało było obezwładniające, miał wrażenie, że ktoś go obserwuje, monitoruje jego najmniejszy krok i ruch, mimo, że jest sam z grupą na odcinku kilku kilometrów. Był jeszcze drugi gang, ale oni mieli czekać na nich w wyznaczonym miejscu.
- Pamiętajcie, gdyby nastała taka sytuacja... - zacisnął mocniej dłoń w której trzymał walizkę z pieniędzmi - nie wahamy się. Ani sekundy. Gdyby zaczęli nas atakować...
- Wiemy - skończył za niego Himchan - po prostu idźmy.
Najstarszy skinął głową mimo, że dzięki oświetleniu nikt tego nie widział i ruszył, a za nim cała czwórka. Przeszli kilka metrów w ciemności gdy w końcu zobaczyli kilka jasnych świateł i strome schody prowadzące jeszcze niżej, przystanęli by pozwolić się ich oczu przyzwyczaić do światła. 
Dopiero po chwili zeszli w dół, prowadzeni przez lidera z wymalowaną pokerową twarzą. Porywacze już byli, sprawiali wrażenie, jakby na nich już długo czekali. Dopiero gdy zauważyli piątkę zbliżającą się do nich jeden z nich przeszedł na tył grupy i mocnymi szarpnięciami wyprowadził zakrwawionego  chłopaka przed grupę.
YoungJae...
Chłopak był skulony a jego ciemnozielona kurtka w niektórych miejscach była poplamiona krwią cieknącą z rozciętych ust, łuku brwiowego zdobionego otwartą raną i licznych zadrapań. Patrzył w ziemię obserwując kolejne krople krwi uderzających o beton,  powoli sączących się zza ucha i z nosa, jedne krople spadały na ziemię, drugie znikały za materiałem kurtki. Z sekundy na sekundę zbierało się ich coraz więcej. Oddychał ciężko i sprawiał wrażenie, że każde tchnienie sprawia mu nadludzką trudność, że dwaj podstarzali faceci ściskający go za ramiona to jedyny powód dla którego nie osunął się jeszcze bez siły na ziemię.
Wtedy podniósł głowę.
Co oni mu zrobili...?
Jego twarz zdobiło kilka siniaków, same oczy były przekrwione i podkrążone a skóra miejscami fioletowa. Z niektórych ran wylewało się kilka kropel krwi malując nią stróżki kierujące się w stronę ziemi. Jego usta były lekko otwarte, zapewne by mógł jak oddychać i mocno spuchnięte, tak samo jak przymknięte oczy, które po chwili skierowały spojrzenie wprost na Yongguka. Dopiero kilka sekund potem usta chłopaka wykrzywiły się w lekkim uśmiechu zniekształconym przez grymas bólu.
Chłopak stał zamurowany. Wpatrywał się w obrazek przed nim próbując zdobyć się na jakiekolwiek słowo.
- Mamy przeliczyć? - Jeden z podstarzałych facetów w przeciw słonecznych okularach, najprawdopodobniej ktoś ważny, patrząc na jego postawę wskazał na walizkę trzymaną przez Yongguka. - czy uwierzyć wam na słowo?
Kilka osób z licznej grupy zaśmiało się, reszta stała niewzruszona, Bang zrobił kilka kroków, rzucił walizkę na ziemię i patrząc nienawistnie po twarzach członków przeciwnego gangu kopnął ją metr przed siebie.
- Zabierz ją - starszy facet powiedział do jednego ze swoich towarzyszy a ten podszedł i poniósł walizkę, otworzył ją i po chwili kiwnął z uznaniem głową w stronę grupy i zabierając walizkę wrócił na swoje miejsce.
Drugi z kolei pchnął pobitego chłopaka a ten zataczając się powoli stawiał kroki w stronę Yongguka i reszty.
Wszystko wyglądało znajomo...
Podejrzanie znajomo
Chłopak chciał ruszyć do młodszego, coś zrobić, cokolwiek. Jednak nic nie mógł zrobić, patrzył tylko na YoungJae  zbliżającego się do niego, jego twarz z każdym krokiem wyglądała coraz wyraźniej, wszystkie małe przedtem ranki teraz były wielkości kciuków, jego usta dalej wykrzywiał grymas bólu połączony z uśmiechem jedną rękę trzymał zgiętą i mocno przyciskał do klatki piersiowej. Drugą bardziej sprawną wyciągnął w stronę chłopaka, który teraz nawet nie mógł się ruszyć, coś go sparaliżowało. Widok krwi, siniaków, ran.... to wszystko... a może nie wszystko
Coś tu nie gra...
- Hyung... - jego głos był chropowaty i przepełniony bólem a spojrzenie błagało o pomoc. Ręka którą wyciągał w stronę chłopaka drżała. Chciał ją złapać. Złapać i już nigdy nie puścić.
- Bang... - usłyszał  za sobą głos Daehyuna jednak nie odwrócił się, zrobił dwa kroki na przód i w momencie kiedy YoungJae był już przy nim na wyciągnięcie ręki, gdy dotknął jego dłoni jego ciało opuściło zmartwienie. Wszystko wydawało się być dziwnie zamazane jakby oglądał film na brudnym ekranie.
W momencie kiedy usłyszał kolejne wezwanie tym, razem już nie rozpoznał do kogo należał głos, usłyszał głośny huk a ciało YoungJae przeszył na wylot pocisk wymierzony z pistoletu, który trzymał uśmiechający się cwaniacko jeden z facetów w okularach przeciwsłonecznych.
Tymczasem jasna koszulka  chłopaka w miejscu gdzie powstała rana stawała się coraz bardziej zakrwawiona.
Yoo patrzył po twarzach zszokowanych chłopców, na końcu jego zamglony wzrok zatrzymał się na oczach Yongguka. Wołał o pomoc. Samym wzrokiem krzyczał, żeby mu pomóc.
Chciał zrobić, ale nie wiedział co. Nie poszło po ich myśli. Nic nie poszło po ich myśli.
Nie puszczał wyciągniętej ręki chłopaka która coraz słabiej ściskała jego dłoń.
Nie...
On umiera...
Nie! NIE, NIE, NIE! 
Koszulka stawała się coraz bardziej czerwona a chłopak coraz bardziej bladł, w końcu posyłając jeszcze jedno błagalne spojrzenie zacisnął oczy i osunął się na kolana.
On nie może umrzeć! Nie może!
Jego ręka bezwiednie opadła po boku a on sam po chwili upadł, przez moment wspierał się na rękach po czym bez sił legł na zimnym betonie.
Bang wpatrywał się w obrazek przed nim próbując uwierzyć w to co się chwilę temu stało, miał wrażenie jakby przyglądał się tej scenie z boku. Wydawało mu się, że widział jak YoungJae podchodzi do niego widział swoje własne spojrzenie wyrażające ulgę, w pewnym momencie Daehyun, patrząc na celującego w ciało YoungJae, starszego faceta kilka razy krzyknął imię Banga, ale ten nie reagował, zareagował dopiero gdy zobaczył krew wylewającą się z klatki piersiowej Yoo. Wszystko działo się w dziwnie spowolnionym tempie a wróciło do pierwotnego dopiero gdy YoungJae osunął się bez sił na beton czekając aż życie do końca z niego ucieknie.
Ogień.
Od środka rozsadzała go wściekłość i żal. Paliło go to od środka. Bez zastanowienia wyciągnął pistolet zza swojego paska i wymierzył kilka strzałów. Zaraz potem rozległ się huk i świst lecących kul wymierzanych przez jeden gang w drugi. W parę sekund w ramieniu Banga powstało kilka nowych dziur, których ból powalił go na kolana.
Szybkie kroki.
Strzały.
Krzyki.
Jakieś niewyraźne słowa - tylko to słyszał. Dźwięki dudniły mu w głowie. Wszędzie czuć było zapach spalenizny. Kątem oka widział celującego zza filaru Himchana. JongUp chował się za jakimś pudłem co chwile wyglądając zza niego i celując do przeciwnej grupy. Yongguk próbował strzelać klęcząc ale po następnych kilku kulkach, które utkwiły mu w ramieniu, okolicach obojczyka i brzucha upadł.
Od razu przy nim znalazł się Zelo. Szarpał go by wstał i bezgłośnie ze łzami w oczach wołał "Przestańcie!" patrząc w to w jedną to w druga stronę spanikowanym wzrokiem. Ten jednak tylko złapał go za rękę i przyciągnął do ziemi by uchronić go przed kolejnymi kulami. Przekręcił głowę jak najniżej ziemi akurat w momencie kiedy ciałem Daehyuna wstrząsały mocne konwulsje spowodowane wymierzeniem w niego serii celnych strzałów, po chwili upadł a jego krwawiąca i szybko unosząca się klatka piersiowa powoli zwalniała by po chwili przestać się wznosić. Widział jak ostatkiem sił chłopak zaciska pięść, która po chwili się rozluźniła, na broni.
Spojrzał na, w dalszym ciągu, mimo tego, że leżeli przylgnięci do ziemi, szarpiącego go Zelo. Przerażone spojrzenie młodszego wędrowało od jednej grupy do drugiej. Chyba wiedział jak się to wszystko skończy. Chłopak poderwał się na nogi biorąc w ręce pistolet Yongguka i wymierzając kilka strzałów w momencie gdy JongUp wybiegł na przód grupy celując w kogo popadnie. Potrafił posługiwać się bronią, prawie zawsze trafiał celnie, tak było  i tym razem. Jednak przeciwników było zbyt wiele, nie mieli szans. W pewnym momencie JongUp przyjął trzy kule wymierzone w Himchana, przed którym stał i upadł na ziemię, jeszcze stamtąd nacisnął kilka razy za spust po czym jego dłonie wyrzuciły pistolet i zajęły się tamowaniem krwotoku.
Zrobiło się jakby ciszej, choć kule nie latały już wszędzie seriami tylko pojedynczo. Na zmianę do przeciwników strzelali Himchan i Zelo. W prawie tym samym momencie polegli, upadli na beton a strzały ucichły. Przej dłuższą chwile było słychać tylko plującego krwią i duszącego się nią Kima i przeciągłe, przepełnione bólem, jęki Zelo.
Czuł jak traci krew, jak świat jest coraz bardziej zamazany, nie miał pojęcia gdzie jest góra a gdzie dół, miał mroczki przed oczami. Jednak dźwignął się na kolana. Poczuł jakby miał w sobie worek kamieni, które przy każdym najmniejszym ruchu zmieniają drastycznie swoje miejsce. Spenetrował  wzrokiem otoczenie. Jęki i szloch Zelo ustały. Odszedł...
To nie może być prawda...
Nie! Nie, nie, nie!
To nie może się tak skończyć...
 Chyba tylko Yongguk przeżył, ale już nie długo i jego wezwie na tamten świat. Nikt z jego grupy nie był już przy nim, a on karcił się w myślach, że nie zrobił nic by ich uchronić przed takim losem. Ale co mógł zrobić?
Oddychał ciężko, walczył z bólem i wsłuchiwał się w otaczającą go ciszę, gdy zauważył ruch. Jeden z facetów z przeciwnego gangu czołgał się po walizkę z pieniędzmi leżącą na skraju betonu, jeden centymetr dalej a spadłaby na tory. Gdy już ją wziął w ręce wstał na nogi i skulony powolnym krokiem zaczął odchodzić.
Bang drżącą ręką na oślep szukał wokół siebie jakiejkolwiek broni, po chwili złapał pistolet, który wyrzucił JongUp, złapał go najsilniej jak potrafił czując, że ledwo trzyma spust.
Jego koniec był blisko, nie mógł pozwolić by człowiek który zabił jego przyjaciół uszedł z życiem.
To nie może się tak skończyć...
Wycelował. 
Po prostu nie może...
Strzelił. W momencie kiedy kula przebiła ciało uciekiniera głowa Yongguka opadła na ramie a płuca wzięły ostatni oddech.
YoungJae... 
Ból ustał. Czas się zatrzymał. Nie oddychał. To był koniec.

Wtedy zobaczył sufit swojego pokoju, teraz widział twarz YoungJae.

Ciąg dalszy nastąpi....

piątek, 27 marca 2015

B.A.P-One Shot (V)

Witam was z kolejnym rozdziałem i wspaniałymi nowinami! 
A mianowicie, stuknęło nam 3000 z hakiem wyświetleń! 
Poza tym w sondzie ku mojej radości prowadzi Jin X Suga ^^ 
Pragnę, też poinformować, że do końca tej serii pozostały nam 2 części + prawdopodobnie shot
a potem lecimy z serią Vkook zatytułowaną jakże kreatywnie bo "Gdzie twoja czapka?"
(wszystko się wyjaśni w treści)
tak więc miłego czytania cześci V serii "One Shot" opowiadającej o B.A.P pisanej o 4 nad ranem :)
liczę na opinię!

_________________________________

W momencie kiedy Yongguk oparł się z westchnieniem o futrynę drzwi Daehyun rzucił na stos jeden z plików banknotów.
- Hyung! - JongUp zdawał się jedyny go zauważyć reszta dopiero potem podniosła wzrok - gdzie byleś tyle czasu?
- G-gonili mnie...- powiedział podchodząc i siadając na kanapie na przeciwko stołu na którym leżał stos pieniędzy. Oparł głowę na splecionych dłoniach i przez chwilę siedział w ciszy wpatrując się w obrazek przed nim. Ocknął się dopiero gdy poczuł dłoń Himchana na swoim ramieniu. Podniósł wzrok na niego
- Ile jest? - spytał oczekując najgorszego - wystarczy?
- Jest dokładnie tyle ile trzeba - powiedział młodszy - nawet z hakiem
Dopiero gdy Bang pokiwał głową Himchan zabrał dłoń. To miał być chyba jakiś pocieszający gest, jednak nie na tym teraz skupiał się Yongguk. Jedna dobra wiadomość, wystarczy na okup. Tylko teraz jak pójdzie im "zamiana"?
Tego bał się najbardziej, ciągle miał przed oczami scenę w swoim śnie gdy wpatruje się w YoungJae, w jego zamglone oczy....
Nie!
Nie mógł o tym teraz myśleć. Nie teraz. Nie mógł snuć scenariuszy.
- Hyung... - zaczął Zelo niepewnie patrząc na starszego przyjaciela - bo ten samochód to...
- Nawalił - dokończył za niego Himchan - przedtem działam ale na akcji zgasł i nie chciał odpalić, normalnie przedtem jechał ale...
- Nie ważne - uciął temat Bang wstając - i tak formalnie nie był nasz...  Muszę wziąć prysznic. Muszę ochłonąć poza tym jestem oblepiony ... chyba nie wiem czy chcę wiedzieć czym zwłaszcza, że pochodzi to z kanału metra.
Chłopcy odprowadzili go wzrokiem do drzwi.
- Hyung - usłyszał za sobą głos Daehyuna, odwrócił się a chłopak uśmiechnął się by dodać starszemu otuchy - będzie dobrze
Jednak Yonggukowi nie było do śmiechu, nie potrafił nawet zdobyć się na wymuszony uśmiech, kiwnął tylko głowa i zniknął w korytarzu.


Bang przyglądał się swojemu odbiciu w połowie zaparowanym lustrze, jego wilgotne włosy opadały na czoło i kark a oczy miał podkrążone bardziej niż zwykle. To przez noc. Nie spał dobrze. Praktycznie w ogóle nie spał, usnął tylko na chwilę i znów obudził go koszmar. Dopiero gdy Himchan przyszedł i "pogadał" z nim dał się zwieść do swojego własnego świata. To nie tak, że monolog młodszego był nudny, po porostu uspokoiło go to trochę.
Przeczesał palcami włosy i wsparł się na umywalce.
Sen.
Ciągle powracał do niego obraz. Jeden obraz którego nie chciał widzieć a jego chora wyobraźnia co chwile mu go podsyłała.
YoungJae...
~Nie myśl! - skarcił się w duchu biorąc kilka głębokich wdechów.
Czuł jakiś podejrzany dreszcz. Niepewność, która nie dawała mu spać teraz urosła do niepokojących rozmiarów. Im bliższa była godzina "wymiany" tym bardziej się bał. To nie był zwykły strach. Nie taki jaki czuł gdy na przykład mieli porwać i przetransportować pewnego ważnego człowieka, lub kiedy mieli sprowokować strzelaninę by odwrócić uwagę od napadu na... Na co wtedy robili skok? Już nie pamiętał. Ale to był inny rodzaj strachu. Takiego lęku jeszcze nigdy nie czuł.
Najlepiej by było, gdyby przestał czuć i myśleć.
Spojrzał znów w lustro a jego odbicie patrzyło na niego żałośnie.
Nie mogąc znieść tego spojrzenia opuścił łazienkę by poszukać jakiejś bluzki.
Zatrzymał się tylko przy kracie oddzielającej korytarz od hali, tam Himchan 
chował do walizki pieniądze.
- Kim! - krzyknął do niego a chłopak od razu poniósł wzrok - Gdzie reszta?
Chłopak zmieszany odwracając wzrok przejechał ręką po karku.
- Zelo chyba trochę się załamał i Daehyun  z nim poszedł .... e...
- Gdzie? - spytał trochę zaskoczony reakcją młodszego na jego ubiór. A raczej brak ubioru, przynajmniej koszulki.
- Nie mówili - powiedział wstając, po czym dodał już śmielej - Mamy do pogadania...
- Hm? O czym?
- Dobrze wiesz...
- Nie teraz Himchan... - rzucił odchodząc.
Skierował się wąskim korytarzem do swojego prowizorycznego pokoju. Było tak łóżko, jakaś strar szafka i.. to było praktycznie całe wyposażenie tego pomieszczenia, nie licząc stojącej na oknie lampki. Mie zdążył jakkolwiek zareagować bo poczuł szarpniecie i dopiero gdy zatrzymał się na ścianie zobaczył kto jest sprawcą ów "napadu".
- Mówiłem ci, że pogadamy potem
- Mieliśmy dokończyć naszą rozmowę - powiedział groźnie Himchan. Stał kilka centymetrów od starszego jednak jego ręce były oparte o ścianę by uniemożliwić ucieczkę Yongguka.
- Jaką rozmowę? Nie wiem o czym mówisz... - skłamał
- Dobrze wiesz o czym mówię - młodszy złapał go za ramię i przycisnął do ściany jednocześnie zbliżając się do niego odrobinę - Po dobroci się z tobą nie da to trzeba tak. Nie słuchałeś mnie wczoraj do końca więc chcę ci coś uświadomić bo widzę, że jesteś ślepy.
Yongguk chciał mu przerwać ale ten uciszył go jednym spojrzeniem
- Widziałem jak na niego patrzysz. - kontynuował a jego wzrok jakby przeszywał go na wylot widząc każde myśli nawet te mniej znane właścicielowi. Jakby żadne uczucie miało mu nie umknąć jakby czytał sekrety z oczu. W żadnym calu nie przypominał Himchana, który chwile przedtem rumienił się na widok jego nagiego torsu.  - Dlatego bardziej to wszystko przeżywasz, dlatego tak bardzo się martwisz. To trwa już bardzo długo...
Przez chwilę panowała cisza.
- Ja to widzę. Widzę wszystkie twoje reakcje, wszystko się odbija na tobie z podwójną siłą. Na zewnątrz próbujesz być twardy jednak w środku nie dajesz sobie rady. Wszystko cie przytłacza. Nie możesz przyjąć do siebie ostatnich wydarzeń. - Himchan puścił ramie Banga który opuścił głowę unikając kontaktu wzrokowego, młodszy dalej kontynuował - Masz wrażenie jakby to wszystko było tylko złym snem. Próbujesz myśleć logicznie ale jedyne do czego jesteś zdolny to myślenie.. myślenie o nim. Podejrzewasz coś, jednak wmawiasz sobie że to tylko wymysły... Próbujesz oszukać sam siebie...
- Nie chcę o tym rozmawiać...
Ty były jedyne słowa, które przeszły mu teraz przez gardło. Nie mógł poukładać myśli jakby nagle ktoś rozwalił układankę z puzzli i kazał mu w kilka sekund poskładać na nowo.
- Martwisz się o niego? - spytał
Yongguk wziął głęboki oddech i zacisnął usta.
- Wszyscy się o niego martwimy - odpowiedział w końcu - Nie wiemy nawet co się z nim dzieje...
- Martwimy - potwierdził - ale ty popadasz w skrajność. Odpowiedz tak szczerze, czy to nie z nim dogadywałeś się najlepiej? Czy to nie jego najbardziej wyczekiwałeś na zebraniach? Czy nie cieszyłeś się razem z nim nawet gdy miałeś zjebany dzień? - znów zmilknął na chwilę by dobrać odpowiednie słowa - Czy nie speszyłeś się gdy zapatrzyłeś się na niego gdy byliśmy na rejsie? Nie chciałbyś żeby był obok?
- Himchan... - powiedział niemal błagalnie
- Czy gdy za każdym razem gdy o nim pomyślisz że pojawia się na twoich ustach uśmiech? Ja, nawet nie wiedząc co myślisz...
- Może.. może masz rację.. - przerwał mu cicho Yongguk - Sam nie wiem....
Młodszy westchnął
- Proszę cię... Wiem, że nie byłeś nigdy zakochany. Nie kochałeś drugiej osoby w taki sposób. To nowe uczucie, boimy się niektórych rzeczy, ale nie możemy też oszukiwać samych siebie
- Możemy przestać o tym rozmawiać? - spytał a nadzieją w głosie. Miał wrażenie, ze gdy chłopak powie kilka słów za dużo ten wybuchnie.Niekoniecznie złością. Czuł się słaby, bezsilny.
- Hyung! Ocknij się! Tak szczerze: czy YoungJae.... ty...
- Czy to... czy na prawdę tak to widać? - przerwał mu jednocześnie powodując ponowne rozsypanie układanki myśli. Znów nie wiedział gdzie jest odpowiedni element, który teraz był mu tak bardzo potrzebny. Spojrzał mu w oczy, z jego samych jedyne co można było wyczytać to wołanie o pomoc. Nie radził sobie. Nie wiedział JAK sobie radzić -
- Nie... tylko... em.. tylko ci wtajemniczeni widzą
- Więc dlaczego mi mówisz te wszystkie rzeczy? Tak dokładnie to opisujesz ... ?
Chłopak uśmiechnął się w zamyśleniu
- Po prostu też kogoś kocham - odpowiedział po dłuższej chwili z uśmiechem wprawiając starszego w osłupienie
Nagle usłyszeli chrząkniecie a zaraz potem głos
- Nie przeszkadzamy? - chłopcy jak na komendę spojrzeli w stronę drzwi gdzie stał oparty o futrynę JongUp i Daehyun patrzący wzrokiem, na kształt przerażenia, to na Himchana to na Yongguka. Stał jak wryty.
Bang odepchnął od siebie Himchana i sięgnął po leżącą na łóżku czarna bluzkę która po chwili przykryła jego ciało.
- Nie, nie... coś sie stało? - zaczął  Himchan
- Hyung, potrzebne są nam pistolety - zwrócił sie do niego JongUp jakby nie widział w zastałej sytuacji czegokolwiek dziwnego. Tylko Daehyun nie mógł wykrztusić żadnego słowa wpatrywał się w hyunga pytającym wzrokiem, chyba tylko on widział coś zupełnie innego niż to co miało miejsce.
Chyba...
Himchan uśmiechnął się do niego i poklepał go po plecach jednocześnie kierując do wyjścia, po chwili cała trójka zniknęła a Yongguk został sam w czterech ścianach.
To, ta cała rozmowa....
Chyba teraz dopiero sobie uświadomił co się z nim dzieje. I dlaczego.
YoungJae... on jest wszystkiemu winny.


Ciąg dalszy nastąpi....