Info.

NOWA SERIA! Prolog + (I) Never Mind " 2802
(XII) Can you trust me? - 0103
(one shot) EXO - Kaisoo "shh, jestem z tobą" 0503
(XIII) Can you trust me? - 1203
NOWA SERIA! (II) Never mind - 1503
(one shot) BTS - Namjin "Nie martw się" - 1903
(one shot) BTS - Kookiemonster "Daj dziecku pojeździć" - 2603

^ jest już napisane, więc znikome szanse, że jakakolwiek data się zmieni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EXO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EXO. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2015

EXO - "Nie da się uratować czegoś, co nie istnieje." Kai x D.O

 Kyo melduje się z nowym one shotem. 
Niestety rozdział pojawi się dopiero na dniach. Od dwóch tygodni choruje, a moje myślenie jest wyłączone do tego stopnia, że zaczęłam się zastanawiać dlaczego w serii jeszcze nie zrobiłam jakiegoś Namseokowego momentu. 
Mniejsza o to. 
Korzystając z okazji wolnej nocy został wydziergany one shot. Czy ja wiem czy na pocieszenie... (Tak, bo angst rzeczywiście pocieszy)
 Nie bijcie, wiem, zepasują odwrócone role, ale nie mogłam się powstrzymać, by nie pisać z punktu widzenia Soo. 
Jeszcze tylko szczegół na koniec: w planach była zmiana czasu i narracji. 
Miłego czytania! 
_______________________________

Byłem wtedy zwykłym chłopcem, nastolatkiem o wielu,  typowych dla nastolatka, problemach. Tego dnia, gdy cię spotkałem pogoda idealnie odzwierciedlała stan w jakim się znajdowałem. Wiał mocny wiatr, ze zwieszonych nad miastem, ciężkich chmur sączyły się drobne, ale zimne krople deszczu mocząc wszystko co napotkało na swojej drodze, wesoło spadające kropelki nie miały pojęcia, że za kilka sekund napotkają zimny beton i rozbryzną się o niego na milion kawałków nie zostawiając po sobie chociażby wspomnienia.
Byłem smutny, ale smutek to chleb powszedni dla takiej osoby jak ja. W ręce trzymałem szarą kopertę z pieczątką miejscowego szpitala. Rozglądając się przechodziłem przez kolejne ulice i uliczki nie zwracając uwagi na ludzi śpieszących przed deszczem w ustronne i suche miejsce, ani na samochody oblewające się wzajemnie wodą, wjeżdżając w kałuże utworzone z dziurawym asfalcie. Życie w tym momencie było mi obojętne. Nie patrzyłem na nikogo i nie zauważałem nikogo, byłem w swojej głowie ja, jeden. I w tej głowie byłem sam. Nawet myśli nie chciały towarzyszyć takiemu człowiekowi jak ja.
Szedłem wtedy jednym z mostów, który zwykle pokonywałem w drodze do szkoły i z powrotem. Szedłem spokojnie chodnikiem, co jakiś czas kopiąc kamyki, które wpadły pod podeszwy znoszonych adidasów, przez cały czas wpatrując się w betonową nawierzchnie przyozdobioną dziesiątkami szczelin i pęknięć, gdy  zamykając oczy usłyszałem wewnętrzny głos. Nie mój, był obcy, ale nie miał dokładnej barwy, jakby podświadomość chciała dać mi jakiś znak, nie wiedząc jak dokładnie się za to zabrać.
Uniosłem głowę, a przed moimi oczami ukazałeś się ty.  Stałeś kilka metrów ode mnie, odwrócony plecami. Twoje dłonie kurczowo trzymały metalowej barierki, a wiatr szamotał twoją rozpiętą bluzą i układał we wszystkie strony przydługie, ciemne włosy.
Stałeś za barierką, po tej niebezpiecznej stronie, gdzie jeden fałszywy ruch decydował o twoim istnieniu. Nie rozumiałem tylko dlaczego nikt nie zwraca na to uwagi. Czy wtedy widok nastolatka, który próbował ulżyć sobie i swoim problemom, pozbywając się jednego z najcenniejszych darów, był aż tak powszedni, że nikt nawet nie spojrzał w twoją stronę? Ludzie omijali ciebie, jakby nie widzieli zupełnie nic, zaślepieni swoim idealnym życiem nawet nie mogli się domyślasz co przechodzisz i dlaczego posunąłeś się do takiego kroku.
Podszedłem do ciebie ostrożnie, bojąc się, że cokolwiek mógłbym wtedy zrobić mogło wpłynąć na twoja decyzję.
Nie znałem cię, byłeś mi obcy. Jedyne co o tobie wtedy wiedziałem to to, że jesteś wyższy ode mnie, o wiele lepiej zbudowany, twój styl, mimo tego jak znoszone rzeczy na sobie miałeś, był lepszy od mojego. Jednak, gdy wychyliłem się nieco za barierkę, by na ciebie spojrzeć, zobaczyłem, że twoje oczy były przepełnione strachem, bólem i odcieniem bezradności, a przede wszystkim - mokre od łez, mieszających się z kroplami deszczu.
Nie chciałem cię ratować, nie chciałem cię też popychać. Chciałem tylko wiedzieć.
- Dlaczego nie skaczesz? - spytałem cicho stojąc na tyle blisko, byś mnie usłyszał.
- Skoczę... - odpowiedziałeś po długiej chwili wahania. Twój głos był drżący, nie miał w sobie nuty pewności do tego, co miałeś zaraz zrobić.
-  Dlaczego się boisz? - spytałem ponownie.
-  Zaraz o zrobię... - zacisnąłeś oczy nie chcąc nawet spojrzeć w dół.
-  Zastanawiałeś się, że dzięki samobójstwu wcale nie trafisz do tej lepszej części pozaziemskiego życia? - spytałem wyciągając rękę w twoją stronę, wtedy po raz pierwszy na mnie spojrzałeś.
- Po cholerę chcesz mnie zatrzymać? - spytałeś oskarżycielskim tonem, jednak w twoich oczach kryła się nadzieja.
- I tak nie skoczysz. - powiedziałem pewny swojego zdania. - Nie puścisz tej barierki, nie polecisz w dół. Nie będziesz jak te krople, które właśnie spadają z nieba. Myślisz, że to odpowiedni krok, ale tak nie jest. Myślisz, że odebranie sobie życia jest takie proste, ale chcąc to zrobić, będąc tutaj... - pokręciłem lekko głową. - i tak nie spełnisz obietnic powtarzanych sobie, pewnie niejednokrotnie.
Patrzyłeś na mnie z całych sił trzymając się barierki, skóra na kostkach twoich dłoni zbielała, a ciało trzęsło się z zimna przeszywane co chwilę kolejnym podmuchem wiatru. - Jak ci na imię?
- J-jongin.
- Dlaczego tutaj jesteś?
Przeniosłeś wzrok przed siebie, ale w dalszym ciągu nie spojrzałeś w dół.
- Moja mama... moja mama nie radzi sobie z nałogiem... odkąd mój tato został zamknięty w zakładzie, ledwo wiążemy koniec z końcem. Nie mam już nikogo. - mówiłeś tak cicho jakbyś mówił sam do siebie, jednak ja, mimo szumu wiatru, słyszałem każde twoje słowo. - Moja rodzina nie żyje, a mama rzadko kiedy jest na tyle świadoma, by powiedzieć do mnie "synu". Wiesz jak to boli? - patrzysz na mnie, a ja nie wiem co powiedzieć. - Jak cholernie boli to, że zamiast słyszeć "Jongin,siadaj do książek" słyszę "Przynieś mi wódkę", że zamiast "Kocham cię, synu" ona krzyczy "Zdechnij, skurwielu"? - w twoich oczach pojawiły się kolejne łzy, które zaczęły spływać po policzkach.
- Jeśli zrobisz ten krok, jeśli puścisz barierki, jeśli spadniesz, już nigdy nie będziesz mógł zobaczyć jak twoja mama zmienia się w tą dobrą, kochającą. - powiedziałem patrząc na ciebie uważnie. - Jeśli nie staniesz tutaj, obok mnie, już nigdy nie będziesz mógł zobaczyć jak się zmienia.
Zacisnąłeś oczy puszczając jedną dłonią barierkę, jednocześnie zdzierając kilka płatków wysuszonej farby z metalowej powierzchni. Przez chwilę myślałem, że zechcesz pokazać jak bardzo się mylę, że zrobisz krok, który będzie już twoim ostatnim, ale ty tylko złapałeś moją dłoń pozwalając pomóc ci przejść na bezpieczną stronę barierki. Nie potrafiłeś powstrzymać łez, mimo tego, że co chwilę przecierałeś oczy, by już przestały lecieć, one nie słuchały cie, torowały kolejne dróżki po twojej skórze.
- Czy... czy m-mogę...? - spojrzałeś na mnie, nie powiedziałeś co chcesz zrobić, ale ja doskonale wiedziałem, nie zastanawiając się ani chwili objąłem cię i przytuliłem. Pozwoliłem byś wtulił się w moje ciało i płakał, żałując tego co właśnie chciałeś zrobić, póki przynajmniej trochę ci nie ulżyło.
- Jak masz na imię? - spytałeś drżącym od płaczu głosem.
- Kyungsoo. - odpowiedziałem niemal od razu.
- Czyli tak ma na imię mój anioł stróż. - spojrzałeś na mnie i uśmiechnąłeś się blado, a ja wiedziałem, że twój uśmiech jest tym, który zapamiętam do końca mojego krótkiego życia. - Pojawiłeś się tutaj i mnie uratowałeś. Dzięki tobie tutaj jestem.
- Nie jestem aniołem, widzisz mnie, dotykasz, rozmawiasz ze mną. - stwierdziłem, po czym uśmiechnąłem sie do ciebie, mając nadzieję, że doda ci to otuchy, na co ty tylko pokiwałeś głową.

Wracając rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Powiedziałem ci co kryje koperta, którą trzymałem w ręku, dlaczego zostało mi tylko kilka tygodni życia. Opowiedziałem ci o mojej chorobie, a w zamian ty opowiedziałeś mi co się stało z twoją rodziną, dlaczego twoja mama zaczęła popadać w nałóg, dlaczego twój tato został niesłusznie skazany. Powiedziałeś mi też o sobie. Dowiedziałem się bardzo wielu rzeczy, potrafiłeś grać na gitarze, kiedyś chciałeś uczyć gry na niej mniejszych dzieci, życzyłem ci tego z całego serca, miałeś brata, starszego, ale tak jak ty zamierzałeś, on popełnił samobójstwo. Rozmawialiśmy też o wydarzeniu, dzięki któremu powstała nasza znajomość. Oboje doszliśmy do wniosku, że gdy raz plany zostają pokrzyżowane, kolejnym razem już tak sie nie stanie.
Historia lubi się powtarzać, ale tyczy się to tylko złych wydarzeń.

***
Idę tym samym mostem, oglądam te same pęknięcia i szczeliny, widzę tych samych ludzi i te same samochody, jest taki sam dzień, jak był wtedy, gdy się poznaliśmy. Minęło równo pięć miesięcy.
Stoję na środku ulicy, ale samochody nie zauważają mnie, a ja nie zauważam ich, idę spokojnie w stronę barierki, przy której spotkaliśmy się po razy pierwszy i ostatni. Stoisz tam. Widzę cię, twoje przycięte włosy znów ulegają sile wiatru, a metalowy zamek bluzy uderza o metalową barierkę, którą trzymasz obiema dłońmi. Znów stoisz po tej niebezpiecznej stronie. Podchodzę bliżej i przyglądam ci się przez krótki moment. Nie widzisz mnie. Przechodzę przez barierkę i staję obok ciebie.
- Anioł stróż jest od tego, by pomagać. - mówię, a ty patrzysz na mnie zaskoczony.
- Co ty wyprawiasz?
 - Jeśli na prawdę chcesz to zrobić, złap mnie za rękę. Zrobimy to razem. - wyciągam do ciebie dłoń, ale ty patrzysz na mnie przerażony.
- Dlaczego chcesz skoczyć?
- A ty dlaczego chcesz odebrać sobie życie? - przenoszę wzrok na ciebie oczekując odpowiedzi, którą zaraz dostaję.
- Moja mama... zmarła dwa dni temu... - kręcisz głową - Nie potrafię teraz... Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

Rozglądam się i widzę, że teraz też nas nikt nie zauważa, ludzie mijają nas tak blisko, że swobodnie mogliby posłuchać o czym mówimy, jednak nie robią nic. Jakbyśmy nie istnieli.
- Stchórzyłem.
- Nie rozumiem.
- Kilka dni potem przyszedłem w to miejsce i skoczyłem. Mówiłem ci, że jestem chory. Nie chciałem walczyć. Walczyłem z nią przez całe życie, teraz chciałem się po prostu poddać. - patrzę w dół. - Skoczyłem dokładnie z tego miejsca. - przenoszę wzrok na ciebie.  - Mnie już dawno nie ma, Jongin.
- Już cię nie ma? - patrzysz na mnie nie mogąc pozbyć się uczucia szoku.
- Przyszedłem tu ponownie, byś zrobił to razem ze mną, żeby było ci łatwiej, wiedząc, że obok ciebie jest osoba, która już to zrobiła.
- Więc jesteś aniołem. - mówisz cicho.
Ty już nie będziesz szczęśliwy po drugiej stronie barierki. Jesteś tutaj już drugi raz, a takim ludziom nie jest dobrze po tamtej stronie. Będziesz cierpiał jeszcze bardziej jeśli teraz się rozmyślisz. - patrzę na twoją dłoń, która chwyta moją własną, ściskam ją lekko.
- Ale, Kyungsoo, przecież ja cię widzę.
Zaprzeczam ruchem głowy.
- Nie, Jongin, tak ci się tylko wydaje.
- Nie rozumiem tego. Dlaczego tu jesteś, skoro mówisz, że cię nie ma? Jeśli tu jesteś można cię jeszcze jakoś uratować. - mówisz niemal błagalnym tonem, ale ja tylko kręcę głową.
- Nie można uratować czegoś, co nie istnieje. - ściskam mocniej twoją rękę, której dotyk, mimo wszystko, czujesz.
Widzę strach w twoich oczach, gdy puszczasz drugą dłoń, łzy na twoich policzkach przestają jednak płynąć. Robiąc krok na przód oboje wiemy, że to wyjście jest najlepsze. Nikomu nie jest dobrze w tym świecie. Nikomu, kto nie ma dla kogo żyć.

The End

sobota, 18 lipca 2015

EXO - "Takich dni się nie zapomina." Xiumin X Luhan

 Kyo wita!
Rozdział pojawi się w przeciągu trzech następnych dni. (Me serce krwawi </3)
Tymczasem mam dla was one shota, mam nadzieję, że się spodoba.
Do rzeczy. Miłego czytania ^^ 

____________________________________________________
Idę wściekły bokiem ulicy próbując przypomnieć sobie drogę do domu. Mijają mnie przechodnie, samochody jadące ulicą wjeżdżają w kałuże ochlapując mnie tym samym, ale ja się tym nie przejmuje, nie przejmuje się zimnem, nie obchodzą mnie krzyki i nawoływania, które rozbrzmiewają, gdy przypadkowo kogoś potrącę czy szturchnę. Nie słyszę ich, bo w moich uszach ciągle rozbrzmiewają twoje słowa, krzyczą, rozrywają bębenki. "Nikt nie był dla mnie ważniejszy, niż Sehun" kolejny raz twój głos zagłusza otoczenie, sprawia, że muszę zasłonić uszy, by się opanować. Byłeś wściekły. Tylko dlatego, że nie chciałem, by dzisiejszy wieczór ON spędził razem z nami. Tyle razy powtarzałeś, że to ja jestem najważniejszy. Tyle razy powtarzałeś, że on jest nikim w porównaniu do mnie. A teraz?
Teraz błąkam się po ulicach Seulu świadomy, że jesteś z NIM.
Że wolałeś JEGO niż mnie.
Łzy, które napływają do moich oczu sprawiają, że nic nie widzę, próbuje je zetrzeć, ale one nie dają za wygraną i pojawiają się znowu.
Słyszę dzwonek telefonu, wiem, że to ty, ale nie chcę odbierać. Boje się, że wybuchnę, że wygarnę ci wszystko. Pewnie nie wiesz, ale dzisiaj mija rok odkąd się poznaliśmy. Rok. To jest ten dzień, w którym, kilka miesięcy temu narodziła się przyjaźń i dzisiaj skończyła miłość pozostawiając po sobie ciemną pustkę.
Targam swoje kasztanowe włosy i wydaje z siebie krzyk. Mam wrażenie jakby moje serce zostało rozerwane na kawałki, rozerwane twoimi dłońmi.
Niebo zaczyna płakać zsyłając na ziemie swoje łzy, które mieszają się z moimi własnymi.
Wściekłość i złość zastępuje rozpacz.
Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w odległej części Seulu. Z daleka słyszę silniki samochodów. Dociera do mnie że poznaje to miejsce, jestem na prowizorycznym torze wyścigowym. Rozglądam się na boki w momencie gdy głośny klakson rozdziera moje uszy a jasne światło, które pojawiło się znikąd, oślepia moje oczy. W następnej sekundzie otacza mnie już cisza. Rozglądam się i widzę krople deszczu które wiszą nad ziemią czekając aż grawitacja pozwoli im rozbryzgać się o ciemny beton. Wiatr przestaje wiać i nagle wokół robi się cieplej, tak, że przez zmianę temperatury na moich rękach pojawia się gęsia skórka. Tylko moje łzy niepowstrzymanie lecą zamazując rzeczywistość. Mija chwila zanim zauważam postać, od której emanuje, już delikatny blask. To mężczyzna. Jego czarne włosy są potargane, a ciemna koszula opina ramiona i klatkę piersiową, z niedowierzaniem zauważam dwa czarne, rozłożyste skrzydła u jego ramion i zaczynam rozumieć. Stoję przed obliczem anioła. Stoję przed osobą, która odeszła ze świata ponad dwa lata temu, osobą, która była dla mnie oparciem w trudnych chwilach zanim pojawiłeś się ty.
- T-tao? - udaje mi się wydusić imię chłopaka, Na chwilę jakby zapominam o tobie i Sehunie.
Chłopak uśmiecha się do mnie, miło znów widzieć jego uśmiech. Robi krok w moją stronę ale nic nie mówi. - Przecież...
Podaje mi dłoń i mocno ściska.
- Jestem tu - zabiera głos a mi zasycha w gardle. Właśnie słyszę głos, którego miałem już nigdy nie usłyszeć. - muszę wykonać zadanie, oto dlaczego jestem.
Patrzę na niego nie rozumiejąc za wiele.
- Muszę przeprowadzić cię przez wspomnienia. - w dalszym ciągu się uśmiecha. Wygląda na szczęśliwego. - Gotowy?
Kiwam niepewnie głową, ale ściskam mocniej jego rękę, a ten otacza nas skrzydłami zamykając w ciemności. Gdy ponownie pozwala mi spojrzeć na świat nie jestem już w obcej części Seulu. Znajduje się w parku niedaleko mojego domu. Jest jesień, słońce świeci na złote liście spadające z drzew i piętrzące się na trawnikach. Słyszę śmiech dzieci i widzę spacerujących ludzi, ale oni nie zdają się widzieć mnie. Nie patrzą w moją stronę i muszę uskakiwać im z drogi, jednak Tao stoi niewzruszony, patrzy w kierunku pobliskiej ścieżki rowerowej. Podążam za nim wzrokiem.
Kasztanowo włosy chłopiec pochyla się nad drobnym blondynem siedzącym na ziemi. Nieopodal leży rower. Kolano blondyna krwawi a ramie jest obdarte.
Dopiero po chwili orientuje się, że patrzę na nas.
- Wtedy go poznałem... - szepnąłem podchodząc bliżej . Widzę swój zakłopotany wyraz twarzy i ciebie próbującego się podnieść, pomogłem ci wtedy.
- Pamiętasz gdzie potem poszliście? - pyta Zitao patrząc na mnie.
- Do mojego domu - odpowiadam od razu - nie chciałem by przeciążał nogi, a mój dom jest nieopodal.
- Kiedy to było?
Przez chwilę milczę. Doskonale wiem, kiedy to było.
- Rok temu - patrze na Minseoka i Luhana z przeszłości. Nie byliśmy wtedy świadomi, co się wydarzy i jak bardzo zmieni się nasze życie w przeciągu tego roku. Mam ochotę podbiec do nas i powiedzieć wszystko, ale się powstrzymuję, i tak te osoby by mnie nie usłyszały.
- Nie płaczesz już? - Tao ponownie łapie mnie za rękę, a ja kręcę przecząco głową, nawet nie zauważyłem kiedy moje łzy przestały lecieć.
Skrzydła chłopaka po raz kolejny nas otaczają, a gdy odsłaniają świat, zauważam, że jestem w domu, z którego przed chwilą wybiegłem. Stoję w twoim domu. Patrzę na twój salon i widzę nas.  Oglądamy razem jakiś film siedząc na jasnej kanapie, na stole stoi miseczka z popcornem, a my wpatrzeni w telewizor co chwilę na siebie zerkamy i komentujemy fabułę.
- Pamiętasz ten dzień? - Tao patrzy na chłopców siedzących na kanapie.
- Tak.. - zaczynam, widząc jak wstajesz kanapy odsuwam się w stronę czarnowłosego by nie zagradzać ci drogi. - Doskonale pamiętam...
- Takich dni się nie zapomina - wzdycha a ja wracam do obserwowania wspomnienia. Pamiętam jak bardzo się tego dnia denerwowałem, wtedy uświadomiłem sobie, że byłem od dawna w tobie zakochany.
Wiem co się zaraz wydarzy.
Przez chwilę na mnie patrzyłeś po czym z powrotem usiadłeś obok. Przez chwilę milczałeś bawiąc się nerwowo palcami i zerkając na mnie zapatrzanego w ekran telewizora.
- Mogę coś zrobić? - spytałeś patrząc na mnie ostrożnie.  Spojrzałem na ciebie lekko zmieszany.
- Co takiego...?
Nie odpowiedziałeś,  patrzyłeś tylko na mnie.  Pamiętam twój wzrok,  byłeś trochę przestraszony,  zniecierpliwiony.  Przyciągnąłeś mnie lekko do siebie, by połączyć nasze usta w niezdarnym pocałunku. Teraz widzę jak łaknąłem twoich ust,  jak przyciągałem cię do siebie, a ty wplotłeś ręce w moje włosy. Przypominam sobie twój dotyk,  niezbyt nachalny,  ale jednocześnie nieznający sprzeciwu. Przypominam sobie jak bardzo moje serce biło ze strachu i szczęścia. W końcu całowałem ciebie,  a ty mnie.  Widzę jak odsuwamy się od siebie,  patrzymy w swoje oczy a ty szepczesz dwa słowa,  przez które drętwieje na całym ciele.  Teraz też czuje jak delikatny dreszcz przechodzi po mnie na dźwięk tych słów.
- Kocham cię...
Moje oczy się rozszerzyły i po chwili już cię przytulałem, wtulałem głowę w twoja szyję i złączyłem nasze ręce.
- Ja ciebie też kocham...  - szepnąłem,  jednak te słowa zalewają się z tymi,  które wypowiadam teraz.  Wyznaje ci miłość jeszcze raz,  ale nie słyszysz tego. Nie możesz tego słyszeć. Tu jesteśmy tylko ja i Tao. Słyszę twój delikatny śmiech,  gdy gładzisz moje włosy.  W dalszym ciągu lubię ten dźwięk.
Mój wzrok trafia na stojącego niedaleko Zitao,  który przygląda się tej scenie z ręką na piersi.
- Pierwszy pocałunek - mówi  i jego i twój. - przerywa. - Minseok,  czy chcesz przejść dalej? Mamy mało czasu,  a chcę pokazać ci jeszcze kilka zdarzeń. 
Kiwam głową nie bardzo rozumiejąc co jeszcze chce mi pokazać.  Znów ściskam jego dłoń,  a on ponownie otacza nas ciemnymi skrzydłami.
Nowe miejsce jest mi nieznane,  jakiś domek po środku lasu z oświetlonym gankiem. Niezbyt pamiętam to miejsce.  Widzę ciebie obejmującego mnie ramieniem.  Staliśmy w progu owego domku machając odjeżdżającemu czerwonemu jeepowi, w którym znajdował się Chanyeol i Baekhyun. Nagle przypominam sobie ten dzień.  Zostaliśmy sami z Jongdae i Yixingiem w domku letniskowym należącym do rodziców Chana.  Sam Chanyeol razem że swoim chłopakiem pojechał po Jongina i Kyungsoo. Mieli dołączyć do nas rano. 
Widzę jak zatrzaskujemy wejściowe drzwi, a na zewnątrz gaśnie światło. Chcę tam wejść,  ale jednocześnie si waham.
- Xiumin...? - Tao zwraca uwagę na swoją osobę machając otwartą dłonią przed moimi,  zapatrzanymi w drewniane drzwi,  oczami. Wzdrygam się, a moje spojrzenie pada na czarnowłosego anioła - Chcesz tam iść?
Podaje mi dłoń, a ja kiwając głową ją ściskam. Idziemy w stronę drzwi,  by po zetknięciu z nimi przenikać je i znaleźć się w urządzonym wnętrzu.  W kominku pali się ogień, a nad nim wisi poroże jelenia. Chen z Yixingiem właśnie znikali w korytarzu, gdy ty, pamiętam, już po raz kolejny raz wpiłeś się w moje usta. Słyszę swój własny jęk gdy przyszpiliłeś  mnie do ściany.
- Ten dzień też pamiętam...  - szepczę podchodząc bliżej nas. Chyba już się przyzwyczaiłem, że nikt mnie nie widzi. - Nie chce tego widzieć. - mówię w momencie, gdy pchnąłeś mnie w stronę drzwi,  za którymi skrywa się nasza sypialnia.
- To twój pierwszy raz -  Zitao wydaje się nie przejmować moimi protestami.
Zniknęliśmy za drzwiami, a Tao ponownie je przenika ciągnąć mnie za sobą. Pchnąłeś mnie na łóżko. Byłeś zaborczy ale i delikatny, podobało mi się to. Czuje jak na moje policzki wstępuje rumieniec, zaczynam się zastanawiać,  czy wtedy też stała koło nas moja, w tym przypadku, przyszła wersja żałując wszystkiego,  co się tego wieczoru wydarzyło.  Tego wieczoru,  kiedy wybuchła ta kłótnia,  kiedy w naszym progu po raz kolejny stanął Sehun.  Dzisiejszego wieczoru. Chcę wrócić do rzeczywistości.  Chce cię przeprosić,  przytulić,  sprawić,  by wszystko było znów tak, jak powinno. Zamiast tego stoję nieruchomo obserwując jak rozpinałeś kolejne guziki mojej koszuli,  jak wodziłeś dłońmi po całym moim ciele,  jak szeptałeś znów i znów moje imię do mojego ucha,  jak uśmiechałem się do ciebie i całowałem twoje usta. Nie mogę na to patrzeć.
- Hyung....  - zaczynam szarpać chłopaka za rękę - Zabierz mnie stąd...
- Dlaczego? - jego oczy wyrażają ciekawość, ale i zrozumienie. Jakby wiedział, że nie chce patrzeć na to, jak pieczętujemy coś, co kilka minut temu stwierdziłem, że zniknęło. 
- Nie chce na to patrzeć...  -  odwracam wzrok i spuszczam głowę.
- Rozumiem. - kiwa głową i ponownie otacza nas skrzydłami.
- Gdzie jesteśmy?  - pytam widząc nowe otoczenie. Znajduje się w pokoju,  panuje tu półmrok, dopiero, gdy moje oczy przyzwyczajają się do ciemności poznaje pomieszczenie. - Dlaczego zabrałeś mnie do mojego domu?
Anioł nie odpowiada, wskazuje tylko ręką na stojące nieopodal łóżko z którego dochodzi stłumiony szloch.
- Myślał, że cię tu znajdzie...  -  Tao ostrożnie patrzy w moją stronę.  -  Ale ciebie nie było.
- Zawsze...  czy on zawsze płacze,  kiedy się pokłócimy? - pytam. Słysząc twój szloch chcę sprawić, by na twojej twarzy znów zagościł uśmiech. Podchodzę do ciebie i kucam zaraz obok. Widzę twoje łzy,  przecierasz oczy. Ten widok sprawia,  że moje serce pęka,  pęka na kilkanaście drobnych kawałków,  bo wiem,  że płaczesz przeze mnie. To ja jestem tym złym.
- Tylko wtedy, gdy wie,  że cie zranił. - słyszę szept Tao i czuje jego dłoń na moim ramieniu. Muszę uskoczyć przed twoją ręką,  gdy sięgnąłeś po leżący na podłodze telefon.  Widzę wyskakujące cyfry,  wybrałeś mój numer.  Widzę jak przyłożyłeś komórkę do ucha i odczekałeś kilka sygnałów, by zaraz potem,  gdy usłyszałeś urwane połączenie,  rzucić nią o podłogę i złapać się za włosy.
- Luhan...  -  szepczę w nadziei, że jednak mnie usłyszysz, ale ty, nie mając pojęcia o mojej obecności, powiedziałeś drżącym głosem:
- Jestem kretynem - uderzyłeś pięściami o materac łóżka.
- Nie jesteś. - również szepczę czując jak łzy napierają na moje powieki. Nie mogę patrzeć jak płaczesz. Wyciągam rękę,  by zetrzeć twoje łzy,  ale moja dłoń nie dotyka twojej skóry. Jakby ją przenika. To jest straszne,  nie chce byś płakał, chce żebyś na mnie spojrzał i się uśmiechnął.
- Kocham tylko Minseoka...  Tylko! - krzyknąłeś a mnie ściska w sercu.  Zaczynam jeszcze bardziej żałować, że wybiegłem, żałuje, że cię tam zostawiłem. Chcę cię pogładzić po ramieniu ale moja ręka ponownie przenika twoje ciało. Przechodzi mnie dreszcz. Chcę wrócić, chce cię zobaczyć. Nie jestem już zły,  nie jestem też w stanie być obok. Mimo, że jestem, że patrzę na ciebie, że słyszę twój głos,  nie mogę znieść tego, że nie możesz mnie zobaczyć.
- Luhan...  -  szepczę ponownie.
Nie wiem co powiedzieć. Jestem w stanie wmówić tylko twoje imię.
Jednak ty zabrałeś moją bluzę i szybko wybiegłeś z mieszkania. Przez kilka chwil patrzę na drzwi,  które się za tobą zatrzasnęły.
Dłoń Zitao zaciska się na moim ramieniu.
- Wracajmy - mówi.
Wstaje i jedyne czego teraz pragnę to znaleźć się w twoich ramionach.
Przysięgam, o nic więcej się nie pokłócimy, nigdy więcej nie doprowadzę cię do płaczu. Przestanę być zazdrosny.  Zawsze razem, dobrze? Zawsze.
Gdy anioł ponownie okrywa nas swoimi skrzydłami przenosi nas z powrotem na ulicę Seulu, skąd mnie zabrał,  jednak czas dalej stoi w miejscu. Wpatruje się w nagle posmutniałego Tao. Próbuję zrozumieć co się przed chwilą właściwie stało.
- Tao... - zaczynam ale on mi przerywa.
- Zastanawiasz się dlaczego tu jestem, dlaczego zabrałem cię w tę podróż? Dlaczego pokazałem ci to wszystko? -  dokańcza,  jakby czytał mi w myślach.
- Tak i...
- Dlaczego moje skrzydła są czarne?  Dlaczego jestem czarnym aniołem? - ponownie mi przerywa, po czym spuszcza głowę,  a mnie przechodzi dreszcz strachu. - Jestem aniołem śmierci.
- Śmierci?! - czuję jak moje serce przyspiesza z szoku. o
- Tak. - kiwa głową i wskazuje gdzieś ponad moje ramię - Zobacz.
Odwracam się, a kilka metrów przede mną znajduje się maska czerwonego sportowego auta ze spanikowanym  kierowcą w środku. Wygląda jakby był zbyt rozpędzony,  by zahamować i doskonale wie,  co się za chwilę stanie.  Zaczynam rozumieć.
- Czy ja...  - zaczynam, ale boję się dokończyć. Przełykam głośno ślinę. Chcę cię zobaczyć,  dotknąć,  przytulić. Nie chce umierać!
- Dlatego tu jestem - wzdycha
- By mnie zabrać? - pytam drżącym głosem.  Czuje jak moje ręce drżą ze strachu. To uczucie jest straszne,  wiem że za kilka chwil odejdę i nie mogę nic zrobić,  by stało się inaczej.
Tao zaprzecza ruchem głowy.
- Przyszedłem,  by pokazać ci najlepsze momenty w życiu.
- A-ale Luhan...  to nie było moje wspomnienie.
- Nie zrozumiesz. Zobacz - ponownie wskazuje palcem, tym razem gdzieś w bok. Gdy patrzę w tamtą stronę dostrzegam ciebie. Już mnie zauważyłeś, patrzysz na mnie przerażony. Też już wiesz co się za chwilę wydarzy.
- Każdy ma swój los zapisany od urodzenia. - anioł przenosi na mnie wzrok i przypatruje się uważnie. - Odkąd umarłem, wiedziałem, że właśnie tego dnia, w taki sposób do mnie dołączysz.
Moje ciało opanowuje panika,  uświadamiam sobie jak bardzo jestem bezsilny wobec świata.
- On też. Luhan też niedługo do nas dołączy. - mówi, a ja czuję jak krew odpływa mi z twarzy - nie będzie mógł sobie poradzić ze stratą ciebie.
Nie potrafiłem wydusić słowa. Uwiązł mi gdzieś w połowie drogi.
- On… on  nie może… - udaje mi się wydukać
- Za równo dwa tygodnie -  informuje mnie  - zabierze Baekhyunowi tabletki nasenne.  Zrobi to tak, by nikt nie zauważył. - mówi powoli, a do moich oczu napływają łzy, po chwili wylewają się niewidzialną stróżką spod powiek.
- Uratuj go! - krzyczę błagalnie. Musi być jakiś sposób, Tao go może uratować, wierzę, że może to zrobić. - Nie możesz pozwolić, by umarł…  - próbuję otrzeć łzy.
- Takie jest przeznaczenie, Minseok… - mówi smutny.  Zawód anioła śmierci musi być bardzo przygnębiający.  – Nie mogę nic z tym zrobić, ja tylko wypełniam swoje zadanie…  - podnosi wzrok na mnie - Przepraszam…
Anioł unosi ręce, a jego ogromne skrzydła ukazują się w całości, lekko połyskują, wyglądają jakby były ze skóry, ciężkie, ale jednocześnie sprawiają wrażenie niezniszczalnych.
- Za kilka chwil się znów zobaczymy. - udaje mi się usłyszeć zanim blask oślepia moje oczy, a huk atakuje  uszy.
Nagle wszystko jak się zaczęło, tak się skończyło. Nagle, bez ostrzeżenia. Zauważam tylko Tao opuszczającego ręce, a mnie opanowuje przeszywający ból.  Samochód uderza w  moje ciało z całej siły i popycha do przodu, w każdej kości czuję moc uderzenia, a moje bębenki zostają niemal rozerwane przez ogłuszający dźwięk hamulców i pisku opon. Dopiero po kilku metrach i sekundach, które trwają całą wieczność , samochód zatrzymuje się, a ja upadam uderzając rękami o beton. Słyszałem łamiące się w środku mnie kości. Ból przeszywa moją czaszkę, która w pewnym momencie uderzyła o podłoże. Wokół mnie unosi się zapach spalin i dym z opon. Próbuję oddychać, ale to nie możliwe, każda kolejna próba zaczerpnięcia tchu sprawia mi niewyobrażalny ból. Jestem poobijany, zapewne mam też pękniętą czaszkę i kilka żeber. Moje włosy plami krew sącząca się gdzieś z głębokiej rany, którą ktoś próbuje zatamować. Otwieram oczy, a zbyt jasne światło sprawia że mój mózg przecinają sztylety. Próbuję nie płakać, ale nie mogę powstrzymać łez wiedząc o zamiarach naszego losu. Przez łzy widzę ciebie. Wyciągam drżącą rękę w twoją stronę i ściskam twoją dłoń tak mocno na ile pozwala mi mój stan. Nie mogę odejść! Nie możesz odejść!
- Lu... - próbuję wymówić twoje imię, ale nie potrafię ułożyć ust w głoski. Czuję jak stróżka krwi sączy się z kącika moich ust.
- Zaraz przyjedzie karetka - gładzisz moje włosy próbując tym samym mnie uspokoić, ale ja nie pozwalam. Nie chcę ci mówić, że odejdę, że to moje ostatnie chwile, że zegar mojego życia właśnie się zatrzymuje odliczając ostatnie sekundy. Próbuję ułożyć w głowie zdanie, ale jedyne co potrafię to szeptanie twojego imienia. Ocierasz swoje oczy. Znów płaczesz, znów przeze mnie. Chcę cię chwycić w ramiona, mówić, że będziemy już szczęśliwi.
- Nie rób tego... - szepczę widząc mroczki przed oczami. To straszne, nie mogę nic z tym zrobić. Mogę tylko liczyć kolejne, coraz wolniejsze, uderzenia serca. - Musisz żyć... - urywam, by wziąć płytki oddech. Całe moje ciało po raz kolejny przeszywa fala bólu. Czuję jak mój uścisk słabnie, próbuję go wzmocnić ponownie łapiąc twoją dłoń. Nie chcę tak kończyć. Chcę ci wszystko powiedzieć. Muszę zmuszać mój organizm do kolejnego wdechu. 
- Kocham cię... - zaciskam oczy słysząc twój szloch. Moja ręka opada, a ja nie mam siły jej podnieść. To już koniec. Czuję to. Moje serce przestaje bić, nie potrafię zaczerpnąć kolejnego tchu.
- Proszę, jeszcze kilka chwil - mówisz płaczliwym głosem gładząc mnie mocno po policzku. - Nie zostawiaj mnie... Proszę... Minseok, błagam - łapiesz moją dłoń i ściskasz ją mocno. - Kocham cię, nie odchodź... 
Ale twoje słowa nie pomagają, nie potrafię już logicznie myśleć.
Odchodzę.
Odchodzę bezgłośnie wymawiając twoje imię.
Nie powinieneś rezygnować z życia, powinieneś je sobie ułożyć z kimś innym, bym mógł się tobą opiekować stamtąd, z nieba. 
Kiedyś się spotkamy, wtedy w końcu na spokojnie porozmawiamy, a ja do tego czasu będę twoim Aniołem Stróżem. Obiecuje.


END

czwartek, 14 maja 2015

EXO - "O wilku mowa..." Kai X D.O

"Może ty mi będziesz to przez tela dyktować? Bo ty jak coś napiszesz z zeszycie i chcesz przepisać na bloga to coś zawsze zrypiesz" ~ JołjołKuje Cie!
Bardzo dobry pokaz wiary w moje umiejętności, dziękuję xD
One shot napisany w momencie gdy SziZgon pisała mi zarys pewnej scenki, tak trochę mi się nudziło a że nigdy nie pisałam takiego typu scenek to proszę o wyrozumiałość i wybaczenie jeśli jednak coś zepsułam ;_;
Tak więc zapraszam na pierwszy one shot od KyoRim!
W sumie to taka miniaturka....
Kit z tym, pozostaw komentarz a wrażeniami i info czy się nie załamałaś/eś! :D 

____________________________________________________________________
Za godzinę miał zacząć się koncert  a zespół pół godziny temu miał być już na arenie. Mimo zamiarów nadal byli w dormie.Mając w zespole osoby takie jak Chanyeol, który układał włosy ponad godzinę i Sehun, latający po całym mieszkaniu szukając poszczególnych części swojej garderoby trudno było się nie spóźniać, gdy w kwestii przygotowania byli skazani na siebie. 
Kyungsoo stał w łazience przed lustrem układając lekko wilgotne włosy w miarę wyjściową fryzurę. Na pralce czekała na niego czerwona bluza z białym napisem i biała czapka przyozdobiona złotymi ćwiekami.
- Po co ja właściwie układam te cholerne włosy? - spytał sam siebie zakładając na głowę czapkę. Spojrzał ponownie w lustro, przyjrzał się swoim rysą twarzy, pełnym ustom i ciemnym oczom i po raz pierwszy na prawdę zatęsknił za ich stylistką. Mogłaby być zupełnie niewidoma a i tak lepiej by narysowała kreski niż on sam sobie w dobrym oświetleniu przed lustrem. 
Sięgnął po opakowanie z kolorowymi soczewkami leżące na półce koło lustra i schował je do kieszeni czarnym rurek po czym zabrał się za rysowanie czarnych kresek na powiekach. 
- Kto wymyślił, żeby chłopak miał się malować?! - spytał swojego odbicia w lustrze - Tak, też nie mam pojęcia.... Pewnie Kai maczał w tej modzie palce.... - przez chwile sie zastanowił 
Czy ja aby nie zwariowałem do tego stopnia, że rozmawiam ze swoim odbiciem?
Jego rozmyślanie  przerwało pukanie do drzwi, z zaskoczenia mało nie wsadził kredki do oka. 
- Czego? Chcesz, żebym oślepł? - spytał intruza wracając do przerwanej czynności
- Sora D.O, wpuścisz mnie? - zza drzwi dobiegł głos jednego z  najbardziej przyjaznych osób z zespołu i  najbardziej pożądanych osób z SM. Zaraz obok Lee Taemina oczywiście. Pożądany z pewnością nie przez same kobiety, ale i przez mężczyzn, ale o tym fakcie wiedział chyba tylko Kyungsoo.
- O wilku mowa.. - mruknął sam do siebie -  A co będę z tego miał? - dodał głośniej by chłopak mógł go usłyszeć 
- Satysfakcje...? - chłopak zaśmiał się - Słuchaj zostawiłem czapkę na szafce
Chłopak westchnął i przekręcił łucznik pozwalając na wtargnięcie do środka ciemnowłosego chłopaka, znanego jako Kim Jongin, ubranego podobnie do niego. Miał na sobie czarne jeansy i czerwoną bluzę. Tym razem jako soczewkom jego oczy przybrały kolor ciemnej żółci a na ustach malował się szeroki uśmiech.
Chłopak kolegował się z D.O jeszcze przed debiutem, inni musieli się poznawać, szukać wspólnych tematów i spędzać ze sobą mnóstwo czasu by się do siebie przyzwyczaić a oni? Oni po prostu się sobie przedstawili i już kilka dni potem mogli stwierdzić, że ich przyjaźń może  przetrwać trochę dłużej niż się mogło wydawać. Teraz mijał trzeci rok. 
W połowie drugiego Kyungsoo zaczął się zastanawiać czy aby nie za bardzo polubił Jongina, do tej pory nie znał odpowiedzi. 
- Bierz szybko i znikaj - powiedział chłopak pokazując kredką w stronę białej czapki leżącej na szafce niedaleko umywalki. 
Kai jednak miał inne zamiary, lustrując go spojrzeniem podszedł do starszego z każdą  sekundą zbliżając się na niebezpieczną odległość. Mógł bez trudu poczuć świeżo użyte perfumy młodszego.
W pierwszej chwili miał ochotę uciec i zapomnieć o wyrazie twarzy Kima gdy złączył ich usta w pocałunku  i to, że poczuł przechodzący dreszcz po całej długości jego kręgosłupa gdy odwzajemnił pocałunek a ten z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej brutalny i zachłanny. 
Co sie dzieje?
Poczuł dłoń wplatającą się w jego włosy, która po chwili mocno się zacisnęła przypadkowo ciągnąć za pojedyncze kosmyki. Poczuł własny jęk podniecenia gdy chłopak powtórzył czynność, przyciągnął go do siebie  i wsunął język w jego usta. Penetrując nowo poznane miejsce wodził nim po jego podniebieniu. Po chwili pchnął go na drzwi, jednocześnie je zatrzaskując. D.O wplótł ręce w jego idealnie ułożone włosy rozwalając je tym samym. Gdzieś rozległ się dźwięk uderzającej o kafelki kredki do oczu, która zapomniana przez chłopców potoczyła się pod szafkę. Młodszy oparł ręce na ścianę po obu stronach chłopaka uniemożliwiając mu tym samym jakąkolwiek ucieczkę. Po chwili zszedł pocałunkami niżej, składając je na jego szyi i wodząc palcami po jego nagim torsie tym samym powodując kolejne dreszcze przechodzące po ciele Kyungsoo. Słyszał jego przyśpieszony oddech i czuł mocno bijące serce. Na pamiątkę zostawił po sobie kilka malinek po czym całować go jeszcze niżej, przez obojczyk przechodząc do dolnej części brzucha. Z ust chłopaka wydarł się urwany jęk, Kai zaśmiał się do siebie i powrócił do ust starszego. Ponownie wpił się w nie i czując znajomy dotyk języka przygryzł go. D.O znów czując usta młodszego zacisnął dłoń na jego przedramieniu, wbijając paznokcie w jego skórę, która po chwili wtargnęła pod czerwoną bluzę okrywającą ciało Jongina. Ile kobiet oddałoby wszystko by to ich pocałował tak jak teraz całuje jego.... Młodszy przejeżdżając paznokciem ponad linią jego spodni i przygrywając wargę chłopaka, doprowadzając go tym samym do obłędu, odsunął się od niego.
- To zaliczka za przeszkadzanie w szykowaniu się do koncertu - wyszeptał patrząc na zdezorientowanego chłopaka regulującego oddech a na jego usta wstąpił szeroki uśmiech - Pełnej zapłaty dokonam po koncercie hm? - puścił do niego oczko i złapał białą czapkę leżącą na szafce. Chłopak złapał za klamkę jeszcze na chwilę się odwracając do niego 
- A, i następnym razem zanim wpuścisz mnie do łazienki, upewnij się, że jesteś całkowicie ubrany - zauważył przejeżdżając niezdarnie ręką po nagim torsie chłopaka - Bo może się to dla ciebie źle skończyć...
Uśmiechnął się i zostawiając chłopaka chwilowo niezdolnego do wypowiedzi chociażby słowa wyszedł z pomieszczenia cicho zamykając drzwi.